Polityka

Jak dochować lojalności państwowej w razie konfliktu aksjologii?

 W świetle dostępnych wyników sondaży z badania opinii publicznej na temat aktualnej polityki rządu w Polsce na kierunku wschodnim, wynika że około 25% ankietowanych nie popiera tej polityki. Jeżeli przekładałoby się to na społeczeństwa – to mowa o około 8-9 milionach ludzi, których nie satysfakcjonuje polityka „błękitnej przyjaźni” z naszym pośrednim wschodnim sąsiadem i bezwarunkowe wspieranie tamtejszych aspiracji – nie do końca wiadomo dokąd prowadzących. Generalnie co czwarty Polak i Polka nie zgadza się z polityką rządu w tym zakresie. Prawdopodobnie, gdyby przeprowadzić dużą kampanię informacyjną naświetlającą szerokiej opinii publicznej fakty, jakie stoją za przyjętą polityką, jej kosztami, skutkami, odbiorem „na zachodzie” i innymi niewygodnymi informacjami, jakich nie da się znaleźć w naszym błękitnym mainstreamie – to odsetek osób niepopierających byłby jeszcze większy.

Jeżeli dane dotyczące oceny polityki wschodniej zestawić z informacjami z szybko przeprowadzonych sondaży, co do gotowości obywateli do „poświęcenia się” dla kraju, czy, też tego co myślą o powrocie do idei Zasadniczej Służby Wojskowej – to uzyskujemy zupełnie inny obraz sytuacji w Polsce niż ten, jaki przedstawiają mainstreamowe prasa, portale, radio i telewizja.

Polacy po pierwsze nie rozumieją dlaczego ich (mimo wszystko) rząd – tak jednoznacznie wmieszał się w wydarzenia na wschodzie i co pozytywnego z tego dla naszego kraju wynika (nie wspominając o ryzykach i kosztach. Po drugie – z powodów ogólnosystemowych – najczęściej młodzi ludzie nie wyobrażają sobie dlaczego mieliby się poświęcać dla państwa – uwaga – utożsamianego z rządami obecnej klasy politycznej – bez względu na barwy i opcje polityczne – jeżeli to państwo skazuje ich na wegetację, emigrację i dziadostwo prawie na każdym polu życia społeczno-gospodarczego, ewentualnie pozwala na bezgraniczny wyzysk lub w tym wyzysku samo współuczestniczy.

Na wielu forach internetowych można było w ostatnich tygodniach zaobserwować pytania, nawet dyskusje i popularne „memy” orbitujące wokoło pytania – dlaczego mielibyśmy umierać za Tuska i resztę ludzi, którzy zgotowali nam taki los – stworzyli tak dramatyczne warunki do życia w naszym czyli i ich i naszym kraju? Wielu młodych ludzi zwłaszcza tych co już opuścili Polskę – śmieje się wprost z sytuacji i odgraża, że nie ma najmniejszego zamiaru wracać do Polski w razie jej zagrożenia i nie będzie umierać ani za Tuska ani za „prezesa”. Po trzecie kwestia poboru – innego niż ochotniczy w ogóle nie może być brana pod uwagę, bo ludzie po prostu uciekną z kraju i będą jawnie sabotowali, nikt w Polsce nie chce być “frajerem”. Nie da się dzisiaj skutecznie przymusić nikogo do „pracy za darmo” jak określają przymusową służbę wojskową młodzi ludzie.

Pomimo tej całej niechęci i bez wątpienia sporej dawki słuszności prezentowanej argumentacji – okoliczność zagrożenia państwa z zewnątrz może być jak najbardziej obiektywna i niezależna od naszego podejścia do tematu, chęci i życzeń. Powstaje pytanie – co wtedy? Jak dochować lojalności państwowej w razie konfliktu aksjologii? Zwłaszcza w przypadku, jeżeli ktoś nie zgadza się w zupełności z polityką rządu w tym zakresie, jest pacyfistą, nie pozwala mu religia na zabijanie (nawet w obronie własnej) jak również po prostu ocenia sytuację inaczej niż rządzący i nie widzi we „wrogach” – tego co chciałaby, żeby widział nasza oficjalna mainstreamowa propaganda. Co wówczas może zrobić taki człowiek? Przecież odmowa wzięcia broni do ręki może być uznana przez oficjalne (niestety) władze za zdradę, co wówczas? Kara śmierci z rąk siepaczy systemu – pokazowo, żeby tylko przestraszyć innych niepokornych? Kodeksy są – proszę sobie poczytać przepisy na czas wojny! Wszystko jest dostępne w Internecie – poszerzajmy świadomość obywatelską. Nie ma miejsca dla aksjologii pomiędzy wylotem lufy, nabojem a kośćmi czaszki…

Sytuacja może być dramatyczna, bo przecież nawet przejście na stronę wroga aksjologicznego – przy założeniu, żeby się udało to przeżyć, a wróg by wygrał – to hańbiąca zdrada w rozumieniu dotychczasowej – mainstreamowej aksjologii.

Otóż jest rozwiązanie, legalne nawet w świetle naszego obecnego prawa. Mianowicie – trzeba zawczasu, zanim szaleństwo się nakręci do poziomu niszczącego umysły – jawnie przeciwstawiać się oficjalnej linii politycznej uznawanej za linię państwową, w zakresie tego fragmentu polityki zagranicznej, który może prowadzić kraj do zguby. Jest pluralizm, każdy może mieć własne poglądy i własny ogląd na sprawy. W stanie pokoju – obywatele nie mają obowiązku słuchać się władzy cywilnej i wojskowej w zakresie ich pola do swobody oceny politycznej. To znaczy, rządzący nie mogą wymagać od obywateli – w demokratycznym i rzekomo liberalnym ustroju – opartym na rządach prawa, żeby ci dostosowali swój punkt postrzegania i sposób percepcji a przede wszystkim jej wynik do tego co mówi oficjalna władza. To byłoby przecież zaprzeczeniem samej idei demokracji, wolności, pluralizmu itd. Prowadzącym wprost do zamordyzmu, dyktatury, prześladowania i niestety tego co znamy z historii Polski i to również tej przed ostatnią wojną.

Właśnie w tym znaczeniu – rządzący nie mają prawa wymagać od swoich politycznych oponentów, żeby aktywnie przyczyniali się do sprzecznej z ich oceną sytuacji polityki – co nie oznacza, że osoby o odmiennych poglądach niż „mainstreamowe” są zwolnione z obowiązku noszenia broni! Absolutnie nie! Jest oczywistym, że w momencie wojny – należy stanąć w jednym szeregu, karnie podporządkowując się rozkazom jednolitej władzy. Jednakże takie podejście z jednej strony gwarantujące lojalność wobec państwa i mainstreamu, bo przecież na tym polega demokracja, że mniejszość godzi się z poglądami większości – a z drugiej MUSI GWARANTOWAĆ POSZANOWANIE PRAWA MNIEJSZOŚCI DO ORGANIZACJI ŻYCIA POLITYCZNEGO W OPOZYCJI, CZY TEŻ W PRZYPADKU OKUPACJI – NA WŁASNYCH ZASADACH. To już w historii przerabialiśmy. Oczywiście mowa tu o aksjologii odmiennej od tej, która doprowadziła do np., upadku państwowości – co się już nam raz zdarzyło i dokładnie taki scenariusz miał miejsce po internowaniu rządu sanacyjnego w Rumunii i de facto mianowaniu nowych ministrów przez państwa zachodnie. Przy czym wówczas społeczeństwo zostało pozostawione przez władzę samo-sobie. Nikt nie przewidział stworzenia  struktur, które trzeba było tworzyć w warunkach okupacji. W naszych realiach istnienie zalążków państwa podziemnego byłoby dzisiaj jednak niemożliwe.

Polska znaczy więcej niż prawo określonej grupy ludzi do trwania w uznawanej za jedynie świętą słuszność. To, że większość jest zaślepiona szaloną wizją zabawy z zapałkami w składzie butli z gazem, nie znaczy że wszyscy mają ponosić konsekwencje ich czynów. Zwłaszcza, że tego zaślepienia przez lata dokonywała wąska grupa ludzi, działająca w interesie bardziej cudzym i własnym niż ogółu, a na pewno już nie w interesie międzypokoleniowym ludzi mówiących po polsku.

Można to nazwać „anatomią zdrady”, ale naprawdę tak jak nie wszyscy Polacy uważają decyzję o mobilizacji “do” i o “wywołaniu ” Powstania Warszawskiego za decyzję, którą by poparli w referendum, tak samo nie wszyscy dzisiaj żyjący Polacy chcieliby ginąć za niekoniecznie zrozumiałe decyzje osób będących dzisiaj u władzy w Polsce.

Nawet większość – jeżeli jest demokratyczna – musi to zaakceptować. Nie ma innego sposobu uniknięcia wojny domowej i w konsekwencji bratobójczych walk. A to, że rządzi ten kto ma media, jeszcze nie znaczy że ma prawo do bezkarnego popełniania błędów prowadzących do zguby całą populację!

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

5 komentarzy

  1. Cóż, Putler wyświadczył Polsce przysługę i będziemy wreszcie mieli bazy wojsk lądowych i czołgi amerykańskie na terytorium Polski. Jest to najlepsza z możliwych gwarancji naszego bezpieczeństwa. Uznanie dla ambicji przywódczych i sukcesu polskiej dyplomacji w tej dziedzinie wyraża półgębkiem Dmitri Trenin, były wysokiej rangi wojskowy szpieg sowiecki i rosyjski, a teraz szef moskiewskiego centrum fundacji Carnegie (http://www.theguardian.com/commentisfree/ 2014//apr/20/ukraine-stares-abyss-europe-leadership).

    Wygląda na to, że trzeba było rosyjskiej aneksji Krymu, aby przestraszyć Tuska i zmusić do powrotu do polityki zbliżenia z USA. Teraz tylko wypada poczekać do 25 maja na wybory do Parlamentu Europejskiego i najprawdopodobniej w niedługim po nich czasie mianowania, ku niepomiernej radości Putlera i kremlowskiej kleptokracji, ministra Sikorskiego na stanowisko szefa dyplomacji Unii.

    • Kto to jest Putler ?

      • Cóż, taki Kuklinowski (z Kanady), kretyn zbiegł
        z miejsca przymusowej izolacji, i (jak zwykle)
        sieje jadem xxxxxxxxxx-xxxxxxxxx.
        Żałosny typ.

    • …siema, ‘miszczu’ słowa pisanego…dalej trwasz
      w iluzji i herezji politycznej. Nie wiem czy zauważyłeś,-Pan Radek
      (ze strefy zdekomunizowanej), w UE cieszy się
      renomą normalnego wariata,(tak jest postrzegany).
      Przez poważnych ludzi, nie tylko z “otoczenia” politycznego.
      Ten “człowiek”, to na bank – Chazar..a może i coś
      gorszego…

  2. inicjator_wzrostu

    Zmiany w patrzeniu na naszych polityków są nieodwracalne.
    Na krótką metę niski poziom zaufania społecznego – jeszcze się obniży. Dochodzą przedwyborcze “harce”, co dodatkowo gmatwa sytuację i ośmiesza “aktorów” wydarzeń.
    Wszyscy w Polsce chcą spokojnego rozwoju, a odgrzewane okrzyki zimnowojenne nie służą pokojowi.
    Rządzący nami historycy zapomnieli już, że wojny rodzą się najpierw w głowach polityków, a służą im ich głupie wypowiedzi.
    Szkoda Polaków.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

one × one =