A to dobre: chyba boimy się czarnego scenariusza na Ukrainie?

Leopard 2 A4 während des Technischen Dienstes in einer Kaserne Autor: Hedwig Klawuttke, Źródło: commons.wikimedia.orgNiesamowicie się dzieje w realnej polityce, co prawda trudno pewne fakty dostrzec w zalewie informacji niepotrzebnych, ale jak się chce to się da. Przykładowo najnowszych wypowiedzi pana premiera na temat Ukrainy nie można już odbierać na jednym poziomie. W zasadzie – przy pełnym szacunku dla jego osoby, – ale już nie da się zrozumieć, o co w generalnej linii wypowiedzi mu chodzi. Nie wiadomo, jaka jest polityka jego rządu w kwestii eskalacji tego konfliktu, której jak wynika z wypowiedzi pana premiera – należy się spodziewać. Z jednej strony chyba – BEZAPELACYJNIE – opowiedział się za zamachem stanu dokonanym przez polityków i oligarchów sterujących Majdanem, czy też może bardziej właściwe słowo – występujących na Majdanie, potem pozostawił bez odzewu ukraińskie prośby o bezpośrednie wsparcie finansowe, jak również odmówił kwestii udziału Wojska Polskiego w ćwiczeniach na Ukrainie pomimo zaproszenia ze strony ich parlamentu. Rząd nie wypowiedział tego jednoznacznie, ale w sferze czynności faktycznych – przestał uznawać pana Wiktora Janukowycza, jako Prezydenta Ukrainy, pomimo świadomości, że w ich realiach konstytucyjnych sprawa jest najdelikatniej mówiąc dwuznaczna. Zupełnie spalono mosty w jedną ze stron – zapominając jak trudna w ocenie jest wojna domowa!

Dzisiaj natomiast słyszymy po tym jak tamtejsze władze dokonują pacyfikacji miast na wschodzie, w których trwają rewolucje analogiczne do Majdanu, że Europa ma się szykować na czarny scenariusz na Ukrainie! Skoro Europa, to na pewno Polska także!

Zapytajmy właściwie to, jaką politykę wobec kwestii ukraińskiej prowadzi rząd naszego kraju? Czy, po to zagrzewaliśmy Majdan do boju? Czy, po to proponowaliśmy Ukrainie stowarzyszenie z Unią, żeby się teraz bać skutków i konsekwencji czarnego scenariusza, – czyli – nazwijmy to po imieniu – wojny domowej na Ukrainie?

Czy rząd w Polsce nie ma wpływu na ostrość stanowiska swoich ukraińskich przyjaciół? Przecież po ostatnich wypowiedziach tamtejszych przywódców widać, że generalnym kierunkiem, na jaki się zdecydowali jest konfrontacja z rosyjskojęzyczną ludnością własnego kraju, a ich celem głównym jest prawdopodobnie, – bo to jedynie przypuszczenie – wciągnięcie Federacji Rosyjskiej w konflikt, gdyby ta kierując się względami humanitarnymi rozpoczęła operację stabilizacji na terenie tak naprawdę faktycznie bezpaństwowym, – bo trudno nazwać terytorium Ukrainy miasta, w których wojska i służba bezpieczeństwa z Kijowa szturmuje budynki władz lokalnych i strzela do cywili, używając w tym broni ciężkiej i jednostek antyterrorystycznych!

Może rzeczywistość jest jeszcze ciekawsza? Może zostaliśmy wmanewrowani w tym znaczeniu, że władze w Polsce udzieliły licznymi deklaracjami na forum międzynarodowym poparcia dla spraw i ludzi, których nie rozumieją, a ich działania przerosły wszelkie układane w Warszawie scenariusze? Przecież już samo nieuznanie przez Majdan i jego wielką przywódczynię – porozumienia negocjowanego przez ministra z rządu w Polsce to był policzek dla nas i Unii Europejskiej. Ukraińcy pokazali gdzie mają „polskie” porozumienia i układziki – dając do zrozumienia, gdzie jest miejsce zachodniej dyplomacji.

Być może pan premier się zorientował, że jest przez tamtejsze siły wciągany w konflikt wewnętrzny? Być może nawet – pomimo deklaracji podtrzymujących na duchu – doszło do przewartościowania i w rządzie w Polsce zwyciężył pragmatyzm i realna ocena sytuacji? Premier zajmuje się swoim pomysłem energetycznym, o czym ma rozmawiać z panią Kanclerz Merkel, a w sprawie Ukrainy panuje milczenie i robi się coraz ciszej im poważniejsza tam toczy się gra.

Na szybko zrobiono ćwiczenia służb (podobno planowane), ściągnięto jakieś drobiazgi wojsk sojuszniczych do kraju, w tym tak cenne lotnictwo! Podobno na granicy wschodniej panuje ożywienie i intensyfikacja obecności „odpowiednich czynników”. Widać, że coś się dzieje, w tym znaczeniu, że państwo realnie zaczyna się przygotowywać na to, że „jakieś” odpryski z czarnego scenariusza na Ukrainie mogą do nas dotrzeć.

O czym w kontekście potencjalnych zagrożeń dla Polski może myśleć pan premier? Oczywiście takich możliwości, żeby to stwierdzić z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością – jeszcze nie posiadamy. Na podstawie dostępnej wiedzy można pewne rzeczy – już kilka razy sygnalizowane we wcześniejszych tekstach próbować przewidzieć.

Jako podstawowe zagrożenie należy uznać ewentualną katastrofę humanitarną, bo trudno sobie wyobrazić żeby premier podjął decyzję o zamknięciu i uszczelnieniu granicy. Jednakże właśnie taka decyzja może być dla nas jedynym ratunkiem przed włączeniem do konfliktu, – bo nie mamy żadnych gwarancji, „jakiego koloru ludziki” mogą przeniknąć wraz z falą uchodźców. Poza tym, biorąc pod uwagę to jak „trudni w rządzeniu” i „oporni na akty kierowania” mogą okazać się zrewolucjonizowani Ukraińcy – trzeba kilka razy pomyśleć, zanim podejmie się jakiekolwiek decyzje. Ważną role może tu odegrać ukraińska mniejszość w Polsce, której rząd powinien udzielić PEŁNEGO – rzeczywistego wsparcia finansowego i organizacyjnego. Tutaj nie ma żartów, chodzi o życie ludzi, – jeżeli kogoś wpuszczamy – JESTEŚMY ZA NIEGO ODPOWIEDZIALNI – na dobre i na złe.

Zagrożeniem potencjalnie możliwym jest wejście na terytorium Polski – zorganizowanych operacyjnych wojsk, czy też sił paramilitarnych Ukrainy – bez złych zamiarów, ale jako po prostu okoliczność faktyczna wynikająca z przegrania czarnego scenariusza na własnym terytorium.

W pierwszym przypadku – dzięki dobrej logistyce i wsparciu partnerów z Unii można sobie poradzić. W zasadzie jedynym czynnikiem potrzebnym są pieniądze, wówczas nasza gospodarka sobie poradzi nawet z rozmieszczeniem – 2-3 mln uchodźców. Uwaga – mówimy tylko o logistyce, integracja społeczna to już inna kwestia! Przy czym na pewno na początku nie obejdzie się bez bałaganu, więc stąd bardzo potrzebne byłoby wsparcie dla procesu „naszych Ukraińców”, jednakże jak wskazano powyżej – im po prostu trzeba dać pieniądze, ponieważ żyjemy w realiach, gdzie wszystko kosztuje – powtórzmy – w świetle dramatu humanitarnego ci ludzie nie mogą być pozostawieni sami sobie!

Natomiast w tym drugim przypadku liczą się tylko… Leopardy 2A4, ich termowizory (niezawodny stabilizowany celownik optyczny EMES 15 – prawdziwy cud optoelektroniki lat 80-tych, produkcji zakładów Krupp-Atlas-Elektronik) oraz stworzona do niszczenia czołgów typu wschodniego armata Rh-M-120 firmy Rheinmetall. Tylko Leopardy mogą być realnym argumentem zdolnym w ostateczności skłonić naszych ukraińskich „przyjaciół” i „miłych gości” do pozostawienia broni po swojej stronie granicy…

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

4 komentarze do “A to dobre: chyba boimy się czarnego scenariusza na Ukrainie?

  • 25 kwietnia 2014 o 13:54
    Permalink

    To co ma miejsce na tzw. “Ukrainie”(co to jest?)
    to m.in. efekt “polskiej”? solidarnościowej “polityki
    wschodniej”.
    Miejmy nadzieję że na tzw.ukrainie zwycięży zdrowy
    rozsądek, i Wielkorusini dojdą do consensusu
    z Małorusami, dla uzyskania wspólnego słowiańskiego
    mianownika rodzinnego.
    I co ważne zapamiętają WSPÓLNIE niesławną rolę
    takich landów jak Polska, wyrobników i giermków
    politycznych wymieniał nie będę.
    Osądzi ICH historia…a może nie tylko.

    Odpowiedz
  • 25 kwietnia 2014 o 18:34
    Permalink

    Kijowska rewolta najpewniej zakończy się rozpadem Ukrainy. Niestety, Polska będzie dzielić granicę z antyrosyjską i antypolską postbanderowską bandyterką, której sotnie mają w planie odbicie Łemkowszczyzny, Nadsania, Chełmszczyzny i Podlasia. Nacjonalistyczna fundacja “Ukraina-Ruś” opublikowała w 2010 roku bedeker informujący o ukraińskich miejscach w Polsce. Czytamy tam, że Kraków jest “staroukraińskim grodem”, a poeta Juliusz Słowacki i królowie Zygmunt August oraz Stanisław August Poniatowski byli rodowitymi Ukraińcami.

    Odpowiedz
    • 25 kwietnia 2014 o 20:08
      Permalink

      Są jeszcze ludzie, którym “różnej maści rewolucje”
      i “piewcy tychże”, nie zmąciły kąta postrzegania.
      A wychodzi na to , że to nie lada umiejętność
      której pozbawiona jest (jeszcze) znaczna część
      obywateli Najjaśniejszej. Niestety, stwierdzam
      ten fakt z przykrością – pozostaję z nadzieją.
      Pozdrawiam

      Odpowiedz
  • 27 kwietnia 2014 o 09:59
    Permalink

    Nie ma czegoś takiego jak polska polityka zagraniczna, wszystkie polskie rządy po roku 1989 realizują XXXXXXX-XXXXXX politykę międzynarodową, a polską rację stanu mają głęboko w dupie. Realizując XXXXXXXX wytyczne Polska jak w 1939 jest skłócona lub w najlepszym wypadku ma chłodne stosunki praktycznie ze wszystkimi sąsiadami. Jedynym wyjątkiem są tu Niemcy, którzy będąc odbiorcami ponad 1/3 polskiego eksportu mogą korygować atlantycką politykę Warszawy tak aby nie ucierpiały ich interesy. Gdyby w Warszawie był polski rząd, a nie XXXXXXXXX namiestnicy to już dawno nauczyli by XXXXXXXX z Litwy jak należy traktować mniejszości narodowe w UE, dbaliby o dobre stosunki z Białorusią, Węgrami, Słowacją i nie pchali się w zbrodnicze awantury XXXXXXXXXXXXXX.

    Zatem mówienie o tym, że ktoś tu w Polsce przejrzał na oczy nie ma sensu. Widać to po tekstach polskojęzycznej propagandy z XX na czele, która od 25 lat jest oficjalnym organem prawdziwej władzy rządzącej Polską. Mam tylko nadzieję, że narody pokrzywdzone przez namiestników z Warszawy jak Jugosłowanie, Irakijczycy, Afgańczycy, Ukraińcy i wiele innych będą w stanie zrozumieć, że wyrządzono im krzywdy w imieniu państwa polskiego, ale nie w imieniu Polaków.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.