Czy dobra zmiana będzie prowadziła krajową kampanię antyunijną?

Po wydarzeniach w Brukseli, należy się zastanowić, czy dobra zmiana będzie prowadziła krajową kampanię antyunijną? Wiele na to wskazuje, albowiem jeżeli poświęcono autorytet kraju w zmian za nic, to jest bardzo prawdopodobnym, że dzisiaj Unia = Tusk = zło! Jest to dość prawdopodobny scenariusz ustawiania spraw publicznych, ponieważ mówimy o argumentacji negatywnej.

To bardzo proste schematy skojarzeń, silnie automatyczne i jednoznacznie negatywne. Wystarczy tylko przywołać argumenty o terroryzmie i kryminalizacji niektórych środowisk nielegalnych imigrantów w Unii Europejskiej. Dopowiedzieć coś o wielbieniu Władimira Putina. Ewentualnie obrazić się bo nasi rolnicy dostają mniejszą pomoc, niż powinni. W konsekwencji mamy gotową mieszankę. Podlanie jej sosem narodowo-religijnym spowoduje, że Naród zachowa się dokładnie tak, jak będzie tego oczekiwał naczelnik państwa i jeszcze jego „duchowy” audytor z pewnego miasta w północno-centralnej Polsce.

Gdyby wydarzyło się nieszczęście w postaci ścięcia części środków unijnych np. ze Wspólnej Polityki Rolnej lub po prostu z pomocy strukturalnej, to pojawi się bardzo poważny grunt dla wszelkiego niezadowolenia. Przy czym jakiekolwiek przeciwstawianie się Unii Europejskiej, po prostu nie jest w interesie Polski. Powstaje pytanie pomocnicze, czy rządzący będą w stanie chcieć się powstrzymać od izolowania od Unii? Chodzi bowiem o przełożenie kwestii europejskiej na politykę krajową, bo jak się przekłada polityka krajowa na europejską, to już wiemy.

Motorem do działania jest i będzie niechęć do pana Donalda Tuska. W zasadzie jest ona już irracjonalna. Emocje biorą górę nad rzeczywistością i kreuje się rzeczywistość zastępczą, w której irracjonalność działań usprawiedliwia się emocjami. Widzieliśmy to na ekranach naszych telewizorów. Nikt nie przeprowadził prostego rachunku prawdopodobieństwa, który wskazywałby możliwą wiązkę wyników. Autor takiej analizy – już na poziomie liceum, tworząc tabelę wyników, wskazałby że najbardziej prawdopodobna jest przegrana. Jaki byłby wynik analizy, w przypadku uwzględnienia przełożenia stosunku rządzących do pana Tuska?

Prawdopodobieństwo pójścia w totalne szaleństwo jest bardzo duże, tutaj nie ma zasad logiki. Działają zastępcze zasady irracjonalności. Wszystko, to powoduje że nie da się po prostu przewidzieć kolejnego kroku i budować możliwych scenariuszy postępowania. Jeżeli celem jest destrukcja, to należy założyć generalną porażkę, a to jest jak najbardziej możliwe w momencie, gdy we Francji wygra pani Marine Le Pen. Wówczas irracjonalność obroni się sama, ponieważ może już nie być Unii Europejskiej jaką znamy. Kto wówczas będzie przejmował się czymkolwiek? Zwłaszcza jakimiś polskimi fochami! W przypadku wyjścia Francji z Unii, będziemy mieli nową rzeczywistość. Wszelkie grzeszki nie będą miały znaczenia. Jeżeli to się nie stanie, to rządzący będą mogli mówić, że zostali cynicznie oszukani.

Najsilniejsza bronią jaką posiada rząd wobec Unii jest prawo do użycia weta. Polska prawdopodobnie tego instrumentu użyje, a to z kolei zrodzi inne konsekwencje. Przyśpieszy powstawanie Unii wyższej prędkości, która będzie się integrować wokół wspólnej waluty. Tego już nie będzie dało się powstrzymać. Przy czym ten scenariusz może się wydarzyć, żeby tylko antycypować możliwą nieprzewidywalność Polski.

W konsekwencji sami wypchniemy się z Unii na jej formalne obrzeża, na pewno zaś nie będziemy się liczyli, jako element łańcucha decyzyjnego. Decyzje będą przygotowywane tak, żeby przebić polskie weto. Jak się nie będzie dało, to w ramach Europy dwóch prędkości, podziękuje się nam – po prostu nas nie zapraszając, albo zapraszając nas na tzw. drugi dzień obrad. Pierwszy dzień będzie dla węższego kręgu, gdzie podejmie się prawdziwe decyzje, a drugi, to poklepywanie się po plecach w kręgu „całej” Unii, no i ewentualne wysłuchiwanie żali Polaków, Węgrów i innych outsiderów. Chociaż, akurat Węgrzy się cieszą, bo nie są już najgorszym krajem Unii.

Nasz udział w Unii, będzie ofiarą położoną na ołtarzu irracjonalności, zbudowanym z emocji, fikcji i już nie wiadomo czego. Ponieważ jeżeli nie Unia Europejska, to co?

11 myśli na temat “Czy dobra zmiana będzie prowadziła krajową kampanię antyunijną?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.