Paradygmat rozwoju

Dłużej się nie da tak żyć! Zmieńmy ten kraj!

 Bieda, nędza, wykluczenie, smutek, brak perspektyw, rezygnacja, paraliż, niemoc, bierność, poddanie się – to charakteryzuje myślenie współczesnych Polaków i Polek w kategoriach przyszłości. Obalmy mity fikcyjnie wyznaczające rzekomą przestrzeń społecznej wolności, która w rzeczywistości nie jest niczym innym jak zwykłym koncesjonowaniem rzeczywistości i nieudolnymi próbami inżynierii społecznej.

Polska po wstąpieniu do Unii Europejskiej umożliwiła swoim obywatelom wybór – zostać lub wyjechać, z którego skorzystało już kilka milionów Polaków, dla których nie potrafiliśmy zbudować przyszłości w ich własnym kraju. Wyjedzie jeszcze więcej, bilans emigracji pierwszego dwudziestolecia w Unii to będzie koszt straconych pokoleń – jednego, które wyemigrowało i drugiego, które się nie narodziło w kraju. I co jakaś refleksja? Pojawił się jakiś pomysł jak zaradzić emigracji? Czy można w jakiś sposób zachęcić Polaków do pozostawania w kraju? Nie – absolutnie – nie! Zamiast tego – zarząd RP, bo rządem gabinetu pana Tuska – na trzeźwo i świadomie nazwać się nie da – myśli o polityce emigracyjnej nowego typu, dzięki której przybędzie nam wielu nowych Polaków. Oczywiście jakiekolwiek dyskursy rasowo-narodowościowe są nie tylko żałosne i niedopuszczalne z powodów etycznych, ale trzeba się zastanowić, – jaki sens ma polityka, w wyniku, której będziemy musieli pozwolić na masową emigrację obcych kulturowo mniejszości – tylko po to, żeby zrównoważyć odpływ własnych rodaków. Nie byłby to idiotyzm, tylko naturalne tendencje, jeżeli dotyczyłyby setek tysięcy ludzi, – ale w naszym wydaniu one dotyczą milionów! Wniosek? Kłania się brak polityki – i wolna ręka rynku, która pozwoliła rządzącej nieprzerwanie od obrad Okrągłego Stołu krajem elicie – na politykę zwijania Polski. Najpierw pozwolili na zmniejszenie ilości mieszkańców a potem będą ich importować. Nowych, posłusznych, grzecznych i uległych. Sami w swoich willach w zamkniętych osiedlach suburbiów nie odczują, co to będzie znaczyło pojawienie się na ulicach i w ich blokach do wczoraj bosych i uznających kałasznikowa za przedmiot pierwszej potrzeby, a rytualne zabójstwa honorowe za standard sąsiadów.

Upadek państwa jest oczywistością dla każdego, kto chociaż raz musiał skorzystać z państwowej służby zdrowia – nie mając alternatywy na skorzystanie z medycyny prywatnej. Pokory uczą zwłaszcza sytuacje poważnych chorób, kiedy człowiek sobie uświadamia, że jest sam na sam z np. nowotworem a pomoc wygląda mniej więcej jak selekcja na rampie… w zupełnie innych okolicznościach. Czy coś się zmieniło? Przecież obecny premier – rządzi już tyle lat! Co zrobił dla poprawienia sytuacji w lecznictwie – chociażby tylko najtrudniejszych przypadków – najpoważniejszych chorób? Sytuacja nie tylko nie uległa poprawie, ale wraz z deregulacją rynku farmaceutycznego stała się niezrozumiała, albowiem system upadł a w jego miejsce pojawiło się oczekiwanie na leki w aptekach!

Podobnie można opisywać praktycznie każdą z dziedzin funkcjonowania a raczej dysfunkcjonowania naszego państwa. Zabrakło ogólnej koncepcji, zabrakło holistycznego objęcia całości spraw przez wielkiego scenarzystę, zabrakło znajomości konsekwencji banalnej logiki i związków przyczynowo-skutkowych, a może dobrej woli? Za skutki podejścia ad hoc już płacimy, a raczej płaci Naród – obniżeniem poziomu życia i wolniejszym rozwojem niż potencjalnie możliwy do osiągnięcia. Dłużej się tak nie da żyć, albowiem będziemy płacili własnym życiem za bezczelność, bufonadę i głupotę – tych miernot, które nami rządzą.

Niestety wszystko wskazuje na to, że do 2020 roku nic – zupełnie nic się nie zmieni. Elita dostała pieniądze od naszych zachodnich przyjaciół i wzbogaci się jeszcze bardziej – organizując treningi dla bezrobotnych i tworząc strony internetowe do stawiania horoskopów, ewentualnie wydając unikalne w historii kraju – wolne pieniądze na rozwój – na muzea. Czy w ten sposób można zapewnić przyszłość nadal trzydziesto-kilku milionowego kraju? Nie oszukujmy się – wszystko zostało już dawno odpuszczone. Kraj nie jest po to, żeby wszystkim było lepiej, ale tylko po to, żeby niektórym było bardzo dobrze, a nawet bardziej niż dobrze.

Niestety najbliższe wybory w 2015 jeszcze nie umożliwią zmiany istniejącego porządku. Elita musi zabezpieczyć nie tylko swoje emerytury, ale także ustawić swoje dzieci i wnuki. Dopiero wówczas lekko zelży ucisk w znaczeniu systemowym, albowiem pociotki będą ze sobą konkurować. Nawet minimalna konkurencja będzie rewolucją dla spoistości systemu.

Niestety sprawy zepsucia kraju i jego uzależnienia od czynników zewnętrznych zaszły tak daleko, że nawet władza rewolucyjna i przeciwna systemowi – musiałaby honorować długi i odsetki od rat kapitałowych płacone przez całe państwo. Powoduje to, że rewolucja w naszych realiach nie może mieć miejsca, albowiem oznaczałaby upadek systemu pociągający za sobą warunki życia zwykłych ludzi, którzy pozbawieni swojego „rosołku” natychmiast poparliby kontrrewolucję – i nie można mieć o to do nich pretensji. To nie jest kwestia niskiej świadomości, ale słynnej „ciepłej wody w kranie”.

Na wybory 2015 roku wszyscy ludzie mający nieco większą świadomość niż przeciętni widzowie mainstreamowych mediów wyświetlanych powinni się odpowiednio przygotować. Dotyczy to zarówno wyborców z wielkich miast jak i małych miejscowości i wsi. Trzeba się odważnie pytać, – kto kandyduje, co chce osiągnąć i do czego się zobowiązuje. Nie należy z wyjątkiem nielicznych wyjątków popierać osób, które już sprawowały funkcje. Za wszelką cenę trzeba powiedzieć ciche NIE – obecnej elicie, także tym farbowanym lisom i „parówkowym skrytożercom”, którzy zmieniają barwy i środowiska polityczne szybciej niż obrazy kalejdoskopie. Dlatego trzeba działać po cichu, albowiem elita jest nieskończenie bezczelna i w swoich zachowaniach nieobliczalna, a jednostka nie ma szans z państwowym aparatem przymusu. Być może akty zbiorowego nieposłuszeństwa w postaci – nieuczestniczenia w wyborach – to najbardziej optymalny kierunek oporu? Trudno określić, w każdym bądź razie – biorąc udział w wyborach sterowanych przez elity i wyborach elit – legitymizuje się ich prawo do dalszego zawłaszczania i negatywnego wpływu na kraj.

To dopiero początek długiej i wyczerpującej walki o państwo. Zmieńmy ten kraj!

10 komentarzy

  1. Niewidzialna ręka wolnego rynku to raczej zaciśnięta pięść.
    I to wszystko tłumaczy.

    A z wyjazdami to nie jest tak różowo jak przed 5-7 laty.
    Już za bardzo nie ma do czego jechać, tam też zrobiło się już ciasno i nie ma zbyt wiele pracy.
    Zatem pozostaje zmieniać ten kraj tu, na miejscu.

  2. “…musieli pozwolić na masową emigrację obcych kulturowo mniejszości…”
    imigrację.
    A dlaczego nie dyskutować o aspekcie rasowo-niepodległościowym? To passe? Mamy społeczeństwo jednolite, bez gett, popłuczyn Maghrebu jak we Francji, enklaw tureckich, czy problemów z Hundusami czy Pakistańczykami w GB. Kaszubi czy Ślązacy to pikuś. Pozdrawiam!

  3. Nieważne, jak ludzie głosują, ważne kto układa listy…
    W prywatnych rozmowach na tematy polityczno – wyborcze najczęściej przewija się opinia “nie ma na kogo głosować”,
    oznaczająca w praktyce, że na listach wyborczych nie ma “naszych” przedstawicieli, a jedynie “oni” lub ich kupieni figuranci.
    Proponowana przez Krakauera masowa absencja wyborcza byłaby jakąś “ostatnią szansą” wykorzystania ostatnich okruchów mechanizmów demokratycznych.
    Mam inną propozycję:
    CZERWONA KARTKA
    Idziemy masowo na wybory. Przynosimy ze sobą czysty arkusz czerwonego papieru – nieważny odcień, format i gramatura – czysty czerwony kartonik jakiego używają
    sędziowie na sportowych boiskach. I zamiast takiej czy innej listy wrzucamy ten kartonik do urny.
    Jakie są przewagi takiego rozwiązania?
    Po pierwsze, jest to działanie, a nie zaniechanie – robimy coś, zamiast biernego oczekiwania na wygraną na loterii, gdy nawet nie kupiliśmy losu.
    Po drugie – ewentualnych kandydatur nie da się umieścić na listach, być może zresztą ich po prostu nie ma, a gdyby były – zostałyby łatwo oplute, zdyskredytowane i skłócone przez pozostające w wiernej służbie “elitom” media.
    Czerwona kartka jest trudniejsza do medialnego obrobienia – nie ma na nią haków, nie można jej przekupić, zaszantażować, bezradny będzie wobec niej “seryjny samobójca”…
    Po trzecie – o ile my zgodzimy się pominąć na razie wszelkie dzielące nas różnice po to aby wyrazić jedną wspólną myśl: “tym elitom już dziękujemy”, o tyle “elity”
    nie będą w stanie (zwłaszcza przy znaczącej skali zjawiska) zachować jedności. Media chcąc nie chcąc napiszą, ktoś policzy te kartki, będą przecieki, ktoś zechce zbić na tym kapitał polityczny, i może nawet mu się uda. Ale istotą czerwonej kartki jest to, że z założenia wykluczy członków obecnych “elit”. Więc będzie to bodziec do prób organizacji politycznej sił pozostających poza obecnym, trwającym od ponad dwudziestolecia kontredansem “koalicja-opozycja” na Titanicu.
    Może coś by z tego wynikło…
    Jeśli nawet nie – cóż szkodzi spróbować…

  4. Ewa Gąsowska

    Upadek państwa…, proszę zobaczyć jak łatwo o tym mówimy, nie zdając sobie sprawy, co to oznacza. Czyżbyśmy się już podali? Maria Szyszkowska, wybitny filozof, w jednym ze swoich felietonów, wskazywała na upadek świadomości, co bezpośrednio wpływa na upadek państwa. Czy godzimy się na nowy rozbiór Polski?, który niewątpliwie nastąpi, albowiem nie mamy elit politycznych, intelektualnych, które potrafiłyby przeciwstawić się koncepcji neoliberalnej, i właśnie upadkowi państwa. Kto weźmie za to odpowiedzialność? Kto, jaki autorytet, lub jaka idea, zmieni sposób naszego myślenia, skoro wyparliśmy ze swojej świadomości myśl socjalistyczna i komunistyczną? Nawet religia i wiara została upolityczniona, i jej celem jest utrzymanie w karności i posłuszeństwie szerokich mas. Mam wrażenie, że społeczeństwo skupione na przetrwaniu, nie ma szans nawet na to, by wykrzesać z siebie bunt i gniew. Chyba, że dotknie go głód, bo naprawdę za 5 zł nie da się przeżyć. I to powoli się staje, bo społeczeństwo widzi, że jego wysiłek przez 23 lata poszedł na marne. Świadomość tego, że zostaliśmy oszukani i okradzeni, oraz bezkarność elit politycznych, będzie po woli docierać do szerszych rzesz społecznych. Kto, jakie siły, zagospodarują sprzeciw społeczny? Najbliższy, w obecnej sytuacji, wydaje się faszyzm. I powoli podskórnie to wyczuwamy. O tym powinniśmy mówić, wręcz krzyczeć, a my milczymy.

  5. Marceliński

    Spróbować zawsze można…
    Jednak niewiele jest racjonalnych przesłanek, wskazujących na to, że ten desperacki acz pożądany pomysł wypali na masową skalę:
    – powszechna niewiedza a stąd nierozumienie ani sytuacji i jej przyczyn, ani możliwych strategii działania w imię zmiany, dającej nadzieje na polepszenie losu milionów;
    – deprawacja społeczna, brak zaufania do kogokolwiek, czyściutkie, nie skażone własna krytyczną myślą, wyprane mózgownice, wrodzona i nabyta gnuśność, która utrwala postawy bierności;
    – swoboda wypowiedzi na forach dająca pozory wolności, stwarza okazje do kompensacji gniewu czy nawet buntu w myśl fałszywego przekonania – “ale IM dopier…liłem” – walka/wojna wirtualna przecież trwa, tuby propagandowe “reżimu”, “kontrreżimu”,i “reżimu in spe” grzmią donośnie 24/7…
    Słowem musi jeszcze mocniej zaboleć by “większość” zechciała zmiany, zobaczyła szansę na zmianę, uznała, mniej lub bardziej świadomie, że ta zmiana może przynieść im poprawę losu – oczywiście najlepiej już jutro…
    Stąd jednak sceptycyzm, raczej scenariusz powolnego, ale systematycznego “zapadania się” kraju w niewiele znaczącą prowincję, która brakiem roztropności, wyobraźni i wiarą cuda, sama sobie zgotowała ten marny los. “Zarządca” zawsze się znajdzie.

  6. Nic się nie zmieni i nie zmienia ,bo sami nic z tym nie robimy i siedzimy cicho jak mysz pod miotłą . Proponuję zlikwidować trzynaste pensje ,premie ,przywileje dla rządu i rządzących w nim ,wszelkiego rodzaju dodatki od zajmowanych stanowisk urzędniczych,a następnie wprowadzić ograniczenia wynagrodzeń państwowych, skrócić godziny pracy pozostawiając pełny etat z ośmiu godzin na siedem wszystkim matkom pracującym po urodzeniu jednego dziecka, z ośmiu na sześć matkom po urodzeniu drugiego dziecka i z ośmiu na pięć po urodzeniu trzeciego dziecka i więcej.Konstytucja powinna gwarantować nam wszystkim takie same prawa bez względu na zajmowane stanowisko.Więc pytam się co robi karetka pogotowia pod sejmem ,jeśli nie nie ma jej dla wszystkich .Definitywny koniec z przywilejami .

    • Szanowna Pani

      13-te wynagrodzenie np. w przypadku urzędników jest zadośćuczynieniem ze strony państwa za ograniczenie praw obywatelskich pracowników sektora państwowego – nie mogą pracować podejmować dodatkowych dochodów bez zgody pracodawcy i tylko w zawodach – branżach nie kolidujących.
      To co pani proponuje w kontekście czasu pracy dla matek – nie ma uzasadnienia ekonomicznego w małych i średnich firmach gdzie przedsiębiorca nie ma kim i za co zastąpić pracownicy kończącej dzień pracy o 13:00 – w efekcie po wprowadzeniu takich regulacji NIKT NIE CHCIAŁBY ICH ZATRUDNIAĆ. Po prostu to tak działa.
      Nie ma łatwych recept.
      Serdecznie pozdrawiany i zapraszamy do współpracy
      redakcja

  7. Pracując osiem godzin dziennie na pełnym etacie , czy to jako policjant ,czy to jako nauczyciel(?), czy to jako pracownik urzędu miast..,pracownik urzędu gminy, urzędu pracy i wszystkich urzędników sektora państwowego itd. mam pytanie kto normalny szukał by dodatkowej pracy przy takich zarobkach jakie niektórzy mają i niby kiedy mieli by pracować ,bo przecież jak to Szanowna Redakcja zauważyła dla matki wychowującej troje dzieci nie znalazła by się praca na 4 godziny.Jeśli mówimy o tym że 13 -te wynagrodzenie jest zadośćuczynieniem to w momencie takiego bezrobocia jakie panuje na rynku i braku środków pieniężnych na cele o wiele ważniejsze. Poza tym nikt nikomu zawodu nie wybiera ,więc jeżeli ktoś decyduje się na pracę w sektorze państwowym to jego wybór.Na marginesie ciekawa jestem ilu polityków państwowych bawił by się w politykę ,bo co do niektórych nie można tego inaczej nazwać gdyby przyszło im pracować z jednej pensji bez trzynastek i premii. Co do uzasadnienia ekonomicznego zmniejszenia czasu pracy dla matek myślę ,że obowiązkiem narodu ,jest pomóc młodym kobietom i małżeństwom w budowaniu rodziny.Tylko nieliczni zdają sobie sprawę jak ciężko znależć pracę , a póżniej ją utrzymać mając troje dzieci.Często mam do czynienia z matkami ,które mówią : widziałam się z dziećmi przy śniadaniu a póżniej przy kolacji. Może wiec ,jeżeli mówimy o zadośćuczynieniu ,to bardziej skłoniła bym się w tę stronę ze strony państwa. Pozdrawiam

    • ….a jaka to krzywda byla jak 30 lat temu ( za “wrednej” komuny) dzieci odbieralo sie z przeczkola, zlobka ,obojetnie miejskiego , czy przyzakladowegoi i to o godz 14ej w strasznym pospiechu bo przeciez chcialo sie isc na dzialke a i obiad tez wszyscy razem zjesc musieli. OJJOJOJO j!?!?!
      prawda,czy mam racje???

  8. …Umowy TTIP miedzy parlamentem EU i USA zawierane przez nikogo nie wybranych tzw. parlamentarzystow europejskich odbiora reszte suwerennosci nie tylko Polsce ale wszystkim krajom w wspolnocie EU zrzeszonym. Swiadomosc ta dotrze do ludzi dopiero jak bedzie juz za pozno bo tzw.pertraktacje z tym zwiazane sa w scislej tajemnicy przeprowadzane i przez wylacznie “zaufanych”,mianowanych,a nie wybranych ludzi.
    Polacy obudzcie sie wam sprzedaja nie tylko to krzeslo na ktorym siedzicie ale i czesc waszego ciala !!!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.