Polityka

Na jak długo wystarczy status ochronny buforu Zachodu (Niemiec)?

 NATO jest rzeczywista potęgą, która niestety zagubiła sens swojego istnienia. Unia Europejska ma potencjał do odnowienia potencjału starożytnego Rzymu i zdominowania swojego otoczenia, ale nie potrafi się porozumieć przez wygodę swoich przywódców. Polska w tym zachodnim towarzystwie to coś nowego, nasz status przynależności do zachodniej rodziny państw to naprawdę wielkie osiągnięcie, nawet jeżeli w rzeczywistości jesteśmy tylko buforem, to jednak jesteśmy buforem zachodu. Oczywiście nie ma w tym nic pocieszającego w sensie pojęcia „bożego igrzyska” autorstwa Jana Kochanowskiego wykorzystanego do zatytułowania książki przez znanego historyka pana Normana Daviesa. W istocie, bowiem my jedynie odwróciliśmy bieguny – przeszliśmy z Układu Warszawskiego i RWPG do NATO i UE – traktując środek do celu, jako cel, w czym popełniliśmy strategiczny, wręcz pokoleniowy a może i nawet epokowy błąd. Ponieważ uczestnictwo w Sojuszu nie może być celem, Sojusz czy Unia to narzędzie do celu, jakim jest bezpieczeństwo i dobrobyt państwa. Tymczasem my zgodziliśmy się na NATO tak o nie zabiegając, że nie postawiliśmy żadnych warunków a o wadach członkostwa w UE przekonali się już np. polscy stoczniowcy.

Nasz status przy zachodzie nie jest jeszcze na tyle stabilny i na tyle niepodważalny, żebyśmy mogli samodzielnie przeprowadzać działania polityczne, musimy zabiegać o sojuszników i co najmniej o milczący brak sprzeciwu Niemiec. Bez woli potężnych Niemiec niczego nie zrobimy, a porażka polityki wschodniej pokazała, że jednak Niemcy mają rację z polityką pragmatyzmu, gdyż bez żadnego scenariusza zainicjowaliśmy działania, których konsekwencji nie byliśmy w stanie przewidzieć. Patrząc z perspektywy kilku miesięcy, – po co to wszystko zostało zrobione? Przecież nikt już chyba nie wierzy w to, że z umową stowarzyszeniową nie chodziło o głębszą prowokację!

Rację mają ci z naszych polityków, którzy biją na alarm w sensie zagrożenia wojennego. Do póki jednak – Niemcy prowadzą europejską politykę – a my, jako podwykonawca i gospodarka nadążną oraz samo pilnujący się bufor jesteśmy im potrzebni – tak długo nic nam nie grozi. Jeżeli jednak w nowych warunkach geopolitycznych – potężne Niemcy uznałyby, że nie mogą dłużej tolerować naruszania swoich interesów i finansować różnej maści biedaków stale wyciągających ręce po ich pieniądze – to czeka nas niewiadoma.

Jeżeli liczyliśmy na gwarancje bezpieczeństwa dzięki tzw. „specjalnym relacjom” z USA, to wiemy już ile one są warte w kontekście polityki obecnego prezydenta tego państwa. Realnie, amerykanie zmarnowali szansę kilkunastu lat na stałe wzmacnianie naszego potencjału, które z perspektywy ich kosztów ogólnych byłyby w sumie trywialne, a dla nas spowodowałyby w wyniku np. 10-15 lat stałego inwestowania w nasz przemysł zbrojeniowy i armię – istnienie realnej siły. Tego dzisiaj nie ma, wbrew pozorom o wiele więcej zawdzięczamy w sensie obronności Niemcom, którzy albo nam dają uzbrojenie, albo sprzedają je po cenach symbolicznych – podobnie Norwegowie, okręty podwodne to wspaniały podarunek na kilka lat znacznie wzmacniający nasz potencjał! Tymczasem USA zaproponowało nam offset w zamian za zakup F-16. To doskonały samolot, ale dzisiaj widać, że bardziej opłacało się wiązać z przemysłowcami europejskimi i kupić albo samolot francuski, szwedzki lub europejski! W ostateczności, bowiem zawsze liczy się suma korzyści, po co nam doskonała broń, jeżeli możemy mieć równie dobrą – z możliwością jej modernizacji, przerabiania jak również własnym wkładem technologicznym.

Na dzień dzisiejszy zwyciężył pragmatyzm – Niemcy mają swoją rurę i czują się bezpiecznie ssąc tyle gazu ile tylko zechcą. Cały świat kupuje ich produkty w dowolnych ilościach – najdroższe luksusowe samochody wymagają „zapisywania się” na listy klientów w najbogatszych miastach świata. Niemcom jest z tym dobrze, my się w to wpasowaliśmy, czerpiemy z koegzystencji z potężnymi Niemcami spore korzyści, jednakże mamy w znacznej mierze podcięte skrzydełka i jak się powoli okazuje – podwiązane nasieniowody. Wiadomo, że coś za coś. Ta koegzystencja, tak długo jak długo jest dla Niemiec korzysta – jest dla nas najlepszą rękojmią bezpieczeństwa strategicznego.

W tym położeniu jednak nie jesteśmy bezpieczni, bo ceną naszego bezpieczeństwa jest ograniczenie własnej suwerenności, – co prawda aksamitne i podlane neoliberalnym sosem doktryny globalizacji i wolnego handlu, jednakże w konsekwencji – bardziej uzależniające niż wzmacniające.

Czy ten status jest adekwatny do naszych oczekiwań? Czy tylko na to nas stać? Co w przypadku, gdy Niemcom się odmieni polityka i powrócą do polityki typowej dla Niemiec z lat 1870-1945? Mamy jakiś plan „B”? Czy też znowu okaże się, że jesteśmy jak to powiedział – w tym kontekście, ale w innego typu wypowiedzi pan premier – „w osamotnieniu”.

Pożyjemy – zobaczymy, ale może być znowu ciekawie…

One Comment

  1. inicjator_wzrostu

    Nie zgadzam się z Autorem w kilku sprawach.
    Partnerstwo Wschodnie, promowane przez polskiego ministra SZ razem ze Szwecją (dlaczego Szwecją?) – przyniosło sukces. Krym jest w Federacji Rosyjskiej i być może o to chodziło od samego początku.
    Podobnie z gazociągiem Rosja – Niemcy na dnie Bałtyku.
    Polska swoją polityką zagraniczną przyczyniła się do tego w znacznym stopniu, bo przecież miała być i jest tylko buforem w nowym europejskim układzie. Tak mówił Zachód w momencie rozszerzania NATO, żeby nie drażnić Rosjan, a oni to wzięli na serio.
    Plany EWENTUALNOŚCIOWE NATO zaczęto tworzyć (o ile to jest prawda) dopiero przed 2-ma czy 3-ma laty.
    Tylko że ta buforowa Polska miała siedzieć cicho, czego jej nikt głośno nie powtórzył wobec dwóch wizyt prezydenta Clintona w Warszawie.
    Plan pn. Partnerstwo Wschodnie nie był oparty o żadne modele finansowe i biznesowe, bo kto zgodziłby się inwestować w skorumpowaną oligarchiczną Ukrainę?
    Zatem mamy sukces partnerstwa w postaci zmiany terytorialnej.
    Innym błędem Autora jest zarzut wobec USA, że nie wzmacniały potencjału przemysłowego Polski, szczególnie w zakresie nowych technologii mających również zastosowanie obronne, co w dłuższej perspektywie powinno się sojuszowi NATO opłacać.
    Przecież to nie rząd Stanów Zjednoczonych jest właścicielem korporacji międzynarodowych typu Martin Lockheed czy General Electric.
    To raczej te inne korporacje są właścicielami rządu USA …
    Tym korporacjom zależy zwłaszcza na tym, żeby mieć MONOPOL, więc po co wzmacniać konkurencję.
    Jak czegoś chcemy, to możemy od nich kupić, ale bez tajemnic technologicznych i kodów źródłowych.
    Jesteśmy OSAMOTNIENI, bo nikomu nie będzie się opłacało inwestować w tereny buforowe.
    Poza tym sprawiamy kłopoty, jak ten z inicjatywą PARTNERSTWA WSCHODNIEGO, bo wynik: Krym w Rosji to i tak niska cena za spokój.
    Amerykanie mogą nas dalej podpuszczać na Rosję, bo od Waszyngtonu do Krymu jest bardzo daleko, a ewentualni uchodźcy z Ukrainy – to nie ich problem, tylko nasz i Unii Europejskiej, o ile zachce być z NAMI SOLIDARNA, z czym jak widać są spore trudności.
    Cała ta sprawa wygląda na awanturę wywołaną przez Polaków, nie wiadomo po co.
    Chyba że od początku chodziło o pomoc Rosji w odzyskiwaniu UTRACONYCH (w opinii Rosjan) terytoriów byłego ZSRR.
    I to się nam udało.
    Samym gadaniem lub ujadaniem, bez potrzebnego zaplecza materialnego i militarnego, przy uzależnieniu od importu surowców energetycznych z Rosji – pomogliśmy przyłączyć Krym do Rosji.
    Politykę oceniajmy po skutkach, nie po deklaracjach.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

one × five =