Wojskowość

Dlaczego Władimir Putin powinien dostać pokojową nagrodę Nobla?

 Totalna niemoc „zachodu” wobec czegokolwiek co wymaga podjęcia ryzyka i poniesienia kosztów oznacza zmierzch potęgi Euro-Atlantyckiej. NATO jest cieniem swojej dawnej potęgi, Amerykanie pogrążeni w odmętach Afganistanu, poranieni w Iraku – nie mają najmniejszej ochoty podejmować jakichkolwiek akcji wojskowych na większą skalę. Europejczycy już od dawna nie są w stanie do niczego – to nie są czasy lądowania w rejonie kanału Sueskiego i narzucania własnej woli komukolwiek.

Potężna Turcja jest zbyt mądra, żeby w sposób otwarty mieszać się w sprawy wewnętrzne sąsiedniego kraju – zwłaszcza że jego prowadzący wojnę domową rząd – cieszy się pomimo wszystko jednak poparciem społecznym, albowiem – co jest najlepszym tego dowodem – jego armia z poboru – nie dezerteruje masowo tak jak nieudolnie i kłamliwie próbowała to przedstawić działająca życzeniowo propaganda zachodnia, ale odnosi coraz większe sukcesy w konflikcie z opozycją i – nie bójmy się o tym mówić – bojownikami, w tym także z ugrupowań terrorystycznych nie mających wcześniej z państwem syryjskim nic wspólnego. Dlatego to, że w tej walce wykorzystuje inne importowane ugrupowanie wojskowe – także określane jako terrorystyczne nie może nikogo dziwić. Jeżeli bowiem do Syrii mogą przenikać różnej maści awanturnicy – to dlaczego nie może tego robić na zaproszenie rządu Hezbollah? Taka jest niestety parszywa i przewrotna natura wojen domowych.

W efekcie pustki ze strony – NATO jako naturalnie zainteresowanego podmiotu bałaganem na swoich rubieżach mamy do czynienia z ekspansją siły krajów Zatoki Perskiej, które wspierają ugrupowania walczące z oficjalnym rządem syryjskim, jak również Iranu, który tenże wspiera. Zrobił się z tego zatem konflikt o charakterze regionalnym, zwłaszcza że – obecne władze Iraku nie kontrolują swojego terytorium i przesyłanie wszystkiego co potrzeba do prowadzenia wojny – po prostu ciężarówkami, których na Bliskim Wschodzie jest bardzo dużo a co do paliwa nie ma ograniczeń – nie jest żadnym problemem. Do Syrii płynie z Iranu rzeka zaopatrzenia, w tym nowoczesne uzbrojenie produkcji irańskiej i innej, którego w arsenałach Teheranu jest bez liku – w sam raz na prowadzenie wojny totalnej i podpalenie całego regionu, poczynając od utopienia „powstania” we krwi.

Stawką w tej grze jest oczywiście Izrael, który – chcąc przetrwać jutro – musi reagować dzisiaj, nawet jeżeli nie ma na to szczególnej ochoty. Destabilizacja Syrii – to jest bowiem odwieczne marzenie wszystkich radykałów, gdyż nic bardziej nie dostarczało zmartwień izraelskim strategom jak potężna armia pancerna Damaszku gotowa do dokonania szybkiego skoku przez Wzgórza Golan. Dzisiaj ta armia strzela do buntowników – jednakże nie wiadomo co się wydarzy jutro, a scenariusz w którym Izrael będzie miał pokojową jedynie granicę z Jordanią to poważny problem już nie tylko dla Izraela, ale na pewno dla regionu i może się też stać, że dla całego świata.

W tym wszystkim cieszy otrzeźwiające stanowisko Federacji Rosyjskiej, której polityka wspiera swojego wiernego sojusznika w Damaszku. Bez względu bowiem na to kto wywołał ten chaos, kto nie przemyślał jego możliwych konsekwencji – w interesie całego świata jest zachowanie tam status quo – bez względu na to ile ta wojna pochłonie ofiar. Nawet Amerykanie boją się popełnienia błędu jakim było usuwanie Saddama Husajna, okupacja Iraku udowodniła, że są zbyt słabi w ramach przyjętych metod okupacji – do opanowania kraju, którego nie rozumieją – być może dlatego ponieważ jest kilkadziesiąt razy starszy niż ich własny. Usunięcie Asada z Syrii po prostu powtórzy dramat iracki – spotęgowany ryzykiem szaleństwa zmasowanej napaści na Izrael, geografia po prostu swoje robi. W tych realiach nikt rozsądny nie zaryzykuje rozwiązania, jeżeli nie jest pewien wyniku. Może to będzie brutalne, ale z perspektywy całego świata – lepszy jest „pewny” Asad – nawet jeżeli będzie oskarżony o ludobójstwo niż wielka niewiadoma i chaos, z którego może wyłonić się tylko i wyłącznie przywódca jednoczący rodaków za pomocą religii i nienawiści do Izraela, albowiem to jest chyba jedyny już czynnik, który jest w stanie zjednoczyć Syryjczyków.

Dlatego też interwencji „zachodu” w Syrii nie będzie, a strefę zakazu lotów skutecznie zabezpieczy dostarczony z Rosji zestaw przeciwlotniczy i przeciwrakietowy S-300 – za co Władimir Putin powinien dostać pokojową nagrodę Nobla. Jeżeli bowiem nawet zachód w swoim szaleństwie niechęci i słabości (oj jakie były narzekania na koszty operacji nad Libią) – wprowadzi zakaz lotów nad Syrią, to z zestawem S-300 będzie musiał się liczyć – doprowadzając najpierw do zniszczenia go. Oczywiście największy interes w tym będzie miał Izrael, dla którego przewaga w powietrzu to jest być albo nie być i nie ma najmniejszego zamiaru tolerować tak nowoczesnego uzbrojenia destabilizującego układ sił. Bez zniszczenia zestawu – nie będzie skutecznej możliwości wyegzekwowania zakazu lotów, albowiem Syryjczycy bez problemu selektywnie strącą wszystkie inne samoloty niż własne w promieniu działania systemu. Stąd jest oczywistym, że wszelkie deklaracje w tej sprawie poczekają aż system przypłynie do portu w Tartus czy nie. O wiele bardziej opłaca się wszystkim nic nie robić, żeby nie tracić twarzy – gdyby się okazało, że S-300 już w Syrii jest, albo okazałoby się, że Rosjanie dostarczą go tam – w sposób niemożliwy do skontrolowania przez zachód i Izrael. Raczej nikt nie jest takim idiotą, żeby strzelać do ich samolotów transportowych przelatujących dookoła nad Iranem i Irakiem?

Panu Władimirowi Putinowi za pomysł dostarczenia do Syrii S-300 należy się pokojowa nagroda Nobla, albowiem jak się okazuje jest to ostateczny czynnik decydujący o równowadze w regionie. Poza tym – już patrząc na to z naszej perspektywy – nie jest to cudowna broń nie do pokonania, bo byłoby bardzo miło patrzeć jak najlepsze lotnictwo świata dokonuje zniszczenia tego systemu. Byłaby to darmowa lekcja dla naszych sił powietrznych, albowiem z podobnym problemem ale o większej skali – możemy mieć do czynienia w przypadku napaści na nasz kraj. Właśnie z tego powodu – ponieważ darując ten zestaw Syryjczykom, pan Putin spowoduje, że Izraelczycy nie tylko opracują skuteczną technikę i instrumentarium zakłócania go ale i zniszczenia go – powinien w ramach uznania otrzymać wspomnianą nagrodę, gdyż naprawdę nie da się więcej w tak prosty sposób zrobić dla pokoju. Będzie nam potem bardzo miło kupić doskonałe izraelskie urządzenia zakłócające i rakiety przeciw radarowe – sprawdzone z sukcesem w boju na tak groźnym przeciwniku. Dobrze, że to nie Polscy piloci jako pierwsi zmierzą się z potęgą rosyjskiej broni przeciwlotniczej i przeciwrakietowej.

Warto pamiętać, że potęga tej broni jest porażająca, gdyż zestawy rozmieszczone na zachodniej rubieży Białorusi – ogarniają swoim zasięgiem aż za Warszawę!

Jeżeli natomiast ktoś śmie się sprzeciwić samej idei zaprezentowanej w tytule – to proszę się zastanowić nad tym, za co nagrodę tą dostał pan Obama? Za Guantanamo? Za wyjście z krwawiącego Iraku? Bombardowanie z dronów cywili w Pakistanie? Więc jeżeli pan Barack Obama mógł dostać Nobla, to naprawdę nie stoi nic na przeszkodzie, żeby tą samą nagrodę dostał pan Władimir Putin! W ostateczności jeżeli źli Skandynawowie nie chcieliby mu jej dać – możemy mu przyznać np. Lotniczy Krzyż Zasługi. Słowa “Polska Swemu Obrońcy” to może nie to samo co noblowskie dolary, ale mimo wszystko zawsze mogłoby mu się zrobić przyjemnie! Ot Polacy – ci to potrafią zaskoczyć!

5 komentarzy

  1. Ha! Świetny tekst, przewrotny ale jednak ciężko się z nim nie zgodzić. Zastanawia mnie jednak skąd w narodzie syryjskim tyle dyscypliny do przeciwstawienia się rebeliantom? W innych krajach regionu opór ten wydawał się być przełamanym w znacznie szybszym tempie. Nie znam realiów tej kultury ale czyżby faktycznie ludziom w tym “krwiożerczym” reżimie żyło się dobrze? Na tyle aby bronić go własnym życiem? Czy może odwrotnie, uchwyt na gardle narodu jest na tyle silny, że nie ma powszechnej woli przeciwstawienia się rządzącym?

    Pozdrawiam

    • Tam po prostu nie było reżimu, było normalne życie tak jak w Iraku i wielu innych krajach. To Europejczycy i USA narzucili światu opinię, że tam gdzie nie ma demokracji ludzie cierpią i jest im źle. Jasne, zawsze będzie jakaś grupa niezadowolonych i ta grupa walczy. Szkoda tylko, że połowa tzw. rebeliantów z Syrią nigdy wcześniej nie miała nic wspólnego. To specjalne jednostki wyszkolone w Turcji i z Turcji przerzucone. Wszystkie wojny wywołane na Bliskim Wschodzie w ciągu ostatnich kilku lat miały podłoże polityczne i były prowokowane z zewnątrz.

      • Marceliński

        “Reżim” nie “reżim” – faktem jest, że okrutna wojna trwa. Dla jednych “wojna domowa” dla drugich “masakra na opozycji dokonywana przez reżim prezydenta Baszara al-Asada”, a dla jeszcze innych “walka z terroryzmem i zorganizowanymi, uzbrojonymi grupami”. Żadne dane i statystyki ofiar: zabitych, rannych, migrantów wewnętrznych i zagranicznych nie wydają się wiarygodne. Niemniej jednak okrucieństwo tej wojny poraża – liczne nagrania, filmy-obrazy…ostrzeliwania dzielnic mieszkaniowych…
        “10 grudnia 2012 opublikowano nagranie, w którym dziecko odrąbuje głowę bezbronnemu i unieruchomionemu więźniowi. Zgromadzeni wokół rebelianci wznoszą okrzyki “Allah akbar”, po czym demonstrują dwa ciała z odciętymi głowami. Nie jest to pierwszy przykład użycia dzieci jako żołnierzy przez siły rebelianckie”…
        To kolejna humanitarna katastrofa.
        I jak widać, mimo licznych prób mediacji, nie ma rady na zakończenie tej wojny.

  2. Doskonała i szeroka analiza sytuacji w Syrii.
    Rolą Rosji jest dawać świadectwo obecności.
    Z tym noblem to bym jeszcze trochę poczekał.
    Niech ostygną lufy.

  3. Teza odważna acz przy obiektywnym osądzie bardzo uprawniona. Nie uważam aby przezydent Putin zasłużył na nobla mniej niż prezydent Obama. to wlaśnie Rosji zależy na stabilizacji w regionie, bo tam ma naturalnych odbiorców swojej broni, co za tym idzie ogranicza wpływy USA w regionie….

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

three + 13 =