Dlaczego Unia Europejska jest warta poświęceń?

Unia Europejska jest bardzo dziwnym wytworem stosunków międzynarodowych. Porozumienie 27 niezależnych formalnie państw gwarantuje pokój i bezpieczeństwo w Europie a także, co się kilku siłom na świecie nie podoba – powoduje, że Europa jest zalążkiem Imperium, do tego imperium skrajnie niebezpiecznego albowiem opartego na wartościach pozytywnie odbieranych przez wszystkich ludzi bez względu na kulturę, kolor skóry, cywilizację która ich ukształtowała, czy też religię, jak kto woli.

Wspólnota gwarantuje nam coś więcej niż prawo do swobodnego podróżowania, pracy lub kupowania tych samych towarów, bardzo często w tych samych sieciach handlowych. Najważniejszym zasobem Unii Europejskiej jest poszanowanie wolności i imperatyw zagwarantowania szacunku dla poszanowania wartości przez wszystkich uczestników systemu. A także, wpływ na sąsiednie systemu, zmuszające je do przynajmniej określenia się względem wolności, jako podstawowej wartości wyznaczającej istnienie człowieka. Nie chodzi tu tylko o banalne i naiwne prawo do swobody wypowiedzi, zgromadzeń, wolności publikacji itd. Najistotniejsza jest wolność od strachu i od niesprowokowanej represji. Wiele można powiedzieć o naszym systemie prawnym, ale należy pamiętać, że przede wszystkim służy on ochronie wolności, właśnie tej wolności od strachu i represji. Warto przypomnieć system represyjny, klasyczny w nazistowskich Niemczech, zmodyfikowany w PRL-u, ich obecne permutacje na Białorusi, w Rosji lub niestety stopniowo także na Ukrainie.

Unia Europejska jest największym rynkiem i największym producentem na świecie. Niemiecka lokomotywa gospodarcza jest potężna i silna, gwarantuje całej Europie równowagę w bilansie handlowym z innymi potęgami. Wspólny rynek, podstawowe swobody i prawo do nieskrepowanego handlu to wartość sama w sobie. Z dobrodziejstw tego systemu korzystamy, na co dzień, często nie zdając sobie z tego nawet sprawy. Więcej niż milion Polaków pracuje i mieszka w innych krajach Wspólnoty, czerpiąc z tego korzyści osobiste. Mają prace, domy, może nie są zachwyceni swoją sytuacją, ale mają zagwarantowaną jakąś możliwość samorealizacji. Lepsze jest to niż bieda i wegetacja w kraju.

Obecny kryzys stanowi bardzo duże zagrożenie dla spraw wspólnotowych, bogaci przestają czuć się bezpiecznie, niektórym grozi pauperyzacja, a podnoszący się z kolan biedni boją się powrotu nędzy. Najbogatsze kraje Wspólnoty zdecydowały się bronić istniejącego formalnie status quo, pomimo pełnej świadomości, że niektóre kraje nie zasłużyły na Euro, mówiąc inaczej nie zasłużyły na dobrobyt.

Fakt, o którym nie wszyscy chcą pamiętać jest to, że podstawą bogactwa jest praca, a ściślej uczciwa praca. Doskonale wiedzą o tym społeczeństwa północnozachodniej Europy, konsekwentnie odbudowujące swój ekonomiczny potencjał od czasów ostatniej wielkiej wojny. Bez pracy, oszczędności, uczciwości, przychylności dla porządku i bezpieczeństwa nie ma mowy o budowie dobrobytu – bez względu na system, w jakim się funkcjonuje. Wystarczy sobie przypomnieć różnice w rozwoju gospodarczym pomiędzy Czechosłowacją, NRD a PRL. Jak wiele potrafi spowodować mentalność i zamiłowanie do porządku i prawa, zwłaszcza, jeżeli doda się do tego odrobinę zdrowego rozsądku. Na szczęście obecnie w naszym kraju istnieje bardzo duże poszanowanie dla kultury pracy i klaruje się pozytywny stosunek do własności. Wystarczy, że tylko zaczniemy szanować się nawzajem i nabierzemy szacunku do wartości, jaką jest państwo i Unia Europejska, to łatwiej będzie nam akumulować dobrobyt, w pokoju i bezpieczeństwie. Dla takiego kraju jak nasz, który od momentu swojego ponownego ustanowienia w 1918 roku stale jest państwem nędzy, biedy i niedostatku, ostatnie 22 lata to okres dobrobytu i akumulacji bogactwa. Niestety szkoda tylko, że nasze społeczeństwo się nie rozwija, ale to już wina wewnętrznych uwarunkowań ekonomicznych, o które możemy mieć pretensję głównie do rządzącej nami elity. Dobrodziejstwo, jakim jest dla nas przychylność Niemiec, Wspólny rynek i prawo nieskrępowanej pracy w całej Unii, to najważniejszy zestaw czynników decydujących o naszym bezpieczeństwie i dobrobycie. Musimy te wszystkie wartości chronić, albowiem na tym opiera się nasza suwerenność definiowana poprzez zdolność samofinansowania się.

Jak wspomniano na początku, nie wszystkim podoba się to, że Unia Europejska buduje swoją potęgę. Przeciwników, adwersarzy i obrońców dotychczasowego status quo jest w otoczeniu Europy bez liku.

USA, kraj będący Imperium w pełnym tego słowa znaczeniu, którego możliwości oddziaływania są globalne. Przez lata miał w swojej orbicie oddziaływania poszczególne państwa europejskie, jako klientów dopraszających się o protekcję. Zarazem jego przedsiębiorcy doskonale działają na europejskich rynkach pomnażając swoje bogactwo dzięki finansowej supremacji. Warto przypomnieć, jaką rolę w rozniesieniu po świecie kryzysu odegrały największe amerykańskie banki inwestycyjne. Potęga NYSE nie przeminęła, kryzys nie znaczy dla niej nic więcej niż okazję do robienia kolejnych interesów na naprawdę wielkie pieniądze. Przewaga ameryki w prowadzeniu interesów jest olbrzymia, technologia, rozwiązania biznesowe i olbrzymie zasoby kapitału to czynniki powodujące, że wszyscy chcą korzystać z obecności amerykańskich inwestorów. Globalny zasięg amerykańskich marek dyktuje światową modę, amerykańskie technologie wojskowe są najbardziej zaawansowane na świecie. Nikt rozsądny, poza gromadką islamskich szaleńców nie myśli o zaatakowaniu ameryki. Sama odpowiedź konwencjonalna amerykańskiej potęgi, jest w stanie zmiażdżyć każdy inny kraj na świecie, o wykorzystaniu arsenału atomowego lepiej w ogóle nie mówić. Ważne jest to, że amerykańskiej potędze obecnie i w dającej się przewidzieć przyszłości nikt nie może i nie będzie mógł się skutecznie przeciwstawić. Jednakże najpotężniejszą bronią USA jest Dolar. Jego supremacja zapewnia Ameryce przewagę w skali globalnej, po prostu kraj, którego waluta ma tak uniwersalną płynność i jest powszechnie akceptowanym środkiem płatniczym na całym świecie jest faktycznym Imperium, czy to się komuś podoba czy nie. W tym kontekście tym, co najbardziej zagraża Ameryce i jej światowej supremacji jest Euro. Potęga Euro, jako głównej waluty handlowej i rezerwowej na świecie to coś, co najbardziej przeraża amerykańskich strategów i powoduje, że są oni zaakceptować każde ryzyko, byle tylko doprowadzić do upadku lub przynajmniej osłabienia idei wspólnej europejskiej waluty. Armię można zawsze zbudować, żołnierzy wyszkolić, lotniskowce zwodować i zmontować nieskończoną ilość czołgów. Dla spragnionego zamówień europejskiego przemysłu nie jest to żaden problem, to jedynie kwestia zamówień. Przykładowo, skierowanie środków, jakie idą na wspólną politykę rolną na budowę Europejskich sił zbrojnych uczyniłoby z nas w ciągu 10 lat potęgę równą operacyjnie, (ale nie strategicznie) Stanom Zjednoczonym. Żeby Unia mogła wejść na kolejne poziomy zamożności i budowania swojej potęgi, musi posiadać silną walutę, stanowiącą istotny międzynarodowy odnośnik w gospodarce. Dzięki Euro, nieograniczenie pożądanemu przez Arabów i Chińczyków stopniowo mamy szansę zbudować swoją supremację w globalnym handlu, czyniąc z Europy, co najmniej równorzędny Ameryce, Chinom i Japonii filar światowej gospodarki. Przy pewnym ułożeniu korzyści możliwe jest osiągnięcie pewnych przewag nad otoczeniem. Pamiętajmy, na jakim poziomie toczy się gra i o co. Tu nie chodzi o jakąś zbankrutowaną Grecję. Tu nie chodzi nawet o Włochy, stawką jest to czy Unia będzie zdolna stać się samookreślającym się Imperium czy nie.

Rosja, z punktu widzenia tego kraju Europa zawsze była powodem zagrożeń i stymulantą rozwoju. Podobnie jest także obecnie, a dzięki takim inwestycją jak rura bałtycka, Rosja staje się coraz bardziej uzależniona od Europy. Myśląc przy tym, że sama Europę uzależnia. Korzyści z tego mariażu są obopólne, albowiem w oparciu o surowce i działając na rynku rosyjskim, Wspólnota może zdominować globalne rynki, przy czym zabezpieczając sobie całkiem niezły poziom życia. Niestety Rosja ma paskudny zwyczaj dominowania swojego otoczenia, co pokazała ostatnio w Gruzji. Na nasze szczęście skala rosyjskich problemów je top wiele większa niż Zakaukazie. Na dalekim wschodzie czai się potężny chiński smok. Inna cywilizacja, inny system, bardzo skutecznie zarządzany i kierowany, niewybaczający błędów i bezwzględnie dążący do dominacji nad swoim otoczeniem. Z dowolnie przeprowadzonego rachunku strategicznego wynika, że konflikt z Rosją musi dla Chin oznaczać konfrontację niekonwencjonalną. A na to mądrzy chińscy przywódcy nie mają ochoty, jednakże rak, jaki toczy Rosję od upadku jej poprzedniego imperialnego wcielenia powoduje, że jej upadek jest tylko kwestią czasu. Na to, jakiś scenariusz rozkładu i inercji, w powiązaniu z wojną domową i zewnętrzną interwencją liczą Chiny. Wówczas mogłyby „pokojowo”, zająć część Syberii, najlepiej jeszcze z mandatem ONZ. Właśnie w tym kontekście Rosja potrzebuje współpracy z Unią Europejską, potrzebuje naszej technologii i zdolności do organizacji i technik efektywnego zarządzania. Nie bez znaczenia jest także wsparcie militarne w przypadku ewentualnego konfliktu. Po prostu Unia Europejska jest naturalnym zapleczem Rosji w przypadku pełnoskalowego konfliktu z Chinami. W tym kontekście należy rozumieć potrzebę współpracy, bacząc zarazem, żeby wzmacniać Rosję tylko na tyle na ile nam samym się to opłaca. Najważniejsze jest w tym zakorzenienie w Rosji kaganka wolności, albowiem bez tego nie mamy żadnych gwarancji, że to wschodnie Imperium nie zwróci się w przypływie szaleństwa przeciwko nam.

Chiny, z ich punktu widzenia jesteśmy małym półwyspem na zachodzie. Swego czasu nasi „krajanie”, próbowali bezczelnie zdominować chińczyków za pomocą opium i innych specyfików sprowadzanych ze swoich kolonii. Ponad 5000 lat nieprzerwanej państwowej tradycji i kultury zobowiązuje. Tu nie ma żartów, supremacja w swoim otoczeniu, strategia łańcucha pereł i fabryki świata powodują, że chińskie państwo jest skrajnie wydolnym podmiotem, posiadającym zdolności ofensywne w znaczeniu gospodarczym i militarnym. W swoim dalekowschodnim otoczeniu, Chiny nie maja przyjaciół, co można sprytnie wykorzystać. Poczynając od Japonii, poprzez Koreę, Wietnam i inne kraje regionu, w tym islamską Indonezję, z łatwością można zbudować anty chińską koalicję powstrzymywania. W zasadzie to już się dzieje, albowiem państwa otaczające Chiny doskonale zdają sobie sprawę z potęgi państwa środka i braku samodzielnej zdolności do wytrzymania presji. Może z wyjątkiem Japonii, albowiem kraj ten ma technologię, dzięki której może trzymać chińczyków na dystans. Jednakże szczupłość zasobów i terytorium powoduje, że do skutecznej obrony potrzebuje wsparcia dominujących na Pacyfiku USA. Powtórzmy to ponownie, nie ma obecnie na świecie takiej siły, która byłaby zdolna wytrzymać amerykańską presję. Nie da się pokonać Stanów Zjednoczonych i państw, którym te kraje udzielają wsparcia. Amerykańska dominacja w rejonie Azji i Pacyfiku jest faktem, tak jak faktem są pływające po nim amerykańskie lotniskowce. Jednakże bez tego wsparcia, Japonia poniosłaby bardzo duże straty w ewentualnym konflikcie. Dlatego Chińczycy doskonale zdają sobie sprawę z tego jak daleko mogą się posunąć, stawiają głównie na soft power, dążąc do gospodarczego zdominowania świata. Naprawdę dzisiaj bardzo trudno jest cokolwiek wyprodukować poza Chinami. Nie mówimy o produkcji jednostkowej, ale o masowej w ilościach pozwalających na sprzedaż globalną. W tym kontekście Chińczycy uznają Euro, jako światową walutę rezerwową,

Państwa arabskie, mają własne interesy, przede wszystkim dążą do zachowania poziomu cen na ropę naftową i popyt na nią. Do tego potrzebne jest zachowanie globalnej równowagi, przy przewadze strategicznej świata zachodniego, albowiem jego wartości są przez islam oceniane, jako miękkie i zdolne do zdominowania. Docelowo nie interesuje ich naruszenie równowagi, albowiem samodzielnie nie znaczą nic w grze strategicznej. Ich surowce stanowią bardzo silny magnez dla obcych potęg, które wykorzystując swoją przewagę militarną i gospodarczą bez problemu mogą zdominować po kolei wszystkie państwa arabskie. Odrodzenie „kalifatu” jest niemożliwe, tak jak niemożliwe było przyjęcie wygnanych z Izraela Palestyńczyków do społeczeństw państw arabskich. Dlatego też, zagrożenie w czasach wspaniałości Złotej Porty nam nie grozi, ale z punktu państw i społeczeństw arabskich nie leży długofalowe wzmocnienie Europy na tyle, żeby ta mogła stanowić jednolity pod względem interesów podmiot. Przede wszystkim zagroziłoby to ich interesom, a nie ma dla tych w pełni uzależnionych od sprzedaży surowców energetycznych niczego ważniejszego niż nieskrępowana wymiana handlowa.

Reasumując, jeżeli chcemy, jako Wspólnota określić się podmiotowo i zaistnieć na światowej mapie graczy głównej ligi, musimy działać wspólnie, jako jeden podmiot, jeden interes i jeden podmiot w globalnej grze interesów. Trudno jest wyobrazić sobie sytuację, w której doprowadzilibyśmy do utraty posiadanego potencjału tylko, dlatego bo ciężko było ograniczyć bezgraniczne rozpasanie naszych budżetów socjalnych. Chyba tylko poważne zagrożenie zewnętrzne byłoby wstanie spowodować przełamanie lodów i realną europejską jedność i współpracę na rzecz budowy wspólnego Unijnego domu.

Dużo w tym wiąże się geostrategiczną postawą naszego kraju, albowiem Polska swoją oderwaną od rzeczywistości polityką ponownie przez pewien okres czasu dążyła do konfrontacji z Rosją. Czas odrzucić politykę historyczną, bez względu na niewyrównany rachunek krzywd. Jedynie, jako część zachodu jesteśmy dla Rosji partnerem, samodzielnie nawet, jako łupkowe eldorado, możemy się tylko i wyłącznie zamrozić, a przy odrobinie przewagi głupoty na poważnie skonfliktować. Nie ma innej alternatywy niż Realpolitik i to w najlepszym klasycznym wydaniu. Podkreślmy to ponownie, nie ma innej drogi niż bycie częścią większej całości. Wszelkiego rodzaju idee jagiellońskiego przedmurza itp., mrzonki o potędze szybkich i lotnych rycerzy na dalekich stepach trzeba skazać na zapomnienie, a nawet karać ostracyzmem. Jedynie pracą, oszczędnością i dokładaniem się do wspólnego europejskiego domu możemy zapewnić sobie wolność i bezpieczeństwo. W razie zagrożenia równie prawdopodobnie przybędą na białych rumakach rycerze uśpieni w Tatrach jak na Bałtyku wylądują US Marines. Nie miejmy złudzeń, żadnych. Nie oznacza to oczywiście, że jedyną szansą na rozwój dla Polski jest stanie się 17 landem Bundesrepubliki, ale warto się zastanowić, jakie mamy warianty poza Unią Europejską? W sensie pogłębiania integracji i budowy najszybciej jak się da jednego europejskiego państwa? Naprawdę to, co osiągnęliśmy warte jest poświęceń, jak na razie ekonomicznych, ale równie ważne jest poświęcenie krwi, jeżeli tylko zajdzie taka potrzeba. Być może rację miał pewien polski polityk, sugerując zasadność wydatkowania środków na armię europejską a nie na niekończący się „socjal” oraz stale wymagające dotowania rolnictwo.

Odrodzenie idei europejskiego Imperium, to coś więcej niż powrót do idei Imperium Romanum, to konieczność we współczesnym świecie, Europa po prostu potrzebuje nowego Rzymu. W przeciwnym wypadku czeka ją upadek, nie ma możliwości podtrzymania rozwoju bez zapewnienia supremacji i budowy potęgi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.