Wojskowość

Dlaczego Polska potrzebuje Marynarki Wojennej? I jakiej?

Państwo realizuje swoją politykę różnymi metodami, wykorzystując cała gamę środków. Jedną z metod prowadzenia polityki jest prowadzenie wojny z użyciem sił zbrojnych. Bez nich trudno jest prowadzić wojnę, zwłaszcza, jeżeli nieprzyjaciel podchodzi na serio do konfliktu. Jednym z obszarów polityki bezpieczeństwa jest polityka morska. Jest to specyficzny obszar prowadzenia polityki, jak również bardzo specyficzny teatr potencjalnych działań wojennych. Jego główną trudnością jest ten problem, że ewentualne działania dzieją się, co do zasady na wodzie, a także pod wodą jak również nad wodą. A woda jak powszechnie wiadomo ma tą właściwość, że jest mokra, zimna i jest jej bardzo dużo. Właśnie ten ostatni parametr ma szczególne znaczenie, ponieważ przeciwnik może go łatwo wykorzystać – podpływając pod np. nasze duże miasto i wywiesić np. brzydki transparent, gdzie bardzo brzydko napisze, co myśli o naszym najjaśniejszym do „bulu” szczerym… a my nie mając własnych okrętów nie moglibyśmy tego obrazoburczego widoku niczym zasłonić (statków handlowych już prawie nie mamy, a promy w zasadzie są prywatne). I klops!

Co więcej, obce państwa mogą sobie robić z nas żywe jajo i położyć np. kładkę wzdłuż naszego wybrzeża i co im zrobimy? Póki, co „oni” mają rurę, do której z powodów politycznych nie byliśmy wstanie się podłączyć, przez co straciliśmy podwójnie, po pierwsze, ponieważ rura jest a po drugie, ponieważ z niej nie korzystamy, ale to tak na marginesie… Oczywiście sposobów dokuczenia nam może być bardzo wiele, no, ale możemy pocieszać się, że nasze morze w zasadzie nie ma znaczenia strategicznego i jest na tyle niewielkie, że bez problemu wystarczy na nie samolot – żeby zaatakować lub odeprzeć ewentualny atak… Owszem, być może nasze morze nie ma szczególnego znaczenia strategicznego z punktu widzenia planistów w Waszyngtonie, ale dla nas miało i ma.

Co fakt, to fakt, ktoś kiedyś powiedział, że najlepszym okrętem na Bałtyku jest samolot, ale samolot może tylko uderzyć, nie może stosować presji samą swoją obecnością na danym akwenie (przy tych cenach paliwa lotniczego samolot to drogie hobby). Przez co, samolot nieco mniej się nadaje do uprawiania polityki. Albowiem o politykę tu głównie chodzi.

Odrębnym problemem jest zabezpieczenie interesów państwa w wymiarze globalnym, albowiem Polska zamierza importować gaz skroplony w dużych ilościach, z tego względu powinna odpowiednio wcześniej przewidzieć możliwość własnego zabezpieczenia tych dostaw, przynajmniej punktowo na najbardziej zagrożonych odcinkach. Dodatkowo okręt wojenny ma tą ciekawą specyfikę, że wywołuje strach wrogów korespondujący z poczuciem siły u strony tą broń posiadającej.

Abstrahując od wyzwań, jakie Polskę czekają w przyszłości, zastanówmy się nad aktualną pozycją geostrategiczną kraju, położonego pomiędzy… „dwoma młotami”. Niestety tan większy młot ze wschodu, ma nad nami przewagę nie tylko strategiczną, która jest niepodważalna, ale także przewagę lokalną, związaną z objęciem w posiadanie części terytorium byłego państwa pruskiego. Terytorium to, najdelikatniej mówiąc zawsze stanowiło dla nas strategiczny problem, albowiem jest to „miękkie podbrzusze” naszego kraju. Nie ma nic pomiędzy Kaliningradem a Warszawą, nic takiego, na czym można powstrzymać uderzenie. Natomiast enklawa ta ma pewną bardzo istotną słabą stronę, jest nią odcięcie od terytorium Rosji właściwej. W takim stanie rzeczy, naturalnym stanem spraw dla Rosji jest maksymalne zabezpieczenie drogi morskiej, albowiem w okresie napięcia – podkreślam napięcia a nie konfliktu, zaopatrzenie może docierać jedynie tą drogą. Oczywiście w stanie wojny, łatwo mogą skrócić sobie drogę przez Polskę lub Litwę. Niezaprzeczalnym faktem natomiast pozostaje, że enklawa kaliningradzka skutecznie szachuje Polskę i Litwę, ten drugi kraj pozostawiając w praktycznym strategicznym okrążeniu.

Co to ma, zatem wspólnego z potrzebą wzmocnienia marynarki? Jest to jedyna siła, dzięki której możemy w razie konfliktu osiągnąć w jego pierwszym dniu przewagę strategiczną. Nie chodzi wcale o rejon Kaliningradu, aczkolwiek pewne elementy blokady morskiej z wykorzystaniem np. robotów podwodnych i inteligentnych min warto zastosować. Chodzi przede wszystkim o dwie sprawy:

  • 1)     Okręty to jedyny sposób na zaakcentowanie zagrożenia bezpośrednio właściwemu terytorium Federacji Rosyjskiej już na początku konfliktu.
  • 2)     Okręt jest jedynym sposobem na przerwanie gazociągu w sposób oddalający zagrożenie polityczne od polskich wybrzeży.

W pierwszym przypadku chodzi o stałe posiadanie okrętów w pobliżu St. Petersburga, tak, aby miast to znajdowało się w bezpośrednim zasięgu rakiet woda-ziemia. W przypadku takiego scenariusza, w momencie powzięcia zamiaru ataku na Polskę, Rosjanie najpierw musieliby wyeliminować to zagrożenie. A to samo w sobie stanowiłoby już atak na NATO, dzięki czemu dyplomacja mogłaby działać o jeden dzień dłużej, stworzyłoby to dodatkową opcję we wstępnej fazie przed właściwą – lądową fazą konfliktu. No i lepiej żeby najpierw zaatakowali okręt niż np. przygraniczne miasto. Na marginesie, idealnie by było, gdybyśmy byli wstanie utrzymywać także patrol arktyczny i może jakąś jednostkę obserwacyjną na dalekim wschodzie. Dlaczego? Ponieważ informacji nigdy zbyt mało. A w drugim przypadku, chodzi o przerwanie gazociągu możliwie najbliżej wód terytorialnych Rosji właściwej, – aby polityczne odium tego wydarzenia spadło w pełni na konflikt. W skrócie chodzi o to, żeby uczynkiem, myślą lub zaniedbaniem przypadkiem nie rozdrażnić Niemców, którzy nie po to budowali rurę, żeby ktoś im ją rwał, zwłaszcza w pobliżu Rostoku. A bez niemieckiego wsparcia materialnego i miejmy nadzieję militarnego w ramach NATO, o jakiejkolwiek próbie skutecznego oporu przed zagrożeniem ze wschodu nie mamy, co marzyć.

Reasumując, Polska musi manifestować swoją obecność na Bałtyku wszelkimi możliwymi sposobami. Przede wszystkim musi posiadać Marynarkę Wojenną o dużej sile ofensywnej, stanowiącej istotny potencjał odstraszania. Byłoby wspaniale, gdybyśmy mieli potencjał utrzymywania patrolu bojowego na północnym Bałtyku oraz w rejonie Norwegii. Odrębnym zagadnieniem powinno być stałe akcentowanie obecności na najważniejszych z punktu widzenia naszych interesów akwenach świata. Warto, także pomyśleć o obecności na dalekim wschodzie, albowiem informacji nigdy dość.

Póki, co… kadłub Gawrona rdzewieje w stoczni no, ale na szczęście jeszcze go nie pocięto, więc są szanse na politykę morską Rzeczpospolitej. Wiemy już, dlaczego Polska potrzebuje Marynarki Wojennej. Pytanie, jakiej? Pozostawmy ekspertom.

[Literatura:] Andrzej Makowski, Siły morskie nowoczesnego państwa, Impuls Plus Consulting, Gdynia 2000.

3 komentarze

  1. To prawdopodobnie najlepszy artykuł o sprawach morskich polski z przeciągu ostatnich 10 lat !

  2. Si vis pacem, para bellum. Sprzęt to jedno, ale kapitał ludzki też jest bardzo ważny. Może oprócz budowy tysięcy “orlików”, część (sporą) przeznaczyć na rozwój żeglarstwa. Obycie młodzieży z morzem zaowocuje w przyszłości świetnym “narybkiem” dla szkół morskich, w tym szkoły marynarki wojennej. Ma to jeszcze inny ważny aspekt, a mianowicie powinno to zdecydowanie wpłynąć na sposób myślenia naszego społeczeństwa – w gruncie rzeczy ziemiański – na sprawy związane ze sprawami morskimi, a w tym i z obronnością.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.