Polityka

Dlaczego nasza elita nie interesuje się losem państwa i społeczeństwa?

 Teza zawarta w tytule artykułu jest zbyt łatwa do udowodnienia, albowiem nasza elita państwowo-narodowa, co najmniej od połowy XVII wieku nie interesowała się losem państwa a narodem, jako takim to chyba nikt się tu nie przejmował poza okresem odzyskiwania niepodległości. Podobnie jest tutaj dzisiaj, jednakże zdecydowanie groźniej albowiem można postawić hipotezę, że nasze elity w rzeczywistości przeważnie nie utożsamiają się z losem państwa i społeczeństwa a co za tym idzie zupełnie nie rozumieją potrzeb państwa jak również położenia społeczeństwa – dogorywającego ekonomicznie na początku zapaści biologicznej po 22 latach wspaniałej transformacji. Potrzeby, dążenia, pragnienia, uwarunkowania, logika i układ odniesienia elit są zupełnie inne niż reszty społeczeństwa.

Podział dochodu narodowego i jego fundament, czyli podział własności jak również ukształtowanie praw dających prawo do gromadzenia majątku i czerpania z niego dochodów są skonstruowane w taki sposób, żeby o wiele większą rentę z o wiele większą łatwością przy niższych kosztach czerpała obecna elita niż ktokolwiek inny, kto dopiero aspiruje na załapanie się do systemu. Przykłady? Proszę regularnie sprawdzać pierwszą 50-tke najbogatszych Polaków – czy widać tam jakieś nadzwyczajne zmiany? A największe przedsiębiorstwa, nawet z uwzględnieniem kapitału publicznego? Bez podziałów, prywatyzacji, bez zmian nie ma żadnych ruchów w układzie. Układ trwa, ponieważ opłaca się wszystkim, zarówno posiadaczom kapitału i własności, politykom – gwarantującym stabilność układu i ludziom z resortów siłowych będących jego strażnikami. Wszyscy uczestnicy władzy korzystają na „konfiturach”, jakie ona daje. Immunitety, przywileje emerytalne, wysokie odprawy, kila pensji na raz, lepsze leczenie, zniżki w zakupie dóbr promocyjnych i wreszcie przewaga wynikająca z wcześniejszego dostępu do informacji, a nawet zdolność do kreowania pewnych faktów. Jak ktoś nie wie, o co chodzi, proszę sobie przypomnieć otwarcie sieci kantorów wymiany walut nazajutrz po wejściu w życie ustawy zezwalającej na obrót dewizami, albo nieco świeższe – ustawienie reformy emerytalnej w taki sposób, że zarządzający przymusowymi funduszami pobrali kilkunastomiliardowy haracz w ciągu trwania jej pierwszego złodziejskiego etapu od Jerzego Buzka do Donalda Tuska.

Elita traktuje społeczeństwo, jako zbiór dojnych krów i bydło na rzeź, a państwo, jako swoją przestrzeń, w której zezwalają tymczasowo bytować kolejnym pokoleniom krów i bydła, tylko w tym celu żeby zapewniać prowadzenie działalności operacyjnej umożliwiającej im zbieranie śmietanki i życie na wysokiej lub bardzo wysokiej stopie z pracy i wyrzeczeń zwykłych ludzi. Dowód? Zmierzamy w stronę społeczeństwa, w którym dominująca grupa społeczna nie będzie miała szans na dorobienie się i posiadanie własności nieruchomości w ciągu swojego życia. Dlaczego? Proszę dokonać banalnego zestawienia średnich dochodów, średnich kosztów życia i średniego kosztu metra kwadratowego w przeciętnej dzielnicy – przeciętnego miasta. Zakup mieszkania oznacza zrobienie z siebie niewolnika systemu na całe życie, a ponieważ nie ma gwarancji, że uda się nam ten kredyt spłacić – wymyślono prawdopodobnie największe złodziejstwo XXI wieku, – czyli hipotekę zwrotną, pozbawiającą ciężko pracujących ludzi na progu grobu – jakiejkolwiek własności, tak żeby niemożliwa była jej akumulacja i przekazanie następnym pokoleniom.

Wszędzie pośrednicy finansowi muszą wepchnąć swoje szpony, nie pozostawią własności w rękach społeczeństwa. Nie można zapominać przy tym o takich drobiazgach jak prawo do eksmisji, które tylko i wyłącznie wspiera bogaczy. Człowiek świetnie zarabiający po popadnięciu w ciężką chorobę – nie ma szans na utrzymanie się, kończy pod mostem, albowiem z czasem bank zabierze mu, jako niezdolnemu do płacenia kredytu swoją własność. Państwo w ogóle w te stosunki nie ingeruje pozwalając bankom na wystawianie bankowych tytułów egzekucyjnych – prawdopodobnie najjaskrawszego dowodu na współczesne niewolnictwo Polaków. Na portalu NBP poświęconym edukacji pod tym hasłem czytamy: „Po jego wystawieniu, bank kieruje go do sądu z klauzulą wykonalności. Sąd ma obowiązek rozpatrzenia go możliwie najszybciej, ale najpóźniej w ciągu 3 dni. Rozpatrzenie odbywa się na posiedzeniu niejawnym, co oznacza, że klient nie ma możliwości obrony i przedstawienia swojego stanowiska. Jeśli sąd wyda postanowienie – nadanie tytułowi klauzuli wykonalności, wtedy do egzekucji długu przystępuje komornik, a jego postępowaniem może być objęty zarówno majątek trwały dłużnika, jak i jego dochody. Tym, którzy uważają, że roszczenia banku są niesłuszne pozostaje w takiej sytuacji wystąpienie do sądu o wytoczenie tzw. powództwa przeciwegzekucyjnego.” Uwaga, jeżeli ktoś nie zrozumiał, to wyjaśnijmy – nasz ustawodawca, nasze państwo stworzyło taki system prawny, w którym prawo bankowe – regulujące prawa banków względem niewolników pozwala tym instytucjom na żądanie od sądu zatwierdzenia swojego roszczenia – bez prawa do obrony przez pozwanego! Na to zgodziło się nasze państwo, pozwalając przeważnie obcym bankom – postępować z Polakami wedle własnej woli i własnego widzi mi się, nie ma znaczenia, że bank też może się pomylić, tego ustawodawca już nie uwzględnia – ograniczając sądy Rzeczpospolitej do roli karbowego nadzorcy niewolników. Takich nonsensów w naszym prawie jest o wiele więcej, aczkolwiek właśnie to uprawnienie banków do bycia panami naszego życia i śmierci powoduje, że jesteśmy niewolnikami. Dlaczego? Ponieważ bank może napisać w tytule egzekucyjnym cokolwiek – a ciężar dowodu jest przeniesiony na „oskarżonego”, co jest niesamowite, albowiem występowało jedynie w prawodawstwie sowieckim – trzeba udowodnić, że bank się myli, – czyli ponieść koszty! Innymi słowy, jeżeli nie masz pieniędzy, lepiej ich Polaku nie pożyczaj. Zwłaszcza w tzw. polskim banku. Oczywiście nie oskarżamy w niczym banków, aczkolwiek, co to ma wspólnego z etyką biznesu, społeczną gospodarką rynkową (wpisaną w Konstytucję), to już kwestia dla futurologów.

Podobne wątpliwości można mieć, jeżeli przeczyta się uważnie prawo pracy, a jeszcze większe w momencie zapoznania się z praktyką orzecznictwa sądów pracy w przypadkach konfliktu pomiędzy pracodawcą i pracownikiem. Jeszcze gorzej jest na linii klient – korporacja, wie o tym każdy, kto odważył się iść do sądu w sprawach konsumenckich. Nawet najnowsza medialna „afera gospodarcza” dotykająca zwykłych ludzi – wychodzi na całkowicie legalną, klienci Amber Gold są sami sobie winni – przecież nikt ich nie zmuszał do pożyczania pieniędzy panu Marcinowi Plichcie. A to, że system zawiódł, sądy nie były w stanie wymusić na nim pożądanego przez jego wcześniejszych wierzycieli zachowania – nie ma żadnego znaczenia. Sprawa, w którą jest zaangażowany autorytet syna premiera nie może się dobrze skończyć.

Największym dramatem jest jednak to, że jesteśmy pozbawieni prawa do świadomej prokreacji, albowiem system ekonomiczny, jaki stworzono ma tak szeroko rozwarte nożyce pomiędzy dochodami jednostek a kosztami życia, że zdecydowanie się współczesnych Polaków na dziecko graniczy z aktem desperacji, przypadkiem lub jest wynikiem zupełnego braku świadomości, co do zachodzących w rzeczywistości procesów. Stworzyliśmy system, który premiuje zamożnych, dusi średniaków – w tym znaczeniu, że nie mają szans na rozwój lub utrzymanie statusu w przypadku pojawienia się kłopotów i promuje proletariat, albowiem dzieci w rodzinach ubogich traktowane są, jako kolejne elementy otoczenia. Bez planowania edukacji, bez szans na coś więcej niż minimum ze wsparcia socjalnego, a nawet dobrą opiekę medyczną. Nie ma równego startu! Dziecko w rodzinie bogatej nie musi pracować od momentu urodzenia do momentu śmierci wystarczy, że będzie odpowiednio zarządzać majątkiem poprzedników. Dziecko z klasy średniej – ma szanse na edukacje, jednakże ograniczone szanse na akumulacje majątku. Będzie musiało pracować do 67 roku życia lub po prostu do śmierci, żeby umożliwić sobie zachowanie statusu i przekazanie go dzieciom. Dziecko z klasy niższej – nie ma w ogóle żadnych szans na nic poza ciężką pracą do końca życia, w warunkach poniżej średniej krajowej. Płodzenie dzieci w tej grupie nie ma znaczenia międzypokoleniowego, albowiem nie istnieje potrzeba, aby dzieciom przekazać własność, wiedzę, pozycję – nic, co jest pożądane dla zachowania lub rozwoju statusu.

Efekty takiej stratyfikacji społecznej zobaczymy już za 10-20 lat, Polska będzie krajem gdzie wąska grupa społeczna będzie posiadała dominującą większość wszelkiej własności w proporcjach właściwych dla magnaterii, klasa średnia będzie wąską grupą do obsługi własności wąskiej elity, a cała reszta plebsu – będzie mogła się swobodnie kurczyć ograniczając ogólny potencjał ludnościowy kraju do poziomu nienotowanego w naszej historii. Takie zmiany umożliwią w przyszłości luźne odstąpienie od paradygmatu narodowego, albowiem plebsowi można w każdej chwili zastąpić hasła narodowo-państwowe, hasłami korporacyjno-klubowymi. Ostatecznie liczą się tylko podejmujący decyzje.

One Comment

  1. Mamy neo-feudalizm okraszony ladnym marketingiem i PRem. Czyz nie o to w “transformacji” chodzilo? Historia lubi sie powtarzac, zwlaszcza tam gdzie historia niczego i nikogo nie uczy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.