Religia i państwo

Dlaczego lepiej zjadać makaron niż w niego wierzyć?

 Makaron – substancja nieożywiona, stworzona z wody, mąki, oleju, soli, ewentualnie chemicznych polepszaczy stał się uosobieniem prawie transcendentnego bóstwa dla grupy wyznawców swojego kultu, który nieskutecznie stara się o rejestracje w polskim rejestrze kościołów i związków wyznaniowych. Minister cyfryzacji i czegoś tam jeszcze bardzo nieudolnie odrzucił wniosek – popełniając największy błąd, jaki mógł zrobić w państwie, którego konstytucja dopuszcza wolność wyznania i związanego z nim kultu – zupełnie niepotrzebnie wszedł w dialog merytoryczny pozwalając sobie na podparcie się opinią naukową religioznawców. W ten sposób zupełnie niepotrzebnie nie tylko złamał konstytucyjne wolności obywateli, ale utorował rejestrację o wiele groźniejszym kultom – wskazując w swojej decyzji, co nie może być uznawane za religię i dlaczego w ścisłym odniesieniu (komparatystycznie) do chrześcijaństwa. W wyniku swojego nieprzemyślanego działania – minister nie tylko podjął temat merytorycznie, ale złamał konstytucję i dodatkowo pokazał, co ma w arsenale, – czym może uzasadniać, że coś nie jest religią.

Nie ma znaczenia, czy ubiegający się o rejestrację wyznawcy makaronu, szatana lub błękitnego czy też niebieskiego czajniczka, (w który wierzą, że orbituje wokół Saturna) – sformułowali religię i odkryli „nowe” sacrum, tego nie da się w żadnej mierze obiektywnie stwierdzić. Co więcej w świetle stanowiącej ministerialny wzorzec doktryny chrześcijańskiej – jeden z wymienionych powyżej „podmiotów” istnieje i ma się doskonale. Dlatego nie można tego w żadnej mierze badać – nie tutaj ma się toczyć spór, nie na tym poziomie odniesienia.

Tak naprawdę nie ma żadnego argumentu naukowego i nie może być, żeby dyskutować o dowodzeniu faktów przyjmowanych na wiarę. Pan minister to zupełnie zbagatelizował, udowadniając, że wszystko, co jesteśmy w stanie stworzyć to porównanie doktryn. Na tej zasadzie jednak nie może być mowy o równouprawnieniu wyznań w Polsce, gdyż po prostu powinniśmy wszystkie nieoparte na dekalogu i Biblii, – jako prawdzie objawionej ludziom przez Boga żywego po prostu odrzucać. Naprawdę ciekawe jest, czy ministerialny test przeszliby muzułmanie ze Świętym Koranem, gdyby musieli się dzisiaj zarejestrować w Polsce. Nie mówiąc już o „religiach” uznawanych przez zachód za doktryny filozoficzne, gdzie w ogóle nie ma boga osobowego, ale jest pojęcie szczęścia.

Kuszący wniosek – może nie jesteśmy państwem wyznaniowym, ale jesteśmy państwem zdeterminowanym kulturowo i cywilizacyjnie na chrześcijaństwo i inne wyznania z nim tradycyjnie współistniejące, w tym liczne odłamy. Nic nowego ponadto nie powinno tego kanonu burzyć, albowiem nie uznajemy z zasady innego podejścia do spraw ponadnaturalnych. Byłoby to bardzo proste, jednakże, co zrobimy w momencie, gdy na Stadionie Narodowym w porze największej oglądalności – na oczach widzów wyląduje statek kosmiczny obcej cywilizacji i wyjdą z niego istoty odpowiadające mniej więcej naszym wyobrażeniom o życiu pozaziemskim? Mamy także i na to odpowiedź w chrześcijaństwie, gdyż żywy Bóg powiedział wprost: „Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni” [J 10,16].

Zatem to naprawdę nie jest proste, szczególnie w przypadku zwolenników ubóstwienia makaronu, którzy twierdzą, że jedną z ich form kultu jest spożywanie „fizycznej postaci” swojego Boga, czyli właśnie makaronu. Ministerialna opinia uznaje takie stanowisko za formę prześmiewczą kultu chrześcijańskiego, – czym religioznawcy się po prostu kompromitują zapominając o religii, jaką jeszcze w początkach chrześcijaństwa był Orfizm i kult Mitry. W tych kultach nie tylko nie brakuje podobieństw do chrześcijaństwa, ale są one od niego po prostu starsze, co uprawnia tezę, że to chrześcijanie wzorowali się na wyznawcach Orfeusza i Mitry, a nie odwrotnie.

W istocie główna oś sporu powinna toczyć się na poziomie realizacji zapisów Konstytucji w sposób ścisły i niepozwalający na żadne pokręcone interpretacje. Każdemu należy pozwolić na tworzenie własnego kultu – nawet jednoosobowo, jednakże na nim powinien ciążyć obowiązek udowodnienia, że jest to kult religijny w rozumieniu – uwaga – wykluczającym dotychczasowe poglądy większości społeczeństwa w tej sprawie, czyli wiarę w Boga żywego znanego z kart Biblii.

Jeżeli zatem nowy kult udowodni, że to ich „Bóg”, czy też inna formuła kultu jest prawdziwy/-a i deroguje PRZEDWIECZNEGO, KTÓRY JEST, BO JEST I BĘDZIE ZAWSZE – to oczywiście należy dane wyznanie zarejestrować – wskazując mieszkańcom Polski „nową dobrą nowinę”. Dotychczas uznawane kulty nie mogą podlegać rejestracji, ponieważ bazujemy na wiedzy ludzi, którzy już wcześniej uwierzyli w to, co widzieli, co słyszeli. Chodzi konkretnie Żydów, których praojciec przekazał im wiadomość od Boga o wyborze ich narodu, jako wybranego, o uczniów Jezusa poddanego rzymskiego z prowincji Judea oraz o słuchaczy Świętego Proroka Mahometa, którego przesłanie zostało spisane przez Muzułmanów w świętej księdze zwanej Świętym Koranem. Wszystkie inne nowe ruchy lub związki religijne – w tym także te, których kulty wygasły w naszym społeczeństwie – powinni udowodnić, że ich kult jest prawdziwy i w oparciu o prawdziwe przesłanki. Wówczas JEDYNIE OD WIARY organu rejestracyjnego powinno zależeć, czy uzna dany kult za kolejną religię. Żeby było sprawiedliwie, mogłoby o tym decydować np. Zgromadzenie Narodowe, – jako naprawdę najwyższa władza w państwie już poza odwołaniem się bezpośrednio do Narodu w referendum. Byłaby to czysta sytuacja, albowiem nowa religia gromadząc wyznawców mogłaby „derogować” stare, jeżeli nadal byłaby marginalna – nie liczyłaby się a w co prywatnie wierzą obywatele polskiego państwa, temu państwu na podstawie Konstytucji naprawdę ma być wszystko jedno.

Dlatego naprawdę lepiej jest zjadać makaron niż w niego wierzyć! Makaron to tylko fizyka!

3 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Panie K. cieszę się niezmiernie bo już myślałem żeś pan wybrał makaron!

  2. Latający makaron ,czy orbitujące czajniczki (świetna metafora!) – to jest nadal temat zastępczy i zbyt niszowy, żeby się nim zajmować na tak dostojnych łamach jak Obserwator Polityczny.

  3. Religia, wyznanie “latającego potwora spaghetti” to jest reakcja na chęć wprowadzenia do szkół kreacjonizmu, zamiast nauki teorii Darwina. A wpadł na to bezrobotny fizyk z USA.Moim zdaniem wbijanie młodym ludziom do głów kreacjonizmu jest równorzędne z mówieniem o latającym potworze.Wszystkie odkrycia naukowe są podparte naukami ścisłymi. Nie znam przypadku aby jakakolwiek religia przyczyniła się do rozwoju cywilizacji, wręcz przeciwnie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.