Polityka

Dlaczego głosowanie na PO-PiS jest nieszczęściem dla Polski? (cz.2)

 Co mamy obecnie? System, w którym jedna część społeczeństwa, która zdobyła większość w organach przedstawicielskich, spowodowała że głównie druga część społeczeństwa rzekomo płaci na ich benefity. Nie ma znaczenia jak jest naprawdę, może raczej – nie miałoby! Liczy się to, jak sprawy są przedstawiane w życiu publicznym. Ponieważ będzie to kolejna sprawa, która nas będzie dzielić i pogrążać, dodajmy na trwałe – bo kasa się generalnie nie zgadza i nie będzie się zgadzać.

Właśnie z powyższych powodów głosowanie na PO-PiS nie ma sensu. Ponieważ w najlepszym wypadku, jeden z tych obozów politycznych – pokona drugi i albo przejmie, albo zmarginalizuje jego elektorat. W konsekwencji, nadal duża część społeczeństwa, będzie wrogo nastawiona – UWAGA – do PAŃSTWA, którego nie będzie uznawać za własne. Nie ma niczego gorszego. Do czego to może być wstęp, to już mówiło wielu polityków. Na pewno nie do świetlanej przyszłości.

Nie ma tu dla niej miejsca, ponieważ jeżeli dwa największe obozy polityczne zakładają pełną negację przeciwnika, to w takim rachunku nie ma części wspólnej, czyli z punktu widzenia demokracji nie ma i nie może być wygranej. Rządy jednej z opcji politycznych, to tylko wybór jednej ze stron politycznej monety.

Nie należy naszego nieszczęścia porównywać do USA, RFN, czy Wielkiej Brytanii, czy innych rozwiniętych systemów politycznych opartych na modelu mniej lub bardziej udanej demokracji. To, że mamy dwa główne bloki polityczne, to nie oznacza że mamy do czynienia z wyborem alternatywnym. Ponieważ, to co robią ci politycy, to działania samobójcze, wyniszczające, a w warstwie przekazu politycznego – to głównie proste, prymitywne i populistyczne pokrzykiwania. Niestety bardzo często ukierunkowane na wzbudzanie emocji mas, ukierunkowanych głownie PRZECIWKO kontestowanemu fragmentowi rzeczywistości.

W Stanach Zjednoczonych, czy Niemczech dwa dominujące bloki polityczne współpracują razem w sprawach zasadniczych dla ich państw, co więcej stanowią wobec siebie realną alternatywę polityczną – już na płaszczyźnie wartości. Przykład niemiecki jest na tyle ciekawy, że główne bloki polityczne, zupełnie zabetonowały scenę polityczną. Ludzie głosując na alternatywne wizje swojego kraju, w istocie zawsze dokonują tylko jednego wyboru, wielka koalicja to szczyt kpin z demokracji. Ma to jednak jedno uzasadnienie, bo kraj z taką nadzwyczajną skłonnością społeczeństwa do ulegania autorytetowi elity, musi być rządzony metodami totalitarnymi. Nawet jeżeli to totalitaryzm demokratyczny, w istocie udający pluralizm, to jednak to zawsze zamordyzm. Ponieważ ogranicza się innych w prawach do wyrażania ich wizji rzeczywistości i działania na jej rzecz.

W naszym przypadku bardzo przydałby się ten niemiecki pragmatyzm, nawet fasadowo i z zaciśniętymi zębami, to jest on bardzo korzystny dla państwa jako systemu. Konflikty bowiem „pod dywanem”, chyba wszędzie są takie same. Dobrze jednak, jeżeli ten dywan jest w fajnym, dużym, ogrzewanym i zadbanym budynku, a dodatkowo jest na tyle gruby, że ci którzy się pod nim zagryzają, nie toczą śliny na zewnątrz.

Konsensus polityczny ma ten sens, że w istocie służy do przeniesienia konfliktu politycznego na inny poziom relacji. Doskonale rozumieli to do niedawna w Wielkiej Brytanii, ale obecnie już tam nie ma żadnego śladu, po tym pragmatycznym i iście modelowym rozumieniu potrzeby konsensusu. Nie byłoby problemu, gdyby nie zagrożenia zewnętrzne, ewentualnie wewnętrzne ale indukowane z zewnątrz. Właśnie o to tutaj chodzi, przestrzegał nas przed tym Marszałek. Nie jesteśmy Wielką Brytanią, która nadal będzie istnieć, nawet jak Szkocja się odłączy. W naszym przypadku, działania czynników zewnętrznych są w stanie doprowadzić do skończenia istnienia państwa. Mieliśmy już takie przypadki w historii.

Jeżeli największe obozy polityczne nie są w stanie porozumieć się chociaż co do tego, w jaki sposób toczyć ten spór! To jesteśmy już w połowie Rubikonu. Teoretycznie, jeszcze można zawrócić, wymaga to jednak już chyba jakiegoś zewnętrznego koła ratunkowego? Nie za bardzo ma kto je rzucić, ponieważ nasz jeden strategiczny „sojusznik”, uważa nasz kontynentalny „sojusz” gospodarczy za wrogi. Jeżeli więc ktoś tu komuś miałby cokolwiek rzucić, to mogą być głównie zarzuty…

Powtórzmy – zwycięstwo jednej ze stron sporu politycznego, przy wyrugowaniu drugiej – nie jest rozwiązaniem. Chyba, że zakładamy scenariusz wojny domowej jako dopuszczalny? Polska jest dla wszystkich, jakie to symptomatyczne, że w istocie homogeniczne państwo i społeczeństwo, jakie odziedziczyliśmy po okresie socjalistycznym – tak szybko zaprzepaszczono… Ciekawe, czy to był przypadek? Czy może ktoś dobrze zna naszą historie i pamięta, jak wyglądał parlamentaryzm i „demokracja” przed wojną?

4 komentarze

  1. Jarosław Polskę Zbaw

    Doskonale jak pamiętamy jak było przed wojną, wielkim szczęściem naszej jałowej demokracji jest to że obóz koncentracyjny piłsudczyków został na Białorusi….

  2. Kościół pod rękę ze styropianem i “jaśnie państwem” ciężko pracował na zniszczenie PRL i osiągnięcie obecnego stanu. Naprawdę wrogowie nie musieli się wiele wysilać tylko odpowiednio podsycać atawizmy w osobach pozbawionych inteligencji społecznej, chciwych i bezwzględnych, łasych na władzę a pobawionych szerszych horyzontów myślowych i lewicowych przekonań. Wystarczyło, że wrogowie ich podjudzali i utrzymywali za judaszowe srebrniki a efekty są widoczne.

    Ta hybrydowa wojna gospodarczo-ideologiczna będąca pokłosiem zimnej wojny zakończyła się zwycięstwem zachodniej myślącej oligarchii nad rozmodlonym ludem. Teraz ten rozmodlony lud może już tylko marzyć, śnić o bogactwie, jako tania siła robocza i już nikt im nie pomoże, nie ma takiej siły politycznej, która po raz kolejny w historii zaryzykowałaby zmianę systemu. Będą co najwyżej utrzymywani przez bogatych na respiratorze ekonomicznym, jak dawniej chłopi pańszczyźniani przez pana i plebana, co by zapewnić sobie tanią siłę robocza. O zgodzie narodowej wobec takich podziałów ekonomicznych i ideologicznych nie ma już mowy. Te partie nie są w stanie wyjść poza swoje ograniczenia ideologicznie i zalecenia zachodnich mocodawców.

    Bieda zaaplikowana nam prowadzi do destrukcji genomu i utrwala zniewolenie. To również koniec awansu społecznego biednych, na naszych oczach tworzą się klasy społeczne, ze wszystkimi negatywnymi tego konsekwencjami.

    “Bieda wpływa na działanie genów” –
    https://dzienniknarodowy.pl/bieda-wplywa-dzialanie-genow-naukowcy-maja-zadnych-watpliwosci/

    Wyguglać na gazetaprawna.pl:
    “Wykształcenie nie przyniesie awansu społecznego. Dzieci podzielą status rodziców”
    i to
    “Urodzenie, czyli klucz do sukcesu. W Polsce szanse na awans społeczny są marne”.

    Oto są skutki kapitalizmu i okupacji religijnej.

    Ale na kogo głosować, skoro większość partii okazała się zdrajcami idei równości i sprawiedliwości społecznej?

  3. Myślę, że artykuł jest napisany w punkt. Uchwycenie sedna naszych problemów, tej swoistej niemożności… Czas na to żeby wszyscy zrozumieli, że z konfliktu nie będzie nam lepiej, bo jest druga połowa NAS która będzie czuła się przegrana. Czy to naprawdę tak trudno zrozumieć i wdrożyć? Po prostu porozummy się… tylko jak tyo pogodzić?

  4. Wniosek: pozostaje tylko SLD w obecnej mozaice wyborczej.

    Bolesny wybór, ale zawsze jakiś wybór.

    PO=PiS, więc tu nie ma wyboru.

    Macondo trwa nad Wisłą.

    Amen.

    Może większy udział LEWICY we władzy cokolwiek zmieni …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.