Polityka

Dlaczego Donald Tusk jest i będzie „No. 1”?

 Od kilku dni obserwujemy istny taniec różnych plemion politycznych wokoło sztucznie podtrzymywanych ognisk. Partie opozycyjne, z prawicową-prawicą na czele uparły się, żeby przed spodziewanym kolejnym, a właściwie trzecim expose pana premiera Donalda Tuska – na siłę dyskutować o gospodarce i metodach walki z kryzysem.

W stosunkowo krótkim czasie rozpoczęła się medialna dyskusja programowa, polegająca na przekrzykiwaniu się orłów naszego szklanego ekranu w receptach na problemy wszelakie. To naprawdę ciekawe, że nagle wszyscy się obudzili – pierwszy był chyba pan Janusz Palikot, przedstawiający swój kosmologiczno-filozoficzny pakiet pomysłów gospodarczych, potem wszyscy się zorientowali, że trzeba się jakoś odnieść do kwestii kryzysu, albowiem wszystkie wskaźniki wyprzedzające, które płatne ośrodki analityczne odpowiednio zanalizowały i przedstawiły już politykom w postaci scenariuszy wariantowych – przedstawiają smutną przyszłość. Zresztą nie trzeba być ministrem finansów, żeby zauważyć, że skutkiem zmniejszenia się prędkości przyrostu PKB będzie zmniejszenie się przychodów podatkowych, a jak się to ma do budżetu uzależnionego w około 70% od podatków pośrednich – nie trzeba nikomu tłumaczyć. Po prostu mniejsza baza podatkowa oznacza spadek sumy podatkowej, przy niezmienianej skali. A to przełoży się na konieczne cięcia, – czyli scenariusz trudny politycznie lub dramatyczną decyzję o dalszym zadłużaniu się, – czyli pójście drogą wprost na południe Europy. Dotychczasowe balansowanie po środku, czyli równoległe oszczędzanie, na czym się da bez konsekwencji politycznych i zadłużanie się – do poziomu akceptacji rynków, w dalszej perspektywie się nie sprawdzi, ponieważ zmieniają się okoliczności, a my nie możemy stać w miejscu, uśmiechając się do rzeczywistości.

Powyższe doskonale rozumie premier Tusk z opóźnieniem załapała opozycja, a jako ostatni zbudził się koalicjant pan Waldemar Pawlak, także pragnący dołożyć na siłę swój wkład w walkę z kryzysem poprzez uszczęśliwianie małych i średnich przedsiębiorców. Działania opozycji i koalicjanta należy odczytywać tylko i wyłącznie w kontekście prób podgryzania spodziewanego sukcesu Donalda Tuska lub przeciwnie – odcięcia się od jego spodziewanych propozycji.

No i rozwija się nasze political fiction, mamy dwóch wirtualnych premierów, dwóch wirtualnych Rzeczpospolitych, podobno mają nawet swoje limuzyny, a przynajmniej jeden z nich z ramienia prawdziwej prawicowej-prawicy wypowiada się w sprawach gospodarczych, starając się za wszelką cenę i na wszelkie możliwe sposoby wejść do głównego obiegu politycznego, jednakże chyba nawet sam ma świadomość, że to nie jest możliwe, albowiem jego opcja polityczna – rezerwująca sobie prawo do numerowania Rzeczpospolitych ma tylko jednego lidera i od tej zasady nie ma tam odstępstwa, a okrawki nikogo nie interesują.

Wszelkie założenia opozycji opierające się na próbach przewartościowania arytmetyki sejmowej rozbijają się o rzeczywiste interesy koalicjantów, którym ze sobą jest po prostu dobrze, albowiem ani PO ani PSL nie mają zamiaru stawać przed Trybunałem Stanu z wniosku PiS-u. Jest, co prawda możliwa nielojalność ludowców, jednakże to PO prawdopodobnie już wcześniej wliczyło i nie od parady trzyma karę finansową za złe rozliczenie kampanii wyborczej, jak również zapewne inne sprawy, których próbkę mieliśmy w postaci niedawno wyświetlanych taśm ludowców.

Premier Tusk zniknął z mediów, mistrzowsko dystansując się od wszelkich „wirtualnych premierków”, albowiem oczywistym jest, że jakakolwiek jego nawiązująca nawet wypowiedź spowodowałaby natychmiastowy wzrost znaczenia „premierków”. Dlatego przyjęta strategia medialnego ignorowania tych wyprysków sceny politycznej jest jedyną, jaką urzędujący premier może traktować w kategorii wygranej. Innymi słowy, Donald Tusk prawdopodobnie utraciłby rozsądek, jeżeli wdałby się w jakąkolwiek dyskusję z opozycją próbującą nazywać pośrednich polityków, czy też profesorów doproszonych do polityki – premierami! Nie ma czegoś takiego jak alternatywa dla Donalda Tuska i jego rządu, a wszyscy, którym się wydaje, że są „premierkami”, czy też kandydatami na premiera – po prostu robią sobie PR. No chyba, że są jakieś nowe taśmy lub haki na Donalda Tuska, jego syna lub PO i lada dzień wybuchnie kolejna afera lub dotychczasowe nabiorą nowej prędkości.

Donald Tusk jest i będzie „No 1” polskiej polityki tak długo jak pozwoli mu na to wicepremier Pawlak lub nie znajdzie się inny chętny lub chętni do popierania tego rządu, w momencie gdyby ludowcom się znudziło po ewentualnej przegranej Waldemara Pawlaka w wewnętrznych wyborach w PSL.

Wszystkie decyzje polityczne, jakie będą wynikały z trzeciego expose obciążą PSL, który – zwłaszcza z nowymi władzami może nie mieć ochoty powtarzać traumy z głosowania nad podwyższeniem wieku emerytalnego do 67 roku życia. Teoretycznie wszystko jest w porządku, albowiem to jest polityka i możliwe są różne scenariusze. Mówiąc wprost nie możemy mieć pretensji do polityków o to, że się „rozstaną” lub „zejdą”. A wirtualni premierzy mogą sobie wołać na pustyni, co się im podoba, mają fajną zabawę albowiem Donald Tusk przedstawi prawdziwą i realną koncepcję na kryzys. Ciekawie zrobi się po, zwłaszcza, jeżeli premier znowu zawiedzie wszystkich – nie mówiąc niczego konkretnego lub przeciwnie – zaaplikuje końską dawkę reform, przeciwko której wszyscy – prawdopodobnie wraz z koalicjantem się zbuntują. Póki, co niech teatr trwa, aczkolwiek to, co się teraz dzieje to nadaktywność polityków i to od kilku lat, jednakże pamiętajmy, że swoje kolejne expose pan premier zapowiedział już zdaje się w lipcu, w ten sposób się zaczęło. Kto zatem jest „No. 1”?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.