Społeczeństwo

Digital Finance Award dla Flotex Polska II oraz Veracomp

DFA Krakow Copyrights

W trakcie kongresu Dyrektorów Finansowych w Krakowie z inicjatywy Euler Hermes wyróżnienie Digital Finance Award honorujące przedsiębiorstwa stawiające na innowacyjność w dziedzinie zarządzania finansami przyznano spółkom: Flotex Polska II Sp. z o.o. Sp. K. oraz Veracomp S.A.

Flotex Polska II Sp. z o.o., Sp. K. z Rzeszowa to przede wszystkim dystrybutor kart paliwowych, dzięki którym kierowcy mogą dokonywać bezpiecznych, wygodnych i bezgotówkowych zakupów z korzystnymi rabatami. Wyróżnienie Digital Finance Award uargumentowano, iż w wyniku wprowadzonych w firmie Flotex zmian dokonano optymalizacji procesów w głównych obszarach działalności firmy z istotnym ograniczeniem pracy ludzi co przyczyniło się do zmniejszenia kosztów oraz zwiększenia przejrzystości działalności. Veracomp S.A. z Krakowa został założony w 1991 roku. Lider dystrybucji z wartością dodaną (Value Added Distribution) w zakresie rozwiązań teleinformatycznych. W opinii Jury, wprowadzone w firmie Veracomp zmiany i zaangażowanie pracowników działu finansów do realizacji projektów optymalizacji podniosło wydajność i efektywność procesów.

WYRÓŻNIENIE Digital Finance Award

Wyróżnienie Digital Finance Award jest inicjatywą Euler Hermes we współpracy z ACCA (the Association of Chartered Certified Accountants), Centrum Idei Gospodarczo-Ekonomicznych. Wyróżnienie jest przyznawane przez Jury na czele którego stanął Bartosz Radziszewski z Klubu Dyrektorów Finansowych “Dialog”.

Nadrzędnym celem wyróżnień Digital Finance Award jest promowanie kultury innowacyjności, rozumianej jako wnoszenie nowej wartości dla wewnętrznych i zewnętrznych klientów. Wyróżnienie DFA otrzymują firmy, które podnoszą efektywność biznesu, wdrażając podejście procesowe oraz odpowiednie narzędzia cyfrowe. Dzięki optymalizacji i automatyzacji procesów firmy mogą się szybciej rozwijać, zwiększać rentowność produktów i wartość, a menedżerowie i specjaliści z działów finansowych koncentrując się nad merytorycznymi zagadnieniami przynosząc firmie większą korzyść, a przy tym samemu czerpiąc większą satysfakcję z pracy.

Tegoroczne wyróżnienia Digital Finance Award zostały już przyznane w Sopocie oraz Poznaniu. W ramach regionu obejmującego województwo pomorskie, warmińsko-mazurskie i kujawsko-pomorskie uhonorowano producenta leków Zakłady Farmaceutyczne Polpharma S.A. oraz firmę deweloperską Towarzystwo Inwestycyjne INVESTING. Z kolei, Jury wyróżnienia rozpatrujące zgłoszenia z województwa zachodniopomorskiego, lubuskiego oraz wielkopolskiego wskazało producenta przetworów warzywnych, soków i koncentratów HJ Heinz Polska Sp. z o.o. oraz dystrybutora materiałów budowlanych, opału i nawozów Materiały Budowlane AW Wesołek Sp. z o.o. Sp. K.

Wyróżnienie przyznaje Jury, powołane przez Organizatorów projektu Dyrektor Finansowy, na podstawie analizy ankiet i własnej wiedzy członków jury. Członkami Jury tegorocznej edycji Digital Finance Award są:

  • Bartosz Radziszewski, Partner Zarządzający Klubu Dyrektorów Finansowych KDF “Dialog” i społeczności Business Dialog, Przewodniczący Jury
  • Tomasz Dankowiakowski, CFO Geberit, Członek Kapituły Klubu Dyrektorów Finansowych Dialog
  • Agnieszka Pawlak, CEO Małopolskie Centrum Biotechniki, Reprezentant firm wyróżnionych tytułem Digital Finance Award w 2018 roku
  • dr hab. Andrzej Sobczak, Profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie
  • Anna Streżyńska, CEO MC2 Innovations, w latach 2015-2018 Minister Cyfryzacji
  • dr Marek Szelągowski, Instytut Badań Systemowych Polskiej Akademii Nauk
  • Waldemar Wojtkowiak, CFAO Euler Hermes

KONGRES i KONKURS Dyrektor Finansowy Roku

Ogólnopolski cykl Kongresów Dyrektorów Finansowych jest przedsięwzięciem niekomercyjnym, organizowanym z inicjatywy Grupy Euler Hermes we współpracy z Association of Chartered Certified Accountants (ACCA) oraz Centrum Idei Gospodarczo-Ekonomicznych. Nadrzędnym założeniem największego w kraju projektu dla dyrektorów finansowych jest tworzenie platformy wymiany doświadczeń oraz dyskusji merytorycznych.

Równolegle z cyklem kongresów dyrektorów finansowych współorganizowany jest konkurs o tytuł Dyrektora Finansowego Roku – corocznej nagrody honorującej dyrektorów finansowych za umiejętność podjęcia trudnych decyzjach biznesowych, kreślenie własnej wizji oraz wsparcie liderów przedsiębiorstw. Aplikowanie – prezentacja swoich dokonań za 2018 rok – potrwa do 21 czerwca. Uroczysta Gala wraz z przyznaniem tytułu Dyrektora Finansowego Roku odbędzie się w Warszawie, dnia 25 września w hotelu InterContinental.

ORGANIZATORZY I PARTNERZY PROJEKTU Dyrektor Finansowy Roku

Organizatorami Konkursu oraz Kongresów Dyrektorów Finansowych są: Association of Chartered Certified Accountants (ACCA), Euler Hermes oraz Centrum Idei Gospodarczo Ekonomicznych.

Partnerem strategicznym projektu jest: mBank.

Tegoroczna edycja odbywa się dzięki wsparciu: Grant Thornton, PFR TFI oraz Union Investment TFI.

Partnerami medialnymi są: Dziennik Gazeta Prawna, inwestorzy.tv, MyCompany, money.pl oraz Wirtualna Polska.

Konkurs oraz cykl Kongresów wspierają także: Klub Dyrektorów Finansowych „Dialog”, Stowarzyszenia Dyrektorów Finansowych “FINEXA”, Izba Gospodarcza Europy Środkowej, Krajowa Izba Gospodarcza, Polska Izba Biegłych Rewidentów, Konfederacja Lewiatan, Stowarzyszenie Interim Managers, Nadzorkorporacyjny.pl, Stowarzyszenie Polskich Skarbników Korporacyjnych (PCTA), Podkarpacki Klub Biznesu, Regionalna Izba Gospodarcza Pomorza, Fundacja Małych i Średnich Przedsiębiorstw, Wielkopolska Izba Przemysłowo-Handlowa oraz Regionalna Izba Gospodarcza w Katowicach.

Projekt patronatem medialnym został objęty przez: biznes2biznes.com, Controling i Zarządzanie, Gazetę Małych i Średnich Przedsiębiorstw, Kariera w Finansach, Nowy Przemysł, wnp.pl oraz Polish Market.

***

Informacja redakcji:

Wszelkie prawa do informacji prasowej i kontekstowego zdjęcia zastrzeżone dla autora. Wyłączenie licencji CC 3.0.

6 komentarzy

  1. Gratulacje dla wyróżnionych.

    Jakaś pociecha, że nawet w Naszym Nadwiślańskim Macondo wprowadzane są innowacje.

    Tylko że banany i pomarańcze dają u nas bardzo niskie plony.

    Taki mamy klimat.

    Może ktoś coś z tym zrobi?

  2. “Szef Alibaby: Praca 12 godzin dziennie sześć dni w tygodniu to błogosławieństwo”… przeczytane…
    Takie są “propozycje” pracy w komunistycznych Chinach.
    Ktoś kto nie wytrzymuje ‘tępa” wyścigu – marny bolszewik. 🙂
    Na otarcie łez (Miecława, acz nie tylko) dodam że w kapitalizmie
    obowiązują podobne standardy…a swoją drogą podstawowe terminy takie jak praca, wolność, prawica, lewica i to co po środku, socjalizm, kapitalizm,
    (wszystkie -izmy) dawno temu ‘zdefraudowały się”. To wszystko jakieś jaja – nawet uparte redagowanie
    nic nie znaczących reklamówek przez Redakcję OP. 🙂

    • Służba na folwarku u “jaśnie pana” lub plebana trwała jeszcze dłużej, bo po 16 godzin i bez żadnego zabezpieczenia społecznego.
      Ze wspomnień tych, którzy tego doświadczyli:
      “Praca u dziedzica była pracą ciężką, ale każdy o nią zabiegał. Zatrudniano najchętniej rodziny wielodzietne, najczęściej głowę rodziny wraz z co najmniej dwiema osobami – tzw. posyłkami. W okresie letnim pracowano od godziny szóstej do zmroku, w jesienno – zimowym od siódmej do zmroku, z przerwą obiadową między dwunastą a czternastą. W zamian za ciężką pracę rodzina otrzymywała tzw. ognarię – wynagrodzenie w naturze, było to zboże, najczęściej żyto na chleb, trochę pszenicy, jęczmień na kaszę, a także kawał ziemi pod uprawę ziemniaków, o które jednak każdy sam musiał się postarać. Pracownicy mieli też zapewnione mieszkanie – w czworakach lub ośmiorakach. Ognariusz- głowa rodziny- dostawał 12 kupek torfu na opał i pewną ilość drzewa na rozpałkę. Miał prawo utrzymywania dwóch krów; pastwisko i paszę dla nich zapewniał dziedzic. Wynagrodzenie było różne w zależności od rodzaju pracy. Włodarz ognarię w zbożu dostawał wyższą, podobnie kwartalne wynagrodzenie pieniężne; o ile normalny ognariusz dostawał 30 zł. na kwartał, o tyle włodarz – 45 zł. Tzw. ręczniak otrzymywał dziennie 1,20 zł. i 2kg.zboża w okresie wiosenno – letnim i złotówkę w okresie jesienno – zimowym, ręczniak – kobieta – złotówkę i 1,5 kg. zboża wiosną i latem, zimą jej wynagrodzenie dzienne stanowiło wartość 80 gr. Wynagrodzenie otrzymywano wyłącznie za efektywnie przepracowany dzień. Pracowano bez urlopu, zwolnień chorobowych, nie było na starość emerytury. Nikt zresztą nie widział w tym nic dziwnego, takie były wówczas realia. Byt materialny służby folwarcznej, w tym i zarobki, jak też jej status społeczny poprawił się znacznie w okresie Polski niepodległej. Służba we dworze była więc ciężka, mimo to bano się ją utracić. Ostatnie trzy dni w roku były pod tym względem najgorsze, właściwie były to dni strachu, bo wówczas włodarz mógł wręczyć pracownikowi tzw. terminatkę – wypowiedzenie pracy, które było nieodwołalną decyzją właściciela majątku. Rodzina miała wtedy trzy miesiące na znalezienie nowego miejsca i ostatniego dnia marca bezwzględnie musiała opuścić mieszkanie, które zajmowała. Nie były tolerowane w folwarku pijaństwo i złodziejstwo. Ktoś, kto się tego dopuścił, otrzymywał wraz z terminatką „wilczy bilet” tak, że zła opinia wlokła się za nim, dokądkolwiek poszedł i było mu trudno dostać pracę. A dostać pracę w następnym majątku i tak było sztuką. Rodziny w folwarku Siernicze Wielkie trzymały się więc kurczowo tego, co miały, byli to ludzie wypróbowani, społeczność, która w niewielkim stopniu się zmieniała.”
      http://www.slupca.pl/informator-regionalny/wspomnienia/folwark-pojecie-historyczne/

      Więc teraz i tak nie jest źle, zwłaszcza gdy się uwzględni fakt, że już plebana nie trzeba całować w rękę, a “jaśnie panu” kłaniać się w pas. Ale powoli, powoli tamte czasy są przywracane, więc wszystko przed nami i młodzież powinna się u Rydzyka w szkole medialnej uczyć sztuki pokłonów i całowania w rękę. A może już to ćwiczą? 🙂 Pozytywna opinia od proboszcza to podstawa, więc już mamy początek systemu zniewolenia intelektualnego, a reszta powinna pójść gładko. 🙂

  3. To teraz innowacyjnością nazywa się marketing i manipulację na produktach finansowych? Czyli kolejna ściema, aby klienta przyciągnąć i wydoić lepiej niż konkurencja? Jeszcze sobie nagrody przyznają, ale numer!

    A ja myślałem, że już jakiś wynalazek opatentowali, fabrykę ludziom zbudowali, pracę zapewnili, mieszkania zakładowe, żłobki dla dzieci robotników i kolonie oraz wczasy pracownicze. To byłaby dopiero innowacja społeczna w feudalnym kapitalizmie. 🙂

    No i ciekaw jestem ilu pracowników będzie można zwolnić dzięki “optymalizacji procesów w głównych obszarach działalności firmy z istotnym ograniczeniem pracy ludzi”? Albo ilu już zwolniono, czy wkrótce będzie można zwolnić. Co pracownicy tych firm na to? Pewni są dalszego zatrudnienia, nawet ci co nad optymalizacją pracowali? 🙂

    Dla przykładu, gdy jakiś czas temu wprowadzono w jednej z sieci zachodnich marketów optymalizację na kasy samoobsługowe i jedna pani nawet “naganiała” tam klientów ucząc te kasy obsługiwać i to będąc jakimś tam kierownikiem działu, zapytałem ją, czy zdaje sobie sprawę, że za chwilę ona będzie już niepotrzebna i będą mogli ją zwolnić, podobnie jak innych zbędnych pracowników, a zostawią tylko tych od układania towaru, a ona ze zdziwieniem odpowiedziała, że od tej strony na to nie patrzyła, ale dotarła do niej ta prawda i przestała już tak ambitnie uczyć obsługiwać kasy, przynajmniej w mojej obecności. A ja socjalistyczny beton oczywiście nigdy z takich kas nie korzystam, do czego zachęcam też społeczeństwo. Zawsze czekam cierpliwie do kasy z pracownikiem, albo zostawiam towar w wózku i wychodzę ze sklepu, jeżeli zachodnia korporacja nie jest w stanie zapewnić mi przyzwoitej obsługi.

    Korzystasz sam z kasy samoobsługowej, pozbawiasz kogoś pracy w interesie optymalizacji kosztów właściciela kapitalisty i jego akcjonariuszy. Jesteś więc winny tego, że ktoś przez ciebie nie ma pracy bo dałeś się wykorzystać w optymalizacji procesu działalności firmy. Ale czy ta prawda dotrze do Polaków?

  4. Kilka lat temu miałem okazję poznać Pana Albina. Prowadził On bardzo ciekawe i upowszechniające wiedzę wśród ludzi spotkania, gdzie odbywały się prelekcje i dyskusje o ważnych sprawach, o których niekoniecznie lub wcale nie mówią ani oficjalne media, ani oficjalna historiografia. Spotkania odbywały się w dworze w Woli Sękowej u wrót Bieszczadów(1). Miałem okazję tam występować z krótkimi referatami w latach 2015-17. Było coś niezwykłego w tych spotkaniach. Cieszyły się dużą popularnością wśród miejscowych, chociaż występujący, mówiąc delikatnie, nie głaskali PiS-u, a partia rządząca cieszy się na tych terenach dużym poparciem. Trwały od początku, gdzieś od wczesnego wieczoru aż do… końca, czyli czasem do drugiej-trzeciej w nocy! Można tam było spotkać barwną paletę postaci niegdyś i współcześnie parających się polityką i nie tylko. Księży i ateistów, ludzi twardo stąpających po ziemi i zwolenników teorii kosmicznych, Gabriela Janowskiego, byłego ministra w rządach Olszewskiego i Suchockiej oraz byłego senatora i posła a także pułkownika wywiadu PRL (znanego w czasach kiedy był kapitanem z akcji wywiadowczej w Wolnej Europie) Andrzeja Czechowicza. Tam też miałem przyjemność spotykać rzadko widywanego ze względu na odległość nas dzielącą człowieka o duszy anioła (jeśli przeczyta kiedykolwiek te słowa niech mi wybaczy, że ujawniam tę prawdę),byłego posła LPR Mariana Daszyka, w ligowych czasach bliskiego współpracownika Zygmunta Wrzodaka.

    Nad gorącymi temperamentami prelegentów i widzów znakomicie panował Albin, który sam wygłaszał zagajenie dyskusji, czasem referat i później bardzo sprawnie prowadził spotkanie. Raz, następnego dnia po takim spotkaniu, odbyliśmy przejażdżkę po okolicy. Odwiedziliśmy m.in. Solinę, którą Albin budował i o czasach budowy miał wiele do powiedzenia, oraz pomnik gen. Świerczewskiego (zabitego w zasadzce przez UPA) w Jabłonkach, bardzo popularny wśród miejscowych (taki paradoks polskiej duszy), ale dziś już nie istniejący, bo “zdekomunizowany” przez IPN/PiS.

    Pan Albin nie miał łatwego życia, ale nigdy nie usłyszałem od niego słów żalu o cokolwiek. Był przykładem człowieka dobrej roboty, autentycznym “robociarzem”, murarzem, brygadzistą, który budował m.in. MDM i Nową Hutę. Ten czas pozostawił trwałe ślady na jego ciele. Był zwolennikiem Polski Ludowej, tych wielkich zmian jakie nastąpiły w konstrukcji społecznej i infrastrukturalnej Polski w latach powojennych. Wstąpił do PZPR i stał się tam bliski tzw. frakcji narodowej, za której przywódcę uważano Mieczysława Moczara. Nie podziela – niech to będzie metaforą – entuzjazmu dla “Solidarności”. W latach 1980-81 opozycja wykreowała go na głównego wroga “S” i podjęła wyjątkowo chamską, bo uderzającą w skromne wykształcenie Siwaka, w Jego sposób mówienia itp., i.e. w cechy osobowe, wręcz nieprawdopodobnie wykpiwającą Go nagonkę, która, co trzeba przyznać z przykrością przyniosła skutek, choć przecież szeregowi członkowie 10-milionowej “Solidarności” nie byli ani retorami ani w swej masie ludźmi wybitnie wykształconymi. Przeciwnie, większość była bliska pod tymi względami Siwakowi. Nagonkę tę rozpętała “inteligencja” skupiona wokół “S”, posiłkując się także artystami. Furorę w czasie I Festiwalu Piosenki Prawdziwej w Hali Olivii w Gdańsku zrobiła (trzeba powiedzieć, że wykonana brawurowo i atrakcyjnie dla odbiorcy – na znaną melodię) piosenka “Brygadzista Albin” w wykonaniu Macieja Zembatego. Czarną propagandę robiły Siwakowi RWE i Głos Ameryki. W kontekście potwierdzonych ostatnio przez Setha G. Jonesa w książce “A Covert Action” informacji o dofinansowywaniu “Solidarności” przez CIA aż do 1991 r. (operacja “QRHELPFUL”) kwotą łącznie ok. 20 mln dolarów (ok. 40 mln na obecne dolary), można zadać pytanie, kto i z kogo powinien śmiać się ostatni. Choć w przypadku faktycznego zainstalowania nowej władzy w Polsce za pieniądze CIA, śmiać się doprawdy trudno.

    W ostatnich dekadach Albin Siwak pisał książki, przede wszystkim wspomnieniowe, ale zawsze odnoszące się także do bieżących wydarzeń, do współczesnej polityki. Czynił to z pozycji głęboko patriotycznych. Był krytykiem i wielu tendencji w PZPR, i krytykiem polskiej rzeczywistości ostatnich trzydziestu lat. Napisał m.in. : “Od łopaty do dyplomaty”, “Bez strachu. T. 1-3”, “Syndrom gotowanej żaby”. Jego książki należą do nurtu wspomnieniowo-sensacyjnego. Zawierają mnóstwo ciekawych informacji “zakulisowych”. Albin Siwak, co warto podkreślić, był jednym z niewielu odważnych ludzi, który nie tylko znał prawdę o Piłsudskim, ale otwarcie ją głosił. Moim zdaniem, Jego książki byłyby lepsze i dużo bardziej wartościowe jako źródła, gdyby treść ich przed publikacją poddana została profesjonalnej redakcji i weryfikacji. Nie stałyby się wówczas celem współczesnej krytyki podnoszącej ich nieścisłości (2). Ale może na to nie pozwalał Panu Albinowi temperament bojownika słusznej sprawy i polemisty.

    Sędziwy Pan Albin do pewnego momentu trzymał się doskonale. Niestety, w dziewiątej dekadzie życia załamanie może przyjść nagle i niespodziewanie. Tak też się stało. Choroby powaliły nawet tak twardego człowieka jak On.

    Nigdy nie spodziewałem się, że poznam Albina Siwaka osobiście. W dzieciństwie był dla mnie postacią pod każdym względem odległą i nieosiągalną. Cieszę się, że los dał mi możliwość poznania Go, że miałem możliwość wystąpienia na organizowanych przez Niego spotkaniach i przekazania ludziom jakiejś cząstki wiedzy opartej o pogląd jak najbardziej racjonalny i zobiektywizowany.

    Współczesne media polskojęzyczne praktycznie zbyły milczeniem informację o śmierci Albina Siwaka. Tym bardziej trzeba o Nim pamiętać. W moje dobrej pamięci Pan Albin pozostanie na pewno.

    Adam Śmiech https://jednodniowka.pl/news.php

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.