Religia i państwo

Dialog międzyreligijny to wyraz słabości

 Dyskusja o niższości lub wyższości religii jest idiotyzmem, zwłaszcza w przypadku tych objawionych, w których wierni wierzą, że Sacrum objawiło im prawdę i w jakiejś formie zesłało swój strukturalizowany przekaz np. poprzez natchnienie Proroka lub Proroków i stworzenie księgi, czy też szerzej – przekazu moralno-prawno-filozoficznego, wzbogaconego o liczne elementy tradycji indukowania go w kulturze. Podobnie nawet sam dialog między religijny to wyraz słabości.

Często zdarza się, że zagorzali wyznawcy, działając w uniesieniu, czy też w jakiejś formule natchnienia – starają się dokonywać komparatystyki dwóch lub kilku religii, czy też systemów wierzeń. Jest to zawsze niesłychanie trudne i ryzykowne ponieważ ludzie mówiąc w ten sposób o religii, Sacrum i generalnie o systemie tworzącym dany porządek wierzeń – przekazują własne opinie i własne sposoby rozumienia, tego co opisują. Nawet jeżeli odnosi się to do doktryny, to chociażby przez rozłożenie akcentów i np. nie wspominanie o tych elementach, które wiadomo że są istotne w religii A, ale w religii B są negowane – już popełnia się błąd autocenzury. Robi się to jednak celowo i to głównie dlatego, żeby dialog w ogóle był możliwy. Tymczasem, nie ma czegoś takiego jak dialog pomiędzy religiami, to jest jedno wielkie przekłamanie lub przemilczenie. Ponieważ tylko kłamiąc lub milcząc, można udawać, że różne religie są do pogodzenia, chociaż każda z nich w swojej wewnętrznej systematyce twierdzi i wyraźnie o tym stanowi, że to tylko ona ma monopol naprawdę, Sacrum itd. Jak to pogodzić? Nie ma takiej możliwości.

Religie jako fundamenty kultury i cywilizacji z istoty swojej natury są ekspansywne. Wystarczy przyjrzeć się co Chrześcijanie zrobili w Amerykach, czy też Muzułmanie na antycznym Bliskim Wschodzie. Zawsze przekazowi religijnemu towarzyszył miecz, ponieważ religia była fundamentem władzy świeckiej, dawała jej społeczne i moralne uzasadnienie. Klasycznym przykładem jest świat starożytny, gdzie Egipt, Grecja i Rzym – wszystkie trzy wielkie systemu, opierały swój porządek ustrojowy i ład systemowy na religii. Jak zatem pogodzić dwie religie? Zwłaszcza takie, w których nowsza, mówi że starsza jest oparta na błędzie? A jak trzy w których każda następna, mówi że poprzednie to niepełny lub już nieaktualny przekaz?

Dialog międzyreligijny jest możliwy tylko na płaszczyźnie filozoficznej. Jednak porównywanie, która religia jest lepsza, słuszniejsza lub bardziej odnosząca się do absolutu (lepiej niż inne), to idiotyzm i jedno wielkie przekłamanie.

Jeżeli jakaś religia mówi oficjalnie o potrzebie dialogu z inną religią lub innymi religiami, to jest wyraz słabości. Zwłaszcza jeżeli wszystkie religie uczestniczące w sporze o słuszność, odwołują się do – w swoim mniemaniu – Tego samego Sacrum. Nie ma bowiem czegoś takiego jak zgoda pomiędzy religiami, nawet na płaszczyźnie moralnej, albowiem liczy się to, co dzieli a nie to co łączy. Niestety tak, jest skonstruowany świat. Jakoś nikt nie szukał niczego pozytywnego w przekazie religijnym Inków czy Azteków. Podobnie, nie było zainteresowania dla przekazu wyznawców Mitry czy wręcz panteonu Bogów antycznych. Miecz, ogień, czy też zmiana funkcji świątyni, to przesądziło o tym, która religia ma rację. Odpowiedź jest jedna – wygrana, to jej w rozumieniu jej zwolenników sprzyja Bóg.

Jak dzisiaj się do tego odnieść, zwłaszcza w dobie wojującego inno-kulturowego przekazu cywilizacyjnego, który w oparciu o interpretacje religii, służy do uzasadniania najohydniejszych zbrodni? Problem polega na tym, że religijne odwołania zamachowców samobójców i innego rodzaju zbrodniarzy, służą innym ekstremistom do uzasadniania ich radykalizmu, w tym – domagania się izolacji od ludzi, którzy wyznają określoną religię. Trzeba przyznać, nie bez pewnych niesłychanie istotnych racji. Co w momencie jak będziemy mieli sytuację, w której wyznawcy dwóch religii prowadziliby ze sobą „dialog” za pomocą bomb i mordów w każdej dowolnej formie? Przecież z analogiczną sytuacją mamy już dzisiaj do czynienia w Indiach. Czy pozwolimy przenieść ten konflikt na ulice europejskich miast?

Powoli dochodzimy do wniosku, że religie są motorem konfliktów, jednakże to są potwierdzone historycznie fakty. To konflikty na tle sporów religijnych ukształtowały nasz świat, nawet przesądziły o kształcie Europy Zachodniej, gdzie najdłuższe i najkrwawsze wojny, toczyły się właśnie pomiędzy wyznawcami różnych odmian Chrześcijaństwa.

W naszej współczesności, nie da się do tych spraw odnieść bez głębszej refleksji, a w praktyce jest ona potrzebna do przynajmniej przeprowadzenia próby zrozumienia tego fenomenu, jakim są próby dialogu międzyreligijnego. Na pewno wielkim wydarzeniem dla Chrześcijan będą w tym zakresie Światowe Dni Młodzieży. Jednakże na dłuższą metę – żaden dialog międzyreligijny nie jest możliwy. Na pewno nie w przypadku religii monoteistycznych opartych na objawieniach i przekazie skodyfikowanym.

4 komentarze

  1. Wielka Polska Katolicka

    Bóg Honor Ojczyzna Polska jest Katolicka i Biała! śmierć Wrogom Ojczyzny!

    • Dlaczego uderzasz w aż tak wysokie tony, z takim zadęciem 🙂 a może’ś jest expozyturą Fidela – wystarczyło
      lekko zmodyfikować do solidarnościowych potrzeb hasło..
      “Socjalizm albo śmierć”…mam cię na widelcu,komuchu
      przebrzydły… :), 🙂

  2. “Dialog międzyreligijny jest możliwy tylko na płaszczyźnie filozoficznej. ” – co czynił Święty Jan Paweł II i to w sposób bardzo udany.

    Podniosło to poziom istnienia i odbierania religii w życiu społeczeństw, coraz bardziej sekularyzowanego świata, taki wzrost świecenie świecy przed jej zgaśnięciem.

    Dzisiaj, w zglobalizowanym świecie – religie są w rozsypce, brakuje autorytetów i przykładów osobistych.

  3. 50-parolatek

    Dlatego świeckość powinna być fundamentem każdego nowoczesnego państwa.
    Bolesne jest to, że mieliśmy już tak nowoczesne Państwo i na własne życzenie w 1989-ym wróciliśmy do średniowiecza…
    Czy system PRLu (chodzi o świeckość) był zły dla Społeczeństwa?
    Podkreślam, dla SPOŁECZEńSTWA POLSKIEGO, bo dla urzędników-obywateli Watykanu, to oczywiście inaczej wyglądało.
    Chociaż, “pokrzywdzonymi” również nie byli. Wręcz odwrotnie, w stosunku do “szarego Obywatela”, i za PRLu “opływali w dostatki”.
    Ale to wykracza już poza meritum…
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.