Polityka

Destabilizacja w państwie sąsiadującym z Polską – nasze przygotowania

 Wszyscy wiedzą, że w jakimś odległym Iraku wciąż tli się wojna domowa, podobnie, że w Afganistanie nadal toczą się walki, w których udział biorą nasi żołnierze, podobnie ciekawym miejscem kolejnego egzotycznego konfliktu jest mityczne wręcz Mali – gigantyczne państwo położone w centrum Afryki Zachodniej. Ogarnia nas smutek jak widzimy dramat mieszkańców Syrii, którzy walczą – w zasadzie, o co oni walczą? To jest ciekawa sprawa, albowiem w zasadzie media nie relacjonują już tego, o co tam się toczy walka i zwłaszcza w mediach zachodnich nie ma pełni przekazu na temat tego, o co walczą tamtejsi bojownicy i dlaczego ugrupowania islamskie są najsilniejsze? O konflikcie w Czeczeni zapomnieliśmy – wygasł a raczej został wyciszony przez potężne wpływy rosyjskiego Imperium, które może do woli bombardować a potem zasypywać leje po bombach petro- i gazo- dolarami.

Wszystkie te konflikty i związane z nimi ludzkie dramaty są dla nas bardzo odległe, po pierwsze geograficznie, po drugie kulturowo a po trzecie osobiście. Przeciętni Polacy nie mają rodzin w Timbuktu, Basrze, Bagram lub Aleppo, dlatego też nie można się dziwić, że korespondencje na temat tych konfliktów są takie mizerne a zainteresowanie opinii publicznej zdawkowe.

Cóż by się jednak stało, gdyby konflikt – wojna domowa wybuchła w jednym z krajów graniczących z Polską? Wiele zależy od tego, który to byłby kraj. Co najmniej dwa kraje, z którymi graniczymy na wschodzie mają potencjał tak znaczny, że każde perturbacje siłowe wewnątrz tych państw nie mogą być dla nas obojętne. W przypadku jakichkolwiek poważniejszych rozruchów, nie mówiąc już o dramacie wojny domowej na terytoriach Białorusi i Ukrainy – musielibyśmy się liczyć z koniecznością, co najmniej biernego tolerowania skutków konfliktu.

Pierwszym kluczowym zagrożeniem jest oczywiście bandytyzm i zagrożenia ze strony zorganizowanych band zbrojnych oraz uzbrojonej po zęby przestępczości zorganizowanej – ewakuującej się zawsze, jako pierwsza wraz ze służbami specjalnymi z państwa zagrożonego wojną domową. Nie mamy scenariuszy na postępowanie z taką pierwszą falą uchodźców, którzy najprawdopodobniej chcieliby tylko przejechać przez Polskę. Brak zgody na to oznaczałby dla nas komplikacje, ale zgoda na to zawsze oznaczałaby słabość i przerzucenie problemów na naszych sojuszników, którzy nie po to inwestują w bufor nad Wisłą, żeby wschodnie struktury mafijno-kryminalne korzystały z naszej sieci autostrad.

Drugim zagrożeniem jest katastrofa humanitarna i związana z nią fala uchodźców właściwych, w tym także osób narodowości polskiej lub przyznających się do polskiego obywatelstwa. W jakimkolwiek scenariuszu należy się spodziewać milionowej lub nawet wielomilionowej fali uchodźców – napływających w ciągłych strugach. Nie będzie się tego dało powstrzymać, – ponieważ nasze państwo nie jest zdolne do zablokowania własnej granicy w sposób szczelny. Nie będzie się dało tych ludzi także w żaden sposób dyslokować, – ponieważ nie mamy takich możliwości i nie jest to w naszym interesie. Prawdopodobnie optymalnym scenariuszem byłyby obozy dla uchodźców przy naszej wschodniej granicy – w pobliżu istotnych kolejowych i drogowych punktów logistycznych – umożliwiających masowe przenikanie dużych grup ludności. Jednakże nasz klimat to nie jest klimat na namiot i należałoby już pomyśleć o budowie hal w nowoczesnych technologiach – wykorzystywanych w czasie pokoju do celów logistycznych a w razie zagrożenia zdolnych do pełnienia funkcji okresowego lub trwałego pobytu dla dziesiątek tysięcy a może nawet i setek tysięcy ludzi. Inaczej będzie nam grozić katastrofa humanitarna na skalę dotychczas niespotykaną.

Trzecim zagrożeniem jest zupełnie realna możliwość przeniesienia walk pomiędzy stronami konfliktu domowego na terytorium Polski. Niestety jesteśmy tak przerażająco słabi militarnie, że nie posiadamy nawet w miarę wyszkolonego z poboru wojska, które mogłoby stanowić potencjał na tyle odstraszający swoją masą i ilością, że potencjalnie zainteresowani w naruszeniu granicy musieliby się liczyć z siłą oddziaływania tego potencjału. 100 tys., armia oznacza w praktyce około 40 tyś., wojska walczącego, – co to jest na skalę potrzeb? Tym się nawet nie da upilnować porządku wewnątrz kraju, gdzie również może nastąpić destabilizacja. Oczywiście moglibyśmy liczyć na pomoc NATO, jednakże komponent siły żywej to raczej zawsze będziemy musieli wystawić sami.

Nie można nadal biernie czekać na rozwój wypadków, – jeżeli ma się do czynienia z państwami, w których co do tego wszyscy są zgodni – w końcu będzie musiało dojść do zmian. Kwestią osobną jest to, kiedy te zmiany nastąpią i jak będą gwałtowne. Jeżeli pojawiłby się scenariusz społecznego buntu, to wówczas ryzyko włączenia nas w ten dramat w mniejszej lub większej skali wystąpi. Trzeba się do tego odpowiednio zawczasu przygotować. Gromadzić środki pomocowe, zwłaszcza te umożliwiające bytowanie, żywność, lekarstwa – tak, żeby zawsze posiadać ilość umożliwiającą miękkie rozdanie zasobów, dla co najmniej miliona potrzebujących przez okres, co najmniej 5-7 tygodni, ponieważ mniej więcej tyle czasu potrzebowalibyśmy, jako państwo do zorganizowania pomocy i warunków bytowania na jakichś znośnych warunkach, co więcej pomoc z zagranicy też nie przyjdzie z dnia na dzień! Szczególnie trudno jest oczywiście o cokolwiek zimą.

Województwa przygraniczne powinny w ramach obowiązków planistycznych wyznaczyć strefy możliwe do bytowania uciekinierów, placówki medyczne pierwszej pomocy, pomocy profilowanej, lądowiska dla helikopterów medycznych, szkoły dla dzieci, miejsca zaopatrzenia i wydawania wody, żywności, ubrań, leków, przeciwdziałanie epidemii itd. Innymi słowy po prostu trzeba przygotować rezerwy terenowe i plany ewentualnościowe – przewidujące lokalizację i logistykę obozów dla uchodźców. Być może udałoby się w jakiś sposób – może – niejawny otrzymać na to pomoc ze strony Unii Europejskiej i NATO? Obecnie sobie tego nie uświadamiamy, natomiast w przypadku ziszczenia się tego scenariusza – na wagę złota będzie każdy agregat prądotwórczy, każda kuchnia polowa, każdy „piec typu koza” lub przewoźna piekarnia itd.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

six + 3 =