Demokracja sterowana medialnie jest gorsza od dyktatury

Demokracja sterowana medialnie jest gorsza od dyktatury, ponieważ ta druga niczego nie udaje, natomiast demokracja sterowana medialnie w najlepszym wypadku lekceważy część swoich uczestników, z innych robi psychicznie chorych, a jeszcze innych czyni wrogami wolności, czyli w domyśle samej siebie.

Mechanizmy propagandowe w demokracji sterowanej mediami są niepodważalnymi autorytetami odpowiedzialnymi za organizowanie około 90% życia publicznego. Samo uświadomienie sobie tego faktu jest przerażające, ale niestety tak jest – w życiu publicznym ma znaczenie to, co pokażą i napiszą media głównego nurtu, reszta rzeczywistości w najlepszym wypadku jest wyciszana, wygaszana i nie ma znaczenia. W przypadku, gdy główny nurt stwierdzi zagrożenie – dochodzi do ośmieszania, wymyślania idiomów, tworzenia sztucznej rzeczywistości i sztucznych oskarżeń, które przeważnie w sposób dorozumiany mają kierunkować percepcję opinii publicznej na określone fakty. Przy czym uwaga nie ma znaczenia, że część ludzi będzie wiedziała, że to pompowane brednie – liczy się główny nurt, a w głównym nurcie większość ludzi niczego nie analizuje i nie gromadzi informacji umożliwiających dochodzenie do prawdy. Po prostu ufają lub nie, tak czy owak przyswajają, ponieważ życie się toczy, dzieci się rodzą, starzy umierają, nikt nie ma czasu na semantyczne różnice lub toczenie sporów ze strażnikami słuszności. Zarazem system ma tak ustawione mechanizmy sterowania, że wręcz zachęca do nieuwagi i do „olewania” informacji. Liczy się przecież popieranie systemu, a nie jego rozumienie lub dobieranie się do jego modyfikowania jak dojdziemy do wniosku, że coś nam nie pasuje. Jesteśmy konsumentami, mamy pracować ze zgiętymi karkami i milczeć – ciesząc się z tego, że możemy uczestniczyć w systemie, bo podobno na przysłowiowej Białorusi mają gorzej…

Na wyjątkowo opornych jest system przymusu państwowego, który działa dalej zgodnie z zasadami pokaż mi człowieka, a dopasujemy do niego paragraf. Gnojenie jednostek w demokracji sterowanej medialnie jest doprowadzone do perfekcji, zwłaszcza jak ma się rodzinę, jest się uzależnionym np. od miejsca pracy itd. Żeby było śmiesznie przyznają to nawet emerytowani szefowie służb specjalnych w programach publicystycznych, jak mówią o ścieżkach dojścia do jednostek podejrzewanych o sprzeciwianie się systemowi. Oczywiście najłatwiej jest oskarżyć o zdradę, terroryzm, narkotyki, kwestie obyczajowe. Metody gnojenia są bogatsze od pojęć zdefiniowanych w kodeksach. Przykładowo system jest już tak perfidny, że nawet w przypadku przejścia przez ulice na czerwonym świetle i sprowokowania pyskówki przez policjanta – sąd ma pełne prawo skierować obywatela na przymusowe badanie psychiatryczne – ekstremalnie uciążliwe i odzierające z godności – powiązane ze szprycowaniem substancjami farmaceutycznymi. Jak można się takiemu systemowi przeciwstawić? Wszystko w majestacie prawa, wszystko w majestacie demokracji, wolności, a nawet pod pozorem pomocy człowiekowi, który rzekomo zbłądził.

System w demokracji sterowanej medialnie wymaga od ludzi w zasadzie tylko jednego – NIE WYCHYLAĆ SIĘ! Nie zabierać głosu publicznie, chyba, że chodzi o festiwal lepienia pierogów lub historię wcześniejszą niż 1863 rok. Wszystko późniejsze może już być podejrzane i stanowić podstawę do zainteresowania władzy i jej siepaczy. Podstawową bronią systemu jest zawsze STYGMATYZACJA. Nie liczą się kłamstwa, uproszczenia, a nawet podawanie jawnie dostępnych faktów jako np. efektów śledztwa dziennikarskiego. Liczy się tylko i wyłącznie stworzenie wrażenia nienormalności – stłamszenie człowieka, spowodowanie żeby był odbierany publicznie z rezerwą, podejrzliwością. Niestety to się dzieje tu i teraz, właśnie ma miejsce. Nic nie można na to poradzić w istniejącym układzie odniesienia. Aparat ucisku wygrywa.

Czy w ogóle da się przeciwstawiać takiemu systemowi w sposób skuteczny? Nawet, jeżeli założy się niezależną platformę medialną, – na co oczywiście system pozwala – to nie ma się szans na przebicie do mainstreamu w znaczeniu masowych, jeżeli przekaz będzie rzeczywiście niezależny. Wówczas zadziałają prawa rynku, które promują istniejący system i układ wartości, ponieważ to się rynkowi opłaca. Jeżeli jednak się coś zbytnio powiedzie, wówczas w grę wchodzą mechanizmy prawne, ze szczególnym uwzględnieniem matni fiskalnej, dzięki której mrocznej potędze można bardziej niż zgnoić, tam nie ma bowiem już nawet zastosowania żadna droga sądowa, a nawet jeżeli ma to nie ma sensu, ponieważ szkoda życia ludzkiego na walkę z instytucjami – przecież system zgnoił już potężniejszych jak pewnego biznesmena z branży IT.

W ostateczności, jeżeli już nawet by się coś udało – pojawia się ryzyko spotkania ze spontanicznym samo-wiadomo-kim, który specjalizuje się w działaniu głównie w nieobjętych kamerami częściach pojedynczych cel dla zatrzymanych pod specjalnym nadzorem.

To wszystko jest przerażające – nie da się konkurować z demokracją sterowaną medialnie, to jest nie możliwe bez zakłócenia systemu, tzn. pojawienia się silnego bodźca dotyczącego zauważalnej statystycznie części uczestników systemu. Wówczas dochodzi do wahań i próżni, której system nie jest w stanie się przeciwstawić od razu, nie ma na konkretną sytuację odpowiedzi i dochodzi do przekłamań lub bierności. Milczenie to oczywiście potężna broń, jednakże nie da się milczeniem przekłamać krzyku setek tysięcy gardeł. Wówczas dochodzi do powstania warunków możliwych do spowodowania resetu…

3 myśli na temat “Demokracja sterowana medialnie jest gorsza od dyktatury

  • 4 listopada 2014 o 01:00
    Permalink

    Próbować konkurować z mafia medialna to to samo co przyjście na pojedynek rewolwerowy z kozikiem. A brutalne ataki na każdego który ma zdolności do pociagniecia znaczącej części społeczeństwa za sobą są zawsze na miarę Kaisera Sosy, diabolicznego gangstera który to jak mordowal to nie tylko swojego wroga lub czlowieka niewygodnego ale i jego rodzine, bliższa i dalsza, wszystkich sąsiadów, przyjaciół , kolegów z pracy, szkoły i wszystkich innych ludzi którzy zetknęli się z nim kiedykolwiek w życiu włączając w to dzieci.

    To jest dokładnie co autor opisuje w tym poście w relacji do mordu medialnego, ekonomicznego, fiskalnego i w końcu fizycznego którzy maja czelność kwestionowania moralnych podstaw systemu, aż lub chociażby za pomocą pióra. Ludzie odważni, którzy w końcu stają jedynie w obronie godności ludzkiej, nie uginaja się przed własnym cierpieniem ale przed cierpieniem niewinnych a oprawcy wiedza o tym i wykorzystują to z cała perfidia.

    Propaganda to tanie wygodne i efektywne narzędzie medialne mające na celu ciagle uzasadnianie świętości, supernaturalnego charakteru, lub “naukowych” podstaw systemu prawno-politycznego zapewniajacego niekwestionowane rządy elit wladzy, bez czestych konieczności odwoływania się do kosztownych, i nieprzyjemnych dla oka, brutalnych mordow, jakich , ich poprzednicy dopuszczali się, z upodobania lub braku łatwo dostępnych alternatyw.

    Oto pytanie. Za co byłbyś ukarany gdybyś wylał litr zużytego oleju silnikowego w parku na trawę. Odpowiedz propagandowa: Za zanieczyszczenie środowiska służącego społeczności miejskiej. Prawdziwa odpowiedz: ukarany zostaniesz bo dokonaleś wolnego wyboru, nie zważając , i lekceważąc zakaz władz dla tego typu czynnosci, a przez to kwestionujesz autorytet samej władzy i zmiejszasz jej zasięg bo na tym trawniku o tej porze władza nie miała władzy. Twoja zbrodnia to przekroczenie systemowego limitu kontroli.

    Gdyby propagandowa odpowiedź była prawdziwa to dyrektorzy korporacji które wylewaja setki ton ropy i innych chemikaliów ktore powoduja katastrofe ekologiczna zatruwajac środowisko na dziesiątki lat powinni byc wieszani jakleci jeden za drugim, a tak to dostaja medale i subwencje bo ich przestępstwo było autoryzowanie przez elitę władzy i oni nie przekroczyli systemowego limitu kontroli.

    Elity władzy mogą zmienić mundurki, buciki, fryzury, nawet twarze za pomocą operacji plastycznych, ale cel pozostanie jeden i ten sam, utrzymanie władzy za wszelka cenę, za cenę naszej krwi. A kto o tym nie pamięta to zapewne już został agentem propagandowego Matrixa lub chce za wszelka cene trwać w hipnozie słodkiej ignorancji.

    Odpowiedz
  • 4 listopada 2014 o 10:48
    Permalink

    bez jakiegoś totalnego kataklizmu ten system jest nie do wy…bania. Niewidzialna dyktatura nie musi bać się tłumu, bo tłum nic o niej nie wia a swe frustracje wyładowuje na kimś obok – zawsze kogoś my się podsunie.

    Odpowiedz
    • 4 listopada 2014 o 12:01
      Permalink

      freudowska ta moja powyższa literówka: “my się podsunie” – my jako kozioł ofiarny. Bezpieczniej się nie wychylać

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.