Polityka

Delegalizacja – krok w stronę ekstremizmu

 Z okazji marszu 11 listopada, podniosły się głosy pełne dezaprobaty dla dwóch organizacji prawicowych obecnych na tych obchodach – „Młodzieży Wszechpolskiej” i „Obozu Radykalno Narodowego”. Nie zabrakło oskarżeń o faszyzm i innych ocen, które są prawem osób je wygłaszających. Na scenie politycznej – najwyraźniej zaskoczonej liczebnością prawicowej reprezentacji pojawiły się znaki zapytania w związku z rzekomymi planami stworzenia nowego ruchu społeczno-politycznego jeszcze bardziej przesuniętego ideologicznie na prawo niż obecna jedynie słuszna prawicowa-prawica. Niektórzy politycy najprawdopodobniej przerazili się, że oto „prezes” buduje sobie swój własny „ruch kota na palu”, będący wykorzystaniem elektoratu głośnych i krzykliwych mniejszości o prawicowej proweniencji. Nie ma, co przy tym ukrywać silnych związków tego środowiska z doskonale zorganizowaną subkulturą kibiców!

Oczywiście główna siła polityczna upatruje w tym zagrożenie i nie może pozwolić na jakiekolwiek działania mobilizujące prawicę, albowiem to odbierze kolejne kilka procent niesłychanie ważących przy zblokowaniu poparcia – głosów. Co sprytniejsi komentatorzy i analitycy sceny politycznej mogą zauważyć, że prawdziwym niebezpieczeństwem jest to, że grozi nam wyhodowanie ekstremalnej dwugłowej hydry, której lewicowa i prawicowa paszcza będzie ziała ogniem w polskim Sejmie po 2015 roku, ale póki, co taki układ, – czyli właśnie zwalczanie ognia ogniem, zła złem, czy też mówiąc wprost – marihuanistów – „krypto faszystami” to nic innego jak prężenie muskułów wielkich graczy pozostających w ciągłym zwarciu.

Jak wielkie jest zdziwienie tym nowym stanem rzeczy pokazała naiwna prowokacja Marszałek Sejmu pani Ewa Kopacz odnośnie art. 13 Konstytucji, jako dającego podstawy do delegalizacji. Przy czym warto zwrócić uwagę na jedną rzecz – nie mówimy już o tym, czy w ogóle warto w demokracji zdelegalizować jakieś środowisko, ale co najmniej zanim ta dyskusja się jeszcze nie zdążyła przetoczyć – mówimy już o delegalizacji i podstawach dla tego działania – względem konkretnej formacji i „pracy prawników” nad drugą niemającą formuły prawnej. To rzecz niebywała! Można ją nazwać – panicznym strachem elit sięgających po dyktaturę w plutokracji, żyjącej strachem, że ktoś nowy wejdzie na karuzelę władzy! To przerażające, nie demokratyczne i stojące w konflikcie z podstawowymi prawami obywatelskimi, do których należy m.in. prawo do zrzeszania się.

Zakaz propagandy komunistycznej i faszystowskiej, czy też propagandy te ustroje gloryfikującej sam w sobie jest ograniczeniem pluralizmu – i wolności słowa. Można go jednakże zrozumieć, jako potrzebny element ochrony młodej demokracji pokazujący gdzie są granice zła, których nie chcemy przekraczać, a samo zbliżenie się do nich jest stygmatyzujące. Powodów nie trzeba nikomu tłumaczyć, zrobił to doskonale już w skrócie pan Jarosław Gowin, z którym nie można się nie zgodzić z tą drobną różnicą, że jednakże ustrój komunistyczny nie prześladował całego narodu polskiego w znaczeniu biologicznym, a jedynie wybrane grupy naszego społeczeństwa, (na których dokonał np. aktów ludobójstwa), natomiast ustrój faszystowski – miał w programie naszą biologiczną eliminację i deprawację – nie, jako „wrogów klasowych”, ale jako Polaków i Słowian. To jednak czyni istotną różnicę pomiędzy tymi dwoma formacjami za znaczącą! Dowód? Z Rzeszy Niemieckiej nie udało się wyprowadzić „Armii Andersa”, nie licząc ślązaków przechodzących na polską stronę z Wehrmachtu, a z ZSRR jak najbardziej. Wracając jednak do głównego wątku – demokracja swoją siłę znajduje w pluralizmie, który to daje jej zewnętrzną siłę pomimo faktycznego nieraz bałaganu i chaosu wewnątrz!

Odbieranie prawa komukolwiek – do brania udziału w debacie publicznej pod własnym szyldem, tylko, dlatego bo się go boimy to najdelikatniej mówiąc wyraz słabości i głupoty, albowiem tak jak odmowa prawa do wejścia na publiczną potańcówkę we wsi, zawsze oznacza, że albo nieznani sprawcy wymażą odchodami klamki w samochodach, albo poprzecinają opony w autach, albo stłuką szyby. Zawsze jest jakaś reakcja wykluczonych. Czy my możemy sobie dzisiaj pozwolić na start prawicowego ekstremizmu w tak trudnych czasach? Przecież ludzie ze środowisk angażowanych obecnie w politykę mogą mieć powiązania ze światem przestępczym, bardzo często stają się, jako środowiska zapleczem dla zorganizowanych gangów – w istocie będących cały czas w konspiracji. Czy jesteśmy na tyle silnym państwem, że możemy doprowadzić do zejścia tych środowisk do podziemia? Przecież już dzisiaj – często zdarza się tak, że maczetujący się (dosłownie) młodzi mężczyźni w przypadku złapania przez policję – po pierwsze nie składają przeciwko swoim przeciwnikom doniesień, co więcej solidarnie oświadczają, że jedynie „bawili się” z psem kolegi, wywrócili się „po alkoholu”, albo tylko trenowali z kolegami zapasy! Solidarność tych młodych ludzi, – na co dzień nienawidzących się – jest szokująca w stosunku do prawa i państwa. Nie bójmy się ich manifestowania jak są w grupie! Bójmy się ekstremizmu samotnych wilków lub zorganizowanych siatek i grup. W naszym kraju naprawdę wiele nie trzeba do stworzenia podziemnej organizacji, która będzie nie do przeniknięcia dla służb bezpieczeństwa państwa – wystarczy dobrze poczytać literaturę, zwłaszcza wspomnienia z okresu tworzenia niepodległości i uzupełnić tą z czasów II Wojny Światowej. Tam jest wszystko – od pseudonimów, kodów, sposobów porozumienia się – po organizację walki zbrojnej w miastach i lasach. Znajomość angielskiego, dzisiaj powszechna otwiera bramy korzystania z lekcji współczesnego międzynarodowego terroryzmu. O skutkach nie ma nawet, co myśleć. Przerosłyby wszelkie nasze oczekiwania.

Delegalizując nie osiągniemy niczego więcej jak zepchnięcia politycznej inicjatywy, która chce – mimo wszystko – w tym deklarowania chęci zburzenia państwa ukształtowanego przy Okrągłym Stole – grać w ramach reguł demokracji, czyli dać się wybierać do struktur demokratycznych. Oczywiście należy się zgodzić, ze stwierdzeniem, że struktura może dalej ewoluować – biorąc z demokracji to, co w niej najlepsze a nie dając nic w zamian, wręcz żywiąc się na niej jak NSDAP w Niemczech przed 1933 rokiem! Jednakże równolegle możliwy jest proces demokratyzacji i obrośnięcia w tłuszczyk – liderów, a następnie okrzepnięcia na właściwych dla demokracji wygodnych pozycjach establishmentu. Wszystko zależy od tego jak zostaną skanalizowane emocje i jak się będzie z tymi ludźmi rozmawiać, przede wszystkim, – kto ma być liderem i jaki ma być cel działania! Dopiero potem – po jakimś czasie, jeżeli faktycznie mielibyśmy do czynienia z np. skandalicznym przykładem próby budowy w Polsce ruchu neofaszystowskiego, można a nawet należy działać.

Przy tym wszystkim nachodzi właśnie taka refleksja o elity, albowiem jeszcze kilka lat temu pan Roman Giertych, obecnie zausznik i stronnik rządzącej elity – sam mobilizował tych samych młodych ludzi! Co więcej tolerował nawet takie akcje jak zamawianie gestem rzymskim na raz po pięć piw! Co już było przekraczającą wszelkie granice aberracją! Wniosek? Lud się zorientował, że był wodzony za nos przez sprytnych koniunkturalistów, przy pomocy idei i wielkich haseł, podczas gdy elita ma zawsze jeden i ten sam interes – ochronę własnego stanu posiadania – status quo! Być może tym razem młodzi ludzie nie dadzą się nabrać kolejnym sprytnie udającym pannom mecenasom.

Bezwzględnie wszelkie próby jakiejkolwiek delegalizacji Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo Radykalnego należy uznać, za co najmniej przedwczesne! Najpierw wskażmy kryteria – obiektywne i nie podważalne, jakie muszą być spełnione żebyśmy mogli z podniesioną głową mówić, że danego rodzaju aktywności w Polsce nie chcemy! Dopiero potem zobaczmy, kto pasuje do wzorca, a kto jest poza nim. Prawdopodobnie mocno się zdziwimy, zwłaszcza, jeżeli przygotujemy wzorzec tak jak należy, czyli uwzględniając inicjatywy towarzyszące – tj. ośrodki poparcia, zaplecza finansowe, poza instytucjonalne wsparcie aparatu państwowego itd.

Demokracji należy bronić, ale dzień, w którym zakażemy komukolwiek udziału w ogólnej dyskusji powinien być dniem, kiedy nie będziemy mieli wątpliwości, co do jej dojrzałości. Póki, co nie miejmy raczej złudzeń, a pani Kopacz – po tym jak rozminęła się z rzeczywistością nad smoleńskimi trumnami – bez względu na to jak to przykro zabrzmi to raczej – nie jest już osobą wiarygodną w dyskusji publicznej i powinna po prostu milczeć ciesząc się, że ma wygodną i bardzo dobrze płatną pracę.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.