Deklarujemy, że żyje nam się gorzej niż nam się żyje?

Czasami, aż z misyjną i wściekłą satysfakcją potrafimy narzekać na rzeczywistość, stale deklarując niezadowolenie ze stanu spraw z jakimi mamy na co dzień do czynienia, a za których kształt w praktyce odpowiadamy sami. Jeżeli nawet nasze życie zależy od okoliczności obiektywnie od nas niezależnych, to niestety trzeba w warstwie percepcyjnej pogodzić się z tym, że są uwarunkowania na które mamy wpływ i na które nie możemy mieć wpływu, ponieważ są poza naszym zasięgiem oddziaływania. Sukces – bez względu na poziom odniesienia wynikających z niego wymiernych korzyści zależy głównie od tego, czy potrafimy w sposób umiejętny przezwyciężyć niezgodność pomiędzy własnymi aspiracjami, a możliwościami i finalną skutecznością.

Uświadomienie sobie faktu, że we współczesnym świecie, zwłaszcza w kraju tak żarłocznie kapitalistycznym jak nasz nikt nam niczego nie da za darmo jest bardzo trudne, zwłaszcza jeżeli jesteśmy przyzwyczajeni odbierać od państwa świadczenia różnego typu za darmo, ewentualnie za wkład symbolicznie wnoszony w podatkach i ciężarach publicznych. Jednakże, niestety kapitalizm wolnorynkowy w odmianie skrajne neoliberalnej, wręcz wampirycznej charakteryzuje się w szczególności tym, że bez pracy, bez zarobienia pieniądza, jeżeli nie umiemy okiełznać swoich oczekiwań – będziemy cierpieli na silny dysonans pomiędzy możliwościami a oczekiwaniami. Powoduje to frustrację i tęsknotę za mityczną równością, utożsamianą ze sprawiedliwością, podczas gdy nie ma nic bardziej mylnego. Po równo – nie oznacza sprawiedliwie! To jedna z największych bzdur jakimi zepsuto komunizm i socjalizm.

Jeżeli bowiem godzimy się na to, żeby niektórzy oddawali więcej do wspólnego koszyczka poprzez progresję podatkową, to musimy się zgodzić także z tym, że każdy powinien dostawać wedle potrzeb! Przy czym te potrzeby muszą być zobiektywizowane, opisane parametrami i rozdział musi mieścić się w możliwościach sprawczych państwa, bez tego w ogóle nie ma możliwości myśleć o sprawiedliwości społecznej, socjalizmie, czy nawet wspomnianej równości. Warto sobie zadać pytanie – kiedy w obecnych warunkach będziemy równi? Jak każdy będzie miał trzy takie same samochody i mieszkanie w bloku? Przecież to nie o to chodzi, ponieważ jeden woli motocykl a drugi zamiast samochodu woli rower i wycieczkę raz w roku za zaoszczędzone pieniądze. Nigdy nie wpasujemy się z odgórnymi wzorcami w ludzkie preferencje. Zawsze ktoś będzie niezadowolony, a w miarę utwierdzania się w słuszności stosowania metod doboru administracyjnego (zamiast doboru rynkowego), możemy być pewni że bardzo szybko stajemy się przeciw skuteczni.

Jednakże to zawsze ludzie dokonują oceny, każdy stale nie jest zadowolony z tego w jakich warunkach żyje. Jeżeli ma się mieszkanie i samochód, chciałoby się posiadać garaż, ewentualnie dom z garażem itd. Piramida ludzkich potrzeb nigdy się nie kończy. Zawsze człowiekowi wydaje się, że osiągnął o wiele mniej niż potrzebuje. Zawodzą mechanizmy poznawcze, zawodzą umiejętności ochronne – człowiek chce mieć więcej niż potrzebuje i za mniej niż wypracowuje.

W takich warunkach nie ma się co dziwić, że pierwszą zasadniczą reakcją obronną naszych organizmów jest kłamstwo, pytani odpowiadamy mówiąc, że żyje na się źle, a na pewno gorzej niż od oczekiwań. W ten sposób kłamstwem bronimy się przed koniecznością silenia się na pozytywy, przecież o wiele łatwiej jest zawsze udawać eksperta i znawcę – narzekając.

Jednakże postrzeganie otaczającej nas rzeczywistości poprzez kwestię jej negacji – w zamiarze jako mechanizm obronny staje się samo spełniającą przepowiednią dla jednych a dla drugich powszechnym powodem do usprawiedliwiania swojej sytuacji, często swojej własnej porażki.

Reasumując, trudno jest określić czy deklarujemy, że żyje nam się gorzej niż nam się żyje? Różnicę pomiędzy tym co odczuwamy a tym co mamy w rzeczywistości mogą być bardzo duże. Nasz sukces zależy naprawdę głównie od tego w jaki sposób sobie to przetłumaczymy ponieważ „nie samym chlebem…”. W ostateczności najbardziej obiektywnym wskaźnikiem tego jak nam się żyje jest dzietność! Jednakże rozumiana przez pryzmat świadomej prokreacji, wychowania, edukacji itd., a nie patologicznej produkcji dzieci dla zasiłków.

One thought on “Deklarujemy, że żyje nam się gorzej niż nam się żyje?

  • 31 października 2013 o 07:04
    Permalink

    mądry tekst… pokazuje rzeczywisty mechanizm psychoobrony … ale jak się on ma do poprzedniego tekstu wychwalajacego don kichota systemu sprawiedliwości p. Ikonowicza… ma być równo czy sprawiedliwie? a tak na marginesie jesteśmy Polakami, jesteśmy malkontentami – polecam Maxa Kolonko na yt -ostatni komentarz nt. bycia Polakiem.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.