Deglobalizacja (cz.2)

fot. red.

Teoretycznie, hamowania rozpędzonych Chin można dokonać za pomocą odcięcia ich produktów od rynków USA i Unii Europejskiej. Jak pokazały ostatnie miesiące, kiedy „pandemia” prawie zatrzymała chińską gospodarkę na dwa miesiące, jest to tylko rozwiązanie teoretyczne. Uzależnienie osiągnęło tak wysoki poziom, że aktualnie żaden rząd nie może pozwolić sobie na odcięcie swojego państwa o chińskich produktów czy produkowanych tam podzespołów. Można tę zależność wytłumaczyć na podstawie analizy następujących wskaźników. W Stanach Zjednoczonych liczba pracowników w przemyśle wytwórczym wynosi mniej niż 20 procent. W Unii Europejskiej ten odsetek wynosi ok. 30 procent. W Chinach, liczba pracowników w przemyśle produkcyjnym wynosi prawie 50 procent. Żeby zrozumieć znaczenie tych wskaźników przypomnę liczbę ludności w Chinach, USA i Unii Europejskiej.  W roku 2020 ludność Chin wyniesie ponad 1,42 mld, Unii Europejskiej 0,5 mld a USA tylko 0,3 mld.

Pozycję rozwiniętych państw na świecie pogarsza fakt, że kolejne państwa o ogromnych zasobach ludzkich zaczynają wchodzić na drogę rozwoju, którą niedawno przeszły Chiny. Mam na myśli takie państwa jak Indie, Wietnam i Malezję.

Jeszcze rok temu przypuszczałem, że Chinom i Stanom uda się osiągnąć kompromis i przywrócić pierwotną współzależność handlową. Dzisiaj widzę to inaczej. Przez ostatnie kilka miesięcy Pekin radykalnie zmienił taktykę w słownych utarczkach z USA. Można ją opisać powiedzeniem, ząb za ząb, oka za oko. Nawet Rosja nie odpowiadała tak ostro Waszyngtonowi na kolejno nakładane sankcje, ograniczając się głównie do zapowiedzi działań odwetowych.

Takie zachowanie Pekinu pokazuje, że już nie tylko będzie bronił swojej wysokiej pozycji gospodarczej, ale jest na prostej drodze do umiejscowienia się na pozycji mocarstwa.

Nigdy wcześniej takie „epokowe” wydarzenia nie zachodziły w sposób „aksamitny”. Okres do wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych będzie okresem spokojniejszym. Po wyborach niezależnie od tego, kto zostanie prezydentem, Waszyngton będzie miał do wyboru zaakceptowanie dążenia Chin do zajęcia pozycji mocarstwa lub kontynuację „walki” o utrzymanie własnej pozycji światowego hegemona.

Można złożyć, że na naszych oczach będzie zachodził proces, który można nazwać odejściem od światowej globalizacji. Ten proces już jest nazywany deglobalizacją, chociaż termin ten nie definiuje sposobu, w jaki będą przebiegały te przemiany. Będzie to proces długotrwały, wielotorowy i nie dla wszystkich przyjemny, ponieważ nie da się szybko i w sposób łagodny przeprowadzić redystrybucji zakładów przemysłowych na obszarze naszego świata. Z drugiej strony, nie można sobie wyobrazić naszego życia, gdyby z rynku raptownie zniknęły chińskie towary.

Celem projektu globalizacji było uzyskanie profitów. Źle przeprowadzona deglobalizacja może spowodować utratę profitów nie tylko dla światowych elit finansowych, ale również dla rządów państw. Najbardziej mogą ucierpieć mieszkańcy Ameryki Północnej i Europy, którzy uzyskiwali najwyższe profity z globalizacji.

Przypuszczam, że w pierwszej etapie zakłady przemysłowe z Chin będą przenoszone do Wietnamu czy Malezji. Następnie rozwinięte państwa będą próbowały odtwarzać własną produkcję sprzętu medycznego i leków. Już w tym momencie zaczną się trudności. Ani w Europie Zachodniej, ani w Ameryce Północnej nie ma „wolnej”, wykwalifikowanej klasy robotniczej, którą można by zatrudniać w odbudowywanych zakładach przemysłowych i fabrykach. Nadzieja, że taką pracę mogą podjąć osoby obecnie pracujące w restauracjach, hotelach, ośrodkach wypoczynkowych, handlu, lub urzędach jest wielką naiwnością.

Odbudowa własnej klasy robotniczej będzie wymagała przynajmniej jednego pokolenia. Brak własnych robotników oraz kadry kierowniczej nie jest jedynym utrudnieniem. W państwach mniej rozwiniętych proces odbudowy czy budowy własnego przemysłu będzie bardzo kosztowny. Pieniądze przeznaczane na budowę własnego przemysłu były jedną z przyczyną tego, że w Polsce, Bułgarii czy Rumunii socjalizm był „siermiężny”. W NRD, Czechosłowacji czy na Węgrzech socjalizm „sprawdzał” się lepiej, ponieważ państwa te były już w dużej mierze uprzemysłowione przed wprowadzaniem systemu socjalistycznego. Rządy tych państw mogły przeznaczać znacznie większe pieniądze na konsumpcję ludności.

Pojawiają się przypuszczenia na temat możliwości przeniesienia do Polski przemysłu obecnie ulokowanego w Azji. Warto przypomnieć nasze obecne realia. Ponad 50 procent naszego przemysłu jest w rękach zachodniego kapitału. To powoduje, że rok w rok, legalnie z Polski wyprowadzane są ogromne zyski osiągane przez ten kapitał. Innymi słowy, my już jesteśmy początkowym ogniwem w łańcuchu dostaw dla zachodnio-europejskiego przemysłu. Ani polskiego rządu, ani polskiego kapitału nie będzie stać na budowę nowych zakładów lub odbudowę wcześniej zamkniętych. Polska nie szła chińską drogą. Nie odkłada zarobionych pieniędzy i nie wymuszała udostępnienia nam technologii stosowanych w przedsiębiorstwach zbudowanych przez zagraniczny kapitał. Jeżeli zakłady przemysłowe zostaną do nas przeniesione, to odbędzie się to za pieniądze zachodniego kapitału, który będzie głównym beneficjentem całego przedsięwzięcia.

Podsumowując, deglobalizacja to kij, który ma dwa końce. Wymuszenie na Chinach zmniejszenie produkcji i dostaw towarów na światowe rynki zmniejszy ich dochody i je osłabi, jako najgroźniejszego konkurenta dla świata zachodniego. Konsekwencją będą zmniejszone zakupy przez Chiny w państwach rozwiniętych. Idąc dalej, zmniejszy się nasz eksport, więc i produkcja w naszych zakładach przemysłowych. A to zmniejszy ilość pieniędzy w naszych kieszeniach.

Autor: Mikołaj Kisielewicz

13 thoughts on “Deglobalizacja (cz.2)

  • 8 lipca 2020 o 05:28
    Permalink

    Bardzo dobry Artykuł.

    Wniosek: Chińczycy trzymają się mocno.

    Odpowiedz
  • 8 lipca 2020 o 10:31
    Permalink

    W 1913 r., siedząc w kajzerowskim więzieniu za działalność wywrotową, pisała w „Akumulacji kapitału”, że kapitalizm wcale nie tworzy automatycznie rynków zbytu dla swoich towarów. A zamiast tego, targany sprzecznościami między produkcją a realizacją zysków, musi tworzyć nowe rynki przemocą albo podbojami. Co zazwyczaj obraca się przeciwko narodom i cywilizacjom znajdującym się na niższym etapie rozwoju. W ten sposób utwierdza się zjawisko imperializmu. Czyli podziału świata na panujące, bogate centrum i zależne, biedne peryferie.
    https://forsal.pl/artykuly/910695,kalecki-kowalik-luksemburg-polska-szkola-ekonomiczna-polscy-najwybitniejsi-ekonomisci.html
    ===========

    Pewne mechanizmy były już jasne 100 lat temu…..

    Odpowiedz
  • 8 lipca 2020 o 10:53
    Permalink

    “Ani polskiego rządu, ani polskiego kapitału nie będzie stać na budowę nowych zakładów lub odbudowę wcześniej zamkniętych.”

    Jest jeszcze trzecie wyjście-proces, którego Autor nie bierze pod uwagę, a który właściwie już się rozpoczął. I dotyczy to nie tylko Polski, czy innych “biedniejszych” krajów EU, ale nawet Niemiec…
    – na to stać będzie Chiny !

    Proszę zauważyć ile zakładów w EU (podupadłych, ale i nie tylko) wykupili/wykupują Chińczycy…
    Jeśli proces ten nadal będzie się rozwijać, a skłonny jestem tak przypuszczać, ponieważ to oni mają na to środki, już niedługo dojdzie do sytuacji, że, faktycznie, dojdzie do “deglobalizacji”, t.j. większość produktów dla EU wytwarzanych będzie w samej EU, ale…
    – właścicielami będą Chińczycy !

    “Kij ma dwa końce” i teraz “bity” zaczyna sam “bić”…

    Osobiście, jest mi to już zupełnie obojętne. Mogę i dla “Chińczyka” pracować…
    – najważniejsze, by pozwolono mi jeszcze na trochę “normalności”, czego po obecnym neoliberalnym układzie nie mogę się już spodziewać…

    No cóż…, przez własną głupotę, przegraliśmy z kretesem…

    Odpowiedz
    • 8 lipca 2020 o 13:50
      Permalink

      @Dojrzały …

      Pełna zgoda, słuszne uwagi. Możemy pracować i dla chińczyków byle było normalnie i bardziej egalitarnie niż obecnie, gdzie zachodnie korporacje nie tworzą wartości dodanej społecznej na terenie skolonizowanego kraju, a cały zysk bezwzględnie wyprowadzają do swoich akcjonariuszy.

      A Chińczycy mieli szczęście, bo nie mieli u siebie dominującej czarnej religijnej zarazy. Nawet teraz skutecznie ją u siebie spacyfikowali, więc nie było V kolumny, która by zniszczyła ich system w interesie zachodniej oligarchii.

      Wyguglać na onet.pl
      “Coraz trudniejsza sytuacja katolików w Chinach. “Papież de facto sprzedał reżimowi swoich chińskich braci”.
      Cyt. ważniejsze:
      22 września 2018 r. Watykan podpisał z rządem Chińskiej Republiki Ludowej porozumienie, na mocy którego członkowie prześladowanych od lat i pozostającego w komunii z Rzymem chińskich struktur kościelnych zostali wezwani przez głowę Kościoła do wstępowania w szeregi uznawanego dotychczas za schizmatyckie Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich. Papież zgodził się też nominować na stanowiska w diecezjach Państwa Środka wyłącznie tych kandydatów, których przedstawi mu chiński rząd.

      Jednak kościoły należące do Patriotycznego Stowarzyszenia, trudno w ogóle nazwać świątyniami. Nad ołtarzami wiszą w nich portrety Mao Zedonga i obecnego przewodniczącego Komunistycznej Partii Chin (KPCh) Xi Jinpinga. W zeszłym roku zaczęto usuwać ze ścian budynków sakralnych napisy i płaskorzeźby z biblijnymi cytatami. Ich miejsce zajęły złote myśli przewodniczącego Xi.
      Natychmiast po podpisaniu wzmiankowanego porozumienia represje wobec chińskich katolików jeszcze się zaostrzyły. Zaczęły się nowe aresztowania i wyburzanie kościołów – rekord padł w prowincji kościelnej ze stolicą w Fuzhou, gdzie tylko w ostatnim kwartale ubiegłego roku buldożery zrównały z ziemią setkę świątyń – czytamy w “Rzeczpospolitej”.”

      Odpowiedz
      • 8 lipca 2020 o 18:44
        Permalink

        miło przeczytać coś optymistycznego. pozdrawiam serdecznie

        Odpowiedz
  • 8 lipca 2020 o 11:25
    Permalink

    Globalizacji poddano nie tylko ekonomię, wymianę handlową i informatykę. Zglobalizowano także zaborcze wojny, agresje, wyzysk i ludobójstwo. Tematy te przedstawił na przykładzie Jugosławii znany profesor krakowski Marek Waldenberg w ważnym dziele pt. “Rozbicie Jugosławii”. Nie zdążył opisać dalszego ciągu, czyli zbrodniczej roli SiAjEi, NATO, USA i niestety także Europy w bandyckim zniszczeniu bombowym Serbii i morderstwach jej mieszkańców przez albańskich rzezimieszków, handlarzy organami ludzkimi i stworzenia sztucznego tworu Kosowa z największą w nim bazą militarna Bond Steel.
    Nikt za to nie poniósł kary ani nie nałożono sankcji na zbrodniarzy z Clintonem włącznie. Radzę przeczytać przerażający tekst o szczegółach zbrodniczych działań naszych sojuszników. https://www.globalresearch.ca/us-ally-indicted-organ-trade-murder-scheme/5717900

    Odpowiedz
  • 8 lipca 2020 o 17:06
    Permalink

    Jeżeli zakłady przemysłowe zostaną do nas przeniesione, ..To zmienimy karnację z ‘białego murzyna na żółtego”(zmiana koloru, status niestety “ten sam” , w temacie, przypomniał mi się taki wierszyk, dawno temu recytowany pewnie gdzieś w okolicach początkowych klas szkoły powszechnej ” Jestem sobie Chińczyk z Chin, nazywam się Czaj-Ka-Lin, mam braciszków żółtych sześć, umią pałeczkami jeść ….itd. wygóglałem: http://uciocimariolki.pl/maly-chinczyk/ 🙂

    @50-parolatek. “Osobiście, jest mi to już zupełnie obojętne. Mogę i dla “Chińczyka” pracować… 🙂
    Uchowaj Boże, Rosjanie coś o tym wiedzą…. pracujesz na liberalno-lewicowym Zachodzie,
    casus chińskiego komunizmu uświadomi ci co to jest nastojaszczij kapitalizm i wyzysk siły najemnej. 🙂

    “Dla zdecydowanej większości państw azjatyckich Chiny są głównym partnerem handlowym. Ale gros z nich ma w tym handlu ujemny bilans. Czyli na tym zarabiają Chińczycy. A to budzi antychińskie nastroje.

    Co Chiny zrobiły Sri Lance, gdy ta się u nich zadłużyła? Nakazały jej oddać port Hambantota, zbudowany za pożyczone od nich pieniądze. Owszem, dostały go na 99 lat. Ale teraz każde państwo azjatyckie 40 razy pomyśli, zanim wejdzie w sojusz z Chinami.

    To nie jest myślenie ludzi, którzy chcą tworzyć globalny porządek. Gdyby tak myśleli, musieliby dawać coś w zamian. A nie dają. Myślą jedynie, jak wyzyskiwać wszystkich dookoła. Sri Lankę, Afrykę, Grecję…

    @Wojciech. Z Clintonami i całą jaczejką kosmopolityczno- trockistowską. https://piotrbein.files.wordpress.com/2010/06/nato_text.pdf

    Odpowiedz
    • 9 lipca 2020 o 08:25
      Permalink

      @krzyk58
      “To nie jest myślenie ludzi, którzy chcą tworzyć globalny porządek. Gdyby tak myśleli, musieliby dawać coś w zamian. A nie dają. Myślą jedynie, jak wyzyskiwać wszystkich dookoła. Sri Lankę, Afrykę, Grecję…”

      Taaaa…..
      W przeciwieństwie do naszych, neoliberalnych “przyjaciół”….
      – ci to przynajmniej “pozwalają nam” u nich się zadłużać (by kupować i konsumować wyprodukowane przez nich rzeczy)…
      Ba, pozwolili nam nawet utrzymywać ich okupacyjne wojska !

      Krzyku, daj spokój…

      Odpowiedz
      • 9 lipca 2020 o 09:51
        Permalink

        Postawienie wszystkiego na chińszczyznę…
        Takież postrzeganie świata Anglosaskiego (zachodniego)…
        Dwie strony tego samego medalu.
        TO, więcej niż zbrodnia – to błąd!!

        Odpowiedz
  • 8 lipca 2020 o 20:27
    Permalink

    krzyk58
    8 lipca 2020 o 17:06

    Na tym właśnie polega polityka międzynarodowa.
    Szantaż, przekupstwo, zastraszanie, egzekwowanie wymuszonych umów.
    Chińczycy szybko nauczyli się reguł gry- tych zachodnich.
    Partnerzy Chin dostają dokładnie to, co skredytowano.
    Głównie infrastrukturę której nie były w stanie wybudować rządy.
    Infrastruktura pozostaje, reszta jest kwestią umów- różnie zawieranych…..

    Czytałem o dwóch krajach, które w zamian za inwestycje zachodnie, gwarantowały brak wzrostu płac w korporacjach inwestujących.
    Też w porządku?

    Ani Zachód, ani Chiny, to nie jest Caritas.
    Dotowany w naszym kraju w 95% przez Państwo- notabene…

    Odpowiedz
  • 10 lipca 2020 o 12:35
    Permalink

    Rezultat jest prawie taki sam, krach rynków zachodnich finansowany do punktu samozagłady, który pogrążył teraz zarówno USA, jak i Europę w chaosie politycznym.

    W tej próżni Chiny i Rosja mogą teraz otwarcie przenieść się do Azji Środkowej i narzucić swoją wolę w sprawie przyszłości regionu bez konieczności walki z czymś bardziej niebezpiecznym niż potyczki.

    Chiny zabezpieczają swoje przyszłe potrzeby energetyczne i linie dostaw dla handlu międzykontynentalnego. Ustanawia się jako nowy pośrednik władzy w regionie wraz z Rosją, która zapewnia sprawność wojskową, a zepsute i zmaltretowane USA mogą jedynie walczyć z działaniami odwetowymi, podczas gdy ich sojusznicy popadają w nieistotność.
    https://www.zerohedge.com/geopolitical/trump-reaps-whirlwind-chinairan-mega-deal
    =============

    Doskonała analiza.

    Wyłaniają się dwa bloki.
    Jakie miejsce zajmie Europa, po której stronie?
    Wybór wydaje mi się prosty.
    Albo handel, albo bagnety.

    Odpowiedz
  • 13 lipca 2020 o 02:07
    Permalink

    … grzechem Chińczyków był fakt zawierania kontraków z innymi krajami, bez używania dolara jako waluty międzynarodowej. Chiny zawarły porozumienie z Rosją, Indiami oraz Iranem. City czyli Pentagon natychmiast przystąpił do akcji i zamordował generała Sulejmaniego, twórce tego porozumienia, plus ok. 40 przypadkowych osób, a co się będą szczypać. Jak już to już.
    No nie, tak nie może być !
    FED, rodzaj amerykańskiego Banku Narodowego, ale reprezentującego City, produkował dolary z prędkością 50 miliardów miesięcznie. Powodowało to istny zalew tymi papierkami całego świata. Dopóki były to zaskórniaki na czarną godzinę, czyli chowane po skarpetach przez ludzi, to wszystko było OK. Ale jak rządy nie chciały brać tych papierków, to oznaczało galopującą inflację w świecie amerykańskim.
    Wymyślono więc epidemię.

    Odpowiedz
  • 30 lipca 2020 o 19:06
    Permalink

    Nie rozumiem tego motorycznie nadpobudzonego, zachwyconego własną swadą gadulstwa przekonanego, że od mieszania łyżeczką woda w szklance stanie się słodka podczas, kiedy odpowiedzią są tylko trzy słowa : przeludnienie, klimat, zasoby. Wniosek jest nieprzyjemny, jak zwykle w przypadku prawdy: w odróżnieniu od poprzednich, nawet najgorszych perturbacji, łącznie z wojnami – obecnie nie ma najmniejszych podstaw do nadziei. Chyba dlatego “zawieszają” się mózgi najtęższych analityków w ocenie obecnej sytuacji – albo wygadują głupoty. Każda bowiem diagnoza odnosi się do przeszłych precedensów jednak problem polega na tym, że obecny stan nie znajduje punktów odniesienia do przeszłości i wszystko, co znamy możemy wyrzucić do kosza. Jest dużo intuicyjnych poszlak, że “lud” ma niejasne – ale jednak – poczucie tego stanu, co może tłumaczyć pewne zachowania i zjawiska, nieznane dotychczas – ale to już nieco inny temat.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.