Ekonomia

Deflacja jest ale w interesie posiadaczy kapitału są wysokie stopy procentowe!

 Deflacja już jest, w świetle danych samego Głównego Urzędu Statystycznego „Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w sierpniu 2014 r w stosunku do poprzedniego miesiąca obniżyły się o 0,4%” Źródło: [tutaj] Niestety jednak być może dopiero w październiku Rada Polityki Pieniężnej obniży stopy procentowe NBP. Po ostatnim posiedzeniu RPP stopy pozostały na niezmienionym poziomie tj. stopa referencyjna 2,50% w skali rocznej, stopa lombardowa 4,00% w skali rocznej, stopa depozytowa 1,00% w skali rocznej, stopa redyskonta weksli 2,75% w skali rocznej – Źródło: [tutaj]. W dostępnym za źródłem komunikacie Rady napisano: „(…) Jeśli napływające dane będą potwierdzały osłabienie koniunktury gospodarczej oraz wzrost ryzyka utrzymania się inflacji poniżej celu w średnim okresie, Rada rozpocznie dostosowanie polityki pieniężnej.

Nie można tego inaczej interpretować niż klasowe samouwielbienie się posiadaczy majątków i kapitału w celu uzyskania maksymalizacji zysków z tytułu posiadanych rent odsetkowych. Dodajmy, że w badanym okresie mieliśmy inflację na poziomie -0,2% a cel inflacyjny nadal fikcyjnie wyśrubowany na 2,5% – mamy zatem 12 czy 13 krotną różnicę i to nikomu nie przeszkadza w trzecim kwartale roku?

Taka polityka, to polityka zarzynania naszej gospodarki i nieudostępniania Polakom kredytów, to jest po prostu jawna szkodliwość dla państwa, ponieważ przy ujemnej inflacji – fundujemy każdemu, kto złoży w naszych bankach pieniądze bardzo wysokie zyski, których nie da się na lokatach otrzymać chyba nigdzie w Europie. Nie ma po prostu tak pewnych inwestycji jak dzisiaj w nasz sektor bankowy – proszę bardzo oto jest gwarantowany zysk, pełne bezpieczeństwo, wystarczy włożyć pieniądze i poczekać, aż zaczną spływać odsetki. Wszyscy będą zadowoleni. Jakże dobrze jest trzymać pieniądze w polskich bankach!

Przy czym uwaga, żeby było zupełnie śmiesznie, to prawie na pewno nasza deflacja jest zupełnie niezależna od polityki pieniężnej banku centralnego, ponieważ jest ona importowana. Tanieją kluczowe składniki koszyczka jak paliwa i żywność, z wielu powodów – w tym także rosyjskiego embarga i gigantycznej podaży wszystkiego w kraju. Bank centralny, o ile oczywiście pozwoliłaby mu Rada Polityki Pieniężnej, mógłby się nieco bardziej postarać – o wiele wcześniej sprowadzając stopy do ułamków procenta, ale tego nie zrobił. W efekcie nie pojawiła się żadna masa pieniądza, która mogłaby pokryć masę towarową, chociaż w części. Na skutek tego mamy przedsiębiorców z olbrzymią ilością niesprzedanych towarów. Jeżeli chodzi o świeżą żywność to przecież nawet kosztem jest jej utylizacja.

Co będzie dalej? Spóźniona interwencja RPP nic nie da, ponieważ mikro-efekty obniżenia stóp odzwierciedlą się dopiero po dwóch lub trzech kwartałach. Wcześniej czeka nas zalew towarów, których nie jesteśmy w stanie przetworzyć ani zjeść, nie mówiąc już o magazynowaniu. W konsekwencji nadpodaży mamy ten problem, że ceny najbardziej inflacjogennych składowych koszyczka będą spadać. Cel inflacyjny możemy pożegnać bez łez i machania mu chusteczką!

Można byłoby na to wszystko nie zwracać uwagi, ponieważ ludzie się cieszą z tańszych śliwek, jabłek i podążających za ich cenami bananów i innego importowanego dobra, jednakże to w końcu będzie musiało się odbić na budżecie, a także na rynku pracy. Ponieważ jeżeli przedsiębiorcy nie sprzedają tyle ile chcieli, nie realizują przychodów, to znaczy się że ponoszą straty, a tego nie lubią i muszą to sobie na kimś odbić. Niestety w praktyce prawie zawsze jest tak, że przedsiębiorcy „obijają sobie” na pracownikach. Czyli na deflacji w ostateczności stracą maluczcy, których pensje zmaleją, albo nie będą mieli pracy. W ten właśnie sposób ostatecznym płatnikiem za deflację, na której cały czas zarabiają wysokie odsetki właściciele kapitału – są pracownicy. Czy to jest sprawiedliwe, czy nie jest? Trudno ocenić, ale tak naprawdę przecież nikt się tym nie interesuje, jedynie nieliczni zwracający uwagę na gospodarkę i jej regulatorów z tak bezcennej perspektywy klasowej dostrzegą tą niesprawiedliwą zależność.

W naszych krajowych realiach instytucja specjalnej rady zajmującej się polityką pieniężną, która wiąże ręce bankowi centralnemu się nie sprawdza. Im szybciej zakończymy żywot tego ciała, tym lepiej. Niech bank centralny ma prawo do bieżącego regulowania wszystkich stóp, nawet w sposób płynny. Współczesna gospodarka wymaga ciągłego dostosowywania się i udziału wszystkich aktorów – często łamania stereotypów. To nie są czasy zastanawiania się, czy w ogóle podejmujemy jakieś zmiany, tylko ich wprowadzania. Do tego nie potrzeba grupy mędrców, którzy w ostateczności mogą być co najwyżej ciałem komentatorsko-doradczym dla prezesa banku centralnego, jednakże niczym innym. Współczesna gospodarka wymaga elastyczności i szybkiego podejmowania decyzji oraz świadomości klasowej, tak żeby nie tylko biedni finansowali ten system!

3 komentarze

  1. Tak długo wmawiano ludziom że najgorszym złem jest “inflacja” że mało kto zdaje sobie sprawę z tego że DUŻO GORSZA jest DEFLACJA!
    Dobrze że Autor próbuje wołać na puszczy w tej sprawie!

    Bo jest źle! Brak własnych banków, konstytucja która zabrania polskiemu rządowi zadłużać się w kraju a jedynie w zachodnich bankach komercyjnych, ogromny i nieujawniany DEFICYT i zadłużenie plus teraz do tego deflacja!!!!

  2. Panie Krakauer, dla zwyklych ludzi inflacja jest wtedy kiedy wzrost płac (swiadczen) jest mniejszy niż wzrost cen. Deflacja jest wtedy gdy obniżka płac (swiadczen) jest większa niż obniżka cen. Wychodzi na to samo bo w końcu w każdym przypadku stać cię na mniej niż przedtem efektem tzw. pauperyzacja społeczeństwa z wszystkimi politycznymi konsekwencjami.

    Ale jest różnica. Podczas inflacji zyskują ci którzy są zadłużeni na mała stopę procentowa lub posiadają własności stałe, ziemia, złoto itp. Podczas deflacji zyskują ci którzy posiadają gotówkę tzn. Banki. I właśnie dlatego będziemy mieli deflacje żeby patriotyczne pomoc biednym banków.

    Deflacja to proces w którym bank odbiera ci to co kupiłes na kredyt w tym banku tyle tylko ze za ułamek ceny. A właściwie to odbiera ci tez to co kupiłem za gotówkę. Podczas deflacji każdy sprzedaje nikt nie kupuje bo ceny w przyszłości bedą niższe.

    W tenże sposób ekonomia idzie w ruinę jak to przekonali się Japończycy którzy stoczyli się do ekonomicznego dna. Japonia to ruina ekonomiczna , 90% przemysłu nie istnieje, wyprowadzony do Chin. Dewastacja tsunami z 2011 roku dokonczyla dziela. Rekordowy dlug narodowy i deficyt handlowy japońskich firm.

    Jak widać o takiej drugiej Japonii marzył pan Lechu no i mu się to udało.

  3. Ekonomia pochodzi od greckiego Oikos-dom i Nomos-prawo, reguła. Starożytni Grecy rozumieli to jako prowadzenie gospodarstwa domowego, następnie państwowego i narodowego.

    I pomyśleć jak w czasach nowożytnych zostało to pokomplikowane, jak państwo sądzą, czemu to służy?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.