Ekonomia

Deficyt wystarczył na pół roku i co dalej?

 W gospodarce jest tak źle, że właśnie wyczerpaliśmy prawie cały limit deficytu budżetowego na cały rok, a dopiero jest czerwiec. W świetle danych ministerstwa finansów (z 17 czerwca 2013 r.,) na temat szacunkowego wykonania budżetu państwa za miesiące od stycznia do maja 2013 roku – dostępnych [tutaj], deficyt budżetu państwa sięga 87% założeń tj. wydano 30 mld 943 mln zł z planowanych 35 mld 565 mln 500 tys. zł.

Zanim odniesiemy się do tych liczb warto przypomnieć co przy okazji uchwalenia tego budżetu powiedział pan premier Donald Tusk: „Wszyscy wiemy, że dzisiaj pierwszym wymogiem w Polsce i w Europie jest budowanie takiego systemu i sposobu wydawania pieniędzy publicznych, który gwarantuje przede wszystkim bezpieczeństwo. Dane, jakie napływają z polskiej i ze światowej gospodarki wyraźnie wskazują, jak kluczowym, bezdyskusyjnym priorytetem jest bezpieczeństwo finansowe państwa, bo to się bezpośrednio sprowadza do bezpieczeństwa finansowego obywateli. Dlatego nasze działania są podporządkowane właśnie takim efektom”. Obecny na tej samej konferencji pan Jacek Rostowski minister finansów powiedział wówczas: „W Wieloletnim Planie Finansowym przewidywaliśmy deficyt na poziomie 32 mld złotych w 2013 roku, ale w projekcie budżetu zwiększyliśmy go do 35,5 mld złotych z racji wydarzeń, które miały miejsce. Będziemy zawsze reagowali elastycznie na to, co w gospodarce się dzieje” [Źródło: „Budżet 2013: priorytetem bezpieczeństwo finansowe państwa” tekst na oficjalnej stronie internetowej Platformy Obywatelskiej dostępny 19 czerwca 2013r., tutaj].

Jak się ma bezpieczeństwo finansów publicznych do wykorzystania 87% deficytu w pół roku? Można mieć wrażenie że jakoś lekko ktoś czegoś tutaj nie doszacował? Może leciutko przestrzelił wartości? Co prawda specyfika naszego budżetu jest taka, że zawsze ściągalność podatków jest większa w drugiej połowie roku a więcej płatności jest na początku. Jednakże osiągnięty próg ściągalności po prostu zatrważa, otóż naszemu powszechnie znienawidzonemu fiskusowi udało się ściągnąć do tej pory (styczeń-maj) jedynie 36% planowanych dochodów tj. 107 mld 804 mln 100 tys. zł z planowanych na cały rok 299 mld 385 mln 300 tys. zł. Wydatki utrzymano na podobnym poziomie, otóż wydano 138 mld 747 mln 100 tys. zł z zaplanowanych 334 mld 950 mln 8 tys. zł tj. już 41,4%

To są konsekwencje zabójczego dla społeczeństwa i niszczącego popyt oparcia dochodów państwa na podatkach pośrednich! Ludzie mniej konsumują ponieważ mniej zarabiają, w konsekwencji mniej wydają no i spadają dochody podatkowe budżetu. Prosta mechanika cepa budżetowego – samo spełniająca się negatywna przepowiednia, gospodarka się po prostu zwija. O obniżeniu – rzekomo na chwilę podwyższonego VAT-u nie mówi już żaden z polityków, akcyza jest na takim poziomie, że znowu na naszych bazarach jest dużo produktów tytoniowych z zza wschodniej granicy (i nie wiadomo skąd). Szkoda słów – polityka podatkowa rządu to klapa. Podatki mają ciągle restrykcyjny charakter i są niesłychanie niesprawiedliwe, gdyż płacą głównie średnio zamożni i biedni.

Warto pamiętać że wzrost gospodarczy na poziomie założonych 2,2 % PKB to oczywiście już Sci-Fi, więc będzie musiała nastąpić korekta budżetu. Cudów nie ma, a na pewno nie wygeneruje ich Narodowy Bank Polski duszący zmierzającą w kierunku deflacyjnego dryfu gospodarkę swoimi oderwanymi od rzeczywistości stopami procentowymi.

Prawdopodobnie będzie możliwy scenariusz podwyższenia podatków (i składek) w sposób adekwatny do potrzeb. Oczywiście ogólnie wszyscy zapłacą więcej, ponieważ rząd nie zdecydował się na wprowadzenie podatku od transakcji finansowych jak również nie zdecydował się na przywrócenie III – ciego progu podatkowego dla najbogatszych. Natomiast ochoczo podwyższał nam VAT w stawce generalnej jak i stawkę tego podatku np. na ubranka dla dzieci i żywność.

Jeżeli do tego dodamy jeszcze deficyt funduszy specjalnych, uzależniony od ściągalności składek, to obraz finansów publicznych naszego kraju może przedstawiać się zupełnie inaczej niż mówi to pan minister finansów.

W zasadzie nie wiadomo co dalej, ponieważ szansę na odchudzenie administracji zmarnowano podobnie jak nie udało się wzruszyć przywilejów socjalnych – uprzywilejowanych grup ludności. Rząd nic nie zrobił jedynie pogorszył wszystkim „zwykłym” zjadaczom chleba podwyższając wiek do „67”. To da na pewno lekki oddech dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, jednakże nie przełamie negatywnego trendu.

Żeby było śmieszniej przez reguły ostrożnościowe nie bardzo możemy się dalej zadłużać. Z pewnością więc rząd podniesie obciążenia publiczne, ale zrobi to dopiero po wygraniu wewnętrznych wyborów w swojej głównej partii politycznej.

2 komentarze

  1. Po to Rostowski kombinuje przy pierwszym progu ostroznosciowym, aby sie dalej zadluzac.
    Na nacjonalizacje OFE tez spoleczenstwo jest przygotowywane.
    O ile sama nacjonalizacja nie jest zla, o tyle dlug zostanie schowany, ale nie zniknie.
    Jak Rostowski taka kreatywna ksiegowosc przepchnie to sugeruje naprawde zaczac szukac opcji wyjazdu z Polski.

  2. Powoli dochodzimy do finansowej ściany.
    A za nią (po jej zburzeniu) – pustka.
    Tę pustkę mają w głowach nasi rządzący od dawna.
    Czy nikt tego nie zauważył wcześniej?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.