Soft Power

Debatowanie o debacie, czyli jak Tusk z Kaczyńskim

 Pan premier Donald Tusk przystąpił do medialnej ofensywy w trakcie jak w Internecie można było obejrzeć Kongres Prawa i Sprawiedliwości, on stojąc przed kamerami chyba wszystkich telewizji – wzywał pana Jarosława Kaczyńskiego – prezesa Prawa i Sprawiedliwości na debatę o Polsce. Podobno panowie nie mogą się spotkać od poprzedniej debaty, co trwa już zdaje się chyba siódmy rok, co można uznać za swojego rodzaju znak czasu.

Można mówić o epoce Tuska w naszej polityce, kiedy polityk ten był zmuszony rządzić krajem przy pełnej dezaprobacie części klasy politycznej. To, co się w międzyczasie stało – to kryzys, to katastrofa lotnicza pod Smoleńskiem, to pełna negacja państwa ze strony obozu Prawa i Sprawiedliwości. To naprawdę epoka w polskiej historii, nasz kraj jest dzisiaj znacznie innym krajem niż ci panowie mieli przyjemność rozmawiać po raz ostatni.

Oczywiście widzowie – wyborcy – nie mogą mieć złudzeń, na coś takiego jak spontaniczna dyskusja dwóch protagonistów nikt się nie zgodzi, byłby to hit na skalę epoki, gdyby poszli na całość, no ale nie pójdą – strony uzgodnią warunki przed – drobiazgowo sztaby PR-owców i harcowników politycznych uzgodnią każdy szczegół włącznie z natężeniem oświetlenia i temperaturą w studio. Chociaż każdy wie, że to tak naprawdę pojedynek reżyserów, choreografów, copywriterów, trenerów personalnych, fryzjerów, makijażystek/ów, itd. Niezwykle istotną rolę pełnią także realizatorzy, decydujący o sekwencji ujęć i bezpośrednio kamerzyści i dźwiękowcy. Jeżeli się nie ma w swoim zapleczu – sprawdzonych ludzi, to się albo wygląda na spoconego knurka na krótkich nóżkach, któremu kamerzysta pokazuje skarpetki, albo na szczupaka z oczami ryby właśnie włożonej do puszki, którego pokiereszowany zarost jest w HD na ekranach kilku milionów telewizorów. Debata to wyzwanie – warto w nią zainwestować, im się mocniej przygotuje – tym będzie lepszy wynik, a przynajmniej nie przegra się w przedbiegach. Chociaż to wspaniały teatr i wszystko się liczy.

Siły debat telewizyjnych nic nie jest w stanie przecenić, pierwsza debata telewizyjna w naszym współczesnym rozumieniu tego słowa miała miejsce w 1960 roku w USA, gdzie rywalizowali Richard Nixon oraz John F. Kennedy. Nixon sam przyznał po debacie, że za bardzo koncentrował się na meritum a nie na formie, w jakiej dokonywany jest przekaz, kamera i czarno-biały przekaz zdeklasowały jego wystąpienie, pot i zmęczona twarz spowodowały, że ten doświadczony polityk nie wyglądał wiarygodnie. W tym samym czasie uśmiechnięty i wyluzowany Kennedy błyszczał pudrowanym licem, nienagannym uśmiechem, fantastycznie zawiązanym krawatem – zdobył głosy kobiet. Wzbudził zaufanie, pokazał się, jako dominujący samiec, to totalnie prymitywne, ale skuteczne – ludzie chcieli go słuchać. Chcieli takie przywódcy, który wygląda i mówi tak jak wyobrażali sobie amerykański sukces.

W naszej historii zapisała się słynna debata pana Lecha Wałęsy z panem Aleksandrem Kwaśniewskim, słynne niepodawanie nogi – klasyka błędów, jakich nie można popełniać. Z debat obecnych protagonistów warto pamiętać o licytowaniu się na znajomość, czy też raczej wytykanie nieznajomości cen podstawowych produktów w naszych sklepach. To wszystko to jeden wielki teatr, przedstawienie i pokazywanie w telewizji prostych zagrań obliczonych na aplauz, ewentualnie wzbudzenie negatywnych emocji. Merytoryka tutaj schodzi zawsze na plan dalszy, co jest oczywiście ze szkodą dla samej debaty, jednakże to się rządzi swoimi prawami – jest dostosowane do percepcji przeciętnego widza, mniej więcej tak jak program telewizyjny a w nim nieśmiertelnie idiotyczne tasiemcowe seriale dla półidiotów.

W ogóle debata na poziomie eksperckim jest niemożliwa, ponieważ politycy nie są ekspertami, są za to mistrzami w manipulacji, w tym manipulowaniu uczuciami i emocjami – i na tym się koncentrują, nawet jeżeli pojawiają się pytania jak najbardziej merytoryczne, sztuką polityka jest takie odwrócenie głównej tezy zawartej w pytaniu, żeby poprzez tą inwersję – wykazać głupotę interlokutora, ośmieszyć go, ewentualnie oskarżyć go o brak empatii.

Nas czeka przede wszystkim dyskusja szarpana, w której co najmniej jeden z uczestników będzie chciał wyprowadzić drugiego z równowagi, a drugi będzie udowadniał od lat lansowaną tezę, że ten pierwszy jest szatanem, ma rogi i wilcze zęby. Proszę nie oczekiwać dyskusji merytorycznej o zmianie paradygmatu rozwoju kraju. Co więcej, nie ma nawet, co oczekiwać, że panowie będą odpowiadać na swoje pytania. Kaczyński ma atut w postaci – braku dokonań Tuska, które jednak „na bezrybiu też są rybą”, to znaczy nie ma, do czego porównać „epoko Tuska”, ponieważ nic tak pozytywnego się nam jeszcze nie wydarzyło wcześniej. Debatę prawie na pewno wygra i Tusk i Kaczyński, w tym znaczeniu, że obóz żadnego z tych panów nie przyzna się do porażki, może dziennikarze zdobędą się na powiedzenie czegoś obiektywnego. Nie spodziewajmy się niczego kreatywnego…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.