Polityka

Daleko idący kompromis w sprawie Trybunału Konstytucyjnego?

 Jedno z ostatnich wystąpień pana Jarosława Kaczyńskiego – prezesa Prawa i Sprawiedliwości, to politologiczny majstersztyk. Pan prezes w tym wystąpieniu de facto skarżył się publicznie, że nikt nie chce z nim rozmawiać tj. nikt nie chce rozmawiać z obozem władzy o daleko idącym kompromisie w sprawie Trybunału Konstytucyjnego na jaki obóz rządzący rzekomo jest gotowy.

To wielki wyczyn, żeby z poinformowania opinii publicznej o zaproszeniu ze strony własnego politycznego współpracownika uczynić silny zarzut dla opozycji, że nie chce rozmawiać, chociaż samemu ma się najlepsze możliwe intencje. Czy to nie jest genialne? Zarazem tak proste, że trzeba się dziwić temu, że opozycja się na to ponownie nadziewa jak na widelec. Pan prezes jest geniuszem politycznym. Ponieważ większość komentujących jego koncyliacyjne zapowiedzi posądza go od razu o najgorsze intencje, mówi który to już raz sytuacja się dzieje i że rozmowy z PiS-em prowadzą donikąd, właśnie przez osobę pana prezesa. Inni odmawiający wprost obecności, zasłaniając się koniecznością spełnienia przez obóz rządzący prostych postulatów wynikających z Konstytucji, co do publikacji wyroków TK, narażają się na zarzut braku woli do rozmów. Pan Kaczyński mistrzowsko swoim wystąpieniem odwraca ciężar dowodu w tej bulwersującej sprawie.

Generalnie dla państwa zawsze trzeba zgodzić się na wszystko, nawet na największe upokorzenie. Dlatego odmówienie rozmów nie ma sensu, to przyznanie racji wszystkim tym, którzy uważają że Prawo i Sprawiedliwość powinno zmienić ustrój państwa na taki, żeby móc samodzielnie rządzić, bez obstrukcyjnej opozycji. Na spotkanie trzeba pójść i trzeba rozmawiać, mając tylko i wyłącznie takie postulaty, które wynikają z Konstytucji. Przecież pan Kaczyński nie musi z nikim rozmawiać, może dalej pozwolić sytuacji na to, żeby trwała w takiej formule w jakiej jest obecnie – czy z tego powodu spadnie mu choć jeden włos? Nic mu się nie da zrobić, do póki ma władzę. Właśnie dlatego z władzą rozmawiać trzeba. Co więcej, przyjmując zaproszenie od pana Marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, opozycja powinna stawić się masowo, właśnie dlatego żeby wymusić merytoryczne rozmowy, w których to Prawo i Sprawiedliwość będzie musiało zaproponować wyjście z sytuacji. Skoro pan prezes deklaruje jak sam powiedział – daleko idący kompromis, to trzeba z tej możliwości skorzystać.

Jednakże uwaga – słowa daleko idący kompromis, oznacza że także opozycja musi z czegoś odpuścić. Nie ma możliwości, żeby się zgodzono na łamanie Konstytucji, to odpada z powodów prawnych oraz możliwości przyszłej postawienia obecnych władz państwa przez Trybunałem Stanu. Można jednak zgodzić się na takie zmiany w Konstytucji, tj. umówić się na nową ustawę zmieniającą zasady działania Trybunału Konstytucyjnego w taki sposób, żeby umożliwić jego działanie zgodnie z ideą funkcjonowania podmiotów tego typu i międzynarodowymi standardami demokratycznych państw prawa. Takie rozwiązanie jest możliwe, wystarczy wcześniej bez emocji uzgodnić nowe brzmienie określonych zapisów ustawy, a potem to przyjąć przez Sejm. Najlepiej przez aklamację, tak żeby dać wszystkim obserwatorom wyraźny, wręcz teatralny sygnał – porozumienia w tej sprawie i o zakończeniu, tego idiotycznego i niszczącego nasze państwo sporu.

Niestety opozycja wczoraj deklarowała, że po pierwsze to nic nie wie o zaproszeniu, a po drugie i tak się nie wybiera, ponieważ spotkanie już było i nie miało żadnego sensu. Można zrozumieć, że w ten sposób część opozycji podbija stawkę polityczną w tej grze, jednak tutaj naprawdę rządzący mają totalną przewagę i w ogóle nie muszą chcieć rozmawiać z opozycją. Dlatego w interesie opozycji jest być przy stole, ponieważ właśnie w ten sposób może jak najlepiej przysłużyć się Polsce. Przy czym może dojść do bardzo ciekawej sytuacji, otóż bowiem opozycja może chcieć zostawić pana Kaczyńskiego i stronę rządową z tym problemem – samych, na zasadzie – sami zepsuliście to i sami naprawcie. Trzeba przyznać, że to byłoby najbardziej wysublimowane rozwiązanie ze strony opozycji, ponieważ mogliby dalej bez mrugnięcia okiem krytykować wszelkie zachowania się strony rządowej w tej sprawie.

Tymczasem w interesie nas wszystkich jest jak najszybsze zakończenie tego jałowego i naprawdę idiotycznego sporu. Czy rządzący i opozycja nie mogą się kłócić o coś konstruktywnego? Przykładowo czy zbudować dwie czy trzy elektrownie jądrowe w Polsce, w jakiej mocy i w jakiej technologii? Jakże miło byłoby usłyszeć taki spór – merytoryczny i rzeczowy. Może się doczekamy?

2 komentarze

  1. wieczorynka

    Jeżeli opozycja nie chce rozmawiać z rządzącymi to może świadczyć, że opozycji nie zależy na dobru naszej Ojczyzny. Polityka to cały czas kompromisy, zresztą opozycja od samego początku była nastawiona na NIE, to nie jest opozycja to jest destrukcja. Nie mam zamiaru usprawiedliwiać się, że PiS to nie moja broszka a jeszcze bardziej PO i Nowoczesna.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

1 × 5 =