Dajcie nam człowieka, znajdzie się kilometrówka?

W sumie to niesamowite, żebyśmy wypowiadali się w obronie i na rzecz tego pana, który nigdy nie powinien pełnić żadnej funkcji publicznej w Polsce i jest odpowiedzialny częściowo za błędy w naszej polityce zagranicznej skazujące Polskę na obecną smutną izolację. Jednakże niestety stało się coś niesamowitego, wręcz fenomenalnego, czego nie zauważyły lub nie chciały zauważyć inne media, ale wszyscy o tym mówią. Mamy do czynienia z klasycznym przypadkiem szukania hala, czy też paragrafu na człowieka – prawdopodobnie z pobudek politycznych, to jest po prostu niesłychane.

Chodzi o sprawę „kilometrówek” wobec osoby piastującej obecnie niestety stanowisko Marszałka Sejmu. Złożono na tego pana doniesienia w sprawie rzekomych nieprawidłowości w rozliczeniach wykorzystywania samochodu prywatnego do celów związanych z pełnieniem mandatu poselskiego.

Na koniec marca br., właściwa prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa po zbadaniu sprawy, stwierdzając że ten pan (którego nazwisko nie może paść na naszym portalu z powodów pryncypialnych) nie popełnił żadnego przestępstwa i wykorzystywał swoje auto – w czym nie ma żadnego przestępstwa.

W międzyczasie ludzie, których trudno nazwać mediami przeprowadzili śledztwo i prowokację i wykazali, że samochód tego pana ma mniejszy przebieg od zadeklarowanego do „kilometrówek”, z czego zrobiono „wielką aferę” w mediach, podczas gdy ten pan jak każdy z nas ma pełne i niczym nieograniczone prawo do posiadania kilku pojazdów mechanicznych i z tego prawa korzysta! Więc skończonym idiotyzmem jest badanie przebiegów jednego z jego samochodów i na tej podstawie stawianie prymitywnych zarzutów. Po prostu domaganie się od ministra rządu w Polsce, jakkolwiek szkodliwy by on nie był to po prostu idiotyzm! A co jakby ten pan miał konia i kupował owies? Przeprowadzono by sekcję konia w celu zbadania żołądka, czy zbierano by końskie kupy? To są idiotyzmy, po prostu temat zastępczy i próba zgnojenia człowieka – inaczej się tego nie da nazwać. Nie ma żadnego znaczenia, że ten pan miał do dyspozycji samochód rządowy z ochroną profesjonalistów – problemem jest to, że w ogóle takie coś badamy!

Wczoraj słyszymy, że decyzja o odmowie śledztwa w sprawie kilometrówek była przedwczesna i ta instytucja ponownie przyjrzy się sprawie!

Równie dobrze moglibyśmy rozliczać polityków z ilości kostek cukru jaki zużyli do kawy lub herbaty, albo plasterków cytryny lub serwetek do wytarcia ust! Nikt tego nie widzi, że to jest nawet głupsze i bardziej żałosne prześladowanie niż w przypadku zegarka pewnego pana, który decydował o miliardach za infrastrukturę? Powiedzmy to wprost – ten pan, wobec którego ma być znowu zbadany materiał przez prokuraturę zasługuje, żeby się nim zainteresował Trybunał Stanu i owszem prokuratura, ale z zupełnie innego paragrafu (mamy takie o wojnie napastniczej w Kodeksie karnym), a nie takimi banalnymi drobiazgami jak spalona benzyna czy inne drobiazgi.

Po prostu polityk na pewnym poziomie musi mieć pewne sprawy poza sobą, przecież wymaganie od ministra rządu w Polsce, dodajmy jednego z najważniejszych dla polityki państwa, żeby wpisywał do jakichś tabelek czy w inny sposób, – kiedy, ile przejechał i jaki był stan licznika to jest po prostu skończone skarlenie intelektualne, to jest po prostu szkodzenie państwu. Bo jeżeli rozliczamy takie bzdury – to rozliczajmy też papier toaletowy, jeżeli tylko w ten sposób potrafimy rozliczać ludzi w tym kraju.

Więc siłą rzeczy jest to obrona prawa tego pana do normalnego pełnienia swojej funkcji. Chyba nie ma innego wyjścia i ministrowie i inni wysocy urzędnicy państwowi, którym z racji pełnionej funkcji grozi sankcja stanięcia przed Trybunałem Stanu powinni mieć prawdziwy gabinet, składający się w części z asystentów politycznych, rzecznika prasowego, służb internetowych itd., ale także kwestii nazwijmy to technicznymi, żeby takie nieskończone bzdury jak to ile kilometrów, czym i kiedy przejechali – w ogóle nie wchodziło w sferę ich percepcji. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której przed ważną konferencją międzynarodową, albo w samolocie, zamiast przygotowywać się do niej poprzez np. czytanie analiz politycznych, życiorysów interlokutorów czy też raportów wywiadu – minister w rządzie Rzeczpospolitej wyjmuje sprawozdania i przepisuje zrobione wcześniej komórką zdjęcia stanów licznika.

Czy tego chcemy? Tak mamy zeszmacić to państwo – już sprowadzić wszystko do pełnego absurdu, żeby nic nie miało sensu a ludzie od spraw najważniejszych zajmowali się idiotyzmami ekstremalnymi?

Minister w Polsce powinien miesięcznie zarabiać, co najmniej 100 tyś. złotych, mieć kilku asystentów dobrze opłacanych przez państwo oraz mieć fundusz reprezentacyjny, który byłby absolutnie tajny w wysokości określanej w zależności od tego, czym się zajmuje – a rozliczany w kancelarii tajnej Rady Ministrów – na podstawie faktur lub oświadczeń samego ministra. Przy czym uwaga – nie ma mowy o żebractwie, wiadomo że ktoś taki jak minister spraw zagranicznych ma mieć fundusz reprezentacyjny co najmniej na poziomie 100 tyś,. Euro miesięcznie – dość z dziadowaniem! Jednakże, jeżeli taki minister zapłaci kartą państwową za wino wypite z kolegą z innego ministerstwa – bezwzględnie powinien od razu wylecieć z funkcji, bo to nie jest spotkanie reprezentacyjne. Jednakże do społeczeństwa musi dotrzeć – jakkolwiek to by nie było bolesne, że władza obraca się na takich orbitach, gdzie po prostu trzeba mieć pieniądze! Pieniądze to możliwość działania, niech ci ludzie jak najlepiej służą Rzeczpospolitej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.