Społeczeństwo

Czy życie jest warte szczytów głupoty?

 Uprawianie tzw. sportów ekstremalnych wymagających sprawdzenia odporności psycho-fizycznej organizmu człowieka w warunkach skrajnych, groźnych dla jego zdrowia i życia jest niczym innym jak niebezpiecznym szaleństwem – o dziwo podziwianym przez wielu i dozwolonym przez prawo (nie we wszystkich przypadkach).

Katalog tzw. sportów niebezpiecznych jest bardzo duży, sporty te, – choć nie powinny nosić tej nazwy – najlepiej się sprzedają pod względem zdolności do przyciągania widowni, logo sponsora na czapce himalaisty, masce samochodu rajdowego lub kasku grotołaza – to drogie miejsca reklamowe, pod jednym jedynym warunkiem, – że sponsorowany odniesie sukces. Umowy o sponsoring sportowy zawierają standardowe klauzule nakazujące przerwanie promocji (np. oderwanie naszywek, naklejek itd.) z odzieży i sprzętu „sportowców”, jeżeli problemy przy realizacji przedsięwzięcia mogłyby narazić na szwank reputację sponsora. Marketing naprawdę rządzi się swoimi prawami – nikogo nie interesują martwi bohaterowie, jakkolwiek by to nie było brutalne, a producenci trumien reklamują się głównie przy pomocy młodych kobiet w wykwintnej bieliźnie.

W przypadku niepowodzenia ekstremalnych sportowców ich dramat często rozgrywa się na oczach milionów telewidzów – niepowodzenia i kłopoty są od czasów antycznych doskonałą pożywką dla gawiedzi. Taka nowoczesna odmiana śmierci na życzenie – no, bo przecież „oni” sami tam poszli! Nic bardziej mylnego – poszli owszem sami i z własnej woli, ale jednym z elementów składowych dla ich motywacji była chęć zdobycia sławy! Próżność zawsze gubiła ludzi! Można się jedynie dziwić, że starożytne mechanizmy nadal tak doskonale funkcjonują w społeczeństwie doby informacyjnej. Naprawdę najlepiej sprzedaje się krew i seks! Ten, kto to rozumie jest królem mediów.

W sportach ekstremalnych nie ma sukcesów w cieniu tragedii – to idiotyzm wymyślony przez PR-owców napędzających kibiców i samych „sportowców” do cieszenia się z cudzego nieszczęścia. Śmierć to ekstremum, a nie pamiętamy już o wypadku pewnego kierowcy i jego kłopotach z dłonią? Urazy mogą przekreślić życie człowieka, czy one są warte chwili sławy – nawet, jeżeli towarzyszy jej wypłata gaży sponsorskiej? Gorzej jak trzeba żebrać u państwowego ubezpieczyciela o rentę.

Współczesne sporty ekstremalne zawsze generują ofiary i wymagają poświęcenia się, wypadki mają charakter statystyczny – praktycznie zawsze się zdarzają, nawet jeżeli w grze biorą udział sami profesjonaliści. Nikt nie wygra z trzema potęgami: siłami natury, własną słabością i pechem. Poznawanie barier własnego organizmu i ich ciągłe przesuwanie może być bardzo pociągającą formą fetyszu, jednakże to nie jest normalne – powiedzmy to otwarcie – wspinanie się na górę o wysokości 8000 metrów nie jest czymś normalnym! Podobnie jazda 200 km/h podrasowanym samochodem po drogach górskich to także szaleństwo! Wspinanie się bez zabezpieczenia na wysokie skały – to ryzykowanie śmiercią! Czy to są dobre przykłady dla kolejnych ludzi – żądnych przygody? Czy tego typu zachowania ekstremalne nie powinny być przez społeczeństwo zakazane? Jak można bezrefleksyjnie popierać ryzyko samookaleczenia się lub samounicestwienia? Innymi słowy, – dlaczego obserwujemy ekstremum a idiotyzm nazywamy odwagą? Czy granica pomiędzy tymi pojęciami w praktyce jest taka wąska i w istocie nie wyczuwalna?

Życie ludzkie jest o wiele więcej warte niż wejście na jakikolwiek szczyt, dodajmy czego nikt nie widzi i z którego przeważnie nic nie widać, ponieważ warunki atmosferyczne to uniemożliwiają. Po co zatem ryzykować? Dla wspomnianej sławy i splendoru w swoim środowisku? Wywiadu w telewizji – czyniącego „zwycięzcę” narodowym gladiatorem? Szkoda, że nie pokazuje się ofiar brawury, tych którzy po prostu mieli pecha – skacząc na główkę lub wspinając się po górach lub skałach. Może kilka przerażających zdjęć uratowałoby komuś życie?

Jeżeli ktoś jest naprawdę odważny – lub szukamy ludzi absolutnie odważnych, którzy swoim poświęceniem robią coś ważnego dla społeczeństwa i mogą służyć za wzorce do podziwiania, – bo naśladować ich trudno, gdyż wymaga to prawdziwej odwagi. To warto się zainteresować losem górników, marynarzy oraz robotników budowlanych, którzy często pracują na ekstremalnych wysokościach lub w sposób zagrażający życiu. Uwaga – te i inne grupy prawdziwych zawodowych bohaterów może nie są tak efektowne przed kamerami jak „zawodowi gladiatorzy”, jednakże trzeba mieć naprawdę odwagę żeby „rutynowo” codziennie zjeżdżać codziennie do kopalni, gdzie jest ciemno, wilgotno, często gorąco i jeżeli pojawi się metan może być niebezpiecznie. To są prawdziwi bohaterowie! To jest prawdziwa odwaga!

7 komentarzy

  1. Nie kwestionuję odwagi górników, marynarzy, czy robotników budowlanych, których wychwala Autor.Zgoda.
    Nie mogę jednak spokojnie czytać, o tym, że idiotami są ludzie chcący się sprawdzić, pokonać słabości, czy przekroczyć granicę. Zabronić?? Zakazać?? a może pozamykać takich szaleńców jak Kamiński i Jasia Melę? zabrać paralotnie, nie dawać spadochronów i zezłomować motory. To samo zrobić z deskami serferów, rowerzystów tolerować tylko w parku, a na skałkarzy pozbawić raków. Zakazać jeździć konno, samochodom dać silniki do pojemności 600… Miałam okazje pooddychać powietrzem na 5700. Miałam szczęście latać na glajtach. Mam ochotę na wiele więcej i nie uważam się za idiotkę z tego powodu. ,,Idiotycznie” można się spaść ze schodów, połamać się w lodowe dni idąc po mleko i grzmotnąć głową po upadku z roweru, bo omijaliśmy pająka… Wszystkim ,,extremowcom” życzę szczerze szczęścia i sił na pokonanie kolejnych met. Sama nie mogę się doczekać cwałowania po lesie z szalejącym we włosach wiatrem.

    • Marceliński

      Zoe,
      życzę dobrego konia, który niepostrzeżenie przechodzi w galop…

      Tu chodzi raczej o granice – limes, sytuacje graniczne… – które osiągalne w nieskończoności, nie powinny jednak być przekraczane, ale kto to wie jak daleko, jak blisko jest ostatecznego rozwiązania?
      A jednak jest problem – choćby dla tych co zostali – zdobyli szczyt i … nie wrócili do świata żywych?!

      • Oczywiście ma Pan rację. Problem jest i w każdej sytuacji należy zachować maksymalna ostrożność. Ja nie mówię o brawurze, czy nieprzemyślanych popisach.Posiadamy jednnak instynkt przetrwania i nikt o zdrowych zmysłach nie chce krzywdy dla siebie i bliskich. gdyby nie chęć przekroczenia granic i poznania ludzkich możliwości – gdzie byłaby teraz nasza cywilizacja??…

      • Marceliński

        Zoe,
        jest jednak zasadnicza różnica między „przekraczaniem granic i poznania ludzkich możliwości” w rozwoju cywilizacji w wydaniu dajmy na to Marii Skłodowskiej-Curie: „Rad nie powinien wzbogacić nikogo. Należy do wszystkich ludzi”, „Za wielka by to była, zaiste, ofiara ze strony tych dwojga opętanych pomyleńców!” (Ève Curie o o Marii i Piotrze Curie), a takim Alain’em Robertem – „człowiekiem pająkiem”, który bez zabezpieczeń „zdobył” już ponad 80 wieżowców (w 2011 wspiął się na najwyższy wieżowiec świata, czyli mający 828 metrów wieżowiec Burdż Chalifa w Dubaju; tym razem jednak Francuz skorzystał jednak z zabezpieczenia), i który mówi: “Climbing is my passion, my philosophy of life. Although I suffer from vertigo, although my accidents left me disabled up to 66%, I have become the best solo climber”.

    • Droga pani – to pani nazywa kogoś idiotą, czy też idiotami – ja nigdzie. Co więcej nikt nie mówi o zamykaniu kogokolwiek lub zabieraniu motorów, chociaż na pewno nie jedna matka – przyklasnęłaby takiemu prawu! Dlatego stanowczo protestuje przeciwko przeinaczaniu przez panią faktów i dodawaniu od siebie wyników swojego myślenia życzeniowego. W tym tekście chodzi tylko o jedną rzecz – o nazywanie rzeczy po imieniu! Szaleństwo szaleństwem, idiotyzm – idiotyzmem! Głównie w trosce o wzorce jakich dostarczamy naszym dzieciom. Natomiast proszę się nie wyśmiewać z dramatów osób, które stały się kalekami w wyniku wypadków “na śliskim”. Jest to bardzo niesmaczne i nie przystoi do powagi – myślę tego forum. Natomiast co do cwałowania – no cóż, tutaj dotyka pani sedna problemu – ekstremalne zabawy to przywilej dla zamożnych i bogatych, ich stać na należyte zabezpieczenie się i ubezpieczenie. Do tego sprzęt, szkolenia itd. Natomiast inni – pomniejsi naśladowcy – ryzykują życie kierując się chorą percepcją nadążną za cudzą modą. Stąd mówimy nie dla wszelkich ekstrawagancji współczesnej burżuazji. Jak jest pani taka odważna to zamiast męczyć konia w lesie i narażać go na kleszcze (siebie też) proszę wybrać się na wycieczkę do kopalni węgla kamiennego… zapewniam panią – to doskonale uczy pokory!

      • Panie Krakauer – sugeruje mi Pan, że nie mam pokory? Proszę też mi nie wmawiać, że z kogokolwiek się wyśmiewam, a już z pewnością NIGDY! z wypadków z poważnymi konsekwencjami. Pisząc o ,,śliskim” miałam na myśli nabicie sobie przysłowiowego guza po rozjechaniu się kończyn i nic ponad to!
        Jestem odważna, ale to nie ma nic wspólnego z jazda konną – a to piękne zwierzę czeka na możliwość spaceru po lesie -spsikane uprzednio preparatami na różnego rodzaju niespodzianki.
        W moim rozumieniu zasugerował Pan, że wchodzenie na 8000 to ,,idiotyzm”. Podejrzewam, że na takie wysokości nie pchają się ludzie nieprzygotowani i przeszkoleni.
        Cudza moda? burżuazja?? cwałowanie – to przywilej bogatych? Pan wybaczy, ale w tej kwestii bardzo się Pan myli…

  2. Oczywiście że wchodzenie na wysokie szczyty w Himalajach za nasze pieniądze to bezczelność.
    To szczyt bezczelności.
    Do tego ta całą otoczka bohaterstwa i cierpienia.
    Jak ktoś che się zabić, to jego sprawa.
    Są tańsze metody.
    Tylko dlaczego my wszyscy mamy za to płacić?
    Pan Hajzar przyznał, że tyko na tę ostatnią wyprawę dostali ok. 200 000 złotych z kasy naszego Państwa.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

one × 3 =