Społeczeństwo

Czy zalegalizować prostytucję?

 Skoro sezon ogórkowy w szczycie, to czas na tematykę ogórkową i u nas. Sprawa stara jak świat doskonale nadaje się na sezon ogórkowy, prostytucja – bohaterka wszystkich epok, najstarszy zawód świata, zepsucie, wstyd, strach, wykorzystywanie kobiet itd. Niestety występuje, jako zjawisko i towarzyszy człowiekowi od zawsze, we wszystkich formacjach ustrojowych i we wszystkich systemach społecznych. Ludzie sprzedawali, sprzedają i będą sprzedawali swoje ciała, albowiem jest to najprostszy i najszybszy sposób na zarabianie pieniędzy, zwłaszcza dla osób znajdujących się w trudnych sytuacjach życiowych. Przodują w tym od wieków kobiety, wynika to z ról społecznych i predyspozycji w tym znaczeniu, że kobietom jest o wiele łatwiej znaleźć klienta niż mężczyznom klientkę. Jednakże na marginesie głównego nurtu funkcjonuje cały typoszereg niszowych prostytutek, umożliwiających realizację pragnień w dowolnej orientacji. W obecnych czasach jest to w zasadzie biznes jak każdy inny, przy czym ten bywa nieuznawany przez państwa, a przez to, jako nielegalny odbywa się w szarej strefie gospodarczej.

Kraje różnie podchodzą do kwestii legalizacji prostytucji, od pełnego zakazu, potępienia i karania klienta i osoby sprzedającej się po pełną legalizację na zasadzie działalności gospodarczej – opodatkowanie i specjalne świadczenia zdrowotne, wraz z funduszem emerytalnym. Szczególna obłuda panuje pod tym względem w Polsce. Z jednej strony prostytucja, jako taka jest nielegalna, albowiem czerpanie korzyści z cudzego nierządu, jak również stręczycielstwo jest karane. Przy czym prostytucja, jako zjawisko jest powszechna i to w zasadzie jawnie, zwłaszcza w dużych miastach zapewniających jakiś poziom anonimowości. W sieci bez problemu – z banalną łatwością można znaleźć portale zawierające opatrzone zdjęciami ogłoszenia kobiet i mężczyzn oferujących odpłatną usługę towarzystwa. W tym tkwi właśnie haczyk, albowiem nie można dwojgu ludzi zabronić przebywania ze sobą, nawet w pokoju hotelowym, nawet przez godzinę. Jeżeli żadna ze stron takiego kontaktu nie zwróci się do władz ze zgłoszeniem faktu prostytucji, to w ogóle nie ma tematu – przestępstwo nie istnieje. Tego typu spotkania są przez to legalne i odbywają się w specjalnie wynajętych mieszkaniach jak również mniej lub bardziej jawnych salonach masażu lub klubach nocnych, w których obsługa umożliwia odpłatne towarzystwo pań. Generalnie po linii prawnej nie ma na to sposobu, podobnie również prowokacje policyjne nie mają sensu, albowiem składanie propozycji seksualnych i proponowanie w zamian pieniędzy lub ich oczekiwanie nie jest zabronione, jeżeli to robi osoba biorąca udział w stosunku.

W naszym społeczeństwie panuje zmowa milczenia, zjawisko prostytucji jest niedostrzegane ani przez społeczeństwo, ani przez władze ani przez mający olbrzymie wpływy Kościół Katolicki. Nawet, jeżeli zostaje podniesiony głos przeciwko, to głównie wówczas, gdy zjawisko staje się widoczne, np. na poboczach dróg, w środowisku lokalnym lub na klatce schodowej, jeżeli tzw. “agencja towarzyska” źle trafiła z lokalizacją. Wówczas panuje święte oburzenie, “że to sodomia”, “bród”, “zaraza”, “element” itp. Wówczas zdarza się, że działając na wniosek stosowne organy – najczęściej Policja doprowadzają do częstych kontroli różnych instytucji powołanych do różnego rodzaju nadzoru np. sanitarnego, czym czynią funkcjonowanie tego typu przybytków lub koczowanie – znacząco utrudnionym i “biznes” przenosi się z danego adresu/miejsca w inne.

Polski sposób obchodzenia się z prostytucją jest prawdopodobnie najbardziej obłudny i nic niewnoszący, pozostawiający problem samemu sobie ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami, do których należy zaliczyć: świat przestępczy, szarą strefę podatkową, ryzyko chorób, ryzyko przemocy, ryzyko pracy niewolniczej, ryzyko zmuszania do prostytucji, z czym często związane są narkotyki i uzależnienie od nich. Państwo zupełnie nie ingerując w relację w trójkącie prostytutka – stręczyciel/pośrednik/ochroniarz – klient pozostawia tą sferę nieuregulowaną i umożliwia zaistnienie zjawisk patologicznych. Co prawda niezwykle trudno jest wyobrazić sobie zamknięcie w agencji towarzyskiej Polki, która w banalny sposób może się poskarżyć jednym telefonem na Policję, to przypadki zmuszania do prostytucji osób z zza granicy – lękających się np. o prawo pobytu w Polsce mogą mieć miejsce. Generalnie pole do ujawniania się patologii towarzyszącej zjawisku prostytuowania się jest otwarte, tam nie ma państwa.  Państwo rozmyślnie pozostawiło ten “sektor” relacji społecznych i siłą rzeczy gospodarczych rynkowi a ściślej “szarej strefie”.

Jeszcze przed I-szą Wojną Światową “domy schadzek”, na części ziem polskich były normą. W zaborze austriackiego i rosyjskiego okupanta były one powszechne, każde miasto i miasteczko miało różne kategorie tego typu lokali. Obecnie natomiast panuje ta instytucjonalna i społeczna obłuda. Niezauważanie problemu nie oznacza, że go nie ma zwłaszcza w kraju, w którym dominująca większość prostytuujących się kobiet robi to z powodów ekonomicznych. Druga strona relacji, czyli klienci prostytutek ma dwa oblicza, znaczną grupą są polscy mężczyźni, którzy z różnych przyczyn sięgają po płatną miłość, ale generalnie Polska staje się krajem “seks turystyki”, gdzie obcokrajowcy mogą za stosunkowo niewielkie pieniądze zrealizować swoje pragnienia. To widać, np. w Krakowie, w którym zwłaszcza w weekendy pełno jest gości z zagranicy – w tym na w pół zorganizowane grupy młodych mężczyzn, często wielokrotnie odwiedzających Kraków, tylko w jednym celu. Szczególnie żałosne było zachowanie niektórych kibiców z krajów anglojęzycznych podczas niedawnych mistrzostw piłkarskich, transparenty w języku polskim adresowane do polskich kobiet w kontekście “poszukiwania żony” wyraźnie wskazują, jakiego kraju i jakiego społeczeństwa opinię na wyspach brytyjskich posiadamy. Zresztą, wystarczy poobserwować młode Polki wsiadające do samolotów tanich linii udających się w tamtym kierunku, często w grupach turystów/migrantów widać młode nadzwyczajnie atrakcyjne, wyzywająco ubrane, ze specyficznym stylem bycia – “kobiety interesu”. W sieci dostępne są raporty o prostytucji monitorujące to zjawisko na wyspach, Polki bardzo wysoko stoją w tych rankingach hańby.

Podstawowym pytaniem jest to czy państwo w ogóle powinno mieszać się w intymne relacje między ludźmi? Jeżeli tak to, na jakiej podstawie? Czy ze względów moralnych, czy też może zdrowotnych? Profilaktyka przeciwko HIV/AIDS jak również chorobom wenerycznym może być dostatecznym powodem do politycznego uzasadnienia potrzeby zwalczania tego zjawiska.  Taki zakaz, żeby być skutecznym wymagałby stosownego instrumentarium, umożliwiającego kontrolę intymnych relacji pomiędzy ludźmi na terytorium Polski, a to jest wręcz niemożliwe już na gruncie samej Konstytucji o umowach międzynarodowych i prawie europejskim nawet nie wspominając. Natomiast samo zakazywanie, stworzyłoby jedynie fikcję prawną i pole do nadużyć i oszczerstw m.in. ze strony organów ścigania. Z pewnością penalizacja prostytucji byłaby zagadnieniem szczególnie trudnym, zwłaszcza, że wiadomo powszechnie, że polskie państwo wykorzystywało jeszcze niedawno w swojej praktyce śledczej możliwość nawiązywania relacji intymnych przez agentów służb specjalnych z podejrzanymi. Kwestia, do jakiego stopnia te relacje były intymne jest drugorzędna, albowiem nie da się ich potwierdzić, ani nim zaprzeczyć. W tym kontekście jakakolwiek dalsza penalizacja zjawiska może być trudna, aczkolwiek z łatwością można by prawnie utrudnić dotychczasowe nieomalże jawne funkcjonowanie tego typu biznesów, zmuszając zejście ich do bardziej zakamuflowanego podziemia. Jest to kwestia odpowiednich wymogów techniczno-organizacyjnych i zakazu publikowania określonego typu ogłoszeń.

Z drugiej strony, jeżeli jednak uznamy, że państwo może wkraczać w te relacje, odpowiednio je normując celem stworzenia jakiegokolwiek systemu i wyeliminowania przestępczości zorganizowanej i szarej strefy, to powstaje pytanie czy państwo może czerpać dochody podatkowe od tego typu działalności? W zasadzie już się to dzieje, albowiem znaczna część różnego rodzaju klubów umożliwia płatność kartą, wystawienie faktury za np. usługi cateringowe, wynajem sali wraz z obsługą, usługi hostess, itp. wówczas cena prostytucji jest doliczana do rachunku – w postaci zawyżenia ceny usługi krótkotrwałego udostępnienia pomieszczenia itp. Od całości naliczany jest podatek, co w pełni legalizuje sprawę, a brak jakichkolwiek skarg i skandali – powoduje, że prawdziwa działalność tego typu klubów nie wychodzi na światło dzienne. W związku z powyższym usankcjonowanie prostytucji, wiążące się z jej opodatkowaniem jest najdelikatniej mówiąc dwuznaczne, ale jest “jakimś” rozwiązaniem, umożliwiającym coś więcej niż obłudę.

 W ostateczności można uchwalić prawo zakazujące prostytucji i wyposażyć Policję w szerokie uprawnienia umożliwiające dokonywanie prowokacji, a następnie karać obie strony tj. potencjalnych klientów i potencjalnie prostytuujące się. Z pewnością wyeliminowałoby to przynajmniej osoby jawnie się prostytuujące. Uzasadnienie zawsze się znajdzie, jednakże wówczas powstawałoby ryzyko, że stalibyśmy się państwem policyjnym, w którym władza wkracza obywatelom do łóżka.

Jak widać na powyższych prostych przykładach problem prostytucji jest wyzwaniem dla państwa i dla naszego społeczeństwa. Wymiar moralny tego zjawiska nie budzi wątpliwości, to zło i to najczęściej dziejące się z krzywdą dla obu stron tego typu kontaktów, obarczone olbrzymim ryzykiem patologii społecznej i stwarzania pola działania dla organizacji przestępczych. Z pewnością obecny stan rzeczy, który można łatwo zlustrować w Internecie jest dowodem na upadek moralności w niższych warstwach społecznych. Zarazem jest dowodem na upadek szkoły i w szczególności nauczania religii/etyki, a raczej nie nauczania jej wcale, to znaczy z mizernymi skutkami.

Można postulować przyjrzenie się temu problemowi i jakiś stopień jego regulacji, albowiem dalsza pełna wolność w tak wrażliwej dziedzinie funkcjonowania społeczeństwa świadczy jedynie o niemocy państwa, niezdolnego do sprawowania władztwa nad swoim terytorium, zwłaszcza w wymiarze ochrony własnych obywateli. Sama legalizacja prostytucji, tj. wymuszenie rejestrowania jej, jako legalnej działalności gospodarczej jest warunkiem umożliwiającym jakiekolwiek działania w walce z negatywną stroną tego zjawiska. Najbardziej pozytywnym faktem, związanym z legalizacją jest likwidacja szarej strefy i wyrwanie prostytutek ze szponów świata przestępczego. Kwestia opodatkowania jest tu niezwykle istotna, głównie od strony moralnej, jednakże ona ma miejsce już obecnie w wielu przypadkach. Zawsze można przeprowadzić legalizację do celów ewidencyjnych i epidemiologicznych, wprowadzając zarazem zerową stawkę VAT na tego typu usługi, jednakże nie da się zwolnić z opodatkowania dochodów osobistych. Stojąc na stanowisku, że każdy, kto korzysta z przywileju funkcjonowania w państwie polskim jest zobowiązany świadczyć na jego rzecz ciężary podatkowe, należy przełknąć moralną pigułkę i normalnie tego typu dochody opodatkować, albowiem w istocie jest to podatek od zła takiego samego, jakim jest akcyza na alkohol, papierosy lub hazard.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.