Religia i państwo

Czy wiara to hazard?

 Czy wiara to hazard w którym stawką jest przyjęty model życia? Postępując zgodnie z nakazami powszechnie obowiązującej w danej kulturze religii przyjmujemy na siebie cały szereg ograniczeń oraz godziny się na ponoszenie kosztów związanych z ogólnym systemem religijnym, chodzi o sprawy zasadnicze i mające znaczenie ukierunkowujące i modelujące ludzkie życie. Wszystko to w imię wiary w życie po śmierci? O ile można w ogóle mówić tutaj o życiu? A co mają powiedzieć inni wierzący np. w reinkarnację? Mają postępować zgodnie z nakazami religii przez całe życie podporządkowując się nakazom moralnym i zwyczajom swojej społeczności – tylko dlatego ponieważ boją się spaść do niższej kasty w kolejnym wcieleniu?

Człowiek nie jest w stanie udowodnić istnienia Boga, jak również nie jest w stanie tego prawdopodobieństwa zaprzeczyć. W tej materii jesteśmy absolutnie bezradni. Nasz aparat percepcyjny wyczerpuje swoją amunicję tam dokąd sięgają nasze zmysły, ewentualnie jesteśmy mądrzejsi dzięki aparaturze badawcze – słynne „mędrca szkiełko i oko”. Nic ponadto, nawet coś tak w istocie fundamentalnego jak fizyka naszego materialnego świata nie jest jeszcze w pełni zrozumiała, a co dopiero człowiek miałby czelność zabierać się za Boga!

Nie brakuje mędrców znających na pamięć lub prawie na pamięć główne święte księgi w oryginale. Znajomość języków antycznych daje ekspertom olbrzymią przewagę nad zwykłymi czytelnikami, jednakże są wśród nich i tacy, którzy zwątpili właśnie po szczegółowej lekturze dzieł leżących u podstaw chrześcijaństwa. Tutaj postepowanie człowieka napotyka na barierę własnej zdolności do rozumienia rzeczy symbolicznych i bazujących bardziej na całościowym przekazie niż na faktach. Jednakże co ma zrobić teolog, gdy zacznie rozważać to, że Bóg ma imię? Zapędzić się w kozi róg? No bo jak Bóg może być opisany poprzez imię? Coś tak drobnego – zaraz dochodzi refleksja – może ktoś mu je nadał? Więc ilu wówczas mamy Bogów? Naprawdę różne rzeczy można znaleźć we współczesnej literaturze, a ilość osób wątpiących przybiera niepokojące rozmiary.

Pokazuje to jak niezwykle trudno jest przyjąć coś na wiarę i wierzyć, że się spełni. Przecież równolegle oddajemy w zamian za wiarę całe swoje życie – rezygnując z przyjemności, radości i uciech które przynależą człowiekowi – dokonując samoograniczenia w zamian za mglistą obietnicę zapisaną w starych – niekompletnych i często fałszowanych przy okazji różnych przekładów lub wykładni księgach.

Czy może być zatem większe oszustwo od religii – jeżeli Boga nie ma? Chyba nie, gdyż to jest nie tylko na masową skalę ale przede wszystkim bardzo długo trwa. Co jest jeszcze bardziej ciekawe – potrzeba religii była już nie raz znana u człowieka. Najnowsze odkrycia archeologiczne pokazujące takie miejsca jak Göbekli Tepe – datowane na 10 tys. lat p.n.e. – świadczą, że było jeszcze „coś” przed Adamem i Ewą a w konsekwencji całą dotychczasową wiedzę o starożytności (miejsce i znaczenie rewolucji neolitycznej), w tym także o religijności człowieka trzeba budować od początku. Co oczywiście nie oznacza, że Biblia jest fałszywką, absolutnie nie – być może są w niej uproszczenia związane z tłumaczeniem kontekstowym na języki współczesne, jednakże ona przedstawia prawdopodobnie jedynie fragmenty czasu, poczynając od jego stworzenia poprzez wypędzenie z raju do czasów Abrahama – z jakimiś olbrzymimi dziurami historycznymi, których nie da się zdefiniować bez dokonania przeglądu historii starożytnej.

Religia, a właściwie jej potrzeba jest bardzo pierwotnym i instynktownym procesem, zakodowanym głęboko w ludzkiej psychice, który jest pochodną lęku przed śmiercią, gdyż świadomość nieuchronności własnej śmierci jest tym, czego człowiek boi się najbardziej. Religia daje nadzieje, to jest jej podstawowy cel i na tym polega jej siła. Dla niewierzących – zwodniczy urok. Zatem sama wiara w przetrwanie naszej samoświadomości poprzez moment śmierci jest już olbrzymim hazardem, jednakże chyba właśnie dlatego tak trudną rzeczą jest wierzyć. Warto zrozumieć, że przed ryzykiem przegranej nic nas nie zabezpiecza, poza jedyną szansą na to, że jednak przetrwamy jako samoświadoma podmiotowość. Zatem naprawdę warto jest wierzyć, a bycie porządnym, roztropnym i postępującym zgodnie z zasadami wyznawanymi przez większość w danej kulturze jest jedynie powodem do dumy a nie „stratą” pojmowaną w kategoriach „wygrana-przegrana”.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.