Polityka

Czy wesprzemy Al-Qaidę w Syrii?

 Sunnickie państwa regionu wspierają powstańców w Syrii, wśród organizacji otrzymujących: broń, żywność, pieniądze i medykamenty przeważają organizacje islamistyczne. W listopadzie 2012 kraje Rady Współpracy Zatoki Perskiej (Arabia Saudyjska, Katar, Bahrajn, Kuwejt, Oman i Zjednoczone Emiraty Arabskie) uznały Syryjską Koalicję Narodową na rzecz Opozycji i Sił Rewolucyjnych jako prawowitą przedstawicielkę syryjskiego narodu w konflikcie, co otworzyło możliwość uznania syryjskiej opozycji przez „demokratyczny” świat. Uczyniła to cała masa państw, w tym Polska jeszcze w grudniu 2012 roku. Wolna Armia Syryjska – główna siła opozycji, składająca się w znacznej większości z dezerterów z armii rządowej ma nawet swoją stronę internetową [tutaj]. Składa się ona z szeregu brygad, z których niektóre mają zabarwienie narodowościowo-plemienne. Ramię w ramię z nią walczy Syryjska Armia Wyzwoleńcza oraz jednostki uznające się za Al-Qaidę jak Front Obrony Ludności Lewantu, Syryjski Front Islamski, Fatah al-Islam, i inne organizacje jak plemiona Beduinów, czy też odporni na wszystko Kurdowie. Kluczowe jest to, że w kwietniu 2013 roku głównodowodzący Frontu Obrony Ludności Lewantu Abu Mohamed al-Golani, przyrzekł lojalność Ajmanowi az-Zawahiriemu, liderowi Al-Qaidy.

Powyższe to tylko wycinek skomplikowanej natury jednej ze stron tego konfliktu, po drugiej walczy już Iran, Hezbollah i oficjalny rząd ma wsparcie ze strony Federacji Rosyjskiej, która dosyła uzbrojenie. Całość jest dramatyczną mieszanką mordowania się bez najmniejszego porozumienia, zrozumienia czy też próby dogadania się. Nikt nie chce popuścić, ponieważ główni aktorzy doskonale wiedzą w jaki sposób kończą się rozejmy w ich kulturze. Skrytobójstwa, zamachy, mordy, zdrady, trucie i inne sposoby zabijania się to wiele licznych sposobów na eliminowanie przeciwników. Bliski Wschód, a zwłaszcza Lewant to bardzo brutalny świat o skali, o której już dawno u nas zapomnieliśmy korzystając z dobrodziejstwa pokoju.

W opinii wielu regionalnych ekspertów dramat Syrii w znacznej mierze przekroczył już nawet dramat Iraku, gdzie nie było pomimo całej potęgi amerykańskiej i późniejszej okupacji – mowy nawet o części takich zniszczeń. To czego doświadczają miasta Syrii to dramat na skalę porównywalną z II Wojną Światową w Europie centralnej. Miasta znikają, tracą swoje funkcje, całe dzielnice są rozstrzeliwane z czołgów, artylerii i moździerzy. Swoje dokłada lotnictwo – zrzucając bomby na dzielnice zamieszkałe przez ludzi! Liczy się likwidacja gniazd oporu rebeliantów wszelkiej maści. Dla syryjskiego rządu – nie ma znaczenia z kim walczy, po prostu walczy chcąc usunąć z kraju wszystkich uzbrojonych buntowników.

Skala inflirtacji walczących w Syrii oddziałów przez międzynarodowych bojowników islamskich nie jest znana. Różne osoby, różnie szacują – nie ma oczywiście dokładnych danych, jednakże należy uznać że mamy tam do czynienia ze znaczną ilością bojowników, którzy nie pochodzą z Syrii, a walczą tam dla idei i/lub dla pieniędzy. Te akurat nie są problemem, ponieważ kraje Zatoki, w tym w szczególności Katar i Arabia Saudyjska oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie – udzielają wydatnego wsparcia, a w zamian za pieniądze można kupić i dowieść na bliskim wschodzie wszystko i wszędzie – chyba tylko poza Izraelem. Zainteresowane kraje zrobią wszystko, żeby nie dopuścić do zwycięstwa strony popieranej przez Iran. Pieniędzy im nie zabraknie, więc nie ma problemu z dostarczaniem materiałów wojennych. Wniosek – wojna będzie trwać, nawet jeżeli potężniejsza strona rządowa przy pomocy samolotów i czołgów zdominuje pole walki i formalnie zapanuje nad terytorium, to i tak po zdobyciu terytorium nastąpi nowa faza wojny, znana od ponad dekady z Iraku – brudna bombowa wojna zamachów. Prawdziwy dramat dla ludności cywilnej i żniwo dla handlarzy bronią oraz wszelkiej maści terrorystów.

Zachód od początku się waha – nie wiedząc co ma zrobić z tym pasztetem. O bezsensowności tej wojny wiadomo powszechnie, nieco przerażają rewelacje Snowdena o udziale Amerykańskich specjalistów od mediów społecznościowych w rozpalaniu konfliktu w 2011. Mleko się wylało, jest wiele trupów, za granicę uciekło około jednej trzeciej ludności kraju, ot siła twarzo-książki i ćwierkania!

Pojawiają się różne koncepcje, wypowiadają się coraz poważniejsi wojskowi, a politycy tajemniczo udają, że nie ma problemu. Wszystko pachnie jakimś zaangażowaniem się, no ale jak się zaangażować w walkę i walczyć ramię w ramię z mudżahedinami lub innego rodzaju mordercami, którzy do wczoraj terroryzowali Afganistan, Irak, Jemen – dowolne państwo regionu? Nie ma tutaj łatwych odpowiedzi, tak jak i nie można postawić jednoznacznych pytań. Syria to jedno wielkie pole minowe. Nie można mieć tam żadnych wątpliwości i trzeba wyjątkowo pragmatycznie podchodzić do problemu. Cierpienia ludności cywilnej to dramat, ale kto za to odpowiada? Rząd w Damaszku? Czy może bojownicy islamscy, którzy włączyli się do konfliktu? Dzisiaj te pytania nie mają już sensu. Liczy się przede wszystkim to, kto w najbliższej perspektywie będzie miał taką przewagę, że będzie mógł skutecznie ogłosić się zwycięzcą.

Wejście zachodnich żołnierzy do akcji, w tym nawet sił Tureckich jako wojsk NATO – będzie oznaczało, że już nie ma czegoś takiego jak międzynarodowa wojna z terroryzmem, albowiem w Syrii – jesteśmy po stronie ludzi, którzy wszędzie indziej byliby nazwani terrorystami i wydalibyśmy miliardy na ich zwalczanie – jak w Iraku czy teraz w nieszczęsnym Afganistanie.

W interesie wszystkich jest, żeby siły rządowe tą wojnę wygrały, ponieważ to pomoże zachować status quo. Jednakże będzie to oznaczać zwycięstwo Iranu, który umocni swoje wpływy w regionie a na arenie międzynarodowej – silnie wzrosną akcje Rosji. Czy można się na to zgodzić ot tak sobie? Może jednak wysłać kilka tirów z bronią dla bojowników? No właśnie, ale których bojowników? Jaką mamy gwarancję, że broń podarowana nie posłuży następnego dnia do ataku na Izrael? Nie można pozwolić na destabilizację w regionie. Sytuacja w Syrii jest zgniła, jednakże o wiele łatwiej będzie dokonać tam międzynarodowej interwencji po zwycięstwie sił rządowych niż dzisiaj. Wbrew pozorom bowiem, to obecność międzynarodowych bojowników islamskich przeszkadza w zaangażowaniu się zachodu bardziej niż rosyjskie Nieeet.

Swoją drogą już tak na marginesie – jeżeli jednak doszłoby nawet do ograniczonej interwencji zachodu w Syrii, to warto będzie się dokładnie wczytać w uzasadnienie jakie będzie podane przez oficjalne czynniki naszym społeczeństwom – prawdopodobnie będzie to szczyt możliwej hipokryzji i totalnie pragmatyczny relatywizm.

Przy tym wszystkim należy pamiętać o dramacie cywilów i ze wszelkich sił należy popierać wsparcie humanitarne udzielane ludności syryjskiej, w tym w szczególności uchodźcom. Nie powinniśmy na to żałować pieniędzy – liczy się każda złotówka. Pomoc humanitarna – tak, ale broń nie! Ta wojna musi się jak najszybciej skończyć.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.