Paradygmat rozwoju

Czy w Polsce możliwy jest dobrobyt?

 Czy w Polsce możliwy jest dobrobyt? Powszechny dostatek umożliwiający dominującej części społeczeństwa spokojne i dostatnie życie, bez nadzwyczajnych trosk o możliwość biologicznej egzystencji – w przypadku utraty źródła dochodów?

Na to pytanie chyba nie da się odpowiedzieć jednoznacznie, gdyż takiego stanu nie zaznaliśmy na ziemiach polskich od połowy XVII wieku.

Dzisiaj realia są takie, że jeżeli się nie pracuje to się nie je i nie ma się gdzie mieszkać, ponieważ nie ma się środków niezbędnych do opłacenia swojego prawa do korzystania z przestrzeni. Pomoc społeczna jest żałosna, nie pozwala na przetrwanie na jakimkolwiek akceptowalnym poziomie, poza tym nie jest skonstruowana w sposób podtrzymujący ludzi przy posiadanych zasobach, ale w sposób w jaki rzuca się okruchy.

Podstawą budowy dobrobytu jak najszerszych warstw społeczeństwa jest powszechny dochód, który u nas jest lichy, nie ma go albo jak już jest to bywa niesprawiedliwie dzielony. Na ogólną niską produktywność nakłada się ułomny system podatków i ciężarów publicznych tłamszący przedsiębiorczość. W takich warunkach nie da się budować kapitalizmu, ponieważ następuje zbyt duża pierwotna koncentracja kapitału, w rękach tych, którzy mieli lepszy start. Jak dotąd przez 23 lata państwo nie znalazło sposobu i formuły takiego dzielenia dochodu narodowego, żeby umożliwiać koncentrację kapitału, a zarazem żeby zwykłym ludziom starczało na życie.

Z jednej strony więc potrzebujemy więcej wytwórczości gwarantującej wysoko płatne miejsca pracy, przy równoległym zabezpieczeniu przez państwo właściwego podziału majątku, w taki sposób, żeby wszystkim starczało. Teoretycznie jest to banalne, wystarczy rozwijać inwestycje, zapewniać dopływ odpowiednio wykształconej kadry no i dbać sprawiedliwymi podatkami, żeby bogaci adekwatnie przyczyniali się do utrzymania systemu, ponieważ wiemy już po 23 latach transformacji opartej na podatkach pośrednich, że takie dożynanie społeczeństwa kończy się masową emigracją i upadkiem, gdyż nie da się takiej eksploatacji wytrzymać dłużej niż pokolenie.

Tymczasem jednak jeżeli przyjrzymy się Polsce w szczegółach, to okazuje się że polska bieda ma różne oblicza. Wszyscy pamiętają słynnego „paprykarza”, który pytał premiera „jak żyć”, a następnie przyjmował prezesa partii opozycyjnej w swoim gigantycznym domu, o jakim mieszkańcy miast mogą sobie pomarzyć przy suto zastawionym stole, gdzie nie było widać biedy.

W ogóle Polska jest ciekawym krajem pod względem rozkładu biedy, której nie widać bo ludzie się jej wstydzą, chyba że już nie mają innego wyjścia. Przykładowo południowa Małopolska – a zwłaszcza Podhale, region statystycznie ubogi, a pełen domówi wielkości małych moteli, nowoczesnych samochodów i co w zasadzie nie jest tajemnicą – opierający się na podwójnym obiegu gospodarczym. Jednakże na podstawie oficjalnej statystyki to region często nędzy, rolniczy, gdzie dochody z turystyki to wszystko na czym opiera się lokalna ekonomia. Tymczasem, większość najlepszych ekip dekarskich w kraju, świadczących swoje usługi także poza granicami to mieszkańcy tych okolic. Podobnych specjalizacji można szukać w nieskończoność przeciwnie do kas fiskalnych w regionie.

Na Śląsku natomiast mamy pokopalniane i poprzemysłowe mono-miasta, ewentualnie sypialnie, w których wraz ze zniknięciem zakładu – zniknęło życie. Mieszkańcy siedzą na emeryturach w przeludnionych mieszkaniach, ewentualnie domkach, panuje powszechna standaryzacja biedy. Pracy dla młodych nie ma, młodzi wyjeżdżają do większych miast Śląska i dalej. Te miasta nie mają przyszłości, a lokalne biznesy w rodzaju wypożyczalni płyt DVD, sklepu monopolowego, oczywiście piwiarni, czy też kolektury zakładów bukmacherskich – to wszystko co jest w stanie się utrzymać oprócz sklepów spożywczych, bo mieszkańcy wydają pieniądze na opłaty i jedzenie oraz rzadkie rozrywki.

Wniosków nie ma i nie będzie. Długo musimy jeszcze przetrwać, żeby wytworzyć wynalazki, zgromadzić kapitał, a nawet żeby po prostu brać udział jako słabszy kuzyn w dochodach naszych zachodnich przyjaciół. Póki co jesteśmy jeszcze zbyt mali na to, żeby myśleć o dobrobycie i przez długi czas motywacją w Polsce do pracy będzie głód, eksmisja, komornik i bieda. Więc proszę się nie dziwić, że nie rodzą się dzieci…

2 komentarze

  1. Powiedzmy sobie szczerze: większość to prekariat rodem ze “Świata według Kiepskich”. Pizza, tipsy, VW Passat B5 w tedeiku, dresik, fajki, disco-polo, Manieczki, szczerbate zęby, piwne brzuszysko. Człek taki jak dostanie większe pieniądze i tak nic pożytecznego z nimi nie zrobi. Zarobią banki, providenty, budy z automatami do gier, czy koreański producent płaskich TV. Te pieniądze przepadną, nie zostaną zainwestowane. No może jakaś dziunia założy kolejny salon tipsy – fryzjer. Hi tech pełną gębą…

  2. zamiast opasłych opracowań, wnikliwych prób analiz— kilka akapitów całej prawdy. Tej prawdy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

8 − 3 =