Paradygmat rozwoju

Czy w Polsce jest możliwa rewolucja lub wojna domowa?

 Idą ciężkie czasy, a właściwie cięższe albowiem w naszym kraju dla dominującej większości społeczeństwa ciężko jest, na co dzień. Kryzys, który nas czeka może spowodować, że odporni na wszystko Polacy w końcu nie wytrzymają mając totalnie dość państwa, które tylko kosztuje – nie oferując nic w zamian oprócz płaczu, bólu, łez i zginania karku. Mało jest narodów w historii, które wytrzymałyby 22 lata transformacji bez poważniejszego buntu społecznego, ponieważ to właśnie ekonomia ma zasadnicze znaczenie dla kształtowania się nastrojów społecznych i wyznacza poziom odporności ludzi na rzeczywistość. Wiele można o naszym przejściowym systemie społeczno-gospodarczym powiedzieć, ale nie jest on z pewnością systemem przewidzianym dla człowieka i z myślą o człowieku, o czym najlepiej świadczy bardzo niska dzietność polskich kobiet. Po prostu w wyniku 22 lat transformacji udało się nam zbudować system społeczno-gospodarczy, w którym wąska grupa społeczna żyje w luksusie, a dla dominującej większości Polaków takie sprawy jak – dziecko, mieszkanie, samochód, to luksusy, na które nie byłoby ich nigdy stać, jeżeli nie będą gotowi pójść na daleko idące kompromisy.

Scena polityczna, a w raz z nią społeczeństwo jest podzielone. Linii podziału jest o wiele więcej niż chciałyby tego dwie największe prawicowe partie. Polacy to nie tylko “lemingi” i “mohery”, to także osoby wierzące i niewierzące, a właściwie zwolennicy podejścia tradycyjnego do życia w sferze publicznej i przeciwnicy obecności w niej Kościoła Katolickiego. Co najgroźniejsze, mamy jeszcze takie linie podziałów, które wygasły nawet w średnio rozwiniętych krajach regionu, przykładowo podział na ludzi ze wsi i z miast jest w Polsce czymś nadzwyczajnym, czego nie ma już w zasadzie np. w Czechach! O podziale na biednych i bogatych rozchodzący się wzdłuż linii – osoby posiadające majątek umożliwiający agregowanie kapitału i osoby utrzymujące się z pracy własnych rąk nie trzeba wspominać, podział klasowy jest stary jak świat. Znaczenia nabiera także konflikt pokoleniowy i branżowy, albowiem w naszym kraju obecnie pracujący muszą pracować na przywileje (wysoka stopa zastąpienia) poprzednich pokoleń, które pozostawiły im w spadku ten bałagan i niedorozwój, w którym ciężko jest związać koniec z końcem, a często jest tak, że emerytura rodzica znacząco przerasta pensję dziecka. Liczne branże uprzywilejowane jak np. górnicy i rolnicy oraz ogólnie traktowana mundurówka mają specjalne przywileje, utrzymywanie, których rozsadza system czyniąc go niewypłacalnym a ten fakt stopniowo przechodzi do powszechnej wiadomości w opinii publicznej, nie da się go ukryć nawet pomimo niezrozumiałych dla przeciętnego człowieka zasad statystyki publicznej.

Ze zdziwieniem można obserwować podziały na tle regionalno-tożsamościowym. Celowo nie mówimy tu o podziałach narodowościowych, albowiem Polska jest rzeczywiście krajem unitarnym, a mniejszości narodowe, nawet, jeżeli mają one charakter terytorialny (np. Opolszczyzna), to w ogólnej skali odniesienia nie zakłócają spoistości terytorialnej państwa. Jednakże od pewnego czasu, zwłaszcza w czasach wyborów parlamentarnych i samorządowych słychać o podnoszącej się kwestii śląskiej, Ruch Autonomii Śląska reprezentujący znaczny odsetek Ślązaków, jest podmiotem, który wyznaczył sobie za cel autonomizację regionu w zaprogramowanej perspektywie czasowej. Inne mniejszości nie mają póki, co takich aspiracji, ale tą odrębność np. na Kaszubach widać gołym “nieuzbrojonym okiem”, a w niektórych miejscowościach gdzie znajdują się duże skupiska ukraińskich przesiedleńców (po akcji Wisła) nawet czuć.

Jak widać na powyższych przykładach pól potencjalnego konfliktu jest bardzo dużo. Najgroźniejszym dla spoistości państwa i społeczeństwa może okazać się zderzenie roszczeń socjalnych ludności wiejskiej z niechęcią płatników – ludności wiejskiej. Innych zagrożeń stanowiących podłoże do buntu na szeroką skalę raczej nie widać, przy czym lokalnie możliwe są w razie dalszego pogarszania się sytuacji ekonomicznej zamieszki osób pozbawionych jakichkolwiek perspektyw i możliwości zarobkowania. Musiałoby jednak dojść do zagrożenia egzystencji na poziomie głodowym lub opałowym (zima), żeby udało się w sposób ukierunkowany zbuntować społeczeństwo przeciwko obecnej władzy.

Bardzo prawdopodobny jest natomiast scenariusz sprowokowania rozruchów podlanych narodowo-smoleńskimi emocjami, albowiem agresywne grupy różnej proweniencji młodzieży patriotycznej mogą ż łatwością uznać, że zostały sprowokowane przez funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa i porządku. Zresztą w przypadku dużych zgromadzeń publicznych zawsze zasadą jest niebezpieczeństwo rozruchów spowodowanych nieszczęśliwym wypadkiem związanym z działaniem organów bezpieczeństwa.  Jeżeli jakiemuś sprytnemu demagogowi udałoby się dorobić do rozlanej krwi ideologię, to od razu otrzymamy mieszankę wybuchową – albowiem chętnych do protestowania w Polsce nie brakuje. Specyficzną grupą są stosunkowo młodzi renciści-emeryci, którzy potrafią protestować w czasie wolnym, którego mają pod dostatkiem – w obronie interesów różnych supportowanych grup lub interesów społecznych. Z tego typu przypadkami mieliśmy do czynienia przy okazji niedawnej haniebnej blokady Sejmu RP przez NSZZ Solidarność.

Jeżeli zatem mielibyśmy szukać motoru zmagań społecznych z pewnością może być nim mieszanina osób utrzymujących się ze świadczeń społecznych działających w oparciu o struktury związkowe, wraz z patriotycznie nastawioną młodzieżą pochodzenia kibicowskiego – tego typu grupy stanowiłyby liczący się kilkuset tysięczny amalgamat zdolny do wszczęcia widowiskowego i trudnego do opanowania buntu, którego celem mogłoby być wymuszenie pożądanego przez ich przewodników ideowych zachowania ze strony demokratycznie wybranych władz państwa. W zależności od rozwoju sytuacji, np. w przypadku tragedii rozlewu krwi podczas zamieszek musielibyśmy się liczyć z eskalacją konfliktu i rozlaniem się go na kilka ognisk w kraju, z czym związane byłyby takie akcje jak blokady dróg, zajmowanie urzędów państwowych, strajk generalny czy też inne akcje wynikające z nawoływania do obywatelskiego nieposłuszeństwa. Do wprowadzenia atmosfery strachu i nagonki wiele nie potrzeba, po zabójstwie w biurze Prawa i Sprawiedliwości w Łodzi jeden z polityków opozycyjnej prawicy jawnie nawoływał “nie zabijajcie nas” pod adresem rządzących!

Reasumując, tak w Polsce są możliwe zamieszki o ograniczonym zasięgu terytorialnym i przejściowym charakterze. Bardziej skomplikowane scenariusze obejmujące grupy społeczne i konflikty o charakterze klasowym to ewentualne warianty negatywnego rozwoju zamieszek, w wyniku podsycania ich przez inercyjne siły polityczne. Póki system zabezpieczenia socjalnego umożliwia “przeżywalność”, nie ma zagrożenia dla ładu i porządku w rozumieniu rewolucyjnym, aczkolwiek w przypadku najbardziej narażonych na występowanie manifestacji części stolicy należy się spodziewać głębszych zakłóceń. Największym niebezpieczeństwem w przypadku sprawdzenia się takiego scenariusza jest trwała utrata reputacji – opinii państwa stabilnego.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.