Ogólna, Technologia

Czy Visaginas będzie Fukushimą Europy?

 Nieopodal granicy Łotewskiej, nasi sąsiedzi Litwini zamierzają wybudować elektrownię atomową. Dostarczycielem technologii jądrowej ma być japoński koncern Hitachi, ma być tam osadzony jeden reaktor o mocy 1400 MW. Początkowo Polska planowała włączenie się do tego projektu, jednakże współpraca z Litwinami jest niezwykle trudna – o czym przekonała się bardzo duża polska firma, niesmak pozostał – Litwini nie są dla nas zaufanym partnerem. W projekcie uczestniczą dwa inne kraje Unii Europejskiej – Łotwa i Estonia.

Patrząc na ten projekt, oparty na technologii japońskiej można mieć bardzo poważne obawy o bezpieczeństwo inwestycji lokalizowanej u naszych sąsiadów. Gdyby to była zwykła elektrownia, to żaden problem, jednakże w przypadku elektrowni atomowej – litewski rząd jest zobowiązany przeprowadzić szeroko zakrojone konsultacje społeczne, a także musi liczyć się z międzynarodową opinią publiczną. Podobnie jak na projekt polskiej elektrowni atomowej mogą bardzo skutecznie oddziaływać politycy niemieccy, podobnie my możemy przeciwstawić się – głośno protestując w Brukseli przeciwko szaleństwu Litwinów!

Terytorium Litwy jest zbyt małe, żeby skutki ewentualnego wycieku – ograniczyły się jedynie do jej granic. Zagrożone bezpośrednio są trzy kraje: Litwa, Łotwa i Białoruś. W zasadzie ta elektrownia, podobnie jak poprzednia w Ignalinie, znajduje się w strefie przygranicznej. Litwini lokalizują nowy obiekt w sąsiedztwie starego, żeby jak najbardziej skorzystać na infrastrukturze przesyłowej – zapominając, że do wyłączenia starej elektrowni zmusiła ich Unia Europejska. Był to warunek członkostwa Litwy w Unii Europejskiej. Obecnie Litwini działając w porozumieniu z dwoma pozostałymi państwami bałtyckimi budują nową elektrownię w oparciu o technologię japońskiej firmy Hitachi.

Nie znając się na kwestiach energetyki jądrowej nadużyciem byłoby twierdzenie, że japońska technologia jądrowa jest niebezpieczna. Katastrofa w Fukushimie miała miejsce w wyjątkowo specyficznych warunkach, wywołanych nadzwyczajnymi w skali globalnej uwarunkowaniami. Jednakże faktem jest, że nawet doskonali we wszystkich dziedzinach technologii Japończycy – zawiedli, źle projektując swoją elektrownie atomową. Japonia zapłaciła za to straszną cenę nuklearnej katastrofy, warto pamiętać, że zagrożone było 35 milionowe Tokio! Aktualnie w tym kraju opinia publiczna wymusiła na rządzie wyłączenie wszystkich czynnych reaktorów atomowych – co oznacza zaprzestanie produkcji energii elektrycznej z atomu. Nie ma znaczenia jak bezpieczna jest technologia firmy Hitachi, nie ma znaczenia, że na Litwie – w głębi kraju nie ma szans na falę Tsunami. Mamy prawo przypuszczać, że projektanci firmy Hitachi znowu zawiodą – tak samo jak zawiedli ich koledzy projektując Fukushimę!

Błąd Litwinów i ich sojuszników polega na tym, że są zbyt chytrzy i za wszelką cenę dążą do posiadania statusu państwa atomowego, czego w żadnej mierze nie uzasadnia ich potencjał społeczno-gospodarczy. Można zaryzykować tezę, że państwa bałtyckie nie potrzebują energii atomowej i jest to jedynie wymysł ich planistów, żyjących jeszcze w realiach planowania ZSRR, dla którego stawianie elektrowni atomowych w każdej republice było podstawą imperialnego programu wzbogacania uranu. W ZSRR efektywność nie miała znaczenia, dlatego nie dziwi fakt, że obecnie Litwini planują elektrownie bardzo na wymiar, w istocie to mały obiekt – pokrywający zapotrzebowanie energetyczne dla trzech wymienionych krajów. Wejście polski do projektu wymagałoby dostawienia jeszcze jednego bloku energetycznego.

Na całe szczęście Polacy wycofali się z tego szalonego projektu – albowiem nie kupuje się technologii jądrowej od kraju, w którym właśnie wydarzyła się jedna z największych tragedii jądrowych na świecie. To prestiżowa porażka, technologiczne ryzyko i polityczna przegrana. Proszę sobie wyobrazić jak bardzo bylibyśmy (i zapewne będziemy), krytykowani przez naszych zachodnich sąsiadów (nie tylko Niemców), za próbę osadzenia japońskiej technologii jądrowej nad Wisłą. Takich rzeczy się nie robi, głównie z powodów prestiżowych i ryzyka politycznego, albowiem nawet u nas nie wytrzymałby takiej presji żaden rząd. Widocznie Litwa jest mniej demokratyczna i jej mieszkańcy nie mają nic przeciwko temu, żeby wybudować u siebie elektrownie atomową, przez firmę, której produkty niespełna rok temu spowodowały jedno z największych zanieczyszczeń jądrowych w historii. Naprawdę takich rzeczy się nie robi, własnemu narodowi – a co dopiero sąsiadom.

Należy wywrzeć silny międzynarodowy nacisk na Litwę – żądając zmiany dostawcy technologii, chcą budować elektrownie atomową – nie mamy nic przeciwko temu, ale nie powinni kupować technologii w skompromitowanym kraju! To skandal na rangę europejską! Nie do pomyślenia i nie do wybaczenia w przypadku państw o tak bliskich relacjach jak państwa w Unii Europejskiej! Nie chcemy partycypować w szaleństwie Litwinów, nie chcemy ponosić ryzyka, że jakiś japoński inżynier znowu coś źle obliczy, albo nie weźmie jakiegoś ryzyka pod uwagę.

Rząd Polski powinien przeprowadzić istotne konsultacje międzyrządowe na forum Unii Europejskiej, prosząc Komisję Europejską o objęcie litewskiego szaleństwa specjalnym nadzorem, dodatkowo trzeba porozumieć się z Rosjanami i Białorusinami, którzy także planują budowę siłowni jądrowych – żeby wzmóc nacisk na rząd w Wilnie. Docelowo nie można wykluczyć żadnego scenariusza, od zamrożenia funduszy unijnych, poprzez sankcje polityczno-gospodarcze a na embargu i zamknięciu granicy kończąc, albowiem podkreślmy to jeszcze raz – nic nam do samej idei budowy elektrowni atomowej na Litwie – jednakże nie powinno się jej realizować z wykorzystaniem zbankrutowanej technologii, której nie chce jej własny kraj pochodzenia! I nie ma znaczenia, że ten typ reaktora jest nowszy, bardziej niezawodny itd. Nie ma zaufania w Europie do japońskiej zabawy technologią atomową, bo jeżeli nie mają jej sami Japończycy – to bierzmy z nich przykład. W momencie, gdy rząd w Tokio zamiast inwestować w import skroplonego gazu, ponownie zacznie wydawać firmie Hitachi zgodę na lokalizowanie swoich reaktorów na terenie Japonii, to możemy na to pozwolić także i my w Unii Europejskiej. Tymczasem, Litwini mogą skorzystać z technologii europejskiej, amerykańskiej lub nawet rosyjskiej. Tego wymaga wspólne europejskie sąsiedztwo i unikanie konfliktów.

Jeżeli Litwini i popierające ich kraje, zdecydują się na wdrożenie skompromitowanej technologii japońskiej, muszą się liczyć ze wszystkimi konsekwencjami. Musimy zadać sobie pytanie – czy jesteśmy w stanie znieść ryzyko skażenia radioaktywnego znad Visaginas? Europa powinna pomyśleć o stworzeniu takich regulacji międzynarodowych, żeby budowanie elektrowni atomowych było możliwe tylko przy wykorzystaniu sprawdzonych rodzimych technologii, bez możliwości korzystania przez lubiące ryzyko państwa ze skompromitowanych technologii.

Litwa musi wiedzieć, że konsekwencje ryzyka skażenia radioaktywnego sąsiednich państw – w wyniku kolejnej awarii japońskiej technologii mogą być ostateczne. Nie ma powodu, dla którego mielibyśmy po skażenia naszego terytoriom w wyniku głupoty i oszczędności Litwinów – milczeli liżąc rany! Żadne odszkodowanie nie jest w stanie pokryć kosztów ewentualnego skażenia znacznych połaci kraju na tysiące lat. W dzisiejszych realiach, takie działanie w praktyce naraża kraj na ryzyko gospodarczego i społecznego chaosu. A to można skompensować, jedynie poprzez akt wypowiedzenia wojny, podkreślmy w wypadku skażenia radioaktywnego będącego wynikiem głupiego wyboru skompromitowanej i niebezpiecznej technologii – to są sprawy ostateczne, z którymi my przy wyborze technologii także musimy się liczyć.  Innymi słowy, warto tego typu informację przekazać sąsiadowi odpowiednio wcześniej, albowiem nie posiadamy innej możliwości na skłonienie go do wybrania droższej i bardziej sprawdzonej technologii. Poza tym, jest to i tak humanitarne ultimatum, albowiem mimo wszystko jest to tylko i wyłącznie wojna konwencjonalna – a to nadal nic w porównaniu, ze skażeniem radioaktywnym. Podkreślmy ponownie – powstałym w wyniku zgody państwa sąsiedniego na podwyższone ryzyko i z chęci oszczędności na bezpiecznej technologii. Czym innym jest takie skażenie jak nie aktem agresji wynikającej z głupoty? A za głupotę trzeba ponosić konsekwencje. Państwo decydujące się na tanie i skompromitowane technologie, musi się liczyć z tym, że państwo które padnie ofiarą głupoty i oszczędności ma pełne prawo traktować to jako akt agresji, albowiem za co innego należy uznać skażenie jądrowe z instalacji marnej technologii skompromitowanej i marnej reputacji?

Wszystko wskazuje na to, że Warszawa do swoich siłowni wybierze drogie, ale za to bezpieczne rozwiązania europejskie – realizowane głównie przez firmy francuskie i niemieckie. Nie możemy sobie pozwolić na ryzyko potraktowania nas, w sposób analogiczny jak możemy sami potencjalnie potraktować Litwinów. Kwestia zagrożenia skażeniem radioaktywnym, to kolejna rzecz, którą trzeba brać pod uwagę w relacjach z tym coraz dziwniejszym krajem, którego polityki nie da się ująć w kategorie europejskie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.