Czy starczy na leczenie?

fot,. red.Od początku transformacji nasila się problem dostępu do świadczeń medycznych, każda kolejna ekipa u władzy zapowiada przełomową reformę, która okazuje się nie tyle przełomowa, co łamiąca się na kolejnych problemach. Przeżyliśmy falę zadłużeń szpitali, protesty czasami graniczące z szantażem, a czasami z desperacją personelu medycznego i wiele innych mniejszych i większych problemów składających się na kłopoty z tzw. służbą zdrowia. Załóżmy, więc, że nowy minister zdrowia bazując na swoim doświadczeniu (wszak jest lekarzem) i sile perswazji wobec ministra finansów doprowadzi do realizacji zapowiedzi przed i po wyborczych i wprowadzi w życie bezpłatne leki dla seniorów, zniesienie limitów w onkologicznej terapii długoterminowej, bezpłatną opiekę zdrowotną dla każdego obywatela. Tylko na jak długo starczy pieniędzy? Dlatego często poruszanym zagadnieniem jest, jako alternatywna – kwestia komercjalizacji usług medycznych. Istotnym postulatem jest również urealnienie stawek za „przeszacowane” procedury.

Rząd pod kierownictwem pani Premier Beaty Szydło zaczyna nas przyzwyczajać, że zapowiedzi wprowadza w życie. Wprawdzie zazwyczaj nie licząc się z konsekwencjami budżetowymi, ale jednak. Czyli w perspektywie najbliższego kontraktowania prawdopodobnie dojdzie do sporej rewolucji, bo skoro ministerstwo uznało procedury za przeszacowane to oznacza, że na tych procedurach szpitale przestaną po prostu zarabiać. Często było tak, że straty na jednym polu były pokrywane zyskiem z innych procedur. Efekt takiego działania będzie dwutorowy, procedury nieopłacalne zaczną znikać z rynku, bo kto zmusi placówkę do świadczenia usługi, na której będzie traciła, zwłaszcza jeśli będzie to placówka prywatna. Jeśli pod naciskiem społecznym zaś placówki samorządowe będą się decydowały na działalność na krawędzi zapaści finansowej, będzie to oznaczało ryzyko rezygnacji z jakichkolwiek remontów, inwestycji w nowe technologie a przy minimalnej „zakładce” finansowej każdy ruch będzie zagrożeniem wpadnięcia w spiralę zadłużenia.

Warto pamiętać, że wiele placówek działa w oparciu o kredyty zaciągane w celu współfinansowania projektów unijnych, przy drastycznym spadku przychodów może dojść do sytuacji, czegoś znacznie gorszego niż upadłość a mianowicie do przejęć placówek medycznych przez dużych inwestorów. Obecnie rynek świadczeń medycznych jest rynkiem płatnika, NFZ jako płatnik ma pieniądze i tak naprawdę dyktuje ceny za kontraktowane procedury. Jeśli jednak dojdzie do sytuacji, że zamiast kilkudziesięciu małych świadczeniodawców np. w podstawowej opiece zdrowotnej będzie musiał negocjować z 3- 4 potężnymi firmami skupiającymi powiedzmy 80% rynku i to nie lokalnego a ogólnopolskiego? Rynek zacznie być rynkiem usługodawcy, a to będzie miało dramatyczne efekty budżetowe.

Kolejny postulat to leki dla seniorów, pomysł godzien pochwały, ale wymagający gigantycznego wyczucia, bo dostanie się na taką listę będzie drogą do raju dla koncernów farmaceutycznych, absolutną zasadą powinna być kwestia „kontraktowania” substancji czynnej a nie konkretnych marek, pozwoli to uzyskać naprawdę najlepsze ceny przy równoczesnym otwarciu rynku dla wielu podmiotów.

Inną słabością naszego przyszłego „zreformowanego” systemu będzie kwestia personelu medycznego. Mamy starzejący się personel pielęgniarski a z nowych kadr kształcących się na kierunkach pielęgniarskich wiele absolwentów nie odbiera nawet uprawnień a jeszcze więcej nie pracuje w zawodzie. Nie ma się, co oszukiwać, system opieki pielęgniarskiej w połączeniu z ograniczeniami wynikającym np. z kodeksu pracy doprowadza do patologii, pielęgniarki pracują w kilku miejscach, bo przy umowie o prace są ograniczane limitami godzinowymi a kiedy podpisują kontrakty okazuje się, że są placówki, w których dyżur pielęgniarki trwa nie 12 czy 24 godziny ale 48 czy 72. Oczywiście trudno będzie znaleźć pielęgniarkę, która się przyzna do tak długich dyżurów, ale to są fakty łatwo policzyć ile daje taka „trzydniówka” przy założeniu, że pielęgniarka na kontrakcie w większym mieście dostaje minimum 20 zł za godzinę.

Podobnie ma się sprawa z lekarzami, którzy w pogoni za przyzwoitymi zarobkami pobijają rekordy godzinowe. Uczciwie należy dodać, ze zarówno lekarze jak i pielęgniarki wykonują bardzo ciężką pracę i absolutnie nie wypada zazdrościć im dochodów, poświęcili wiele lat na edukacje, aby stać się lekarzem. Pamiętajmy równocześnie, ze mamy bardzo niski odsetek lekarzy na 1000 mieszkańców tak, że znajdujemy się w ogonie wskaźników nie tylko europejskich. W kontekście oczywistego braku lekarzy należy docenić fakt zwiększania ilości miejsc na wydziałach lekarskich w tym na prywatnych uczelniach (konkretnie na jednej prywatnej uczelni w Krakowie). Ale bez miejsc na specjalizacjach, stażach itd. cudu nie będzie. Lekarze wyjadą z Polski, aby nie „klepać” biedy przez pierwszą dekadę po zakończeniu studiów a jak wyjadą to szanse na to, że wrócą są naprawdę mizerne. Warto też rozpocząć debatę nad ułatwieniami albo przynajmniej nie stawianiem barykad dla personelu medycznego spoza Unii Europejskiej, na teraz nostryfikacja dyplomu lekarza z Ukrainy to droga w płetwach przez pole minowe i to bardzo, bardzo długa droga… Podobnie ma to miejsce z pielęgniarkami, których bardzo wiele potrzebujemy i potrzebować będziemy. Czy nie wystarczy solidna weryfikacja znajomości języka oraz odpowiednie egzaminy? Pielęgniarki muszą odbyć roczne staże! To oczywista bariera stawiana przez Izby pielęgniarskie, aby nie dopuścić personelu na rynek a przecież wystarczy przepis uniemożliwiający wypłacania niższych wynagrodzeni dla pracowników z Ukrainy niż dla polskiego personelu. Trudno tez uwierzyć, aby lekarze specjaliści przekraczając granicę tracili umiejętności wiedzę i doświadczenie.

Wracając do zapowiadanych zmian warto mieć świadomość, że zniesienie limitów w długoterminowej opiece onkologicznej przy równoczesnym wręcz kosmetycznym podniesieniu ogólnej kwoty na opiekę długoterminową spowoduje drastyczny spadek ilości pieniądza w tym systemie. Każdy, kto spotkał się z problemem we własnej rodzinie kiedy szpital powiedział, że pacjent będzie wypisany ale wymaga całodobowej opieki wie jak ciężko zdobyć miejsce gdzie można umieścić pacjenta, faktem jest brak nie tylko miejsc refundowanych ale również tzw. komercyjnych, pamiętajmy więc, że brak limitów w jednej gałęzi opieki długoterminowej spowoduje, że środków braknie dla ludzi po udarach, wypadkach komunikacyjnych i innych wymagających intensywnej opieki całodobowej połączonej z rehabilitacją.

A tymczasem pozostaje ściskać kciuki za reformy Ministra Radziwiłła w końcu zdrowie jest najważniejsze…

2 myśli na temat “Czy starczy na leczenie?

  • 6 marca 2016 o 07:12
    Permalink

    No, ale o co się Polacy dziwicie? Ile lat pokornie znosicie stan ciągłego pogarszania się opieki zdrowotnej? Bez słowa sprzeciwu? tylko lekarze i farmaceuci się bogacą

    Odpowiedz
  • 6 marca 2016 o 11:00
    Permalink

    Należy porzucić obcą Nam Słowianom “etykę” kultu pieniądza – zarabiania za wszelka cenę,czy lichwy
    doskonałej. Szpital to nie “markiet z cybulo”,lekarz to nie ochrona (zdrowia) a służba. A ile wspólnych mianowników ma Wielka Farma z efektywnym leczeniem?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.