Czy solidarność międzypokoleniowa ma działać tylko w jedną stronę?

Głównym argumentem za utrzymaniem składek na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, które pobiera Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest prawne uzasadnienie konieczności utrzymania solidarności międzypokoleniowej, wynikającej z bismarckowskiego modelu ubezpieczeń społecznych, w którym pokolenia wstępujące przekazują część swoich dochodów bieżących na rzecz pokoleń zstępujących.

Wszystko się zgadza, jest to racjonalne i działa przez wiele lat, jednakże jest pewien problem – nowe pokolenie wstępujących się nie narodziło, co oznacza że będzie dziura w systemie. Przez to dzisiejsi wstępujący są oszukiwani, ponieważ na nich wielopokoleniowy łańcuszek się kończy. Oszustwo polega na tym, że właśnie solidarność działa tylko w jedną stronę. Można zrozumieć, że dla spokoju społecznego państwo podtrzymuje tą fikcję przez jedno pokolenie, jednakże nie wiadomo w jaki sposób zamierza wytłumaczyć obecnie płacącym podatki i para-podatki, że nie będzie dla nich wysokich emerytur, wysokich w tym znaczeniu w jakim stopa zastąpienia umożliwiałaby w miarę wygodne życie. Państwo zachowuje się jak stręczyciel, nakazujący obecnie płacenie do ZUS-u na dość wysokie (pod względem stopy zastąpienia dzisiejsze emerytury), a równocześnie już informuje, że płatnicy mają jeszcze dodatkowo oszczędzać, ponieważ nie mogą liczyć na nic więcej niż na głodowe emerytury w niedalekiej przyszłości, gdyż tak wynika z demografii i zadłużenia.

Państwo nie może swoim autorytetem nakazywać akceptacji takiego jednostronnego rozumienia solidarności międzypokoleniowej, ponieważ jest to niezgodne z Konstytucją, która mówi że wszyscy są równi. Co oznacza, że jeżeli wstępujący mają płacić na zstępujących, to ci także mają swoje otrzymać w ilości adekwatnej do przyczynienia się tytułem wkładu. Tak to powinno działać w normalnym stanie rzeczy, jedynie sytuacja nadzwyczajna w rodzaju np. wojny, epidemii, katastrofy naturalnej na gigantyczną skalę – może uzasadnić odejście od tego paradygmatu. Zwykła transformacja jest czymś zwyczajnym w naszych realiach, państwa „sezonowego”, stale się reformujemy lub odbudowujemy, więc nie ma powodu żeby uznawać tą okoliczność za coś nadzwyczajnego w naszej rzeczywistości.

Państwo mogłoby wyrównać koszty funkcjonowania systemu emerytalnego do poziomu otrzymywanych składek wykonując dwa działania – w pierwszej kolejności likwidując wszystkie systemy specjalne a z drugiej decydując się na spłaszczenie i wyrównanie wszystkich emerytur do poziomu emerytury obywatelskiej. Nie byłoby to sprawiedliwe wobec tych, którzy pracowali wydajniej i więcej, jednakże czy to nie na tym polega właśnie solidarność społeczna, żeby nie obciążać ponad miarę obecnych wstępujących? Można to osiągnąć jedynie poprzez spłaszczenie wysokości emerytur dzieląc łączną sumę składek przez ilość uprawnionych. Możliwy jest przy tym jakiś współczynnik, dla tych, którzy przez lata pracując dołożyli się do systemu więcej. Jednakże na pewno nie powinien on obejmować grup obecnie uprawnionych, ponieważ ich emerytury lub pensje to tylko obciążenie dla budżetu, nigdy niczego nie wpłacili do ZUS. Brzmi to brutalnie? Przykro nam takie są czasy! To i tak nic w stosunku do tego, że pensje mundurowych i inne emerytury specjalne po prostu trzeba ubruttowić, czyli obecne kwoty jakie otrzymują traktować jako brutto. Po odjęciu składek – resztę wypłacać netto – inaczej państwo zbankrutuje. Jest przy tym oczywiste, że taką operację trzeba rozłożyć w czasie np. 48 miesięcy – po 2 % miesięcznie. Inaczej państwo przestałoby funkcjonować, JEDNAKŻE NIE MOŻNA MIEĆ WĄTPLIWOŚCI – OFIARY MUSZĄ PONOSIĆ WSZYSCY.

Nie ma w tej chwili w Polsce siły politycznej zdolnej do wyartykułowania powyższej konieczności społeczeństwu. Jednakże z zadziwiającą nadzwyczajnością, nie ma także odważnych, żeby wskazać winnych kłamstwa i oszustwa związanego z wprowadzeniem OFE!

W zamian za prawdę społeczeństwu serwuje się szopkę z dobrowolnością przenoszenia się z OFE do ZUS i wykazuje się wielką troskę o przyszłe emerytury Polaków, w istocie jedynie mając na myśli obecny budżet państwa.

W naszym interesie jest pełna przejrzystość systemu i absolutnie szczera prawda, nie ważne jak by nie była bolesna. Państwo nie może zostawić ludzi samych sobie, ponieważ za 30 lat dzisiejsi hardzi 20-to czy 30-to latkowie jak im się pogorszy stan ogólny – to w jego kierunku będą wyciągać dłonie i oczekiwać pomocy. Spowoduje to tak czy owak trzęsienie polityczne, ponieważ brak emerytur dla około 30% społeczeństwa i emerytury śmieciowe dla drugich 30% społeczeństwa oznacza co najmniej niestabilne społeczeństwo.

Potrzebujemy zatem rozpocząć dyskusję o solidarności międzypokoleniowej tutaj, teraz i dzisiaj. Nie można tego robić w taki sposób jak obecny rząd – olewający 2,5 miliona podpisów na rzecz referendum w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego.

One thought on “Czy solidarność międzypokoleniowa ma działać tylko w jedną stronę?

  • 28 lipca 2013 o 10:18
    Permalink

    Trzeba przypomniec ze po wojnie osoby pracujace za II RP nie otrzymywaly emerytutury za okres pracy w II RP, czyli obecni emeryci swoich rodzicow tez wycyckali

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.