Polityka

Czy sojusz z USA zapewnia nam realne bezpieczeństwo?

 Na postawione w tytule pytanie, w układzie euro-atlantyckim należy odpowiedzieć, że zdecydowanie tak. Natomiast w przypadku nadzwyczajnej zmiany stosunków i powrotu Niemiec do tradycyjnego paradygmatu swojej polityki – należy odpowiedzieć – to się dopiero okaże. Problem polega przy tym na tym, że w momencie, kiedy będzie trzeba sprawdzić praktyczną użyteczność tego sojuszu, my znowu zaryzykujemy biologiczne funkcjonowanie narodu położonego w nieszczęsnym miejscu z takimi sąsiadami, jakich na nieszczęście mamy.

Polska od 22 lat transformacji naiwnie buduje sojusz, którego małe sprawdziany pokazały, że coś w nim nie funkcjonuje do końca tak jak powinno. Banalna sprawa offsetu amerykańskich inwestycji w zamian za realizowane zakupy zbrojeniowe jest problematyczna, albowiem, co do klęski a raczej braku efektów tego programu nikt nie ma w kraju wątpliwości.

Wielkim problemem może się okazać rzekomy dramat w Starych Kiejkutach, gdzie jak wynika z informacji dostępnych publicznie – prawdopodobnie mieliśmy do czynienia z przetrzymywaniem i rzekomo torturowaniem więźniów z państw islamskich podejrzewanych o terroryzm.

Zakupione F-16 duma polskiego lotnictwa tymczasem sprawiają więcej kosztów niż jest z nich pożytku. Czas osiągania gotowości bojowej przez te samoloty w sposób niezrozumiały się przedłuża. Albo ten samolot jest dla nas za drogi, albo coś jest mocno nie tak ze szkoleniami personelu technicznego i latającego, albowiem z niezrozumiałych powodów te samoloty nadal nie są podstawą naszej obrony.

Jednakże prawdopodobnie największy zawód strategiczny spowodowała niedoszła sprawa tarczy antyrakietowej i po prostu dogadania się pana Obamy z panem Putinem, wbrew wcześniejszym ustaleniom Waszyngtonu z Warszawą. Nie była to zdrada w rozumieniu tej, jakiej dokonali „alianci” w 1939 roku, ale z pewnością nie można tego pojmować w innych kategoriach niż amerykańskie odpuszczenie tematu i regionu.

To, że Polska i Europa środkowo-wschodnia nie jest regionem konfliktowym dla Waszyngtonu, musimy się z tym pogodzić i siedzieć cicho. Po prostu oni nie mają tu żadnych interesów, natomiast potrzebują tu spokoju, żeby móc swobodnie robić interesy z Rosjanami. Naszą rolą w polityce amerykańskiej jest naprawdę nie komplikowanie relacji ponad ich wystarczająco skomplikowany z powodów historycznych poziom. Nie oznacza to, że region został odpuszczony i Amerykanie się stąd wycofali, wcale nie – po prostu nie ma tutaj zagrożeń i nie ma powodu do angażowania czynników strategicznych ponad standardowe narzędzia inwigilacji i gromadzenia informacji. Druga strona nie stosuje pressingu, albowiem de facto wszystkim bardziej się opłaca stan braku napięć, one nie są potrzebne, a Polaków nie trzeba brać na poważnie pod uwagę. Po prostu nie mamy żadnych realnych możliwości na realizowanie własnej polityki, pomijając już kwestie ambicji i kosztów takowej. Dlatego też w istocie wszyscy gracze mogą nas ignorować – rozgrywając wtedy, kiedy mają w tym własny interes lub sytuacja tego wymaga.

W dzisiejszych realiach każdy, kto zlekceważy potęgę militarną US ARMY boleśnie się przekona o tym, jaki zrobił błąd, dlatego też w ujęciu generalnym nie musimy się nikogo i niczego obawiać, albowiem Stanów Zjednoczonych nie da się w sensie strategicznym pokonać, taktycznie niestety (-stety) tak, czego dowiodły dzielne narody Wietnamu i Iraku. Natomiast faktem jest, że w przypadku zagrożenia wedle scenariusza gruzińskiego z 2008 roku, musielibyśmy się sami obronić przez jakiś czas, żeby nie dopuścić do utraty znacznej części terytorium kraju na rzecz ewentualnego agresora z kierunku wschodniego. Niestety nie mamy, czym i jak, albowiem stan techniczny, personalny i zapasy naszej armii, jak również kraju do prowadzenia wojny nie podlega jakiemukolwiek opiniowaniu. Jesteśmy absolutnie, totalnie i zupełnie bezbronni, nie mamy żadnych szans w starciu z potencjalnymi przeciwnikami z osobna, nie mówiąc już o inwazji pełnoskalowej.

W swojej naiwności zakładamy, że nasi sojusznicy z zachodu przyjdą nam z pomocą i chcieliby bronić wschodniej rubieży Polski, podobnie jak krajów bałtyckich. Niestety, raczej nie można mieć złudzeń. Raczej nikt nam w pierwszych kilku dniach konfliktu nie przyjdzie z pomocą, a co jeżeli na zajęcie znacznej części naszego terytorium – tak np. do linii Wisły, potencjalny przeciwnik potrzebowałby tylko 3 dni? Nagle by się okazało, że linia frontu biegnie tam, gdzie dzisiaj budują metro w Warszawie, a nasza sytuacja geopolityczna uległa dramatycznej zmianie, część państwa jest na trwałe pozbawiona naszej kontroli państwowej na rzecz zwierzchnictwa władz okupacyjnych a potem sił pokojowych. Trzeba pamiętać, że podstawą amerykańskiej doktryny strategicznej jest równowaga sił. Nikt nie będzie dążył do konfliktu, w celu odzyskania polskich terenów wschodnich, jeżeli je już utracimy.

Wnioski? Przynajmniej dwa: po pierwsze amerykański parasol ochronny nad Polską działa tylko i wyłącznie w dużej skali i w takich warunkach geopolitycznych, jakie są obecnie. W razie zagrożenia o małej skali, jak również zmiany uwarunkowań geopolitycznych (zwłaszcza celów polityki zagranicznej Niemiec), jakiekolwiek amerykańskie gwarancje możemy sobie…

4 komentarze

  1. Artykuł na zamówienie pewnych polityków i producentów militarnego złomu. Po pierwsze Polska nie graniczy z Rosja (pomijam Królewiec) wiec najpierw musi nastąpić zajęcie Białorusi którą to “polscy” politycy systematycznie podkopują zamiast przynajmniej być neutralnym wobec wewnętrznych problemów tego kraju. Polska od 1945 roku nie ma żadnych roszczeń terytorialnych z Rosja (a wcześniej z ZSRR) i to również dlatego ze granica przebiega według linii Curzona. Drobne roszczenia zostały dawno załatwione np Bełz. Po drugie roszczenia terytorialne mogą wystąpić wyłącznie miedzy Polska a Niemcami bo można oczekiwać wniosków ze granice wytyczone w 1943 roku sa niesprawiedliwe, niezgodne z prawem międzynarodowym, granice należy wyprostować i “zwrócić” Niemcom co im się należy. Niemcy już się uporali z integracja z NRD i są gotowi do dalszej ekspansji. Może ktoś potrafi wytłumaczyć dlaczego i kto Niemcom miałby przeszkadzać w przywróceniu granic z 1938 roku?
    Po trzecie, linia frontu przebiegająca przez Polskę jest doskonałym katalizatorem do zmiany granic. Tu na Zachodzie nie będziemy bronic nieodpowiedzialnego kraju któremu zachciewa się wojenek, tarczy (w którą można walić). Po czwarte głównym katalizatorem zmiany granic może być porozumienie Rosji z Niemcami w sprawie Konigsberg. Przyszłość jest w rekach Rosji bo zwrot Prus Wschodnich otworzy drogę do całkowitej zmiany porządku politycznego w Europie Środkowej. Jeżeli nastąpi zajęcie części terytorium to po zachodniej a nie wschodniej stronie Wisły ku ogólnej radości Rosjan. Chyba ze ktoś widzi strategiczna wartość Lublina i Białegostoku dla Rosjan.

  2. Nie ma co przesadzac z ta teoria spisku. Po pierwsze Bialorus jest w ZBiR i OUBZ, a biorac pod uwage iz Bialorus posiada realne sily zbrojne to hipotetyczny 3-dniowy rajd i zameldowanie sie pod Warszawa nie jest wykluczone, zwlaszcza ze na Mazurach i Podlasiu wiekszych utrudnien nie napotkaja. Jest to sytuacja hipotetyczna, poniewaz dzieki nieprzeniknionej dla mnie glupocie polskich elit zaleznosc od dostaw ropy i gazu z Rosji jest tak znaczna iz wystarczyloby zakrecic kurek aby bylo po sprawie, bez jednego wystrzalu. 🙂
    Co do Prus Wschodnich, to nie po to Stalin je sobie wzial zapewniajac dostep do Baltyku (poprzez niezamarzajacy port), aby je teraz oddawac komukolwiek.
    Natomiast przesuniecie granic na zachod po II WS i oddanie Polsce Ziem Odzyskanych to strategiczny majstersztyk zapewniajacy, iz Polsce zawsze opornie bedzie sie dogadac z Niemcami przeciw Rosji. I o to chodzilo.
    Przy czym nie ma sensu, aby Niemcy te ziemie fizycznie zabierali, wystarczy ze ciagna z tego ekonomiczne korzysci. Po co maja sie kopac z koniem, skoro moga byc witani z otwartymi rekoma, a efekt i tak ten sam.
    Z NRD uporali sie tak, ze im 2 mln ludzi zwialo na zachod, wiec biora Polakow do pracy (choc opornie im to idzie), zatem ekonomicznego sensu dookoptowania Ziem Odzyskanych raczej brak. Nikomu nie potrzeba brac zebrakow na utrzymanie. Rowniez Rosji, ktora do Polski moze podskakiwac, ale do Turcji i Chin juz nie. Turcja w razie czego chetnie zajmie sie Kaukazem, a Chiny wykroja kawalek Syberii. Na trzy fronty nie da sie prowadzic konfrontacji i o tym nasi wschodni bracia Slowianie powinni pamietac.
    Podobnie zgadzam sie z teza artykulu, iz sojusz z USA w razie jego przetestowania mozemy sobie…, co zreszta nie jest zadna nowoscia w naszej historii, podobnie jak nierozgarniete elity wierzace w bajki, ze tym razem bedzie inaczej.

  3. “Druga strona nie stosuje pressingu………”

    pszepraszam ale ja nie rozumiec

    co to jest pressing?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

5 × 5 =