Soft Power

Czy służby trzęsą ośmiorniczkami?

 Jeden z byłych premierów, nieszczególnie udany ale medialny i sympatyczny, lansuje szeroko w mediach tezę, jakoby to służby miały trząść ośmiorniczkami, to znaczy służby specjalne są odpowiedzialne za nagrywanie polityków i ostatnią głośną aferę ośmiorniczkową. Takie hipotezy funkcjonują na salonach politycznych Warszawy od dłuższego czasu, a nasiliły się mniej więcej wtedy jak pan niestety wówczas premier – Donald Tusk ogłosił, że nie wie jakim alfabetem rzekomy scenariusz miał być pisany. Potem właśnie z tego pnia wyewoluowała teza, j17akoby to „chłopcy w krótkich spodenkach”, czyli ludzie pewnego pana, którego nazwisko nie padnie na naszym portalu, a których Tenże wcześniej umieścił w różnego rodzaju służbach – mieliby stać za aferą, stąd też i jej polityczne ukierunkowanie na krajowej scenie politycznej takie, a nie inne.

W sumie więc mamy trzy hipotezy – pierwszą o odmiennym alfabecie, drugą o chłopakach w krótkich spodenkach oraz trzecią o służbach. Trzeba przyznać, że wszystkie trzy wiążą jako czynnik sprawczy i pośredniczący pewnego biznesmena, którego były premier pośrednio oskarżał o jakieś niemające sensu działania. Jednak żadna nie bierze pod uwagę kluczowego dla sprawy pytania, czy też może raczej kluczowej odpowiedzi na to pytanie, mianowicie – po co się podsłuchuje polityków? Nie pytamy kto miał w tym interes, ponieważ to zbyt trywialne podejście, albowiem takich którzy mieliby interes, żeby zaszkodzić rządzącym i państwu tutaj nie brakuje. Natomiast interesujące jest to, po co się w ogóle podsłuchuje w naszym kraju polityków? Przecież wiadomo, że to nie oni podejmują decyzje strategiczne, oczywiście mogą prowadzić grę, ale to tylko gra, a to o wiele za mało wobec właściwych decyzji, które podejmuje ktoś inny, niestety z zewnątrz.

Już samo takie pytanie, wyklucza scenariusz obcego alfabetu, ponieważ skandal związany z wykryciem sprawców rzeczywiście z tego kierunku byłby zbyt duży, w stosunku do uzysku. O wiele więcej można się dowiedzieć o realnej polityce w Polsce z czytania ujawnionych przez Wikileaks notatek amerykańskiej ambasady w Warszawie niż z tych rozmów. W nich o wiele bardziej uderza kwestia personalno-polityczna, adresowana bezwzględnie na nasz wewnętrzny użytek, a to powoduje że bardzo prawdopodobny jest jeden z dwóch pozostałych scenariuszy, czyli rzeczywiście mogli to zrobić ludzie w krótkich spodenkach mając na celu dostarczenie materiału, który skompromituje obóz rządzący – co się stało i tutaj, mamy klasycznie cui bono? Równolegle nie można wykluczyć, że rzeczywiście robili to ludzie związani ze służbami specjalnymi. Jednakże trudno ocenić, czy związani obecnie, czy też tacy, którzy byli związani z nimi wcześniej?

Nie można wykluczyć bowiem, że cała sprawa ma o wiele płytsze podłoże, czysto biznesowe. To było miejsce, gdzie było wiadomo, że jadają ludzie władzy, elita generalna i biznes. Przemawiała za tym lokalizacja oraz rzeczywista wysoka jakość (i ceny) potraw. Dodatkowo wydzielona część dla VIP-ów w tej restauracji pełniła doskonale rolę złotej klatki i jak się okazało, posłużyła do tego, do czego z zasady tego typu soczewki społeczne służą.

W dzisiejszych czasach profesjonalne zlecenie podsłuchu jest możliwe banalnie. Jeżeli chce się to zrobić w Polsce profesjonalnie i tak, żeby nikt nie wiedział z „miejscowych ludzi branży”, w ogóle o tym, że ktoś się czymś takim interesował, to się załatwia sprawę przez Singapur, Koreę Południową lub najczęściej i z najlepszymi skutkami przez pewien mały kraj na Bliskim Wschodzie, który posiada olbrzymie doświadczenie w tego typu działaniach. Po prostu przyjeżdża fachowiec, robi co trzeba, a zainteresowany dostaje na biurko laptopa, który nagrywa i umożliwia podgląd i odsłuch na żywo, oczywiście kodowany, żeby przypadkiem ktoś czegoś nie otrzymał w prezencie. Całość na fakturę, oczywiście w zamian za np. usługi florystyczne lub innego rodzaju tego typu niezbędne każdemu restauratorowi. Bez śladów, bez świadków, pełny profesjonalizm, wszystko co trzeba zrobić to udostępnić dyskretnie lokal o określonej godzinie.

Taką operację może w praktyce przeprowadzić każdy, pod warunkiem że ma pieniądze i może zapłacić za profesjonalną usługę. Powoduje to, że nie powinniśmy wykluczać wątku biznesowego, w którym ktoś kto ma pieniądze, mógł chcieć wiedzieć więcej o tym o czym rozmawia się w Warszawie. Takich ludzi nie brakuje obecnie w naszym życiu biznesowym… A biorąc pod uwagę fakt, że zastosowany w rzekomym miejscu sprzęt najdelikatniej mówiąc „szału nie robił”, to nie ma o czym mówić. Raczej nie było to związane z jakimś nadzwyczajnym wysiłkiem.

Zatem, czy to służby trzęsą ośmiorniczkami? Nie wiadomo – nie można tego wykluczyć, jednakże nie można „wisieć” na takiej hipotezie.

3 komentarze

  1. Może służbom się tylko wydawało, że nad czymś panują?
    Sądząc z amatorszczyzny zachowań byłego ministra spraw wewnętrznych – oni wszyscy świetnie się bawią za nasze pieniądze, nie wiedząc, że są żałośni z tymi swoimi ośmiorniczkami.
    Ta cała afera podsłuchowa to zwykła zemsta ośmiorniczek.
    Nikt nie lubi być zjadany i to w tak prostacki sposób.

    • Juz wsominalam w komentarzu z 12.06’15 (nikt z NATO nie chce za Polske umierac. …), ze generalnie Frutti di mare a wiec i osmiorniczki sa najprawdopodobniej zainfekowane wirusami Hepatitus”C” i innymi retrowirusami, te huczne biesiady za pieniadze podatnika wyjda im jeszcze bokiem ! Nie ma tego zlego, zeby na dobre nie wyszlo !!!

  2. Ponieważ zupełnie się na tym nie znam, zatem wypowiem się na tematy kulinarne, ośmiorniczki według Naczelnego jednego z tygodników to bardzo podłe danie, a jest smakoszem.Teraz moja opinia na temat sushi też swego czasu bardzo modne wśród polskich elit, próbowałam niestrawne i ponadto jest to najtańsze danie w Japonii. Widocznie elity polskie z Wikipedii dowiedziały się o tym i przerzuciły na ośmiorniczki nie kumając, że ośmiorniczka= sushi i krewetka też.Prawda jak niewiele trzeba aby być zabawnym.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.