Wojskowość

Czy rząd zablokuje granice w razie zagrożenia zewnętrznego lub rozruchów?

 Wiele się mówi o ofiarności w obliczu wroga, poświęceniu, daninie krwi, jak zaszczytnie jest zginąć za ojczyznę, no bo przecież wszyscy mają obowiązek jej obrony zgodnie z Konstytucją. Jednakże warto rozważyć przypadek przeciwny, – co w momencie, gdyby wybuch konflikt z państwem zewnętrznym albo w kraju nasiliły się rozruchy do tego stopnia, że byłoby niebezpiecznie – czy można byłoby wyjechać?

Pytanie nie jest pozbawione sensu, albowiem po pierwsze biorąc pod uwagę nieudolność obecnej elity – wmanewrowanie naszego państwa w wojnę z o wiele potężniejszym mocarstwem jest bardzo prawdopodobne, w każdym bądź razie wszyscy obecnie żyjący w średnim wieku powinni brać takie zagrożenie pod uwagę. Po drugie w razie rozruchów – żaden rząd nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa, a Polacy nie mają prawa do broni – byliby wydani na żer bandytów własnych i importowanych – gotowych zażynać lub strzelać ludzi dla telewizorów LCD pozbawionych ochrony Policji. Jeżeli ktoś nie wie, o czym mowa niech poczyta wspomnienia z Bałkanów – gdzie cywilizowane blokowiska, wsie i całe miasteczka stanowiły najzwyklejszy łup – jak w średniowieczu, nie dla regularnego wojska, (ale z tym też różnie bywało), ale dla zwykłych bandytów i przestępców. Po trzecie – nie dawno przedstawiciele rządzącej elity zastanawiali się czy nie załatwić zielonej karty umożliwiającej wyjazd do USA dla swoich rodzin. Dlatego zupełnie na poważnie możemy zapytać – czy rząd w razie zagrożenia państwa pozwoli obywatelom ratować się na własną rękę? Czy też skaże ich na łaskę okupanta – blokując granicę?

Z zasady eksodus obywateli musi być powstrzymywany przez rząd walczący, albowiem ucieczka mas ludzkich źle służy możliwościom obronnym oraz jest bardzo trudna do tolerowania dla krajów sąsiednich.

Biorąc pod uwagę, że w razie wojny z przeważającym nieprzyjacielem bardzo szybko byśmy przegrali i utracili kontrolę nad znaczną częścią terytorium – zjawisko uchodźców pojawiłoby się prawie na pewno. Przy masowości użycia samochodów, względnej dostępności paliwa – nasze drogi stałyby się nieprzejezdne szybciej niż komukolwiek się wydaje. Sama ucieczka przed nieprzyjacielem byłaby bardzo trudna, więc ewentualni uciekinierzy mogliby i zapewne będą stanowić bufor pomiędzy wojskami strony atakującej a wycofującymi się resztkami pokonanych lub niezdolnych do podjęcia walki wojsk polskich. W takim układzie – tabun ludzki będzie niespokojny i roszczeniowo nastawiony także wobec własnych żołnierzy – jawnie oskarżanych o nieudolność oraz do państwa, jako takiego, które nie potrafiło obronić ich domów.

Czy rząd pozwoli dla zachowania spokoju – eliminować najbardziej spanikowanych? Przecież nie mamy Obrony Cywilnej i rozmieszczenie mas ludzkich np. uciekających z pokonanej Warszawy – wymagałoby zmuszania mieszkańców innych miast do nocowania uciekinierów. Inaczej nie da się przechować miliona ludności, – jeżeli uciekłaby połowa. Czy jesteśmy przygotowani na dokwaterowania? Konfiskaty? Jeżeli mają się odbywać to wedle, jakiego klucza i w czyim imieniu? Rządu, który przegrał wojnę? Przecież wybudowanie miasteczek dla uchodźców – jest w warunkach naszego chaosu i bałaganu po prostu niemożliwe. Co wówczas z jednostkami, które nie będą chciały się podporządkować? Kula? A może więzienie? Zapytajmy ponownie – w czyim imieniu – rząd, który przegrał wojnę?

W naszym interesie powinno być takie skonstruowanie prawa i instytucji uprawnionych do wymuszania porządku – żeby ludzie po wcześniejszym przeszkoleniu – doskonale wiedzieli, czego maja się spodziewać. Tego w ogóle obecnie nie ma i o tym się nie mówi. Wiadomo, że bogaci uciekną jako pierwsi, a dla reszty zamknie się granice i utrzyma je tak długo – jak długo zachowa się wierność oddziałów strzegących granic i rogatek. Czy znowu musi nas czekać los bydła pędzonego przed czołgami na rzeź? Czy naprawdę nie możemy po doświadczeniach II wojny światowej – walk, okupacji, rzezi dokonywanej przez obce organizacje para-państwowe jak i zorganizowane oddziały – czy naprawdę nie możemy przygotować, chociaż naszej ludności na najgorsze? Skoro wiadomo, że ta armia – w obecnym kształcie – nie będzie w stanie obronić terytorium państwa i jest skazana na kolejne upokorzenie i przegraną. Dlaczego rząd nie robi nic, żeby wcześniej odpowiednio przygotować ludność – infrastrukturę i zapasy?

Tyle w przypadku zagrożenia z zewnątrz, natomiast, co w momencie kryzysu państwa? Co w przypadku, – gdy nasze państwo po prostu upadnie pod naporem społecznego buntu np. głodowego, – bo skończy się nawet szczaw? Wówczas ludzie pójdą rabować sklepy, albowiem po prostu będą głodni – i biada tej władzy, która najpierw nie przygotowując ludzi – zdecyduje się wówczas pozwolić do nich strzelać! Jednakże, co w takim przypadku – gdyby nagle w wyniku ogólnego buntu i anarchii – władza państwowa ograniczała się jedynie do wyizolowanych oaz strzeżonych przez formacje uzbrojone – natomiast cała reszta kipiała w ogniu, złodziejstwie i chaosie? Czy wówczas rząd także potraktowałby obywateli, jako zasób, do którego się strzela, czy też pozwolił się ewakuować?

Niestety na powyższe pytania obecnie rządząca elita nie daje żadnych odpowiedzi. Co więcej – nie jest w stanie dać żadnych, albowiem jej świadomość i pola percepcyjne wyznacza kawior porośnięty szczawiem, a nie troska o obywateli. Po prostu umrą – umrzemy, umrzecie państwo czytelnicy. Trzeba się z tym pogodzić, albo mądrze głosować – póki jeszcze mamy ten przywilej, naprawdę rzadki w naszym państwie!

One Comment

  1. Skąd ten głupi pomysł z blokadą granic!
    Żeby nikt nie uciekł?
    Kto i przed kim?
    Obecne władze raczej zachęcą do wyjazdów przeróżnych dysydentów. W PRL-u też tak robiono.
    Tylko teraz nasi uciekinierzy nie zostaną już tak przyjęci jak bohaterowie I-szej Solidności.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.