Czy przez lata naiwności hodowaliśmy żmije na gardle?

"Viperaberus1". Lic. CC BY-SA 3.0 via Wikimedia CommonPamiętne lata 90-te, kiedy to całe grupy polskich pseudo-intelektualistów i wolnościowców, nie rozumiejąc za bardzo czym się zajmują, zaczęło opowiadać się za Czeczenią pogrążoną w brutalnej wojnie domowej. Wrogiem była Rosja, więc wróg naszego wroga miał być naszym przyjacielem. Spowodowało to, że w licznych kręgach społeczeństwa polskiego pojawiły się osoby, które pozwoliły sobie wmówić, że powinniśmy przyjmować uchodźców z Czeczeni u nas w kraju.

Minęło trochę czasu, dzięki internetowi można się łatwo zorientować o co chodziło w wojnach na północny Kaukazu, a dzisiejsza Czeczenia jest dynamicznym, modelowym, wręcz jednym z lepiej zarządzanych regionów Rosji. Cud obudowy Groźnego, które to miasto po prostu wstało z gruzów, jest większe, piękniejsze, lepiej zaprojektowane i sami Czeczeni często nie wierzą w to, co tam widzą – to wielka zasługa pana Ramzana Kadyrowa, błyskotliwego polityka, prawdziwego przywódcy współczesnej Czeczeni.

To pan Ramzan Kadyrow zakończył wojnę w Czeczeni, to on zaprowadził tam porządek i to on stworzył tam warunki do narastania dobrobytu. Niestety nie wszystkim się to tam do dzisiaj podoba, albowiem osoby źle rozumiejące Islam, posuwają się do aktów terroryzmu wobec własnych współobywateli, chociaż oficjalne władze państwowe w Czeczeni gwarantują każdemu sprawiedliwość i uczciwy proces. Niestety nadal aktywni są tam terroryści przeciwstawiający się tamtejszym porządkom, a ze względu na ukształtowanie kraju na który w znacznej części składają się góry i lasy, nie jest problemem ukrycie się.

Tymczasem Polska w ogóle nie zważając na procesy jakie się dzieją na Północnym Kaukazie, przez cały czas przyjmowała z Czeczeni (i sąsiednich republik) tzw. uchodźców, którzy często w wielu przypadkach (ale nie we wszystkich), to członkowie rodzin osób skonfliktowanych z tamtejszymi oficjalnymi władzami (lub potężniejszymi klanami rodzinnymi, które ze względu na specyfikę tamtejszej kultury, boją się że mogą stać się ofiarami zemsty rodowej, ze strony rodzin ofiar swoich krewnych, którzy ukrywają się w górach lub już dawno dołączyli do terrorystów walczących w Syrii lub Iraku.

Dzisiaj dowiadujemy się, że służby bezpieczeństwa prowadzą w Polsce monitorowanie środowiska tzw. uchodźców oraz jedna z prokuratur prowadzi już śledztwo w sprawie zorganizowania komórki wsparcia logistycznego dla terrorystów na terenie Polski, wśród osób pochodzenia czeczeńskiego. Rzekomo chodziło o gromadzenie środków finansowych.

Nie ma potrzeby tego nawet komentować, służby są od tego żeby działać. Już bowiem sam sygnał, że coś takiego się wydarzyło to szok dla Polski, która przyjęła czeczeńskich uchodźców, często bosych, głodnych i tak jak stali, bez żadnych środków do życia, udzieliła im schronienia a następnie uczyła ich dzieci, karmiła i dała dach nad głową dla całej społeczności. To naprawdę wielki szok i wielka niewdzięczność, która – jeżeli jest prawdziwa – pokrywa hańbą całą czeczeńską wspólnotę w Polsce!

Jeżeli mieszkający w Polsce Czeczeni są – hipotetycznie – skłonni popierać terroryzm w jakiejkolwiek postaci, to tak szybko zapomnieli dlaczego tu przyjechali? Przecież sami podawali się za ofiary terroru? Bądźmy realistami – nie bądźmy poprawni politycznie – wymagajmy zachowania standardów, wdzięczności i lojalności. Jeżeli ktoś przyjechał do Polski jako ofiara, a potem zachowuje się jak drapieżnik, to co to oznacza?

W związku z tymi sygnałami – przy całym szacunku do społeczności czeczeńskiej w Polsce, albowiem to w dominującej większości porządni, uczciwi i przestrzegający prawa ludzie – należy zapytać, czy ta wspólnota jest w stanie sobie poradzić z zagrożeniem jakie stanowi islamski terroryzm?

Niestety trzeba też postawić drugie pytanie, mianowicie, na ile jest prawdopodobnym, że ostrze islamskiego terroryzmu, czeczeńską ręką będzie skierowane przeciwko Polsce i Polakom?

Jeżeli się to stanie, to już dzisiaj trzeba się zapytać co wówczas? Czy rząd ukryje sprawców, udając prawdopodobnie jak w wielu przypadkach rządy na zachodzie, że kolejne akty publicznego terroru są dokonywane z powodów „moralnych”, a nie nazywając rzecz po imieniu? Czy też dojdzie do ujawnienia sprawy, a co za tym idzie radykalizacji nastrojów społecznych?

Mniejszość czeczeńska w Polsce jest bardzo mała, stanowi jednak istotną część wszystkich Muzułmanów w Polsce. Dlatego, czego należy oczekiwać – ci ludzie mogliby odgrywać rolę stabilizującą oraz kontrolną w tej wspólnocie, tak żeby nie dopuścić do szerzenia się złych interpretacji Islamu, które jak wiemy – nie mają z jego przesłaniem nic wspólnego.

Trudno jest sobie wyobrazić możliwe skutki ewentualnego zamachu islamistycznego w Polsce, ale należy się zastanowić czy nie popełniliśmy błędów w kwestii polityki przyznawania azylu. Oczywiście jakiekolwiek przyjmowanie obcych kulturowo tzw. uchodźców nie może mieć w Polsce miejsca (uwaga – to co innego niż udzielanie schronienia i azylu z powodów humanitarnych), nie możemy bowiem ryzykować, że takie wątpliwości jakie obecnie pojawiają się w kontekście wspólnoty czeczeńskiej, pojawią się w kontekście innych ludzi. Być może to jest brutalne, ale jest prawdziwe i mamy prawo do tej prawdy – po prostu jeżeli ich tu nie będzie, to nie będzie wewnętrznego zagrożenia. Mamy pełne prawo bronić swojego bezpieczeństwa i rząd pod tym względem powinien działać bezwzględnie.

Natomiast ludzie, którzy dzisiaj nie są w stanie wrócić na Północy Kaukaz, ponieważ obawiają się zemsty rodowej, powinni kilka razy się zastanowić, zanim w ogóle dopuszczą możliwość popełnienia jakiegokolwiek błędu. Ponieważ jeden będzie rzutował na całą wspólnotę, już na zawsze.

6 myśli na temat “Czy przez lata naiwności hodowaliśmy żmije na gardle?

  • 29 lipca 2015 o 08:06
    Permalink

    Dla jasności definicji: Obecnie trudno znaleźć terrorystów jako że każdy kto działa wbrew oficjalnej prorządowej linii jest terrorystą. Do realnej walki a nie wydumanej z realnymi a nie wydumanymi niezbędne są realne a nie wydumane służby a te ktoś realny a nie wydumany rozłożył na łopatki i “hgw” dla kogo właściwie pracują. Nie jest to do końca moja opinia (choć barwnie ją zapisałem) lecz w przeważającej części słyszanych poglądów sprowadzają się one do właśnie takiego ujęcia sprawy.
    Ognia nie gasi się benzyną a patrząc na stan obecny nie sposób stwierdzić inaczej niż to że właśnie to jest czynione.
    Co do samych terrorystów to najtrafniej będzie przyjąć że są to Ci którzy Nas terroryzują… Dalsze wnioski proponuję by każdy wysunął sam.

    Odpowiedz
  • 29 lipca 2015 o 08:06
    Permalink

    To było do przewidzenia,kto znał Czeczeńców nie miał złudzeń.

    Odpowiedz
  • 29 lipca 2015 o 10:38
    Permalink

    w Polsce może mieszkać tylko ten, kto uznaje Dekalog, może być ateistą, ale Dekalog uznawać musi. Dla niewtajemniczonych – to nasze całe prawo opiera się na dekalogu

    Odpowiedz
  • 29 lipca 2015 o 12:43
    Permalink

    Wyznawać to ja mogę miłość,a górę Synaj wraz z Dekalogiem zostaw starszym podobno w wierze braciom.nnnnn nnnnn

    Odpowiedz
  • 29 lipca 2015 o 14:06
    Permalink

    Brytyjski “The Guardian” rozmawia z Czeczeńcami, walczącymi po obu stronach w Donbasie. Pro-kijowski Czeczceniec Muslim Czeberlojewski (naczelnik batalionu Szejcha Mansura, batalionu oficjalnie wchodzącego w skład ukraińskiego wojska) opowiada, że dwa razy nielegalnie przekraczał piechotą polsko-ukraińską granice, żeby dostać się do Danii, gdzie miał spotkanie z innymi bojownikami. Muslim nie ukrywa, że był członkiem bandy terrorystycznej, uczestniczącej w ataku na “Nord-Ost” w Moskwie i szkole w Besłanie, i że chce spowodować napływ ekstremistów islamskich z Syrii do Ukrainy, aby walczyć z Rosją..
    Poniżej przytaczam jego wypowiedź w wersji oryginalnej oraz link do całości:
    “He says he left the Chechen mountains in 2007 and came to Ukraine, where he has been in hiding ever since. When he went to meet Munayev last summer to discuss fighting for Ukraine, he crossed the border between Ukraine and Poland illegally, on foot, and then was driven “by our Chechen brothers” to Denmark, he said. He returned the same way, spending two days traversing the Carpathian mountains by foot to avoid border guards”.
    http://www.theguardian.com/world/2015/jul/24/chechens-fighting-in-ukraine-on-both-sides

    Odpowiedz
  • 29 lipca 2015 o 21:31
    Permalink

    Tak, “hodowaliśmy”, oczywiście nie MY, robili to ONI – na NASZ Polaków – rachunek.
    Wówczas (i dziś , także) obowiązuje chory punkt widzenia na problemy
    kaukaskie – “znafco i guru” jednocześnie w temacie
    był pan Zenon K. prometeista solidarnościowy i zarazem
    miłośnik skrajnego wahabityzmu … rusofob!
    W W-wie (swego czasu) uhonorowali znanego terrorystę czeczeńskiego
    niejakiego Dudajewa…
    Czas uhonorować następnych rzezimieszków, może Szamila
    Basajewa, czy Doku Umarowa??? Gdzie są granice szaleństwa?

    https://www.youtube.com/watch?v=5LmR_bkbVjA

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.