Wojskowość

Czy programy zbrojeniowe naszego rządu mają sens?

 Wiele się mówi i pisze o zamierzeniach inwestycyjnych naszego rządu na polu bezpieczeństwa państwowego, czyli o planowanych wydatkach zbrojeniowych. Mówi się o tarczy przeciwlotniczo-przeciwrakietowej, mówi się o Marynarce Wojennej, mówi się o dronach, mówi się o pilnych modernizacjach w wojskach lądowych. Zamierzenia inwestycyjne są dość liczne i wyglądają bogato, zwłaszcza jak się je rozpatruje w postaci miliardów złotych przeznaczonych na nowe zabawki dla ludzi w mundurach.

Zadajmy sobie jednak brutalne pytanie zasadnicze – czy jakiekolwiek zbrojenia konwencjonalne bez posiadania arsenału jądrowego są w stanie zapewnić nam pełnię bezpieczeństwa tzn., zapewnić przetrwanie państwa w przypadku agresji ze standardowego kierunku zagrożeń w znaczeniu historycznym? Nie można mieć złudzeń – nasza obrona konwencjonalna jest obliczona na pomoc NATO, jednakże w ogóle nie bierzemy pod uwagę przypadków: braku pomocy, niedostatecznej pomocy, spóźnionej pomocy, niedostatecznej pomocy, braku NATO oraz konfliktu z NATO lub jednym z krajów z NATO. Co wtedy? Odsłaniamy pośladki i Warszawa zdobyta w 3-cim dniu walk? Oficerowie strzelani po lasach, inteligencja w Palmirach, obozy, prześladowania, łapanki, gipsowanie gardeł i zabieranie rodzicom dzieci? Co wtedy, kiedy NATO okaże się niewiarygodne? Ktoś o tym pomyślał?

Najprawdopodobniej niestety nie, a o wariancie konfliktu z jednym z krajów NATO już w ogóle się nie myśli – wojskowi odpowiedzą – to jest sytuacja „nie do obrony”. Nie mówiąc już o powtórzeniu się dubletu z września 1939 roku!

Dużo brakuje do uprawomocnienia się budowy takich scenariuszy? Jeszcze rok temu prominentni politycy obecnego rządu i ludzie ściśle z nim związani – dali się nagrać na rozmowach o potrzebie załatwienia zielonej karty do USA dla własnych rodzin, albowiem sytuacja w Europie w przypadku upadku Unii europejskiej będzie niepewna! Stany Zjednoczone nie mają dalszego interesu opłacać naszego bezpieczeństwa, a Niemcy – wyraźnie komunikują, że prawdziwych interesów oczekują na wschodzie i nie będą tolerować innych pomysłów! Co to oznacza? Mniej więcej tyle, że budowa czegoś takiego jak Stany Zjednoczone Europy – jest jeszcze niemożliwe, albowiem interesy poszczególnych graczy są rozbieżne, albo wręcz sprzeczne. Unia Europejska umożliwia jedynie poruszanie się wszystkich po wspólnych polach – bez wchodzenia w konflikty, albowiem ogólna suma korzyści ze współpracy przewyższa potencjalne korzyści z wejścia w konflikt – przy konieczności dyskonta ryzyka.

Z naszej perspektywy znaczy to mniej więcej tyle, że powinniśmy już dawno zrezygnować z jakichkolwiek ambicji i brać przykład z takich krajów jak Słowacja, Słowenia i Łotwa, a nie silić się na jakąkolwiek samodzielną politykę w kontrze do Berlina, albowiem w momencie rozpadu dotychczasowego układu – ujawnią się ze wzmożoną siłą wszelkie dotychczasowe historyczne animozje (tereny zachodnie Polski) i zasadnicza – wręcz genetyczna sprzeczność średniookresowych i długookresowych interesów. Mówiąc wprost – żeby przetrwać, musimy stać Niemcom na drodze do porozumienia z Rosją. Doskonale wiedział o tym Adolf Hitler i dlatego zaatakował Polskę, albowiem zadalibyśmy mu cios w plecy gdyby najpierw zaatakował zachód. Co w momencie rozpadu Unii i NATO? Czym się będzie różnić nasza pozycja strategiczna? Buforem w postaci Białorusi? Trzeba sobie uczciwie uświadomić – w razie pojawienia się ponownego zagrożenia ze strony Niemiec – albo emigrujemy wszyscy, albo dajemy im to, czego chcą licząc na humanitaryzm! Nie ma innego wyjścia – żadna broń konwencjonalna za 100 lub 200 mld złotych – nie obroni nas przed potęgą militarną wrogich nam Niemiec! Tylko broń jądrowa, zaawansowana broń biologiczna – w szczególności zdolne do losowej mutacji wirusy bojowe oraz wspomaganie nowoczesną bronią chemiczną – może zapewnić nam nietykalność i przetrwanie w sensie biologicznym na tym terenie. Nie ma innej alternatywy – do tego potrzebny jest wzrost gospodarczy i postęp technologiczny, bo biorąc pod uwagę rozwój nowoczesnych technologii wojskowych – za niedługo klasyczne bombardowanie nie będzie po prostu możliwe, a przynajmniej będzie na tyle nieefektywne, że nie będzie się dało komuś zagrozić ot tak po prostu podwieszaną pod F-16 zwykłą grawitacyjnie opadającą bombą lotniczą, bez znaczenia na jej atomową zawartość.

W powyższym kontekście nie można mieć złudzeń – to, co wydamy na zbrojenia konwencjonalne kosztem np. badań i rozwoju dla gospodarki – nie zapewni nam pełnego bezpieczeństwa przed klasycznymi zagrożeniami. Jednakże wzmocnienie arsenału konwencjonalnego jest koniecznością, gdyż technologia wojskowa idzie bardzo szybko do przodu i już nie tylko nie mamy czym efektywnie strzelać, ale nie mamy czym strzelać na poważnie w ogóle. Przykładowo nasza obrona przeciwlotnicza – w rozumieniu systemowym praktycznie nie istnieje. Można mówić tylko o obronie punktowej poszczególnych miejsc, natomiast w przypadku obrony przeciwrakietowej – jedynie o prawdopodobieństwie trafienia bronią małokalibrową przez przypadek. Stan zapaści na tym polu jest porażający, podobnie jak w przypadku Marynarki Wojennej – nie tylko nie jesteśmy w stanie zablokować Bałtyku, ale nie bylibyśmy w stanie zablokować potencjału Kaliningradu! W obecnym wydaniu nasza marynarka to fikcja służąca głównie do gali banderowych no i oczywiście utrzymania etatów dla marynarzy i ich żon, jako pracownic cywilnych. Nie ma, po co dalej się pastwić nad naszą armią, albowiem rzeczywistość jest ciekawsza od najśmielszych wyobrażeń. W każdym bądź razie z PRL-em z połowy lat 80 tych byśmy dzisiaj wojny nie wygrali!

W obecnych realiach prawnych – ze względu na wymagania wspólnego rynku, rząd nie ma efektywnej możliwości powiązania wydatków zbrojeniowych z np. nakładami na naukę i badania na różnych polach gospodarki. Po pierwsze nie mamy takiego potencjału, żeby samemu wyprodukować dla siebie wszystko, czego potrzebujemy. Po drugie – nawet, jeżeli byśmy próbowali, to jest to zbyt czasochłonne i nieopłacalne. Po trzecie – konkurencja będzie zawsze z przodu, czyli nasi żołnierze w efekcie „wyścigu technologicznego” zawsze otrzymywaliby gorsze uzbrojenie. A po czwarte nie stać nas na samodzielność. Co oczywiście nie znaczy, że nie należy próbować poszukiwać przynajmniej niszy technologicznej, gdzie pieniądze wydatkowane na uzbrojenie powinny zaowocować np. pod postacią licencji, offsetu, czy też badań własnych.

Celem naszych zbrojeń powinno być, zatem po pierwsze wzmocnienie posiadanego potencjału a po drugie rozbudowa posiadanej bazy technologiczno-przemysłowej. Dobrze jest przy tym rozwijać własne konstrukcje, jednakże nie należy się bać odważnego pozyskiwania licencji. Celem ostatecznym powinno być ogólne wsparcie potencjału gospodarczego kraju a proces wzmocnienia uzbrojenia wojska należy traktować, jako proces ciągły, który nigdy nie powinien być kończony.

One Comment

  1. W mojej opinii wiele się tylko mówi, i na mówieniu się skończy.
    Jak na MÓWIENIE wydać ponad 100 mld zł w ciągu 7 lat?

    Biurokracja (w tym wojskowa) nie takie numery potrafi zrobić.
    Ciekawe czy już pozbyli się z magazynów setek ton sprzętu komputerowego kupionego hurtem przed 10-ciu laty do KOMPUTERYZACJI sił zbrojnych, czy są jeszcze na etapie jego ewidencjonowania?
    Dlatego lepiej te 100 mld zł wydać na cywilne cele prorozwojowe, np. na 3-5 elektrowni jądrowych z Francji.
    Łącznie z zapasem uranu (z Nigru) na 50 lat.
    Tak będzie lepiej.
    A obronią nas sojusznicy.
    Jak zechcą, oczywiście.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.