Soft Power

Czy PRISM nie podsłuchiwał polskiego rządu?

 Informacja o zasięgu działania PRISM tj. czy nasi sojusznicy nas podsłuchiwali, czy nie mogłaby być bardzo ciekawym testem ilustrującym naszą wartość w ich oczach. Jest przy tym oczywiste, że podsłuchuje się źródła informacji wartościowych, a informacje wartościowe z zasady tworzą wartościowe źródła. Jeżeli władze Rzeczpospolitej były (są) podsłuchiwane, czy też może bardziej monitorowane w ramach PRISM to znaczy, że nie jest jeszcze z nami tak źle, bo przynajmniej dla zachowania pozorów ogólnej kontroli bylibyśmy na liście zainteresowania. Jeżeli jednak jest inaczej, to znaczy nasze władze nie znajdują się w kręgu zainteresowania sojuszniczych systemów wywiadowczych to znaczy, z jednej strony że sojusznicy nam ufają, ale może też znaczyć że nie ma u nas wartościowych informacji, ponieważ nie ma wartościowych źródeł.

Jeżeli bowiem Amerykanie z dużym prawdopodobieństwem podsłuchują za pomocą różnych systemów cały świat, to znaczy że powinni dysponować także nagraniem z 10 kwietnia 2010 roku pewnej rozmowy telefonicznej, która miała miejsce z pokładu polskiego samolotu rządowego na pewien telefon komórkowy jednego z polskich posłów. Jak również zapewne wiele innych ciekawych rozmów, zwłaszcza tych dokonywanych przez telefony pewnego kanadyjskiego producenta.

Poważne kraje podchodzące do kwestii łączności na serio posiadają własnej produkcji łączność pewną, gwarantującą czynnikom decyzyjnym tajemnicę komunikowania się. Za wzór może tutaj uchodzić Francja i oczywiście Niemcy, jednakże przykład Francuski w zakresie własnej łączności jest prawdopodobnie wzorcowy dla wszystkich poza USA.

My nie mamy takich problemów, ponieważ po pierwsze prawdopodobnie nie ma u nas czego podsłuchiwać, w tym znaczeniu, że przecież nasze władze nie podejmują żadnych istotnych i wiążących międzynarodowo decyzji. Po drugie to co jednak sojusznicze służby specjalne gromadzą na nasz temat mają co najmniej z kilku źródeł, więc na szczegółowe podsłuchiwanie nie muszą się szczególnie silić. O wiele przydatniejsze do podsłuchiwania tego co dzieje się poza granicami NATO jest nasze terytorium – nie jest tajemnicą, że sojusznicy mają u nas takie ośrodki umożliwiające nasłuch radiowy na pełnym spektrum częstotliwości. To bardzo ważna dziedzina pracy wywiadowczej, która nigdy się nie kończy.

Nie chodzi o to, że czulibyśmy się zapewne bardziej dowartościowani jeżeli nasz rząd byłby podsłuchiwany przez naszych sojuszników, ale trudno o lepszy ranking zaufania i znaczenia, o ile o zaufaniu pomiędzy państwami realizującymi przecież autonomiczne polityki w ogóle można mówić.

Powstaje też drugie pytanie – jeżeli mogą nas podsłuchiwać sojusznicy, to co w tej sprawie robią nasi potencjalni przeciwnicy?

Nie mamy się jednak czego obawiać, ponieważ nasi rządzący wydają z siebie stale nienawistny bełkot ewentualnie zajmują się sprawami, z których nasi potężni sąsiedzi, sojusznicy i wrogowie nawet nie chcą się śmiać ponieważ uważają je za żałosne. Więc naprawdę nie ma czego podsłuchiwać, jedynie w zakresie informacji towarzyskich umożliwiających wysterowanie za ich pomocą np. skandalu lub kompromitacji jakiejś osoby lub osób. Jednakże wszystko to odbywa się na poziomie kopania się po kostkach na Wiejskiej czy też w zaciszach jednych lub innych gabinetów. Czegoś takiego jak wpływania na decyzje strategiczne tutaj nie ma, ponieważ żeby tego dokonywać zewnętrzne ośrodki wpływu wcale nie muszą zdobywać tajnych informacji, gdyż wszystko już dawno jest sprzedane i kluczowe centra decyzyjne są wyprowadzone poza politykę a nawet poza kraj (bankowość). Owszem można myśleć o podsłuchiwaniu zarządów kluczowych spółek, czy też ministra skarbu pełniącego nad nimi nadzór w celu rozpoznania sposobu przepływu informacji. Jednakże w świetle niedawnego odwołania prezes zarządu jednej z kluczowych spółek handlujących energią w kraju – czy my w ogóle możemy mówić o jakimkolwiek przepływie informacji? Zresztą po co te informacje miałyby przepływać i do kogo? Chyba nie uwierzycie państwo, że ktokolwiek w tym kraju podejmuje jakiekolwiek decyzje strategiczne z pożytkiem dla państwowej racji stanu, korzyści dziedzinowych lub po prostu w interesie społecznym?

Wnioski – przede wszystkim nie mamy się co przejmować tym, czy nas ktoś – ktokolwiek podsłuchuje czy nie, ponieważ nie podejmujemy żadnych decyzji wymagających zachowania tajemnicy. Wszystkie inne ważne decyzje dotyczące naszego państwa podejmują za nas już i tak nasi sojusznicy i wrogowie. Z wiadomości o podsłuchiwaniu nas liczy się treść rozmowy z 10 kwietnia 2010 roku, jej prawdziwe i pełne brzmienie może zdecydować o wyniku wyborów w kraju a nawet pogrążyć na stałe jedną z opcji politycznych.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.