Polityka

Czy premier Tusk rozliczy „zderzaki” po Euro 2012?

 W minionych dniach premier Donald Tusk dokonał wizytacji szeregu obiektów przygotowywanych do imprezy Euro 2012, premier latał śmigłowcem, jeździł pociągiem, grał w piłkę, udzielał wywiadów no i oczywiście został skrytykowany przez całą opozycję, poczynając od dyżurnych gruczołów jadowych Prawa i Sprawiedliwości, poprzez ubranego w skórzane „coś’ pomiędzy marynarką a kurtką nowego-starego lidera starej lewicy, a na rzeczniku partii mniejszości seksualnych i happeningów kończąc. Wszyscy polityczni krytycy premiera wypominali mu luksus – słyszeliśmy w mediach o „helikopterze w ogniu (krytyki)”, o wożeniu się, no jak zwykle festiwal manifestacji niechęci i krytyki wszelakiej.

Równolegle byliśmy świadkami konferencji prasowej premiera, na której odbierał on raporty potwierdzające o przygotowaniu do Euro, ze strony przedstawicieli poszczególnych resortów. Trzeba przyznać, tego nawet nie wypadało ośmieszać, albowiem nie wiele brakowało do odwzorowania wzorców najsłynniejszego meldunku, jakiego dokonał nieżyjący już Prezydent elekt – Lech Kaczyński.

Niesłychanie trudno jest w kontekście „wizyt gospodarskich”, po których zamykane są dworce celem dokonania dalszych przeróbek, jak również „putinowskich” konferencji prasowych – stwierdzić, że to przynajmniej nie budzi uśmiechu. Oczywiście można krytykować premiera, że latał śmigłowcem w celach informacyjnych, można mieć mu za złe, że wkracza na niedokończone budowy i jedynie utrudnia kończącym prace podwykonawcom, jak również można dziwić się, że traktuje ministrów podobnie jak Prezydent Putin oligarchów.

Ciężko jest zrozumieć pana premiera, przecież jest on człowiekiem rozsądnym, a dodatkowo ma cały sztab doradców od PR. Czy zatem premier celowo popełnia medialne „samoośmieszenie się”? Przecież ta pokazówka, której w ciągu ostatnich dni byliśmy świadkami musi mieć jakiś sens i musi służyć jakiemuś celowi, no a przynajmniej powinna. W przeciwnym wypadku, jeżeli premier jest sterowany bezwiednie przez swoich doradców, to mamy do czynienia z sytuacją, w której faktycznie trzeba głosować na PiS.

Oczywiście premier nie jest marionetką wszystko, co robił przez ostatnie dni miało jeden banalny cel – ujawnienie odpowiedzialnych. Przede wszystkim on samodzielnie przyjął na siebie ostateczną odpowiedzialność za całokształt prac, a w ten sposób je odebrał. Przy tym sprytnie zabezpieczył się, domagając się publicznego potwierdzenia gotowości przez poszczególnych ministrów. W istocie, jako jedyny lub jeden z niewielu – mających pełną wiedzę o stopniu gotowości, a tym w szczególności skali nieprzygotowania. Co to oznacza? Nie mniej nie więcej, jak przygotowanie pana premiera do rozliczenia swoich zderzaków po Euro 2012. Jedni dostaną plusy, a inni zostaną poświęceni na ołtarzu porażek związanych z Euro! Oznacza to, przesilenie rządowe, a być może nawet zmianę koalicjanta, – jeżeli zajdzie taka potrzeba.

Musimy pamiętać, że premier nie jest wszechmogącym Cesarzem rzymskim! Nawet, jeżeli chce coś personalnie zmienić, musi mieć podstawę do podjęcia decyzji politycznej. Utrata zaufania nie wchodzi w grę w przypadku partnerów koalicyjnych, podobnie w przypadku do niektórych ministrów z własnej partii, – jeżeli są szarymi eminencjami potężnych frakcji!

Wszyscy widzieli w telewizorach premiera wizytującego doskonale przygotowane obiekty w Poznaniu, Wrocławiu, Warszawie i wielu innych miejscach. Wszyscy widzieli także poszczególnych ministrów, raportujących w obecności super-ministry Muchy pełną gotowość i totalnie zupełne przygotowanie. I dla niektórych z nich i dla premiera jest oczywistością, że przynajmniej dwaj z nich kłamali, albowiem ich resorty nie tylko się nie przygotowały, ale po prostu panuje w nich taki chaos, że nie ma możliwości o innym rozwiązaniu niż pójściu na żywioł!

W praktyce oznacza to, że premier będzie miał bardzo wygodną płaszczyznę do rozliczania po zakończonej imprezie. Nie będzie miało znaczenia, co było źle i jak bardzo się czymś skompromitowaliśmy. On pytał, jego wprowadzono w błąd! Alternatywnie obiecano na wyrost.

Premier po mistrzostwach ma carte blanche do zmian we własnym otoczeniu politycznym. I nie będzie potrzebował do tego niczyjego poparcia, albowiem każdy, kto stanie po stronie „tych co zepsuli wielkie narodowe święto” i „przyczynili się do ośmieszenia Polski na arenie międzynarodowej” po prostu muszą być rozliczeni… ot tak, po prostu. A nawet jak kogoś nie rozliczy, to oznacza, że łaskawie przymknął oko „biorąc problem na siebie”, czyli swój człowiek – a takiego dobrego władcę, należy frakcyjnie popierać, albowiem po czynach widać że mógłby, ale nie łamie karków… daje żyć…

Lepiej rozliczać, niż samemu być rozliczanym.

One Comment

  1. Dobry tekst.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.