Społeczeństwo

Czy Polska to kraj prostytutek?

 Prostytucja w Polsce to temat tabu, przemilczany, niezauważany, niedostrzegany, w zasadzie nieistniejący. Od czasu, kiedy zmniejszyła się ilość pań stojących przy drogach ten jątrzący społecznie problem zniknął z mediów – nie istnieje, jako problem społeczny, sanitarny w istocie cywilizacyjny. Generalnie Polacy tolerują stan rzeczy, w którym w zamkniętych ścianach dwoje (lub więcej) dorosłych ludzi robi to, na co ma ochotę i nie ma znaczenia ewentualna odpłatność, gratyfikacja – wiadomo, że za udostępnienie pomieszczenia lub „masaż”, bo wszelkie dodatkowe usługi to wiadomo gratis.

Redakcja sporządziła mały wywiad internetowy – korzystając z oferty pań do towarzystwa oferujących swoje wdzięki na jednym z ogólnopolskich portali zbadaliśmy ile jest takich pań (a w zasadzie anonsów) w wybranych losowo miastach Polski.

  • Warszawa 856
  • Poznań 799
  • Kraków 779
  • Wrocław 549
  • Katowice 481
  • Łódź 447
  • Szczecin 205
  • Lublin 204
  • Gdańsk 191
  • Kalisz 21

To tylko jeden portal, to tylko oficjalne zestawienia – dostępne w sieci on-line, które każdy może sobie sprawdzić. Jak głębokie jest to zjawisko w rzeczywistości? Ile kobiet w Polsce się prostytuuje? Chodzi oczywiście o Polki oraz o przyjezdne panie, które wchodzą w określone „nisze rynkowe”, każda z tych kobiet to jest jakiś osobisty dramat, tragedia i problem. W ogóle się tym nikt nie zajmuje poza kilkunastoma organizacjami pozarządowymi. Co ciekawe dominująca większość podmiotów udostepniająca prostytuującym się kobietom pomieszczenia to jak najbardziej legalne i otwarcie działające przedsiębiorstwa. Czy ktoś to nadzoruje nazywając rzecz po imieniu? Wiadomo, z jakimi chorobami tego typu biznesy się wiążą – jednakże panuje tutaj w pełni wolny rynek, nie pracujesz – nie zarabiasz. Kto się interesuje klientem?

Wiadomo, że w Polsce nie ma czegoś takiego jak społeczności lokalne, więc nie ma nacisku społecznego na władze na likwidowanie tego typu przybytków. Policja prawdopodobnie monitoruje zjawisko, ale czy walczy z nim? Nie, ponieważ jest w istocie legalne, a samo czerpanie korzyści z cudzego nierządu jest w naszych warunkach nie do udowodnienia.

Dzięki jednemu filmowi modny stał się problem „uniwersytutek”, czyli młodych kobiet prostytuujących się po to, żeby mieć środki na wyższą edukację i dostatnie życie. Kilka osób się nad tym pochyliło, jednakże dalej nie ma problemu ponieważ w istocie nikogo to nie interesuje że czyjaś córka „się puszcza”! Mamy w końcu wolność, no a poza tym jak to skontrolować? Od razu problem dla urzędników i brak możliwości działania urzędów, poza tym w niuansach naszego prawa – sprytni adwokaci ośmieszą każdą decyzję administracyjną przed sądem i jeszcze trzeba by było płacić odszkodowania za bezpodstawne pomówienie kogoś o prostytuowanie się lub korzystanie z usług prostytutek.

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że Kościół dominujący zdecydowanie potępia zagadnienie prostytucji. Jednakże ktoś z ich usług musi korzystać? Na pewno sporo weekendowych turystów z zachodu ma dzięki ich ofercie raj, jednakże te panie mają swoje oferty dostępne codziennie, więc należy się spodziewać, że wśród ich klientów tubylcza ludność stanowi znaczny procent. Wniosek jest taki, że słabo u nas z moralnością, coraz słabiej.

Zaskakuje bierność państwa, które nie dostrzega problemu także od strony kryminalnej, albowiem stręczenie kobiet to nie jest „normalny biznes”, albo wręcz przeciwnie – wariant niemiecki, – dlaczego państwo nie pobiera od tego podatku? Dylematy można mnożyć, w każdym bądź razie nie jest normalne, że w państwie istnieje tak duży rynek generujący istotne ekonomicznie przychody i państwo nie ma z tego absolutnie nic.

Generalnie możemy nadal udawać, że problemu nie ma i nic się nie dzieje. Ktoś się sprzedaje, ktoś dzięki temu rozładowuje swoje emocje, następuje wymiana korzyści. Państwu, społeczeństwu nic do tego – albowiem nie daje tym ludziom alternatywy. Jednakże czy o to właśnie chodzi, żeby upadek obyczajów był normą powszechną i czymś normalnym? To już jest kwestia szacunku do samych siebie, społeczeństwa i państwa oraz postrzegania granic jego omnipotencji. Jeżeli dzisiaj godzimy się na to, żeby córka sąsiada kryła się za jedną z tych 549 ofert we Wrocławiu lub 856 w Warszawie to, na co się zgodzimy jutro? Co będzie normą dla kolejnego pokolenia? Gdzie przesunie się granica „tolerancji”, jeżeli nie zareagujemy dzisiaj?

10 komentarzy

  1. Większych bzdur to dawno nie czytałem

    • Bzdura bzdurą, a głupota komentującego głupotą – ale nic na to nie poradzimy możemy tylko życzyć pogłębionej refleksji

  2. a gdzie tu bzdura? raczej smutna konstatacja ubożejącego społeczeństwa…

  3. Co @autor proponuje?
    Upaństwowić tę “gałąź usług”, czy tylko opodatkować?

  4. Odrobina historii:
    “Jak jednak definiowano prostytucję w II Rzeczpospolitej i jaki był status prawny prostytutek? Artykuł pierwszy „Ustawy o zwalczaniu nierządu” brzmiał: „Za uprawiającego nierząd w rozumieniu ustawy niniejszej uważany, jest ten kto, w celach zarobkowych obcuje płciowo z dowolną liczbą osób”. W artykule drugim dodawano, że zabronione jest uprawianie nierządu przez osoby, które nie ukończyły 21 lat. Istotnym jest fakt, że prostytucja w omawianym okresie była zajęciem legalnym, o ile kobieta (męska prostytucja mogła istnieć tylko nielegalnie) uprawiająca nierząd, rejestrowała się jako prostytutka w Urzędzie Wojewódzkim. W takiej sytuacji otrzymywała tzw. „czarną książeczkę”, do której to wpisywane były wyniki okresowych badań przeprowadzanych w Urzędach Sanitarno – Obyczajowych. Na kontrole zgłaszać musiały się z reguły dwa razy w tygodniu, proceder ten jednak często prostytutki zaniedbywały, czego przykładem są liczne raporty policyjne dotyczące doprowadzania prostytutek do urzędów siłą. W momencie wciągnięcia na listę zawodowych prostytutek wypełniały odpowiednio na tę okoliczność przygotowany formularz, w którym obok standardowych pytań, padały także pytania o to od jak dawna zajmuje się nierządem, co ją zmusiło do nierządu, czy ktoś z rodziny zajmuje się nierządem oraz czy była już dawniej zapisana jako prostytutka.

    Obok kategorii prostytutek legalnych wyróżniano jeszcze dwie grupy: prostytutki dorabiające (ambulatoryjne) oraz nielegalne (potajemne). Prostytutki dorabiające nie otrzymywały czarnych książeczek, ale zobowiązane były do okresowych badań, po których wydawane były im odpowiednie zaświadczenia7. Wszystkie pozostałe prostytutki, które stanowiły zdecydowaną większość, w ogóle się nie rejestrowały, a w związku z tym były ścigane przez policję i bardzo często w przypadku ujęcia, siłą doprowadzane do naczelnego lekarza urzędu sanitarno – obyczajowego. Prostytutki mogły poruszać się po ulicach pojedynczo lub parami, miały obowiązek zachowywać się kulturalnie, nie mogły stać na rogach ulic i w bramach, zaczepiać przechodniów, a prace winny kończyć o godzinie 23.00. Nierząd można było uprawiać tylko w prywatnym mieszkaniu, gdzie nie mogły przebywać więcej niż dwie prostytutki. W takiej sytuacji, kiedy w mieszkaniu zamieszkiwały trzy lub więcej prostytutek, uznawano dane pomieszczenie za dom publiczny. A istnienie takich zakazane było od roku 1922 na podstawie Rozporządzenia Ministra Zdrowia z 6 września 1922 o nadzorze nad nierządem. Paragraf 8 rozporządzenia mówił: „Utrzymanie domów rozpusty (domów publicznych) jest wzbronione. Pod nazwą dom rozpusty należy pojmować wszelkie mieszkania i lokale, zajmowane przez więcej niż dwie osoby, uprawiające nierząd zawodowo.” (MR)

  5. Chcącemu nie dzieje się krzywda, tak mawiali już starożytni Rzymianie, oczywiście wykluczam jakikolwiek przymus przy uprawianiu tego zawodu.

  6. co do tego nie ma watpliwosci ze polska jest jak xxxxx.i zlodziej

  7. rozwój prostytucj to głównie problem ekonomiczny a największym sutenerem jest państwo, coraz więcej kobiet dorabia sobie w ten sposób, a bariery moralnośći przekracza się coraz łatwiej nie mając co do gara włożyć.

  8. Bo ja wiem…?
    – autor przedstawia prostytucję, jako wielki problem. Problem, który pożądane by było, prawnie uregulować.
    Moim zdaniem, wpierw powinno się zredefiniować termin “prostytucja”.
    Przecież po części, większość z nas prostytuuje się w jakiś sposób. Część, w zamian za wynagrodzenie, oddaje swoje siły fizyczne na rzecz innych. Inna część, za to samo, sprzedaje swoje zdobycze intelektualne. Jeszcze inna część, świadczy i te i tamte usługi.
    Te panie (panowie), nie robią nic innego, jak, w zamian za odpowiednią zapłatę, oddają do czasowej dyspozycji innych, nie swoje ręce/nogi/rozum, tylko pewne otwory, czy części swojego ciała.
    Dlaczego “wypożyczenie” swojego otworu miałoby być czymś gorszym, czy bardziej nagannym, niż “użyczenie” całej swojej osoby na kilka godzin do obsługiwania innych (np. kierowca)…!?
    Ok, co się tyczy aspektów “moralnych”, to fakt, w naszej kulturze takie “zajęcie” przez wieki było krytykowane. Szczególnie przez KK. Tylko po pierwsze, jeśli był, jest i prawdopodobnie będzie “popyt i podaż”, to świadczy to tylko o tym, że ludzie jednak akceptowali taką sytuację, a po drugie, chyba w tym wszystkim bardziej chodziło o rodziny, t.j. małżonków, by czasem któreś z nich nie “wpadło” na taki pomysł zdobywania pieniędzy, bo mogło by to mieć negatywny wpływ na dalsze, wspólne pożycie.
    Poza tym, “moralność” to rzecz bardzo względna i wg. mnie nie powinna stanowić jakichkolwiek ustawodawczych kryteriów, czy prawnych podstaw.
    Co do sugesti autora, poczynienia jakichś prawnych regulacji tego “problemu” (dla mnie lepszym terminem byłby np.: “tematu”), popieram całkowicie ten pomysł.
    Jestem zdania, że jeśli ktoś w taki sposób generuje swoje przychody, czy, jak kto woli, zarabia na swoje utrzymanie, to równolegle powinien odprowadzać część tych dochodów dla Państwa (ZUS, podatki i inne). Jak każdy inny Obywatel!. W zamian Państwo powinno mu również świadczyć usługi, jakie dostępne są dla innych.
    Szczególnie ochronę przed tzw. ukrytym “stręczycielstwem”, czy “sutenerstwem”.
    Oczywiście, jeśli “sutener”, oficjalnie rejestruje “świadczenie” takich usług, t.j. do dyspozycji oddaje np. hotelik, zatrudnia w nim “dziewczyny”, które płacą mu DOBROWOLNIE za tę “usługę”, a on rzetelnie rozlicza się z Państwem, to dlaczego mamy tego nie tolerować ?
    Wydaje mi się, że takie “oficjalne” rozwiązanie “problemu” byłoby najlepszym wyjściem dla wszystkich. I dla Państwa, i dla “zawodu” i dla klientów.
    Państwo uzyskałoby dodatkowe dochody, “zawód” miałby zapewnioną zdrowotną opiekę i emeryturę (przynajmniej jakiś wkład do niej), a klieńci byliby pewniejsi skutków “obcowania” z usługodawczyniami/dawcami.
    Na pewno byłoby łatwiej kontrolować higienę i zdrowie w środowisku.
    Snucie rozważań na temat aspektów społecznych, moralnych, czy prawnych prostytucji chyba w obecnym, “pięknym” świecie “demokracji, kapitulizmu i wolności” nie ma sensu, bo ten liberalny świat brutalnie skazuje każdego na walkę o przetrwanie. Jeśli jedynym, możliwym sposobem na zdobycie środków do przetrwania jest “wypożyczenie” swojego otworu cielesnego, to w żadnym przypadku nie powinniśmy tego krytykować!
    To nie PRL, gdzie kobiety, nawet tylko z podstawowym i to niepełnym wykształceniu, miały jakąś życiową alternatywę i miały wolny wybór, czy pracować jako sprzątaczka, kucharka, roznosiciel mleka, listonosz, itd, zdobywając przy tym uznanie środowiska, czy “pójść w margines” i handlować swoimi otworami.
    Wtedy było to godne krytyki.
    Obecnie, to raczej możemy powiedzieć, że takie kobiety są bardziej “zaradne”, bo nie oczekują niczyjej pomocy, tylko są w stanie same zarobić na swoje utrzymanie.
    Wiem, jest to z mojej strony zwykły CYNIZM, ale nie ja stworzyłem system w którym dane jest mi obecnie żyć…
    Pozdrawiam

  9. Po pierwsze chcącemu nie dzieje się krzywda
    Po drugie prostytucja w dużej mierze wywodzi się z biedy.
    Po trzecie prostytutka to zawód i powinna podlegać kodeksowi pracy /ubezpieczenie zdrowotne/
    Po czwarte znacznie bardziej niebezpieczny/a jest q*a gdyż jest to charakter i może uczynić z niskich pobudek wiele złego.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

5 × five =