Paradygmat rozwoju

Czy Polska dzisiaj ma wrogów?

 Nasz kraj, ukochana Rzeczpospolita od 1945 roku jest w obecnych granicach zbliżonych do okręgu, od początku lat 90 tych XX wieku graniczymy z 7 krajami na lądzie i z 1 przez morze. Dużo nas kosztowało uzyskanie obecnego terytorium państwa i najdelikatniej mówiąc stało się samo – bez naszego udziału, aprobaty lub dezaprobaty, albowiem reprezentacja polityczna władz Polski od przynajmniej od 4 lipca 1943 roku była najdelikatniej mówiąc sterowana przez czynniki zewnętrzne, najpierw z zachodu potem równolegle ze wschodu Wygrał jak wiemy zachodni pragmatyzm i wschodni realizm. Niestety nie udało się Polsce i Polakom samo stanowić o sobie, zresztą przed 1939 też były z tym kłopoty albowiem nasz kraj aczkolwiek formalnie niepodległy nie był demokratyczny i nie realizował jedynie swoich interesów strategicznych, bardziej służył, jako bufor i straszak niż definiował się, jako podmiot polityki. Trudno, stało się jak się stało i się nie odstanie nie mamy możliwości dziedzictwa przeszłości odwrócić. Możemy natomiast wyciągnąć z historii wnioski na przyszłość, ale to – przynajmniej klasie rządzącej przychodzi z trudem.

Porównując dzisiejszą sytuację geopolityczną Polski do tej z końca lat 30 tych XX wieku trudno doszukiwać się głębszych paraleli. Wówczas istnieliśmy dzięki wygranej wojnie ze wschodem w oparciu o papierowe sojusze z zachodem – pomiędzy młotem niemieckim a młotem radzieckim. Nie mieliśmy wpływu na swój los, każdy wybór mógł być tylko gorszy. Dzisiaj? Dzisiaj jesteśmy krajem stosunkowo silnie związanym gospodarczo i politycznie, jako sojusznik ze zunifikowanym blokiem państw zachodu, silnie wspieranym przez najpotężniejsze supermocarstwo świata. Nikt rozsądny nie zaryzykuje ataku na terytorium kraju, który podpisał Traktat Północno Atlantycki. W sensie geopolitycznym póki, co możemy spać spokojnie.

Niemcy – to kraj, od którego (a właściwie kraje niemieckie) mieliśmy w historii prawdopodobnie najwięcej dobra, albowiem tak proszę państwa nie ma, co się czubić, – ale cywilizacja przychodzi do nas praktycznie zawsze znad Renu. Niestety ci dobrzy Niemcy zepsuli historie w latach 1939-1945 z silnym akcentem 1944 roku, kiedy to nakryli się hańbą na całe pokolenia. Trudno jest przez te wydarzenia (np. Rzeź Woli – kto pamięta?) patrzeć na nasze stosunki bez bagażu historii, no nie da się będąc minimalnie nawet wykształconym i świadomym przejść do porządku dziennego pomimo całej sympatii do wszystkich niemieckich przyjaciół – nad tym, co ich ojcowie i dziadowie zrobili i chcieli zrobić naszym ojcom i dziadom. Obecnie Niemcy są najbardziej nam przychylnym państwem na kontynencie i prawdopodobnie na świecie, bez ich dobre woli mielibyśmy „figię z makiem” a nie 80 mld Euro funduszy unijnych. jak się będą układać dalsze stosunki zobaczymy, pewne jest jedno w odniesieniu do tego sąsiada – poza pełną integracją i otwarciem należy wykazywać margines zasady ograniczonego zaufania – albowiem no przepraszam, ale powiem to wprost chcieli nas zabić a z reszty zrobić niewolników, a Powstania Warszawskiego na pewno im nie zapomnimy. Dlatego też, z Niemcami – albowiem są to obecnie inni ludzie – w druzgocącej większości wstydzący się przeszłości swoich rodzin – należy postępować przyjaźnie sojuszniczo, ale ostrożnie. Oni nam rurę, my im 3 elektrownie atomowe itd. Najważniejsze na tym „froncie” jest budowanie własnych ugrupowań gospodarczych zdolnych do dialogu z przedsiębiorstwami niemieckimi. Jedno jest pewne – na dzień dzisiejszy Niemcy nie postrzegają nas, jako wrogów, ponieważ w żadnej mierze nie jesteśmy w stanie im w jakikolwiek sposób zagrozić. W polityce tego kraju jesteśmy istotnym kooperantem gospodarczym, lekkim suportem politycznym i liczącym się buforem strategicznym – izolującym Niemców od Słowian wschodnich, którzy od czasów Stalingradu budzą u nich jednoznaczne przerażenie, no a na pewno niechęć. Dlatego nie dziwmy się, że dali nam sporo broni – jeszcze więcej nam dadzą, – jeżeli tylko będziemy przewidywalni i jednoznacznie pro zachodni (póki zachód w dotychczasowym znaczeniu istnieje)

Czechy – niestety to dla nas kraj zmarnowanej szansy. Gdyby udało się zbudować to, o czym myśleli niektórzy podczas II Wojny Światowej, – czyli federację Polsko – Czesko – Słowacką to by była nowa, jakość w tej części Europy – śmiem powiedzieć istotny regionalnie potencjał. Niestety zhańbiliśmy się w 1968 a i wcześniej było dziwnie. Z pewnością Praga patrzy na nas jak na „duże coś” nie do końca obliczalne. Czesi są pragmatyczni, nie rozumieją naszego podejścia do wielu spraw – poza tym swoim zwyczajem wolą poczekać niż skakać z szablą na czołgi, bo czołgi przejadą i to jak się nie raz w historii okazywało mogą mieć znaczki Skody. Czesi nie postrzegają nas, jako wrogów raczej, jako lekko problematycznych sąsiadów, ale na szczęście nie Niemców! To, że nie jesteśmy Niemcami jest w oczach Czechów naszą największą zaletą, ale zarazem nie traktują nas poważnie tak do końca na 100% Docelowo zdecydowanie należy dążyć do zbliżenia z tym krajem, potęga czeskiego przemysłu i ich ogólny wyższy poziom rozwoju cywilizacyjnego może dla nas wiele oznaczać. Jest to kraj zdecydowanie najbardziej niewykorzystanego potencjału w stosunku do Polski, głównie z powodu naszych zaniedbań, ale trzeba to sobie powiedzieć jasno – to, że mamy nad Wełtawą negatywną prasę i czarny PR to nie jest przypadek.

Słowacja – piękny i wspaniały kraj, co do gościnności, którego mieszkańców krążą różne opinie. Po pierwsze jest to państwowość i narodowość stosunkowo młoda, wykształcona w nie do końca możliwych do zaakceptowania okolicznościach, ale jest i ma się dobrze. Co więcej, jest to kraj, który możemy przy umiejętnej polityce bardzo silnie przyciągnąć do siebie wykorzystując pragmatyzm tamtejszego społeczeństwa, jak również niską, jakość ich klasy politycznej. Wielka szkoda, że nikt nie myśli o Słowacji, jako naszej strefie bezpośrednich wpływów i interesów, ich potencjał jest na tyle niewielki, że można go kilkoma mądrymi inwestycjami dodać do naszego. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zacząć prowadzić intensywne działania dyplomatyczne na linii Bratysława – Warszawa jak i Praga – Warszawa. Wbrew wszystkiemu mamy sobie bardzo wiele do zaoferowania, a potencjał naszych trzech krajów może nie równa się potencjałowi Niemiec i lub Rosji, ale nawet w Unii Europejskiej bylibyśmy partnerem, którego nie można w żadnej mierze lekceważyć. Połknęlibyśmy np. taką Austrię jak przystawkę, – co jest od prawie zawsze marzeniem wszystkich Słowian Zachodnich. Układ jest prosty – Czech Prezydentem, Polak Premierem a Słowak Ministrem Spraw Zagranicznych. Stolica w Katowicach lub w Krakowie – gdzie by woleli. Zadziwilibyśmy Europę, Rosję, Niemcy.

Ukraina – wiele polskiej, ukraińskiej i żydowskiej krwi zostało przelanej na tzw. kresach II Rzeczpospolitej. Nasza historia jest trudna, nadal nie zakrzepła – pomniki nie porosły jeszcze mchem, stale je ktoś wykopuje, przenosi. Kwestia granicy została bezmyślnie uregulowana poprzez uznanie status quo, stało się i się nie odstanie nie zamierzamy umierać za Lwów i za Żółkiew. Ale czy Ukraińcy dadzą nam spokój – patrząc na poczynania niektórych sił politycznych silnych zwłaszcza na zachodzie Ukrainy – można mieć, co do tego wątpliwości. Sami wybrali swoją przyszłość, sami tworzą swoją teraźniejszość, zostawmy ich wykazujmy nadal przyjaźń i chęć współpracy – to nic nie kosztuje. Jednakże w przypadku tego kraju są, co najmniej 3 kluczowe kwestie, na temat, których czas przestać milczeć i udawać, że nie ma tematu. Po pierwsze kwestia praw polskiej mniejszości na Ukrainie, albo Kijów zacznie stosować standardy europejskie w dziedzinie ochrony praw mniejszości narodowych albo trzeba będzie w stosunku do Ukrainy zmienić politykę – a równolegle przeprowadzić program repatriacji. Po drugie – łącząca się z kwestią ludzi – kwestia dóbr kultury. Czy to się Ukraińcom podoba czy nie – mniej lub bardziej – tak się składa, że na ich terytorium jest cała masa polskich dóbr kultury materialnej. Jeżeli nie potrafią sami zapewnić im należytej opieki powinni zgodzić się na przekazanie lub na konserwację na miejscu z naszych środków. Nie może być tak, że zbiory polskich starodruków są wożone półotwartymi ciężarówkami a zabytki kresów polskich niszczeją i hula po nich wiatr! Że już o skandalach – jak próby wyburzenia synagogi we Lwowie nie wspomnę. Wszystko to należy do dziedzictwa I Rzeczpospolitej, jeżeli Ukraińcy tego nie szanują nie szanują także nas, naprawdę kamienie nie gryzą – nawet te Lwy na cmentarzu Łyczakowskim. Po trzecie wreszcie Ukraina musi mieć świadomość, że nie jest Polsce obojętna. Dalsze dryfowanie w kierunku wschodnich stepów i tamtejszych standardów nie będzie przez nas przemilczane. Wiemy, co to oznacza w praktyce, – jeżeli Ukraina w dalszej przyszłości zdecyduje się pełnić rolę straszaka antypolskiego na paseczku wschodniego imperium to będzie oznaczało z naszej strony zachowania jednoznaczne i definitywne – z niewykluczeniem nowych rozwiązań, a wręcz nowego otwarcia. Co to oznacza w języku dyplomacji i czego co jest przedłużeniem polecam pruskiego klasyka.

Białoruś – to istotny problem, z jednej strony mamy reżim, a z drugiej wspaniały słowiański naród białoruski! Z jednej strony mamy dążenia do integracji ze wschodnim krajem przewodnim a z drugiej wspaniałą kartę opozycji i pro wolnościowe dążenia. Mamy szczęście, że reżim pana Prezydenta Łukaszenki nie zdecydował się na pokazową konfrontację z Polską (jak do tej pory). Albowiem byłaby to dla nas bardzo bolesna lekcja, a może z drugiej strony szkoda, że Prezydent Łukaszenko nie zdecydował się na szybki konflikt z Polską, bez wypowiadania wojny – w imię ochrony np. Białorusinek więzionych w agencjach towarzyskich w Warszawie… nic i nikt nie mogłoby zatrzymać białoruskich dywizji pancerno-zmechanizowanych. Szybki konflikt, osiągnięcie celów politycznych, wycofanie się, za które moglibyśmy być Łukaszence wdzięczni, albowiem doskonale obnażyłby bezbronność i nieudolność naszego państwa, bardziej niż smoleńska brzoza. Kraj ten obecnie nie patrzy na nas jak na wroga, ale raczej jak na miejsce skąd można się spodziewać pomocy – w sensie jak najbardziej humanitarnym. Jeżeli bankructwo państwa białoruskiego będzie postępować, musimy uwzględnić scenariusz ryzyka humanitarnego oraz konieczność ochrony i wsparcia naszej mniejszości narodowej położonej na terenie obecnego państwa białoruskiego. Tu nie ma żartów, tu są interesy. Jeżeli Białorusini nie zlikwidują tego reżimu sami, faktycznie grozi im wchłonięcie do imperium na wschodzie. Nie możemy na to patrzeć w sposób bierny, w tym kontekście Białoruś jest dla nas zagrożeniem i nic dobrego dalsza przyszłość nie wróży. Czy obecny reżim białoruski patrzy na Polskę, jako na kraj wrogi – do pewnego stopnia z powodów wewnętrznych na pewno tak. Jak patrzą na nas Białorusini? Trudno powiedzieć, ale trzeba uważać.

Litwa – chciałoby się powiedzieć próbowaliśmy, staraliśmy się, nie udało się. Trudno. Kraj, który rozbiera tory kolejowe do własnej rafinerii będącej polską inwestycją nie może liczyć na poważne traktowanie w kontaktach gospodarczych. Kraj, który nie może zdobyć się na gesty przyjaźni wobec polskiej mniejszości, – która jest u siebie – nie może liczyć na naszą przyjaźń. Niestety, pragmatyzm wymaga pewnego szerszego spojrzenia. Nasza historia nie jest jednoznaczna, a obecnie mamy sobie wiele do zaoferowania, – co oczywiście nie powinno oznaczać, że każdy tankujący Polak dopłaca do głupiej inwestycji „narodowego” koncernu. Z Litwą potrzebujemy nowego otwarcia, a zarazem musimy dokonać przewartościowania spraw litewskich we własnym myśleniu. Tak, jak pogodziliśmy się, że nie ma i nie będzie Wilna – musimy uznać w Litwinach sąsiadów a nie młodszych i niewdzięcznych braci. Wzajemne stosunki oparte na pragmatyzmie i rachunku interesów mogą przysporzyć obu krajom i obu społeczeństwom tylko korzyści. Wszelkie próby poróżniania i siania nienawiści, odwzorowywania negatywnych obrazów – należy postrzegać, jako działania inspirowane. Sztuka polega jedynie na znalezieniu wśród Litwinów odpowiednich partnerów. W kwestii z tym krajem wyjaśnienia wymaga jednak jedno bardzo ważne zagadnienie – chodzi o własność ziemi, nie można tego odpuścić – są właściciele, żyją ich potomkowie. Litwa albo uzna wspólna historie i dokona zwrotów lub wypłaty odszkodowań, albo powinniśmy zastanowić się nad zrewidowaniem wzajemnych stosunków. Aktualnie i w zbliżającej się przyszłości – Litwini spoglądają na nas niechętnie, jednakże Unia Europejska narzuca standardy, które dają wzajemny margines pozytywnych zabezpieczeń – obustronnie nie zwariujemy.

Rosja (i Kaliningrad) – do póki jesteśmy w tzw. strukturach zachodu a przynajmniej na ich przedpolu – nie mamy się, czego kogo i o co martwić. W sensie militarnym nic nam nie grozi. Co oczywiście nie oznacza, że nie należy na rosyjskie dozbrajanie Kaliningradu patrzeć biernie. Powinniśmy posiadać potencjał wojskowy umożliwiający opanowanie całości terytorium Kaliningradu przy jednoczesnym zablokowaniu granicy od strony terytorium Białorusi i Litwy. Tu nie ma żartów, scenariusz gruziński uczy, że Rosja nie przestała myśleć o swoim imperium. Patrząc długookresowo trudno cokolwiek wyrokować – w perspektywie średniookresowej Rosja nie jest zagrożeniem, ale niestety musimy się zbroić. Równolegle zapewnić sobie bezpieczeństwo energetyczne, uwzględniające także szaleństwo ze strony Niemiec. W sensie gospodarczym stosunki z Rosją to zmarnowana szansa dla polskich przedsiębiorców, co najmniej 10 ostatnich lat to lodowa epoka gospodarcza, to musi ulec zmianie – bez względu na skalę pragmatyzmy, na jaką musielibyśmy pójść. Dotyczy to głównie kwestii historycznych jak i związanych z niejasnościami okoliczności wypadku 10 kwietnia 2010 roku. Rosja może banalnie nas rozgrywać wewnętrznie i w tej sensie, aczkolwiek jesteśmy od początku ery Putina jej idealnym wrogiem – należy się jej na serio obawiać. Rosjanie mają struktury, mają pieniądze – mają możliwości wpływu na naszą sferę publiczną – w tym za pomocą środków masowego przekazu. Należy się przygotować na szereg zagrożeń z tej strony, ale pragmatycznie deklarować współprace i pełne poparcie dla spraw rosyjskich w ramach Unii Europejskiej, albowiem tylko przez Brukselę dla Rosji cokolwiek znaczymy.

Szwecja – wzajemne relacje są poprawne, jeżeli jesteśmy zagrożeniem to ekologicznym, ale należy pamiętać we wzajemnych relacjach, że „Potop” nadal jest niepomszczony.

Dania – Bornholm i nic z tego sąsiedztwa nie wynika.

Reszta świata – istnieje pewne zagrożenie terroryzmem islamskim, nie można go wykluczyć, ale to mamy na nasze własne życzenie trzeba było się nie pchać do Iraku – a przynajmniej postawić przed specjalną komisją panów Kwaśniewskiego i Millera w celu wyjaśnienia powodów „interwencji” w Iraku i późniejszej jego okupacji oraz rozwiać wszelkie wątpliwości w sprawie równie mocno hańbiącej Polskę – tj. rzekomego udostepnienia pomieszczeń dla służb wywiadowczych USA w celu przetrzymywania więźniów i prowadzenia w związku z nimi czynności.

Reasumując czy mamy wrogów – tak wielu i to na wielu płaszczyznach. Ale na szczęście niemających wspólnego interesu, aczkolwiek tenże zaczyna się klarować na najbardziej tradycyjnej linii przypieczętowany podwodną rurą. W momencie zmiany kształtu koncepcji europejskiej – na pewno zostaną Niemcy, Rosja, rura i Polska położona częściowo na dawnych terenach państwa niemieckiego – tylko i wyłącznie dzięki ówczesnemu kaprysowi władcy wschodniego imperium. I co dalej? Autor tego tekstu na szczęście zna niemiecki… a wy czytelnicy? To bardzo ważne w kontekście lekcji historii… znajomość niemieckiego się przydaje.

O wrogach wewnętrznych będzie odrębny tekst…

11 komentarzy

  1. jak to miał być artykuł o niczym to się udał?
    Nie mamy wrogów zewnętrznych ?? buahha
    Oczywiście, że mamy i to sporo wystarczy wychylić nosa poza kontynentalną tzw. “Wielką Europę”.

    • Autor drobiazgowo pokazuje główne trendy związane z meandrami naszej polityki zagranicznej – czy pan czytał ten sam tekst co ja ? Gdzie tam jest napisane że nie mamy wrogów zewnętrznych ?

  2. Świetna synteza. Zachwycił mnie opis relacji ze Szwecją.
    Pozdrawiam.

  3. Nie za mało o Szwecji? Jakiś czas temu dochodziły z ich strony echa o propozycjach sojuszu… Może Autor coś wie i nie chce zapeszyć 😉

  4. Swietne streszczenie Polskiej sytuacji miedzynarodowej. Moze zaiste jak zauwazyl czytelnik powyzej nieco malo o Szwecji, z ktora lacza nas wspolne interesy (hamowanie zapedow zarowno Rosji i Niemiec to takze bolaczka szwedzka), a od niedawna traktat o wspolpracy takze wojskowej (o czym nadzwyczaj cicho w rodzimych mediach). Wspolpraca szwedzko-polsko-czesko-slowacka to aspekt, ktory moze rownowazyc tradycyjny alians wschod-zachod naszych sasiadow, co oczywiscie nie powinno w zadnym wypadku zniechecac nas do kooperacji z Niemcami (i zarabiania na tym) oraz handlu z Rosja (i zarabiania na tym takze).
    Wydaje sie, ze jesli chodzi o Panow Millera i Kwasniewskiego to slepa miloscia do wielkiego brata zza oceanu zawalili latwa mozliwosc wprowadzenia takiego aliansu (takze wojskowosc), bo niestety lepiej bylo brac mysliwcey szwedzkie i budowac wojskowa wspolprace na tej podstawie (logistycznie troche latwiej to kontrolowac niz zakup sprzetu watpliwej jakosci zza oceanu). Dobrze, ze chociaz rozwiazano przetarg na samolot szkoleniowy, bo grozilo znowu wziecie drogiego i niekoniecznie najlepszego od “jedynie slusznego dostawcy”.
    Niedlugo zas przetarg na smiglowce, zobaczymy czy zwyciezy zdrowy europejski rozsadek, czy wielki brat znowu rozegra nas po swojemu wciskajac swoj produkt – mimo ze montowany w Polsce(niestety na nasza szkode).
    Natomiast krakauer ma racje ze obecnie militarnie najwiecej przygod jest na wschodzie (szczegolnie polnocnym wschodzie) i to na tym teatrze zmagan powinny koncentrowac sie wysilki wojskowe i planistyczne.
    O ile obecny rzad odwazy sie potrzasnac Niemcami przy pomocy Francji w sprawie budowy elektrowni atomowej (kosztem zapewne kontraktu dla francozow na budowe tejze) to ten temat powinien byc latwy do zalatwienia. W duzej mierze to bedzie test czy jeszcze jestesmy Panstwem dbajacym o wlasne interesy, ktore to reprezentuje rzad, czy juz kolejnym landem administrowanym przez namiestnika w Warszawie. 🙂

    • Zgadzam się z autorem, pomimo braku wrogów formalnych musimy mieć się na baczności – a dupowatość naszej dyplomacji to fakt ….

  5. Podoba mi się to co napisano o Ukrainie i sprawach ukraińskich …

  6. Wszelkie mrzonki o handlu z Rosją to bzdury.

  7. Zgadzam się z komentarzem powyżej. Bardzo pana o imieniu aron prosimy o wytłumaczenie nam , o podanie powodów oraz kilka słów od siebie na temat czemu pan uważa że wszelkie wzmianki o handlu z Rosją to bzdury .

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.