Polityka

Czy polityka zagraniczna będzie polem kohabitacji rządu i prezydenta czy starcia?

 Dzień objęcia władzy przez pana Andrzeja Dudę – Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej zbliża się szybkimi krokami. Z punktu widzenia interesów państwowych kluczowym jest rozpatrzenie, czy polityka zagraniczna będzie polem kohabitacji rządu i prezydenta, czy też raczej starcia? Wszyscy gracze mają i to z pierwszej ręki doświadczenia z czasów legendarnych już sporów „o krzesło”. Świadomość pewnego ustrojowego zaplątania we wzajemne zakresy kompetencyjne jest nadal do końca nie rozstrzygnięta, ale to już wina Platformy Obywatelskiej i pana Komorowskiego, że nie potrafili przeprowadzić stosownych zmian przez cały okres swoich rządów. Dzisiaj wracają do punktu wyjścia, nie mając żadnych przesłanek kierunkujących ewentualny spór. Ponieważ w naszym porządku ustrojowym można napisać książkę o tym, że ton polityce zagranicznej nadaje rząd, jak również drugą taką samą i o ty, że ten sam ton nadaje prezydent.

Nie ulega wątpliwości, że po epoce znającego język angielski ministra i prezydenta, tego języka nie znającego nowa władza odziedziczy więcej problemów niż przewag na polu polityki zagranicznej. Nawet obecny minister nie zachwycił, a mógł się skoncentrować na tym, w czym jest doskonały, czyli w wewnętrznych procedurach i doskonaleniu struktur, a nie wypominać Rosjanom kto zdobył Oświęcim. Jednakże stało się, straty zostały poniesione i sobie kwitną. To znaczy, to my je ponosimy. W tym znaczeniu, zarówno nowy prezydent jak i nowy rząd – będą mieli generalnie pod górę. W kwestii polityki zagranicznej nie można mieć żadnych złudzeń i żywić się fikcją lub co najgorsze, a co niestety się stało – wierzyć, we własną propagandę.

Obecnie jesteśmy w obliczu co najmniej trzech procesów istotnych z perspektywy międzynarodowej pozycji polski, wobec których nasza dyplomacja, a nawet nasze państwo w ogóle muszą zająć stanowisko i być nie tylko przygotowanym, ale także i aktywnym.

Po pierwsze to generalna kwestia wschodnia. Pustka jaka pozostała po porażce poronionej i szkodliwej od samego początku polityki wschodniej, nie bez podstaw zwanej partactwem wschodnim jest totalna, a spustoszenie szokujące. Konsekwencje popełnionych błędów i problemów do których się przyczyniono rzekomo w naszym imieniu i niestety na nasz rachunek, będziemy jeszcze długo ponosić. Lepiej, żeby nie pojawiły się koszty. Właśnie na eliminacji tego elementu nasza polityka zagraniczna na kierunku wschodnim powinna się skoncentrować. W praktyce oznacza to – podjęcie próby normalizacji stosunków z Federacją Rosyjską, które w obecnym kształcie, jeżeli będą dalej podlegały tak negatywnej ewolucji będą nam coraz bardziej dysfunkcyjnie ciążyć.

Po drugie musimy się zdecydować na to, czy w ogóle mamy jakąś wizję Unii Europejskiej i własnych interesów w niej? Czy też wolimy oczekiwać na rozwój negatywnego scenariusza, żeby z przerażeniem stać się ponownie „Mitteleuropą”? Oznacza to konieczność dokonania pełnego przeglądu relacji z najważniejszymi krajami unijnymi oraz przeprowadzenia bilansu korzyści i kosztów dotychczasowego członkostwa, ale nie na zasadzie formalnych tabelek, tylko istniejących, wygaszonych, utraconych i możliwych politycznych i gospodarczych trendów, które są lub mogą być dla nas istotne. Pójściem we właściwym kierunku, byłoby odwołanie pana Donalda Tuska z funkcji Przewodniczącego Rady Europejskiej, które w sposób bardzo istotny wykazałoby naszym przyjaciołom w Unii, że umiemy się rozliczyć z tymi aspektami własnych błędów, które były niedopuszczalne. Dymisja pana Tuska, byłaby fundamentalnym krokiem w dobrym kierunku, otwierającym i włączającym nowe scenariusze.

Trzecia rzecz, to relacje z naszymi sojusznikami na Zachodzie, gdzie liczy się coś więcej niż potakiwanie. Polska nie może dłużej trwać w czyjejś układance i być narzędziem, podejmując ryzyko i przyjmują się na siebie, jeżeli nie ma w związku z tym zysków.

Obecnie może i lepiej, żeby ten dogorywający rząd już nie podejmował się niczego sensownego w zakresie polityki zagranicznej. Oczywiście wiadomo, że trzeba realizować bieżący nadzór i prowadzić sprawy, chociaż z tym także były problemy, więc nie można się spodziewać cudów. Po prostu najwyżej będzie wstyd z nowymi na szybko mianowanymi ambasadorami, ale to zobaczymy.

Z perspektywy państwowej ważne jest, żeby obie strony koniecznej kohabitacji, nie chciały uczyć z ewentualnego starcia na płaszczyźnie polityki zagranicznej, konfliktu mającego znaczenie polityczne w nadchodzących wyborach parlamentarnych.

Szkoda, że ustępujący prezydent nie był w stanie się zdobyć na udostępnienie prezydentowi elektowi jednego z dwóch głównych pałaców prezydenckich, miałoby to zupełnie inną wymowę i wyraźnie przyczyniło się do poprawnego osadzenia wzajemnych relacji już na samym ich początku. Jednakże patrzmy w przyszłość!

4 komentarze

  1. Zachowanie się prezydenta Dudy będzie funkcją jego ambicji i lęków przed prtezesem

  2. Nie ma szans na porozumienie PIS z PO, partia Kaczyńskiego wydrenuje PO raz na zawsze z naszej rzeczywistości – stadiony, spędzanie, przesłuchiwania, rozstrzeliwania – i zrzucanie z helikopterów tylko nie ma wulkanów – a byłoby jak w Chile za rządów idola pana Kamińskiego wielkiego platformersa (się objawił)

  3. Tu rozchodzi się o to, czy ten nie-rząd będzie w stanie w ogóle jeszcze prowadzić jakąkolwiek politykę, a co dopiero zagraniczną

  4. Pan Andrzej Duda mimo, że delikatnie odcinał się od PiS wygrał wybory prezydenckie dzięki tej partii. Jak widzi PiS politykę wschodnią wszyscy wiedzą (udział prezesa partii na Majdanie). Nie chcę być złym prorokiem jak chodzi o pana A. Dudę, jednak moim zdaniem gorszą opcją byłaby wygrana dotychczasowego prezydenta, tu mieliśmy okazję obserwować politykę zagraniczną przez 5 lat.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.