Czy państwo może ingerować w rodzinę i prawo do płodzenia dzieci?

Swego czasu, wszyscy słyszeliśmy o dramatach otyłego chłopca, którego kurator chciał zabrać dziadkom, ponieważ ci stosowali wobec niego zła dietę, jeszcze wcześniej słyszeliśmy o lekarzach, którzy pozbawili płodności kobietę lekko upośledzoną – matkę wieloródkę.

Ponieważ państwo nie zapewnia nikomu środków do życia, a jedynie wsparcie przed głodową śmiercią, takie państwo nie ma prawa wtrącać się do osobistych decyzji życiowych nawet najbiedniejszych obywateli. Zarówno decyzje o posiadaniu potomstwa jak również o sposobie jego wychowania, w tym także odżywiania – to decyzje należące do poszczególnych rodziców, państwu nic do tego, jeżeli tylko dziecko realizuje obowiązek szkolny.

To że naturalną konsekwencją takiej polityki jest pauperyzacja i tworzenie się subklasy społecznej – to oczywistość, ale nie ma na to rady, w społeczeństwie kapitalistycznym, którego państwo nie musi zapewniać nikomu źródeł utrzymania.

W tym kontekście domaganie się od kogoś wypełnienia jakiegoś nawet dowolnego standardu to mocna przesada i bezczelność ze strony organów państwa, czy też ich przedstawicieli, trzeba się pogodzić z tym, że niektórych po prostu nie stać. Można tak pokierować pomocą społeczną i wsparciem dla najuboższych, żeby dzieciom z najbiedniejszych rodzin zapewnić ten sam minimalny standard ubrania, żywienia, edukacji i odpoczynku – to państwo może zrobić, może nawet zaproponować dla najbiedniejszych internaty. Jednakże to musi być dobrowolne, na zasadzie – jeżeli rodzice chcą, mogą z tego pozwolić swoim dzieciom korzystać. Rolą państwa może być tylko i wyłącznie zachęcanie. W przypadku osób patologicznych – jest oczywistym nadzór kuratorski i decyzje sądu w zakresie przewidzianym przez kodeks rodzinny i opiekuńczy, w szczególności w kontekście decyzji dotyczących małoletnich. Jednakże nie może być to automat sądowo-kuratorski, każda sprawa musi być indywidualnie rozważana i oceniania. Nie ulega bowiem wątpliwości, że dla rozwoju dziecka najlepiej jeżeli przebywa ono z rodziną, jeżeli jednak jest to rodzina patologicznie zepsuta – w indywidualnych przypadkach rzeczywiście lepiej może być, jeżeli dziecko zostanie pod względem fundamentalnych kompetencji życiowych rozdzielone.

W takich sprawach nawet eksperci milkną, gdyż to nie jest problematyka poddająca się pod jakiekolwiek wskaźnikowanie, niby co tu opisywać? Powierzchnie grzyba w lokalu zajmowanym przez wielodzietną rodzinę bez toalety? Są takie! Polityka państwa od 24 lat prowadzi do uniknięcia tworzenia się slamsów w naszych miastach. Niestety nie udało się uniknąć pauperyzacji najbiedniejszej części wsi. Mamy w kraju wsie już w ogóle bez dzieci, które w oczach upadają – wyludniając się, w których nikt nie pracuje w znaczeniu kreowania wartości dodanej, całość utrzymuje się z pomocy socjalnej państwa i ewentualnego wsparcia dalszych rodzin. To oczywiście miejsca, skąd młodzi ludzie za wszelką cenę uciekają.

Jeżeli doszłoby do ingerencji państwa w życie rodzin i w prokreację ludzi – mielibyśmy do czynienia po pierwsze z nadzorem nad obywatelami a po drugie z eugeniką, realizowaną mimowolnie przez urzędników po prostu egzekwujących prawo – gdyż, do tego się sprowadza zakaz posiadania dzieci przez osoby ubogie, czy też ograniczenie ich liczby. O wiele rozsądniej powinno być – ustalenie ustawowo ile dzieci powinna mieć przeciętna kobieta, w zależności od tego w jakim żyje związki i jak jest zamożna. A następnie podpięcie pod tą siatkę zarówno systemu podatkowego – tak, żeby bogatsi płacili więcej, ale ci którzy mają więcej dzieci mieli odpisy podatkowe, ulgi i zniżki oraz równolegle pomocy socjalnej, w taki sposób żeby państwo wspierało obywateli tam, gdzie grozi pojawienie się patologii.

Jawność, przejrzystość i przewidywalność, to by było coś, co mogłoby stanowić o działaniu takiego systemu – wedle ustalonego wzorca. Być może to jest właśnie droga jaką powinniśmy pójść? Głównym celem byłoby tutaj stymulowanie rozwoju populacji, w sposób świadomy i programowy, przy czym ostatecznym argumentem jaki za takim podejściem przemawia byłby spadek przepływów ludności wiejskiej do miast!

Natomiast wszelkie działania administracji – na zasadzie urzędniczych automatów, ingerujących w życie i skład rodziny to skandal, który poza szczegółowo zbadanymi przypadkami i działaniami na podstawie decyzji sądów – nie powinien mieć miejsca.

2 thoughts on “Czy państwo może ingerować w rodzinę i prawo do płodzenia dzieci?

  • 5 stycznia 2014 o 10:38
    Permalink

    Czyżby autor lansował powrót do ideologii LEBENSRAUM?
    Czy Polskę na to stać?
    Czy polska administracja Państwowa udźwignie kłopoty organizacyjne wynikające z tej ideologii?
    Może lepiej zostawmy sprawy rodzenia i wychowania dzieci rodzinom?
    Wystarczy tylko pozwolić głowom rodziny zarabiać na utrzymanie rodzin.
    Nic nowego, ale to powinno wystarczyć.
    Na to się nie zanosi, więc przed nami wyludnianie obszaru kraju.
    I to bez żadnego udziału tysięcy wrogich czołgów jeżdżących po Naszej Środkowo-Europejskiej Nizinie – tam i z powrotem.

    Odpowiedz
  • 5 stycznia 2014 o 13:48
    Permalink

    Znowu się komuś coś w mózgownicy poprzestawiało i pitoli trzy po trzy.

    Lebensraum (z niemieckiego “przestrzeń życiowa”), „nazistowska doktryna polityczna głosząca, iż ekspansja polityczna państw i ich rozwój determinowane są położeniem geograficznym. Miała uzasadniać agresywną politykę III Rzeszy wobec sąsiadów.
    Realizacja doktryny miała zapewnić rosnącemu liczebnie narodowi niemieckiemu odpowiednie warunki życia. Miała być uzasadnieniem masowej eksterminacji ludności zamieszkującej tereny niemieckiej ekspansji. We współczesnym znaczeniu jest rozumiana jako nieliczenie się z zasadą suwerenności, integralności terytorialnej i zwierzchnictwem terytorialnym in. państw”.

    Kompletne lenistwo umysłowe i tandeta.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.