Ekonomia

Czy pan Mateusz Szczurek rozumie różnice między zagranicznym bankiem a państwem?

 Pan Mateusz Szczurek – nominowany na ministra finansów Rzeczpospolitej pozwala sobie na coraz śmielsze wypowiedzi, których kontekstu prawdopodobnie nie rozumie. Dotychczas ten pan pełnił kluczową funkcję w jednym z zagranicznych banków w Polsce i generalnie mógł sobie mówić, co chciał o Unii Europejskiej, Euro, Złotym, Polsce, polityce państw euro-grupy i dążeniach rządu polskiego na rzecz integracji ze strefą euro. Co więcej pan Szczurek, – jako bankowiec, mógł sobie do woli krytykować nawet całą ideę Europejską, zupełnie ślizgając się bez żadnych konsekwencji po politycznych reperkusjach swoich wypowiedzi, – ponieważ one były prawie żadne. Po prostu pan Szczurek był bankowcem a nie politykiem i jego wypowiedzi nie miały bezpośredniego przełożenia na politykę poza jakimś tam stopniem oddziaływania np. poprzez zachowania giełdowe osób, które inwestowały na podstawie jego wskazań. Dzisiaj natomiast jest już inaczej, co prawda pan Szczurek jest tylko nominatem, jednakże jest bacznie słuchany – w kraju i za granicą i to nie tylko przez analityków finansowych. Ci dzisiaj są jego najmniejszym zmartwieniem, teraz pan Szczurek gra w innej lidze, jest politykiem – czy to mu się podoba czy nie i odpowiada za państwo w swojej bardzo istotnej działce odpowiedzialności.

Z powyższych względów za skrajnie nieodpowiedzialne i skandaliczne należy uznać wypowiedzi pana Szczurka na temat korzyści, które miało przynosić członkostwo w strefie Euro, czy też samo istnienie tej strefy. Szczególnie niebezpieczne są akcenty poddające w wątpliwość sam sens wchodzenia do strefy Euro, poprzez wartościowanie okresu przed kryzysem w stosunku do obecnych realiów.

Uwaga tutaj nie chodzi o to, czy pan minister ma rację, czy nie ma racji, co więcej – zupełnie nie liczy się, czy rzeczywiście w kategoriach obiektywnych – opłaca się teraz w istniejących realiach wchodzić do strefy Euro będąc np. Polską. To w istocie didaskalia w stosunku do błędu pana Szczurka. Otóż, bowiem jakakolwiek jednoznaczna wypowiedź tego pana, wartościująca coś tak ważnego dla Polski jak kwestię przyjęcia Euro – jest już nie tylko sygnałem rynkowym, ale ma wymiar polityczny, który można tłumaczyć mniej więcej tak, że Warszawa jest niechętna wypełnieniu swoich traktatowych zobowiązań (przyjęcie Euro), ponieważ się to nie opłaca, a na pewno opłaca się mniej niż opłacałoby się przed kryzysem.

Nie można proszę państwa sprowadzać Unii Europejskiej do rachunku zysków i kosztów! Oni na zachodzie doskonale rozumieją, że pewne opóźnienie w integracji jest dla nas korzystne, jednakże w dłuższej perspektywie czasowej to śmierć polityczna dla naszej pozycji w Unii. Miejmy świadomość, że chyba nic bardziej nie irytuje wyjątkowo spokojnych i przychylnie nastawionych do Polski Niemców, Holendrów, Austriaków czy Finów. Wypowiedź pana Szczurka to woda na młyn eurosceptyków w tych krajach, którzy mogą na podstawie jego słów powiedzieć na swoich scenach politycznych: „Patrzcie na Polaków, zależy im tylko na pieniądzach”. Niestety będzie to prawda, ponieważ pan Szczurek – zapomniał, że jest już politykiem, a lepiej w takich sytuacjach jest słuchać, wysłuchać i powiedzieć, że przygotuje się za kilka dni oficjalne oświadczenie. Naprawdę lepiej jest nie udzielać wywiadów ad hoc, jeżeli się nie ma doświadczenia i stalowych nerwów, no i nie umie się kłamać, albowiem niestety jest to umiejętność, którą minister finansów kraju tak zadłużonego jak nasz musi posiadać opanowaną do perfekcji.

Mniej więcej tak powinien postępować minister – technokrata, swoje poglądy zostawiać dla siebie a odpowiedzi udzielać przez biuro prasowe – z opcją 2-3 dobrych ekonomistów i kilku prawników, w tym od razu oczywiście wszystko tłumaczyć na angielski, żeby nie pozwolić sobie na nadinterpretacje i przejęzyczenia zagranicznych korespondentów, którzy nie zawsze są w stanie zrozumieć intencje i kontekst wypowiedzi naszych prawie-polityków.

Na szczęście jeszcze nic się nie stało, co więcej zdecydowanie pan Szczurek ma rację i dobrze czuje kwestię strefy Euro i ewentualnej przynależności, jednakże podstawą tutaj musi być spokój i bezwzględny profesjonalizm. Nie może być żadnego marginesu błędów, ponieważ jeżeli ten człowiek nie będzie miał dobrej prasy branżowej, nie będzie miał dobrej prasy zagranicznej, a to co mogą zrobić zachodnie tabloidy lub pół-tabloidy z taką wypowiedzią to lepiej nie wiedzieć.

W naszym interesie jest sukces pana Szczurka, dlatego niezachwianie wierzymy w jego profesjonalizm – udzielając mu dużego kredytu zaufania. Miejmy nadzieję, że ten człowiek wniesie do rządu nie tylko chłodny profesjonalizm, ale przede wszystkim spowoduje, że Stajnia Augiasza, jaką jest budżet będzie posprzątana. Przy czym bądźmy realistami – bez cięć i oszczędności zrównoważenie budżetu jest niemożliwe. Dlatego pan Szczurek wszystko, co może to dalej lawirować w zadłużeniu, rolując stare na rzecz nowego i spłacając odsetki. Cieszmy się bardzo z zapowiedzi opracowania nowej ordynacji podatkowej!

One Comment

  1. Kilka dni temu pisałam, że najchętniej na stanowisku ministra finansów widziała bym prof. Grzegorza W.Kołodkę. Ale cóż zarówno ci co mianują siebie lewicą jak i liberałowie nie przepadają za prof. Kołodką. Skoro pan Mateusz Szczurek pełnił kluczową funkcję w jednym z zagranicznych banków można przypuszczać, że nadal będzie starał się pełnić tę rolę. Wychodzi na to, że ponownie po próżnicy zjedliśmy tą żabę. Ciężko będzie zatem z tym kredytem zaufania dla ministra finansów. Powtórzę się pisząc, że z polskich banków to my mamy: niemieckie, włoskie, austriackie i.t.d. Zatem jedyna metoda to weselej i z uśmiechem.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.