Czy otarliśmy się o „Nowy kryzys kubański”? (cz. 2)

P-2H_Neptune_over_Soviet_ship_Oct_1962 By USN – Dictionary of American Naval Aviation Squadrons Volume 2: The History of VP, VPB, VP(H) and VP(AM) Squadrons [4], Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=7328539

Konsekwencje kryzysu kubańskiego były zarówno pozytywne, jak i negatywne. Bardzo ważna była zmiana doktryny wojskowej Stanów Zjednoczonych, zaproponowana dwa lata później przez Roberta McNamarę, sekretarz stanu USA. Teraz posiadanie strategicznej broni jądrowej miało na celu odstraszanie przeciwnika przed użyciem broni jądrowej, czym narażałby się na nieuniknione kontruderzenie jądrowe.

Taktyczna broń jądrowa miała być użyta do niszczenia wojskowego potencjału przeciwnika, a nie ludności cywilnej. Wojny miały być prowadzone poza granicami USA i to głównie przy pomocy broni konwencjonalnej. Nowa doktryna przedstawiona przez McNamarę, wprawdzie nieformalnie, została zaakceptowana przez ZSRR. To, co było zbawienne dla obywateli obu supermocarstw, mogło okazać się początkiem apokalipsy dla innych narodów. Rzut oka na mapę Europy, w której naprzeciwko siebie stały największe zgrupowania czołgów pozwala zlokalizować najbardziej prawdopodobną lokalizację możliwej wojny pomiędzy mocarstwami. Wcześniej rakiety miały fruwać nad głowami mieszkańców Europy Wschodniej i Środkowej, teraz miały tutaj spadać.

Przejdźmy do dzisiejszych dni. Prawie trzydzieści lat temu został rozwiązany Pakt Warszawski, czołgi rosyjskie zniknęły z obszaru byłej NRD oraz Polski. Byłe państwa socjalistyczne będące członkami Układu Warszawskiego stały się członkami NATO. Na wiosnę 2021 roku, na obszarze Europy Środkowej i Wschodniej NATO zaplanowało „niby” rutynowe ćwiczenia. Miało w nich uczestniczyć prawie czterdzieści tysięcy żołnierzy wraz ze sprzętem. Wielu żołnierzy i sprzętu wojskowego miała przybyć do Europy ze Stanów Zjednoczonych.

Dla cywilnych obserwatorów nic nie wskazywało na odstępstwa od działań zupełnie typowych i rutynowych dla ćwiczeń wojskowych. Zgodnie z planem do Polski przyleciały amerykańskie samoloty wojskowe F-15 i F-16. Polski samolot zwiadowczy Bryza oraz grupa osób w wojskowych mundurach przemieścili się służbowo na amerykańskie lotnisko w Turcji.

Niespodziewanie pojawiły się filmy pokazujące niestandardowe zachowanie wojskowych oddziałów ukraińskich. I tak dla przykładu mogliśmy oglądać w telewizji pociągi przewożące w kierunku Donbasu czołgi, zarówno te nowoczesne, jak i starszego typu. To, co dla cywilów wydawało się początkiem pokojowych manewrom sojuszników NATO, przez generałów rosyjskich zostało ocenione w radykalnie różny sposób. Po rosyjskiej stronie granicy z Ukrainą rozpoczęła się koncentracja oddziałów wojskowych do wielkości niespotykanej od czasu II Wojny Światowej.

W ciągu jednego miesiąca  pojawiło się tam ponad sto tysięcy żołnierzy wraz ze sprzętem. Z logistycznego punku widzenia, liczba żołnierzy i sprzętu umożliwiała rosyjskiemu wojsku dodarcie do obszaru Niemiec. Łatwo domyślić się, na jakim obszarze Europy doszłoby do decydujących starć. Teoretycznie, gdyby NATO nie zdecydowało się na użycie taktycznej broni jądrowej, rosyjskie wojska mogłyby dotrzeć do Atlantyku.

Prawie równocześnie rosyjskie flota ogłosiła rozpoczęcie manewrów na obszarze Morza Czarnego na takim akwenie, że został zablokowany dostęp okrętów wojennym innych państw do Zatoki Kierczyńskiej. Dwa amerykańskie okręty wojenne, które miały zaplanowane wpłynięcie na Morze Czarne zostały ostrzeżone, żeby dbając o swoje bezpieczeństwo, nie powinny zbliżać się do Krymu. Z Morza Kaspijskiego na Morze Czerwone wpłynęły okręty desantowe oraz niewielkie okręty wojenne wyposażone w pociski Kalibr, zdolne do precyzyjnego trafiania w obiekty oddalone o ponad dwa tysiące kilometrów. Na mój gust to nie Donbas, ale Krym mógł być obszarem konfrontacji. Podejrzewam, że pozorna koncentracja wojski ukraińskich w okolicach Donbasu była sposobem na „mylenia” przeciwnika.  Ukraińskie pociągi, załadowane czołgami i innym sprzętem wojskowym, prawdopodobnie w dzień przemieszczały się w kierunku Donbasu, w nocy w kierunku przeciwnym, aby w dzień powracać, tworząc „wrażenie” koncentrowania wojsk dokoła Donbasu.

Autor: Mikołaj Kisielewicz

3 komentarze do “Czy otarliśmy się o „Nowy kryzys kubański”? (cz. 2)

  • 20 maja 2021 o 08:04
    Permalink

    A ja jestem przekonany, że UPAina [do 2014 Ukraina] z cichym poparciem USA i UK miała zaatakować Donbas w celu sprowokowania Rosji do walk, aby następnie ogłosić światu, że Rosja znowu jest “agresorem” i w związku z tym należy nałożyć na nią kolejne sankcje, tak aby definitywnie przerwać budowę NS2. Putin musiał zdawać sobie z tego sprawę i koncentrując bardzo duże siły przy granicy dał do zrozumienia Zełenskiemu, że w razie ataku na Donbas UPAina skończy tak jak Gruzja po ataku na Osetię. A na koniec USA uznało, że ta zadyma jednak im się nie opłaci i kowboje wycofali się w ostatniej chwili.

    Odpowiedz
  • 20 maja 2021 o 08:43
    Permalink

    Za jakiś czas może się dowiemy, że byliśmy na krawędzi zagłady, a Polska miała wyparować, bo imperialnym hienom potrzebny byłby grunt spalonej ziemi, aby nie przepuścić konwencjonalnych wojsk na zachód.
    Ktoś może nakręci filmy dokumentalny, jak ten:
    “Rok 1983 – Na Krawedzi Zaglady”
    https://www.youtube.com/watch?v=ibaxCbQGqog

    Ale wydaje się, że to już tylko szczypanie niedźwiedzia i szukanie luki w obronie, a jak znajdą to kto wie?

    Odpowiedz
  • 21 maja 2021 o 05:03
    Permalink

    Autor przesadza.

    Nic się nie stało.

    Po prostu proszę nie siać paniki.

    Chyba że Autor liczy na wyprzedaż zapasów cukru, mąki czy mydła, które ewentualnie zgromadził, licząc na powtórkę zakupowej gorączki …

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.