Paradygmat rozwoju

Czy obniżenie cen gazu to dobre posunięcie?

 Rząd chwali się wynikiem negocjacji w sprawie obniżki cen gazu, jako wielkim sukcesem. Obietnica premiera Donalda Tuska – dotycząca obniżki cen gazu dla odbiorców detalicznych zostanie wprowadzona w życie, spadną ceny gazu o przyrzeczone 10% dla odbiorców indywidualnych i kulka procent dla odbiorców przemysłowych. Oczywiście spadek cen nie dotyczy opłat powiązany z usługą gazową, więc spadek cen gazu przełoży się niżej niż wskazane wartości procentowe na ostateczne ceny u końcowych odbiorców. Mniejsza ze szczegółami, w obecnej sytuacji gospodarczej państwa, w której gospodarstwa domowe mają coraz częściej kłopoty – liczy się każda nawet najmniejsza ulga.

W kontekście promocji poczynań gospodarczych rządu, jako dobrego gospodarza, który ulży maluczkim, decyzję pana premiera należy odczytywać w sposób jak najbardziej pozytywny, jednakże warto się zastanowić, czy zdezagregowany upust będzie miał jakieś większe znaczenie gospodarcze, jak również czy w budżetach domowych faktycznie będzie się liczył?

Wedle komunikatu na stronie Rady Ministrów: „Spadek opłat dla odbiorców, którzy zużywają paliwo gazowe do przygotowania posiłków (taryfa W-1) wyniesie miesięcznie średnio 2,6 zł. Odbiorcy pobierający gaz dla celów przygotowania posiłków i podgrzania wody (taryfa W-2), zapłacą miesięcznie mniej średnio o 10,4 zł. Natomiast odbiorcy, którzy ogrzewają mieszkania gazem (taryfa W-3) zapłacą średnio mniej o 39,2 zł netto.”Co oznacza średnio rocznie dla taryfy W1 – 31,2 zł; dla taryfy W2 – 124,8 a dla taryfy W-3 470,4 (przy założeniu, że ta symulacja odnosi się hipotetycznie do ceny przeliczeniowej na cały rok, – jako sezon). Czy to jest dużo? Czy trzydzieści kilka złotych rocznie jest kwotą w ogóle odczuwalną w budżecie nawet najbiedniejszej emeryckiej rodziny? Czy sto dwadzieścia ileś złotych to kwota istotna w skali rocznych wydatków przekraczających grubo ponad tysiąc złotych? O te kilka setek na kosztach ogrzewania liczonego w tysiącach nie pytajmy. Generalnie – te obniżki szału nie robią panie premierze! Są w istocie śladowe i nieodczuwalne. Oczywiście dobrze, że są jednakże zastanówmy się czy nie dałoby się tego jakoś inaczej spożytkować?

Czołowa firma zajmująca się sprzedażą gazu w Polsce w 2011 roku miała około 23 mld zł przychodów z działalności operacyjnej. Można jedynie szacować, – bo przecież cena transakcyjna gazu jest poufna, że obniżka cen gazu spowoduje zmniejszenie przychodów spółki też o kilka procent. Może nie o dziesięć, ale załóżmy że około pięciu procent. W skali tej działalności będzie to około jednego miliarda złotych. Dla gospodarki jest to kwota w istocie znaczna, jednakże tak rozproszona – pomiędzy miliony gospodarstw domowych – może nie być w ogóle zauważalna, jako procent składany uwolnionych zasobów do dochodu narodowego!

Szkoda, że rząd nie miał alternatywnego pomysłu – na inne wykorzystanie tych pieniędzy, w taki sposób, żeby nie wpływać w żaden sposób impulsowo na rynek gazu, albowiem to działanie w istocie nie ma dla niego żadnego znaczenia. Za ten miliard można było np. rozbudować gazoport do planowanych maksymalnych mocy przeładunkowych (7,5 mld m3 z obecnie realizowanych 5 mld m3), alternatywnie kupić/wybudować chociaż jeden gazowiec (albo kupić udziały w firmie takie statki posiadającej) – kwota około 200 mln euro być może by wystarczyła, a lepiej jest mieć jeden własny gazowiec niż w ogóle nie mieć własnych gazowców, jak również lepiej jest mieć udziały w spółce dysponującej strategicznym dla naszej gospodarki środkiem transportu – niż jedynie być takiej spółki klientem. Rynek dostaw LNG jest trudny – nie ma wielu statków tego typu na świecie a ich moce przewozowe są w pełni wykorzystane. Jeżeli nie rozwiążemy kwestii dostaw – będziemy skazani na zakupy usług na wolnym rynku, co zawsze będzie oznaczać, że na transporcie gazu dla Polaków zarobi ktoś inny. Tymczasem my zamykamy właśnie – zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej pochylnię w jednej ze stoczni! Z której, żeby było śmieszniej – właśnie zwodowano… gazowiec dla zagranicznego armatora!

Alternatywnie, jeżeli uwolnionych z kontraktu gazowego pieniędzy, nasz rząd nie chciałby przeznaczyć na zakup gazowca – może lepiej w dłuższym czasie – gazowców, to mógłby je po prostu odłożyć na lokatę i trzymać w twardej walucie, albo jeszcze lepiej przeznaczyć na transakcje surowcowe na giełdach światowych, tak żebyśmy zawsze mieli kupione określone ilości surowców, których dostawa nie następowałaby – ze względu na zamknięcie pozycji, jednakże rynek przyzwyczaiłby się, że duży polski podmiot – w imieniu polskiego rządu – wchodzi na międzynarodowe rynki obrotu surowcami energetycznymi. W wyniku, czego mielibyśmy bardzo istotne zabezpieczenie polegające na tym, że stale przybywałoby nam bufora – w miarę wzrostu wartości zainwestowanych walorów. Oczywiście inwestowanie na wolnym rynku wiąże się z możliwością straty, jednakże zważywszy na i tak potrzebę zakupu surowca do terminalu gazowego – właśnie przez zakupy na wolnym rynku nadwyżek gazowych – można zrobić najlepszy interes. Do tego trzeba mieć jednak pieniądze odłożone „na górce”, liczyć się – nawet, jako śladowy, ale – mimo wszystko, jeden ze sprawdzonych i zaufanych kontrahentów na rynku, (o którym wiadomo, że ma pieniądze i może zawsze bezzwłocznie wywiązać się ze zobowiązań) no i mieć po prostu kontakty. Przy założeniu, że cena za rosyjski gaz wraz ze wzmacnianiem w naszym bilansie energetycznym komponentu gazu importowanego drogą morską – malałaby – albowiem konkurencja musi wymusić przynajmniej kolejne kosmetyczne obniżki, to po dwóch – trzech latach korzystnego ułożenia cen udałoby się nam z krajowych zasobów wygospodarować około jednego miliarda euro wolnych środków obrotowych na transakcje na rynku gazowym (energetycznym). To byłoby wystarczająco dużo, żeby po przyzwyczajeniu kontrahentów do naszych zachowań i realnych potrzeb – stać się liczącym odbiorcom, o którego się zabiega, gdyż każdy z dostawców doskonale wiedziałby, że od pewnego poziomu cen – gaz zawsze może sprzedać Polakom.

Reasumując – czy obniżenie cen gazu to dobre posunięcie? Z pewnością tak, albowiem da jakąś ulgę finansową odbiorcom oraz na pewno będzie korzystne dla gospodarki, jednakże można było te uwolnione środki wykorzystać o wiele lepiej – inicjując budowę własnych gazowców, kupić udziały spółki takie statki posiadającej, czy też zacząć „grać” na rynku surowców energetycznych – budując sobie markę pod przyszłe dostawy LNG, które przecież gdzieś trzeba będzie kupić. Miejmy nadzieję, że rząd wie, co robi a korzyści z obniżki cen tego paliwa będą składową poduszki antykryzysowej dla naszej gospodarki.

One Comment

  1. Obniżka jest po to, bo to będzie wielki sukces PRowy tej ekipy, poza tym zgodnie z regulacjami unijnymi i tak będzie podwyżka, więc to nie ma znaczenia.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.