Soft Power

Czy naprawdę o taką Polskę chodziło?

 Szczucie i kreowanie wroga stało się modne w niektórych kręgach tzw. autorytetów medialnych i politycznych naszego kraju. Zwłaszcza zapanowała moda na zachowania rusofobiczne, w których paranoja blokuje postrzeganie rzeczywistości i nakazuje poszukiwanie wrogów wszędzie gdzie się tylko da, w tym w szczególności w świecie informacyjnym, w którym rzekomo Kreml toczy z nami jakąś wojnę propagandową i co jest ultra ciekawe – wedle znacznej części naszych mediów głównego nurtu mamy tą wojnę przegrywać.

Wraz z pojawieniem się jednego z nowych kanałów informacyjnych „Sputnik”, które rosyjskie niezależne media przygotowują w postaci serwisu międzynarodowego, w tym polskiego – pojawiła się kolejna fala żalów, w tym zawodzenia niektórych ludzi z niektórych środowisk, w przedmiocie braku adekwatnej odpowiedzi na „propagandowe” działania Kremla. Prawdopodobnie negatywne uczucia są posunięte tak daleko, że niektórzy z krytyków tego niewinnego beniaminka, który jeszcze nawet nie zdążył rozwinąć skrzydełek – domagają się kontroli emitowanych w nim treści, co więcej stałego monitorowania ich przez powołane rzekomo do tego w Polsce organy. To interesujące, ale już kiedyś (4.10.1957r.,) pierwszy „Sputnik 1” (j.ros. towarzysz podróży) – przeraził Amerykanów i cały „wolny” świat. Po tym jak mała kula z akumulatorem i zdaje się falownikiem latała po orbicie ziemi, do wyczerpania baterii emitując charakterystyczny sygnał radiowy. On wówczas odmienił świat, pokazując Amerykanom jak bardzo są zacofani ze swoim – tworzonym przez byłych faszystowskich uczonych niemieckich programem rakietowym. Dzisiaj znowu w istocie mały „Sputnik” rozgrzewa emocje!

Brakuje cenzury, która by ułatwiła wszystko – po prostu zakazując publikowania temu lub owemu, ewentualnie nakładając jakieś kary na piszących do medium na obcym serwerze – lokalnych publicystów. To były wspaniałe czasy, kiedy państwo ludowe strzegło porządku w mediach i medialnej rzeczywistości, posługując się całymi zespołami autorskimi.

Dzisiaj jest problem z wolnością słowa i swobodą wypowiedzi, w tym znaczeniu że jeżeli w Polsce i w ogóle publicznie – rozgłasza się treści w języku polskim, krytyczne lub prezentujące inny punkt widzenia niż można zaobserwować w dominującej części mainstreamu medialnego w Polsce, to rodzi się problem. Doszło już nawet do tego, są w Polsce osoby nazywające krytykę – kłamstwem, a argumenty do niej służące – obcą propagandą, czy też ściślej jej powielaniem. W szczegóły nie ma po co wchodzić, żeby nie dawać satysfakcji różnego rodzaju przeciwnikom wolności. Jednakże trzeba powiedzieć pewną rzecz brutalnie i po imieniu – w Polsce prawdopodobnie jest szykowany systemowy kaganiec na wolność słowa i swobodę wypowiedzi, właśnie pod pozorem uczestnictwa w wojnie propagandowej. Wielu przedstawicieli elit o tym mówi, rozmawiając zupełnie otwarcie, a nawet publikując teksty, czy też udzielając wypowiedzi, z których wynika że ze stanem istniejącym „coś trzeba zrobić”, bo przecież „nie może tak być jak jest”.

Nie wiadomo, czy się z tego powodu smucić, czy też cieszyć. Nie ma bowiem wątpliwości, że władza w Polsce, oparta o rządzący establishment ma totalną i wręcz abstrakcyjną przewagę nad każdym „inaczej myślącym” pisemkiem i z łatwością może spowodować przy pomocy swoich licznych agend, że ukazywanie się tego lub owego nie będzie miało racji bytu, albo po prostu człowieka zgnoić, jak to się wielokrotnie w naszym kraju działo. Co do tego nie można mieć żadnych wątpliwości, jeżeli się ktoś decyduje na mówienie lub pisanie prawdy w Polsce, musi się liczyć z możliwością ostracyzmu, obserwacji, inwigilacji, prześladowań, poniżeń, tworzenia administracyjnych przeszkód no i w ostateczności spotkania o poranku, oczywiście we własnej łazience z seryjnym samobójcą. To jest przerażające w tym znaczeniu, że jeżeli na tym ma polegać wolność słowa, że czynni politycy rządzącej opcji publicznie domagają się inwigilowania/monitorowania niewygodnych źródeł – to powstaje pytanie co będzie dalej? Zabójstwa w redakcjach? Bomby? Szaleńcy z kałasznikowami? Może nieznani sprawcy? O tak, nieznani sprawcy mają w Polsce długą tradycję! Chyba nieznanych sprawców należy obawiać się najbardziej, a powiedzmy to sobie otwarcie – od pewnego poziomu zaangażowania w trosce o prawdę nie ma po co zwracać się o jakąkolwiek pomoc do państwa polskiego, a o wiele bardziej trzeba uważać, żeby nie wpaść w jego formalne tryby.

Czy o taką Polskę walczyli Wielcy ludzie Solidarności i generalnie całej opozycji? O taką Polskę, w której niezależni publicyści – niszowych mediów są bezczelnie naznaczani przez kłamliwe bestie z mainstreamowych gadzinówek stygmatem zdrady narodowej, bo jedna czy druga gazeta ma monopol na polskość? Co szczególnie przy kapitale zagranicznym i ciemnych początkach powstania w kraju z majątku przejętego państwu – jest nie tylko żałosne, ale po prostu tak nie prawdziwe i zakłamane jak moralność na szafocie.

Naprawdę o taką Polskę walczyła solidarność, żeby Politycy domagali się kneblowania ludzi, którzy mają inne poglądy? Którzy widzą inaczej jej przyszłość? Którzy chcieliby, żeby zakres spraw publicznych przebiegał inaczej? Nie mówiąc już o tym, co skupia w sobie jak w soczewce szereg kwestii publicznych – o polityce międzynarodowej państwa, którą MOŻNA OCENIAĆ JAKO POLITYKĘ ZGUBY NARODOWEJ, ponieważ są ku temu przesłanki!

Nie oszukujmy się, żyjemy w kraju w którym można każdego zamknąć w areszcie i odizolować pod enigmatycznym hasłem – toczącego się postępowania, w trakcie którego stosowne komórki przeprowadzą wywiad środowiskowy i sprawdzą dysk komputera osobistego. Po mniej więcej dziewięciu miesiącach – co najwyżej można usiłować otrzymać odszkodowanie w kwocie kilkunastu tysięcy jak pewien młody człowiek, który przy nierozpoznanej chorobie (czy też zaburzeniu) został oskarżony o terroryzm, tylko dlatego bo zaczął praktykować Islam.

To smutne, że paranoja – w tym przypadku rusofobiczna, ale jak widać także islamofobiczna, blokuje komuś, kto pełni odpowiedzialne stanowisko państwowe postrzeganie rzeczywistości. Nie ma w Polsce prawdziwej wolności, właśnie przez praktykę działania państwa – wynikającą z paranoicznej percepcji części elit, którym się wydaje, że jedynie – tylko i wyłącznie, jedyna opcja ma monopol na słuszność, a każdy kto myśli inaczej jest wrogiem wolności, ICH WOLNOŚCI, o którą przecież walczyli. Wszelkie argumenty zbywają pozornie logicznym stwierdzeniem, że inne poglądy były dopuszczalne jak nie było demokracji, teraz mamy demokrację i generalnie krytyka rządzących nie jest mile widziana.

Trudno jest ocenić dokąd doprowadzi nagonka na wolne media w Polsce – jak bardzo i w jakim stopniu poszczególne media są inwigilowane? Tego oczywiście nie wiadomo, jednakże obserwując panikę części establishmentu można uznać, że prawdopodobnie jest jakiś nacisk polityczny na „działanie i efekty”, „bo nam się ruskie panoszą”. Co może spowodować łańcuch wydarzeń, niekoniecznie przyjemnych w obyciu dla ofiar tego typu praktyk, przy czym trzeba pamiętać, że w naszych realiach można całe postępowanie utajnić. Doświadcza tego pewien doktor chemik z Krakowa, jak również zapewne cały szereg innych osób – przetrzymywanych w aresztach i poddawanych prześladowaniu.

Jednakże – z tego wszystkiego i chyba, tego to poświęcenie jest warte, że stosunek do wolności słowa i swobody wypowiedzi (gwarantowane konstytucyjnie, ustawowo, umowami międzynarodowymi, konwencjami) – w Polsce jest pewnym probierzem. Mianowicie stanowi wspaniałe odzwierciedlenie stanu naszej wolności. Jeżeli bowiem system boi się słów i liter, czy też obrazów. To znaczy, że jest z nim już bardzo źle, prawdopodobnie gorzej niż widać na zewnątrz. Ze wszystkimi „zamordyzmami” było dokładnie tak samo. Tego nie da się przekłamać, nie da się udawać wolności i demokracji, nie mówiąc już o pluralizmie.

Tymczasem rzeczywistość wcale nie jest ani szara, ani kolorowa, ani czarnobiała, rzeczywistość jest ciekawsza od fikcji i mogą pojawić się takie scenariusze, że nikt nie potrafi ich przewidzieć. Dlatego zawsze lepiej jest być przygotowanym i otwartym, a didaskalia i niszowość – zawsze się dzieje. To ciekawy znak czasu, ale w dzisiejszej Polsce chyba już doszliśmy do takiego stanu rzeczy, że za brak rusofobicznych poglądów można być bardziej prześladowanym i ostracyzowanym, niż za bycie przedstawicielem mniejszości obyczajowej lub obyczajowo-seksualnej. Prześladowanie zawsze znajdzie swoje nowe oblicze, prześladowcy już się o to postarają, przecież chodzi o ich monopol na słuszność.

Czy naprawdę o taką Polskę chodziło? Ciekawe czy jakby główny kanał transmisji oficjalnej i jedynie słusznej propagandy w Polsce, stał się nagle własnością jakiegoś koncernu medialnego mającego swoje finansowanie na Wschodzie – straciłby koncesję?

7 komentarzy

  1. co oczekiwać od styropianu i rusofobii.

  2. Bardzo dobre ujęcie naszej rzeczywistości, tak mniej więcej wygląda prawda.

  3. inicjator_wzrostu

    Oni nie potrafiąc przykryć swojej klęski STYROPIANOWEJ, poszli w RUSOFOBIĘ.
    I to nawet wielkie autorytety moralne, lub za takowe się uważające w Polsce.
    A tu trzeba chodzić po ziemi, Tej ZIEMI.
    Sami sobie przeczą.
    Skoro zależy im na tym, żeby Ukraina była niezależnym od Rosji państwem, a dla nas swoistym BUFOREM, to Putin zrobił to najlepiej.
    Swoim działaniem w interesie odradzającego się imperium – zantagonizował przeciwko Rosji sporą część Ukraińców.
    Nic lepszego nie mogło spotkać zwolenników polityki Giedroycia na kierunku wschodnim.
    Więc dlaczego go nie lubią i nie stawiają mu pomników?

  4. Walczący o prawdę i wolność, z “reżimem komunistycznym”
    przeistoczyli się, “tak normalnie”
    w reżim.Po prostu obserwują scenę polityczną z pozycji ONYCH – posiadają jedynie słuszny punkt widzenia, i biada
    oponentom, szczególnie tym którzy z nadzieją, nieśmiało,
    zerkają na РУССКИЙ МИР…nazistowskie harce Bałtów,
    nazistowsko – banderowskie wyczyny hajdamaków ukrskich
    są do strawienia, akceptowalne, takie europejskie, o ile
    godzą w Ruski Świat!
    Ps.Pan MSZ, groznie kiwa palcem w stronę,nowo powstałej
    partii politycznej,
    Miejmy nadzieję, iż nie wrócą czasy II RP, z “łagrami”
    dla oponentów politycznych,dlatego że,
    walka z ‘terroryzmem” może zaostrzać się w miarę postępów w budowie demokracji solidarnościowej w III? RP

  5. Stosując bat ekonomiczny w postaci wysokiego bezrobocia, dziadowskich pensji, braku pewności jutra i komfortu psychicznego jaki daje elementarna stabilizacja, Polaków już dawno przerobiono na coś na kształt “wykastrowanego bydła”, myślącego z przerażeniem czy jutro będzie obrok i czy nikt nie eksmituje z ciepłej obórki. Teraz to “zdyscyplinowane społeczeństwo” być może trzeba będzie wykorzystać, realizując geopolityczne zadania zlecone zza oceanu, jako mięso armatnie w jakiejś wojence… np. z Rosją. Żeby to zadanie można było wykonać względnie bezproblemowo, niezbędna jest “żelazna dyscyplina” i “jednomyślność” całego stada, a tę najłatwiej i najprędzej można osiągnąć starymi, dobrymi metodami totalitarnymi – tylko teraz znacznie ulepszonymi. Kłamstwem, manipulacją, zamordyzmem, cenzurą, niszczeniem w zarodku wszelkich “dysydentów”, którzy swymi “przemyśleniami” i “alternatywnymi koncepcjami” w mniej lub bardziej zamierzony sposób tylko niepotrzebnie mieszają bydełku pod czapkami i go buntują, sprawiając tym niewątpliwy kłopot władzy. Że to wszystko ma niewiele wspólnego z czymś co nazywa się demokracja i “państwo prawa”..? Nieważne – liczy się efekt docelowy. Na zewnątrz i tak jesteśmy państwem jak najbardziej posiadającym wszelkie atrybuty demokracji, a jeśli wewnątrz ktoś zacznie za głośno naszą demokrację kwestionować… to się go uciszy. W ten lub inny sposób.

  6. 50-parolatek

    Tak jest nie tylko w Polsce. W mniej, lub bardziej drastycznej formie metody takie stosuje się w CAŁYM, tzw. “Zachodnim Swiecie” !
    Socjotechnika to nie wymysł byłego ZSRR i krajów podporządkowanych. Jedynie, pewne techniki zostały przejęte, wdrożone i również używane przez ówczesnych przywódców. W porównaniu jednak z tym, w jaki sposób używało i używa się tych metod w obecnym “demokratycznym” Swiecie, to można powiedzieć, że socjalistyczna manipulacja społeczeństwami to kropla w morzu w porównaniu z manipulacją Zachodu.
    Przecież cała “ideologia” Zachodu tworzona jest TYLKO I WYŁąCZNIE SOCJOTECHNICZNYMI METODAMI…!
    Do tego celu zaprzęgnięto WSZYSTKIE OSIąGNIęCIA LUDZKOśCI z techniką włącznie.
    Czy szanowni Czytelnicy łudzą się tym, że internet stworzony został “dla dobra Człowieka” !?
    – NIE, internet, początkowo, jako narzędzie szybkiej i skutecznej komunikacji amerykańskiej armii, po pozytywnym przetestowaniu go, wprowadzony został, bodajże w 1984 z premedytacją w ogólnoświatowe (ówczesny zachodni Swiat) użycie tylko i wyłącznie po to, by ułatwić manipulację i umożliwić totalną kontrolę Obywateli. Teoretycznie, posiadając takie środki do dyspozycji, z łatwością można WYELIMINOWAć zagrożenie powstania jakiegokolwiek “rewolucyjnego myślenia”.
    Zapewne, nie bez kozery Orwell stworzył swoją wizję “Matrixa” w 1984-ym. Dokładnie 30 lat po powstaniu tej wizji, niejaki Snowden potwierdza jej realizm.
    A cóż to jest 30 lat w ROZWOJU LUDZKOśCI…!?
    Wracając do tematu, Polska jest po prostu częścią “matrixa” i tego nie są w stanie zmienić, ani żadne nowe, “demokratyczne” wybory, ani żaden nowy, “demokratyczny” kandydat…
    – przyszły rozwój i “kierunek” ustalany jest gdzie indziej…
    Jeśli np. przyszły kandydat okaże się “zbyt demokratyczny”, to, albo znajdą u niego pornograficzne zdjęcia z udziałem dzieci, albo nieszczęśliwie zginie w jakimś wypadku, albo odbierze sobie życie…
    To tak, na marginesie…
    Moim zdaniem, chyba wszystko zaszło już tak daleko, że jedynym, możliwym wyjściem, byłaby ogólnoświatowa rewolucja. Do tego potrzeba jednak ogólnoświatowych możliwości niezależnej komunikacji…
    A ta jest pod kontrolą….

  7. Szczucie i kreowanie wroga to polska specyfika

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.