Czy nadejdzie dzień katolickiej reakcji?

Moda na ateizm potęguje chęć publicznego opluwania Kościoła Katolickiego z byle, jakiej przyczyny jak również bez jakiejkolwiek. Przejaskrawianie faktów, czynienie z pojedynczych i odseparowanych wydarzeń – prawie sankcjonowanej przez Kościół normy, czy też po prostu posądzanie ludzi związanych z tą instytucją o złą wolę to standard w naszych mediach. Gdyby tego jednak było mało, oprócz pieniackich ataków i wykorzystywania najdrobniejszych banałów do rozdmuchiwania antykościelnej i antychrześcijańskiej retoryki – dochodzi także do kpienia z sacrum, pozbawiania sensu potrzeby wiary, czy też łączenie przekonania o nieistnieniu Boga z zabobonem, wstecznictwem i obciachem. Na to wszystko jeszcze są nakładane retoryki nowych pseudo ideologii żywiących się przekonaniem o szkodliwości nauki chrześcijańskiej i negowaniu wszystkiego, co uznaje się za podstawy współczesnej zachodniej cywilizacji – jak poszanowania prawa do życia człowieka, tradycyjnych ról społecznych i miejsca dla nauki Kościoła w społeczeństwie.

Do powyższego dodaje się jeszcze oskarżenia o fasadowość wiary i jej realnie obrzędowy charakter niestety niepozbawione racji i silnych podstaw, o ile w ogóle można mówić o tożsamości doktryny Kościoła Katolickiego na całym świecie, albowiem już w samej Europie różnice pomiędzy poszczególnymi odmianami katolicyzmu są znaczne. Przykładowo Kościół polski to praktycznie inny świat niż Kościół w Niemczech, nawet tam gdzie tenże się jeszcze uchował. W ujęciu generalnym nie ma jednorodnego przekazu od Kościoła do wiernych oraz otaczających go różnych grup interesariuszy, w szczególności tych, którzy widzą doskonałą szansę dla siebie w tropieniu błędów Kościoła, fabrykowaniu kłamstw i konfabulowaniu na temat jego oficjalnych przedstawicieli. Stolica Apostolska zachowuje się konserwatywnie, przez co cała struktura jawi się, jako nienowoczesna i wsteczna, niczym jakiś niemodny ciemnogród na mapie współczesnego nowoczesnego genderowo-feministyczno-lgbt-owego świata.

Katolicyzm nie tylko nie jest modny, ale powoli staje się „obciachem”, trudnym do uzasadnienia towarzysko i raczej czymś, o czym się powszechnie nie mówi, nawet w towarzystwie znajomych, albowiem nie jest to nowoczesne. W każdym bądź razie w naszych domach o wiele więcej jest osób oskarżających Kościół niż broniących go. Co więcej zachodzi skrajne niebezpieczeństwo powielania przenoszenia negatywnych schematów poprzez utożsamianie ludzi Kościoła, z Kościołem i wiarą, którą reprezentuje. W ostateczności Jezus Chrystus „obrywa” za mniejsze lub większe głupoty swoich ziemskich przedstawicieli namawiających młodzież np. do zlizywania substancji z własnych owłosionych kolan lub chcących pokazać małym dziewczynkom przysłowiowego ptaka! Wyczulenie środków masowego przekazu tylko wzmaga pomruk społecznego niezadowolenia, a doniesienia mediów o rzekomym bogactwie Kościoła i jego ciągłych roszczeniach oraz ugodowym nastawieniu rządu dopełniają obrazu całości.

W ten oto sposób stoimy wszyscy przy choince, już nie bożonarodzeniowej, bo to obciach i nie ma miejsca w naszych domach w ogóle na jakiekolwiek wspomnienie, że oto 2012 lat temu w małej wiosce Betlejem urodził się z Maryi dziewicy syn Boga, który otrzymam na imię Jezus a w 33 cim roku swojego życia został zabity przez oficjalne władze rzymskie śmiercią męczeńską na krzyżu. Mówienie o zmartwychwstaniu w zasadzie nie ma już żadnego sensu, albowiem jest to uznawane za opowieść już nawet nie historyczną, ale z natury Sci-Fi. Ten aspekt świąt i w zasadzie kluczowe dla chrześcijaństwa fakty – cudowne narodziny, śmierć męczeństwa Boga na krzyżu oraz jego zmartwychwstanie – pokonanie śmierci praktycznie wyparowały. Dobrze jest, jeżeli jeszcze gdzieniegdzie zachowa się jakaś szopka, ale przekleństwem jest nadawanie jej współczesnego kontekstu o ofiarach-męczennikach smoleńska itp.

Jest oczywistym, że Kościół i ludzie wierzący znajdują się pod presją. Z jednej strony jest to presja wewnętrzna struktur w Kościele, które chciałyby zachowania spraw za wszelką cenę takimi, jakie były zawsze, bez oglądania się an realne przemiany w otaczającej nas rzeczywistości. Z drugiej strony napiera świat zewnętrzny, który już nie czeka na to, że Kościół się zmieni. Ten błąd już kiedyś kosztował Kościół odstępstwo Lutra, Kalwina i innych, za które Kościół płaci rozbiciem chrześcijan do dzisiaj.

Umiejętne reagowanie na sytuację niestety przychodzi bardzo trudno każdej korporacji opierającej się na strukturze administracyjnej, a zwłaszcza organizacji liczącej 2000 lat ciągłej historii. Z jej, bowiem perspektywy obecnie zachodzące procesy to jedynie malutki fragment bardzo długiej rzeczywistości i ciągłej kontynuacji. Być może Kościół patrzy na to, co jest nowe jak słoń na mrówki, jednakże tych mrówek powoli zaczyna się robić przeraźliwie dużo, a przez to są niebezpieczne w swojej masie, gdyż są już praktycznie wszędzie.

Kiedyś odpowiedzią Kościoła na reformację była kontrreformacja – słynny zakon Jezuitów, świadczący doskonałej, jakości usługi edukacyjne kształtujące wiele pokoleń ludzi zdolnych do największych dokonań w swoich czasach. Jak dzisiaj może odpowiedzieć Kościół na ataki? Czy nastąpi jakaś reakcja na te ataki? Czy miałaby ona jakąkolwiek rację bytu, w tym znaczeniu, że nie doprowadziłaby do jeszcze większych ataków i rozprężenia moralnego?

Obecnie wszystko dzieje się o wiele szybciej niż w czasach Lutra i Kalwina, obecnie masowość środków komunikowania się uniemożliwia Kościołowi docieranie z wieściami do odosobnionych od siebie ośrodków i formułowanie tam przyjaznego dla swoich celów przekazu. Dzisiaj Kościół musi po pierwsze uważać na każde słowo a po drugie starać się rozszczepiać komunikaty nie tylko geograficznie, ale docierać z przekazem adresowanym wprost do potrzeb odbiorcy. Inaczej najlepiej w ogóle się nie komunikować, albowiem każde komunikaty są natychmiast przekierowywane przeciwko celom, jakim mają służyć. Przykładowo, kto uważa, że prezerwatywa to grzech? Ile kobiet uważa, że powinny mieć pełne i nieograniczone prawo do decydowania o własnym brzuchu? Rozkład małżeństwa – zdrady? Cudzołożenie? To standardy, wręcz tak powszechne, że codzienne!

Najśmieszniejsze jest to, że w zasadzie nie ma środowisk katolików świeckich, które mogłyby przekonać większość do zachowania status quo. Czy też dokonać mniejszej lub większej reakcji – odczuwalnej społecznie. Prawdopodobnie właśnie w tym należy upatrywać największej słabości Kościoła instytucjonalnego, który po prostu oddalił się od wiernych i na nowo musi zaczynać działania ewangelizacyjne! Jeżeli bowiem nie przywróci się powszechności wiary, to w zasadzie nie ma, co mówić w ogóle o Kościele, a co dopiero o jakiejkolwiek reakcji.

One thought on “Czy nadejdzie dzień katolickiej reakcji?

  • 24 grudnia 2012 o 16:03
    Permalink

    Wystarczy że KK w Polsce wróci do ustaleń Vaticanum II.
    Odwrócono tam relacje, że nie poprzez Kościół ludzie dojdą do zbawienia, tylko poprzez ludzi …
    AKkościół ma być tylko ŚRODKIEM do tego celu.
    W Polsce jest nadal PRZEDSOBOROWO i ludycznie.
    Ale to się zmieni.
    Wesołych Świąt!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.