Polityka

Czy można przezwyciężyć etos bogoojczyźniany?

 Odwoływanie się do wzniosłych pojęć Boga, honoru i ojczyzny to podstawa oficjalnego nurtu naszej historiografii, dla wielu Polaków slogany w rodzaju “ziemie odzyskane”, “przedmurze”, “Polska Chrystusem narodów”, czy też przekonanie o odwiecznym zagrożeniu niemieckim – w niektórych kręgach graniczące wręcz z pewnością to wynik sączenia historycznego jadu z podręczników historii i myśli polityczno-społecznej wielu publicystów, w tym nielicznych rzeczywistych autorytetów. Źródeł takiego patrzenia na historie i bezrefleksyjne odnoszenie się, a nawet pomijanie niepasujących do lukrowanego wzorca okresów historycznych lub wydarzeń należy upatrywać w historiografii z okresu PRL. Nowy typ państwa, z jakim nie mieliśmy dotychczas do czynienia na ziemiach Polski – rządzony w imieniu mas pracujących – wymagał nowego typu doktryny historycznej. Została ona bardzo szybko stworzona w oparciu o dramat doświadczenia wojennego, z wybiórczym wskazywaniem wad Polski przedwojennej i przemilczaniem największego dramatu minionej wojny, jakim było dla Polaków Powstanie Warszawskie.

Oficjalny nurt historii, tej szkolnej i uniwersyteckiej oraz tej popularnej, którą reprezentowali wielcy twórcy kina – dzięki którym liczne dzieła zapełniły obrazy bliskiej i dalekiej historii, prezentujące patos bojowników Armii Ludowej i żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, jako następców wojów Mieszka I i Bolesława Chrobrego w walkach nad Odrą i Nysą Łużycką. Równolegle społeczeństwo otrzymało olbrzymią dawkę niezapomnianych kreacji popularno-historycznych, wynoszących polskie kino na wyżyny artyzmu. “Faraon” Jerzego Kawalerowicza, “Pan Wołodyjowski” Jerzego Hoffmana i inne niezliczone pomniki polskiej kultury na trwałe zapisały się w oczach i świadomości odbiorcy sztuki historycznej.  Były też dzieła zmuszające do głębszej refleksji jak “Kanał” Andrzeja Wajdy, nie pozostawiały nikogo obojętnym. Efekty? Dominująca większość Polaków uznaje “Krzyżaków”, czyli Niemców za największe zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa, do czego skutecznie dokooptowano mitologię kresów wschodnich i dramatycznego losu raju utraconego, w czym martyrologicznie przoduje “Katyń” Andrzeja Wajdy – a wszystko to bardziej pomnikowe niż pouczające.

Nic z upamiętniania nawet największych dramatów lub zwycięstw we własnej historii nie przyjdzie, jeżeli nie idą w ślad za nimi wskazania do refleksji, do wyciągania wniosków i nauki na własnych błędach. O ile “Kanał” zmusza nawet najprymitywniejszego widza do odrobiny refleksji o sensowność wywoływania powstania z gołymi rękami w umęczonym przez okupacje mieście, o tyle już “Katyń” nie zadaje żadnych pytań, mistrzowsko dokumentując dramat zbiorowego mordu na polskich elitach. Wielka szkoda, że mistrz Wajda nie zdecydował się na powtórzenie słynnej sceny z płonącymi szklankami na barze  z fundamentalną dla polskiej pamięci narodowej kreacją Zbigniewa Cybulskiego w filmie “Popiół i Diament”. Sama dokumentacja to stanowczo za mało albowiem, co prawda upamiętnia, wyciska łzy i powoduje chęć zemsty, ale nie zmusza widza do głębszego zastanowienia się – jak to się stało i co takiego spowodowało, że państwo Polskie w 1939 roku tak banalnie upadło, a znaczna cześć jego elit została bezzwłocznie już na samym początku podwójnej okupacji zlikwidowana? Przecież nawet u widza niezorientowanego w historii, np. nie Polaka, a nawet osoby z dalekiego kręgu kulturowego, tego typu historia wywołuje jedno banalne zasadnicze pytanie podstawowe?

DLACZEGO?

Dlaczego Polska upadła pod niemieckimi i radzieckimi ciosami w 1939 roku i nikt nie przyszedł jej z pomocą pomimo sojuszy? Dlaczego w konsekwencji Polska została zdradzona przez zachodnich sojuszników? Dlaczego Polska nigdy nie domagała się zadośćuczynienia od ówczesnych aliantów za niezrealizowaną obietnice obrony? Czy rząd Polski w Londynie był na krótszym pasku swoich brytyjskich mocodawców niż rząd PKWN w Lublinie na rozkazach Kremla? Czy PKWN to historyczna konieczność, wynikająca z historycznego toku spraw, czy też narzucona Polsce obca władza? W konsekwencji roztrząsania kwestii historycznych tych dużych i małych przypomnimy sobie, jak wspólnie z Kanclerzem A. Hitlerem pan Rydz-Śmigły najechał Czechosłowację, jak Polska odrzuciła ofertę pomocy ZSRR dla tego kraju w 1938, jak potraktowaliśmy Litwę, że już o kwestii ukraińskiej w Rzeczpospolitej sanacyjnej nie wspomnimy… Jednakże należy pamiętać, że nic się nie dzieje bez przyczyny, a misją popularyzatorów wiedzy historycznej musi być dążenie do ukazania prawdy, przy akceptacji pewnego skrzywienia na rzecz realizacji linii polityki historycznej zgodnej z racją stanu.

Aktualnie mamy w kraju sytuację, że w gusta wielu osób wykształconych historycznie na PRL-owskich wzorcach, przesiąkłych “Stawką większą niż życie” i innymi formami pop-historii moderowanej na PRL-owską nutę, podlanych sosem AK-owskich wspomnień i sentymentu do ułana, szabli i stepu – wpasowuje się skrzywiony przekaz historyczny i bazujący na nim jednostronny przekaz polityczny formułowany przez największą prawicową formację opozycyjną i ośrodki medialno-intelektualne z nią powiązane. Całość jest podlana sosem niedawnej tragedii lotniczej na smoleńskim lotnisku – a wszystko utrzymane w klimacie walki o Polskę, Polskość i prawo Polaków do samostanowienia. Zdarzyło się nawet, że kilka osób podjęło głodówkę sprzeciwiając się zmianie modelu nauczania historii w szkołach publicznych! Na szczęście jeszcze nikt z tego powodu nie manifestuje na ulicach Warszawy, ale miłośnicy pewnej telewizji i słuchacze liczącej się stacji radiowej już dali pokaz siły, żeby rząd przypadkiem nie zapomniał, co mu grozi, jeżeli zdecyduje się na rozwiązanie nieuwzględniające postulatów agresywnej, napastliwej, wojowniczej i co najgorsze – zawłaszczającej sobie monopol naprawdę historyczną mniejszości!

Atak na percepcje Polaków następuje na wielu frontach, jedni – głównie starsi i bardzo religijni mają swoje radio i niszową telewizję. Znaczna część społeczeństwa żyjąca w małych wspólnotach lokalnych nosi na sobie brzemię instytucjonalnej religijności, zespolonej z lokalną władzą, dla której taki sposób życia, jaki prowadzi jest jedynym, który zna i nie chce go zmieniać. Osoby bardziej wyposażone w kompetencje cyfrowe z łatwością znajdą w Internecie szereg portali prawicowych pompujących ich sumienia mniej lub bardziej jadowitym “kontentem”, a wszyscy w każdym czasie mogą z łatwością skorzystać z porad na życie najpotężniejszej instytucji w Polsce, mając bardzo duże szanse, że jej lokalny przedstawiciel będzie miał przekonania konserwatywno-prawicowe i w mniej lub bardziej zawoalowany sposób je wygłosi.

Wszystko to składa się na pewien etos, Polaka – męczennika, który niesłychanie pasuje liderowi pewnej partii opozycyjnej. Słowa ojczyzna, porównywania percepcji przeciwników politycznych do myśli Adolfa Hitlera, trywialne poglądy gospodarcze, absolutna nieudolność sprawcza udowodniona w czasie zakończonych skandalem rządów – to wszystko powoduje, że ten człowiek może budować swój prestiż tylko na wybiórczo rozumianym kulcie tego, co uznaje za godne prezentowania własnych wartości. Nie chodzi tylko o kult “poległego” brata, ale np. o zawłaszczanie mitu Powstania Warszawskiego przez środowiska prawicowe, co jest prawdopodobnie największym skandalem i ciosem wymierzonym w polską pamięć historyczną – albowiem skojarzenie “Powstanie – >to nazwisko<“, po prostu odstrasza i obrzydza pamięć o tym dramacie dla znacznej części Polaków. Jeżeli do mitu męczeńskiego IV RP, poza pochówkiem wawelskim dodamy jeszcze kiełkujące nazywanie placów i ulic >tym nazwiskiem<, to będziemy mieli zamknięte koło żywej martyrologii, realnie istniejącej w naszej przestrzeni – bez względu na to czy to się nam podoba czy nie. Jest to wydarzenie bez precedensu, którego prawdopodobnie nie da się zahamować. W kulturze popularnej stopniowo następuje zrównanie obrzędowości związanej z Janem Pawłem II z obrzędowością “smoleńską”, a wszystko to jest ciągle stawiane na tym samym fundamencie narodowego eposu, walki, oporu, męczeństwa. Totalnie bezrefleksyjnie.

Wszystko wskazuje na to, że dzięki sile tej retoryki w najbliższych latach obóz prawicowy płynąc na fali etosu bogoojczyźnianego dojdzie do władzy. Zdecydują głosy tej połowy Polaków, którzy z zasady nie głosują w wyborach. Niestety jesteśmy skazani na rządy “histerycznych” populistów, manipulujących postrzeganiem historii – tylko, dlatego ponieważ wierzymy w niemoc wydobycia się poza dogmaty narodowego męczeństwa i ciągłej niemocy.  Prawdopodobnie nie ma dla tego kraju alternatywy albowiem, jeżeli na to morze jadu nałoży się jeszcze silniejszy kryzys ekonomiczny, którego skutki Polacy zaczną silniej odczuwać w swoich portfelach – to nic już nie uratuje tego kraju przed zalewem bogoojczyźnianego mesjanistycznego populizmu. Módlmy się tylko o to, żeby przesłanie tej części elity, która tak łatwo szafuje odwołaniem do najświętszych narodowych wartości nie stało się samo spełniającą się przepowiednią, w której znowu naród zapłaci najwyższą cenę a oni zwalą winę na “dziadka z Wermacht-u”, lub inną bzdurnie dobraną przyczynę wynikającą z zaniedbania poprzedników.

Prawdopodobnie jedynym sposobem na przerwanie spirali myślenia o Polsce w kategoriach Gloria Victis, jest zapomnienie. Ten scenariusz już jest realizowany, niestety w złej formie albowiem poprzez pranie mózgów przez wielokolorową – doskonale strawną medialną sraczkę wlewaną do świata percepcji telewidzów i odbiorców wszelkiej maści masowych i popularnych rozrywek. Alternatywnie można by było zacząć uczyć ludzi samodzielnie myśleć i wnioskować w przedmiocie spraw zasadniczych, otwierać oczy, stymulować dyskusję, podejście krytyczne, poszukiwanie alternatywy, innych modułowych rozwiązań, docelowo nowego paradygmatu funkcjonowania państwa i państwowości w wydaniu wspólnotowym – unijnym, jako nowej jakości. Jednakże to nam nie grozi, albowiem nasze państwo boi się myślących niezależnie obywateli, głównie, dlatego ponieważ boją się ich marne i mizerne “łże-elity”, spod znaku każdej opcji, a także te bezideowe, właściwie głównie te bezideowe. Przed nami sprawdzian – mecze naszej reprezentacji na Euro 2012, jak się zachowają kibice w przypadku przegranej reprezentacji po meczu z Rosją 12 czerwca w Warszawie? Dobrze, że nie gramy z Niemcami w grupie… Natomiast ewentualne zwycięstwo, też się może okazać przyczyną skanalizowania nastrojów. Z generalnej perspektywy, najlepszy były remis… Możliwy skandal międzynarodowy i zadra w pamięci nie jest nam do niczego potrzebna. Miejmy nadzieję, że żaden polityk nie bezie robił z kiboli “patriotów”, a na trybunach nie rozegra się bój o Olszynkę Grochowską…

5 komentarzy

  1. Ubiegł Pan mnie, sam chciałem napisać coś podobnego. Akurat po kilku miesiącach lektury prawicowych portali. Miała być odtrutka na Tak FM i TVN24, ale antidotum okazało się niestrawne. Chyba się wypiszę z polskości…

  2. uwolnić_niewinnych

    Bardzo dobry tekst, świetna diagnoza – doskonała recepta na rozwiązanie problemu. Popieram w pełnej rozciągłości

  3. czytam pańskie teksty;;zgadzam się,madry i doskonały tekst pańki 11 Maja “Dzień w którym skończyła się polska demokracja””Mało znany jest ten portal a w sytuacji kiedy zakrzykuje NAS na każdym kroku pisowska propaganda—–należałoby pańskie wypowiedzi bardziej upowszechniać;;np.spotkania i wykłady,szczególnie dla młodych,,artykuły w prasie codziennej,,wywiady w radiu i telewizji.Z podpisu KRAKUER wnioskuję że jest pan krakowianinem,Ja również jestem rodowitą krakowianką,kocham swoje miasto i bardzo boleję z powodu że Kraków ukochane miasto Jana Pawła 2 zostało przez pisowskie obchody rocznicowe sprofanowane—wiece polityczne pod Wawelem—a Kardynał Dziwisz nie reaguje.

    • Bardzo dziękuję za pokrzepiającą recenzję

      owszem, mało znany ale się przebija 🙂 w pełni wystarczający 🙂 nie są potrzebne mi dodatkowe wystąpienia po prostu nie ma na to czasu … kto chce niech korzysta 🙂 albo krytykuje 🙁 A w telewizji źle wypadam proszę Pani 🙁 natomiast w radiu doskonale 🙂 Pozdrawiam

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.